Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:Red Dead Redemption: Undead Nightmare

RED DEAD REDEMPTION: UNDEAD NIGHTMARE

Red Dead Redemption: Undead Nightmare

ocena:8
Producent:Rockstar North
Wydawca:Rockstar Games
Gatunek:action-adventure
Tryb gry:Single / Multiplayer
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Western i horror to dwa gatunki, których mariaż rzadko płodził zdrowe i szczęśliwe dzieci. Jeśli brać pod uwagę tylko medium gier wideo, to właściwie jedynym przykładem przychodzącym mi do głowy jest stareńka trzecia część serii Alone in the Dark, która zasłużenie przepadła w mrokach niepamięci. Jednak twórcy z Rockstar nieraz już udowodnili, że potrafią łączyć ogień z wodą, toteż niestraszne im zmieszanie spaghetti westernu z motywem apokalipsy zombie. W następnej kolejności czekam na miks dramatu psychologicznego i strip pokera – i nawet jeśli tylko żartuję, to jeśli ktoś potrafiłby takie cudo stworzyć, to zapewne Rockstar.

„Red Dead Redemption” jest chyba jedną z moich ulubionych gier na konsole. Ten absolutny hit, choć wprost czerpiący z rockstarowej serii Grand Theft Auto, to największe osiągnięcie w historii westernu od czasu „Bez przebaczenia” Eastwooda – jeśli pozwolicie mi na tak daleko posunięte porównanie. „Undead Nightmare” to niezależny dodatek, w którym znów przywdziejemy buty oraz ostrogi Johna Marstona i wyruszymy w góry i prerie, by ratować jego rodzinę. Z tymże teraz nie zagrażają im złowrodzy agenci federalni, a plaga zombie.

Fabuła nie ma właściwie za wiele do opowiedzenia, pełniąc raczej funkcję fanfika dla miłośników RDR niż pełnoprawnej niezależnej historii. Kolejne zadania fabularne to po prostu rząd luźno powiązanych wątków, które prowadzą nas niespiesznie do absurdalnego i wydumanego zakończenia. Najlepsze wrażenie robi chyba początek, ozdobiony wzruszającą do łez organową muzyką i przezabawnym głosem narratora, który niczym w „Strefie mroku” wprowadza nas w bardzo zły dzień z życia Johna Marstona. W trakcie naszej podróży napotykamy sporo znajomych z RDR – ci z graczy, którzy nigdy w pierwowzór nie grali, stracą sporo nawiązań, które zastępują tu spójną historię.

Jeśli chodzi o rozgrywkę, to „Undead Nightmare” różni się od swojego poprzednika pod wieloma względami. Przede wszystkim choć możliwość chowania się za osłonami dalej jest tu obecna, to jej używanie nie ma najmniejszego sensu. Zombie nie będą grzecznie czekać, gdy John zdejmuje je po kolei z karabinu siedząc za murkiem. Zamiast tego walki błyskawicznie zmieniają się w emocjonujące gonitwy, w których zwiewamy przed tłumem zaślinionych paskud i co jakiś czas obracamy się, żeby w zwolnionym tempie (slow motion nazywane jest tutaj Deadeye, tak samo jak w RDR) ustrzelić parę łbów. Akcja jest znacznie szybsza, a potyczki o wiele bardziej chaotyczne, co z początku skutecznie podnosi adrenalinę. Zwłaszcza, że amunicji może nam błyskawicznie zabraknąć, jeśli nie szukamy uważnie skrzynek z zapasami bądź nie przeszukujemy posłanych do piachu nieumarłych. Warto też pamiętać, że zombie występują tu w czterech typach – zwykłe szwędy, diabelnie szybkie paskudy, nieludzko silne olbrzymy i plujące kwasem „rzygacze”.

Do rozgrywki dorzucono trochę mniej lub bardziej odkrywczych urozmaiceń. Nowe uzbrojenie obejmuje buteleczki z wodą święconą, strzelbę na wybuchowe pociski i garłacz strzelający częściami ciała zabitych zombie. Ten ostatni choć brzmi interesująco, w istocie nie może równać się ze starą, dobrą dwururką. O niebo lepiej prezentują się za to konie – mamy możliwość złapania i okiełznania czterech wierzchowców Apokalipsy, w tym ognistej Wojny i lśniącej Śmierci. Poza tym w każdej chwili możemy też dosiąść konia zombie.

Jeśli chodzi o zadania fabularne, to są zadziwiająco powtarzalne. W zasadzie większość z nich to po prostu animacje, w których Marston rozmawia z napotkanymi postaciami. Czasem trzeba oddać im jakąś przysługę, uratować je przed zombie czy pojechać w inne miejsce na mapie, ale nie ma tutaj absolutnie niczego, co przykułoby naszą uwagę na dłużej. Podobnie zadania poboczne – brakuje im polotu i pomysłu. Esencją gry wydaje się być oczyszczanie kolejnych miejscowości z nieumarłych, co robi się nużące jeszcze zanim skończymy rozprawiać się z amerykańskim brzegiem. Gdy trafimy do Meksyku, naprawdę nie mamy już ochoty nikogo ratować. Odbijanie miasteczek wygląda zawsze tak samo: przyjeżdżamy, podjeżdżamy do któregoś z ocalałych, a potem zabijamy zombie tak długo, aż wskaźnik bezpieczeństwa sięgnie maksimum. Potem zostaje już tylko wykończenie niedobitków oraz zbieranie nagród z rozrzuconych po miasteczku skrzynek.

Oprócz ratowania osad i farm czasami przyjdzie nam też oczyścić cmentarz. Tu również wszystko sprowadza się do schematu, który zaczyna nużyć już po dwóch, trzech razach: najpierw podpalamy stojące luzem drewniane trumny, potem strzelamy do nieboszczyków tak długo, aż pojawi się boss, a po wykończeniu go cmentarz zostaje oczyszczony z wszelakiego zła. Bossowie to zazwyczaj postaci z „Red Dead Redemption”, które zeszły z tego świata w mniej lub jeszcze mniej wesołych okolicznościach, jednak same starcia z nimi to banał. Właściwie trudno nazwać ich bossami, bo giną tak samo łatwo jak inne umrzyki i czasami zdarza się, że zabijamy ich razem ze stadem innych bestii, nawet nie zauważając kiedy to zrobiliśmy.

Choć z początku „Undead Nightmare” wydaje się dodatkiem idealnym, w dodatku szalonym i całkiem pozbawionym hamulców, w istocie po pewnym czasie zaczyna nużyć. Strzelanie do zombie nie jest zbyt urozmaicone, a cele misji są nieciekawe. Wszystkie atrakcje powszednieją po kilku godzinach gry, gdy zdajemy sobie sprawę, że twórcy nie mają już dla nas żadnych nowych atrakcji. W porównaniu z podstawką „Undead Nightmare” prezentuje się przeciętnie, ale jako zabawa na kilka godzin sprawdza się bardzo dobrze. No i wreszcie mamy tu do czynienia ze strawnym połączeniem horroru i westernu, a to ogromna rzadkość.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

+ mieszanka gatunkowa westernu i horroru
+ kilka fajnych pomysłów i dodatków
+ styl rozgrywki zupełnie inny niż w RDR
+ zabijanie zombie w zwolnionym tempie rządzi
+ dodatek jest samodzielny i nie wymaga podstawki

Minusy:

- nieistniejąca fabuła
- powtarzalność i szybko wkradająca się nuda
- mało urozmaiceń

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -