Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MIASTO TRUMIEN

COFFIN COUNTY

MIASTO TRUMIEN

ocena:6
Autor:Gary A. Braunbeck
Tłumaczenie:Grażyna Grygiel Piotr Staniewski
Wydanie oryginalne:2008
Wydanie polskie:2009
Wydawnictwo:Amber
Ilość stron:240
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ile to już razy autorzy horrorów przekonywali nas, że najciemniej jest zawsze pod latarnią, zaś strach z upodobaniem kroczy nie przez mroczne tunele, cmentarzyska czy stare zamki, ale znacznie częściej podąża uliczkami zapomnianych przez Boga i ludzi niewinnych mieścin? Do długiego panteonu małych miasteczek, w których czai się niewyobrażalne zło, możemy właśnie dołączyć zrodzoną w wyobraźni amerykańskiego pisarza Gary’ego A. Braunbecka miejscowość Cedar Hill. A muszę przyznać, że jeśli chodzi o ilość niesamowitych wypadków, jakie miały tam miejsce, może ona swobodnie konkurować choćby z upiornym Derry, znanym czytelnikom z „To” Stephena Kinga, czy spływającym krwią Pine Deep z „Bluesa duchów” Jonathana Maberry’ego.


Przesada na pewno nie jest słowem obcym Gary’emu Braunbeckowi, w „Mieście Trumien” bowiem spotykamy ją w zasadzie na każdym kroku, czy to na poziomie warstwy językowej, czy też fabuły. O ile szalone wręcz nagromadzenie niesamowitych wydarzeń może się nawet podobać – ba, stanowi właściwie o sile książki! – o tyle przegięta forma nie zawsze wychodzi jej na dobre. Braunbeck balansuje na granicy między elokwencją i grafomanią, czasami popadając w taką „kwiecistość”, że czytelnik łapie się za głowę i otwiera szeroko usta. Jego artystyczne zapędy równoważą jednakże te momenty, kiedy przy użyciu ciekawej składni i prostych słów wykłada nam niezwykle interesujące problemy – sens codziennej walki o życie, poświęcania się dla innych, czasami nawet dramatyczne rozważania o śmierci. Szczególne wrażenie wywiera sposób, w jaki jawi nam się fabryka w Cedar Hill oraz jej wpływ na mieszkańców miasteczka – odarcie z człowieczeństwa, zredukowanie do roli maszyny, brak nadziei na lepszą przyszłość.


Język Braunbecka sprawia wrażenie bardzo nierównego, tak samo zresztą, jak cała powieść. Na początku stronice zieją przeraźliwą nudą, potęgowaną przez przydługie opisy, później zaś akcja przyspiesza tak gwałtownie, że z trudem udaje się nam odnaleźć w pędzie wydarzeń. Nie zrozumcie mnie źle – czytanie „Miasta Trumien” nie jest katorgą, wręcz przeciwnie, raczej ciekawym i miłym przeżyciem, jednak wspomniane wady znacząco pogarszają jego odbiór jako całości. Ciekawym pomysłem było zawarcie w jednym tomie z powieścią także dwóch krótszych form, nawiązujących do niej poprzez miejsce akcji i postacie bohaterów. Dwa opowiadania Braunbecka, „Zagram ci bluesa” i „Składka związkowa”, dzielą właściwie wszystkie zalety i wady samej powieści. Chwilami głębokie i klimatyczne, zawierają zdecydowanie za dużo momentów nieciekawych i przegadanych.


Nie wszystkim też przypadnie do gustu fakt, że pomimo całej poetyckości i skłonności do lekkiego filozofowania, Braunbeck regularnie atakuje czytelnika opisami krwawych zbrodni, podanych dosłownie i z tak odrażającymi szczegółami, że potrafią wzbudzić niesmak. Nie mają one żadnego oczywistego celu, poza rzecz jasna epatowaniem brutalnością. Tego jednak Braunbeckowi zabronić nie można, zwłaszcza, że robi to tak pracowicie i z uczuciem, że mógłby obrzydzić posiłek nawet pracownikowi prosektorium.


„Miasto Trumien” to powieść o fabule skomplikowanej i niezwykle zawiłej, której finał co prawda wiele wyjaśnia, ale pozostawia też całe mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Jeżeli więc ktoś lubi, by wszystko wyłożyć mu przed nosem alfabetycznie, chronologicznie, od początku do końca, niech lepiej nie sięga po tę powieść, bo srogo się zawiedzie. Braunbeck wymaga też od czytelnika trochę pomyślunku, by odgadł niektóre symbole czy nawiązania, pozostawiane na kartach powieści. Zabieg to zdecydowanie godny pochwały, zaś książka bardzo szybko wynagradza odbiorcy ów wysiłek błyskawiczną akcją i jeszcze większym nawarstwieniem tajemnic, które wprawiają w miłą dezorientację.


Pomimo swoich wad, Gary Braunbeck wydał mi się jednym z bardziej oryginalnych twórców horroru publikowanych w ostatnich latach w Polsce. Myślę, że warto sięgnąć po jego dzieła chociażby po to, żeby na chwilę oderwać się od sprawdzonych mistrzów – Kinga, Barkera, Koontza i wszystkich pozostałych – by zakosztować czegoś nowego. Jeżeli za jakiś czas na polskim rynku ukażą się kolejne powieści Gary’ego A. Braunecka, zapewne podejmę wyzwanie i dam mu jeszcze jedną szansę.


PS. Braunbeck jest pięciokrotnym laureatem Nagrody Brama Stokera za swoje poprzednie utwory. Może warto by sięgnąć właśnie po nie w następnej kolejności?


Książkę kupisz TUTAJ

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ galopująca akcja w dalszej części powieści

+ mnogość tajemnic, uczucie niesamowitości

+ mroczne poczucie humoru

+ ciekawe pomysły i przemyślenia

+ szaleństwo formy i treści

Minusy:

- czasem poetyckość chciałoby się zastąpić o wiele zdrowszą prostotą…

- przestoje na początku powieści

- nierówny poziom całości

- nie każdemu przypadnie do gustu ilość makabry

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -