Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:Return to Castle Wolfenstein

RETURN TO THE CASTLE WOLFENSTEIN

Return to Castle Wolfenstein

ocena:8
Producent:id software
Wydawca:Activision
Gatunek:FPS
Tryb gry:Single / Multiplayer
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:8.33
Głosów:12
Inne oceny redakcji:

Wszystko zaczęło się w 1983 roku za sprawą programu „Castle Wolfenstein”. Było to połączenie gry akcji i skradanki, rozgrywające się w czasach drugiej wojny światowej. Sukces zaowocował rok później kontynuacją „Beyond the Castle Wolfenstein”. W 1992 roku za sprawą id Software nadszedł „Wolfenstein 3d”, który stał się ojcem wszystkich FPS-ów. Prócz wątków wojennych dodano też kilka elementów nadprzyrodzonych, które rozwinięto jeszcze bardziej w kolejnej części „Spear of Destiny” (również 1992). Fabułę obu gier oparto na autentycznych zainteresowaniach Heinricha Himmlera okultyzmem i czarną magią, którą chciał wykorzystać dla sukcesu Trzeciej Rzeszy. Dziwne, że aż dziewięć lat trzeba było czekać na następcę, który pojawił się wreszcie w 2001 roku, nosił dumną nazwę „Return to the Castle Wolfenstein”.

Druga wojna światowa. Heinrich Himmler wchodzi w posiadanie dokumentu z legendą, wedle której saksoński książę Heinrich stworzył armię nieumarłych. Himmler postanawia stworzyć własne oddziały Nadżołnierzy. Powstrzymać może go tylko agent do zadań specjalnych, William Joseph Blazkowicz. Wyrusza on na niebezpieczną misję, gdzie zmierzy się nie tylko z wojskami hitlerowskimi, ale także z nadprzyrodzonymi mocami i wytworami nowoczesnej techniki.

Grę oparto na silniku Quake III Arena, dzięki temu do dziś prezentuje się znakomicie i zapewnia rozrywkę na wysokim poziomie. Fabułę powiązano z poprzednimi częściami za pomocą postaci głównego bohatera i połączenia wątków wojennych z nadprzyrodzonymi, poza tym zaserwowano ogromną rewolucję w stosunku do poprzedników. Wspomniany silnik pozwolił wyjść Williamowi z zatęchłych korytarzy i możemy skradać się również w lasach, górach, małych miasteczkach czy też wielkich bazach wojsk hitlerowskich. Szczególnie w sprzyjających okolicznościach przyrody jest to wysoce przyjemne, bowiem tekstury tła zostały wykonane z wielką starannością i do dziś nie ustępuję wiele nawet najnowszym produkcjom. Epizody, w których musimy wedrzeć się do jakiejś bazy, przedrzeć się do dworca czy znaleźć kontakt w miasteczku przypominają bardzo charakterem rozgrywki Medal of Honor, co tylko wpływa korzystnie na różnorodność gry i świadczy o jej klasie.

Kwintesencją i tym co nas najbardziej interesuje są jednak elementy horroru. A tych tu nie brakuje. Już w drugim epizodzie przyjdzie nam przedrzeć się przez katakumby pełne nieumarłych żołnierzy i wojowników. Klaustrofobiczny klimat poparty dopracowaną we wszystkich szczegółach ścieżką dźwiękową wytwarza nieustające uczucie zagrożenia i grając nocą w słuchawkach można się kilkakrotnie zestresować, inna sprawa, że pamiętam, iż zasiadłem niegdyś do omawianego tytułu zaraz po ukończeniu „Clive’s Barker: Undying” i tu już takich emocji jak w CBU nie doświadczyłem. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że produkcja Barkera zestarzała się graficznie, a RTCW powiedzieć tego nie można. A przynajmniej nie da rady zrobić z tego zarzutu. Wracając jednak do zjawisk nadprzyrodzonych. Nie zabraknie umarłych, potworów i zmutowanych cyber-żołnierzy, którzy zechcą nam utrudnić odkrycie tajemnicy Himmlera. Każdy epizod zaś, nawiązując do serii, zakończymy walką z potężnym bossem, którego przynależność do naszego świata też jest cokolwiek wątpliwa.

Połączenie fantastyki z realiami drugiej wojny światowej odnajdziemy również przeglądając arsenał naszego bohatera. Oprócz klasycznych broni typu Parrabellum, Colt M1911, MP40, karabinów Mauser, Thomson czy Sten i Paznzerfausta, znajdziemy tam również futurystyczny Venom Minigun i Działko Tesli. Na szczęście dla tradycjonalistów, większość nieumarłych podatna jest nawet na archaiczną broń, choć należy zwiększyć dawkowanie pocisków. Zresztą w grze obok tradycyjnej eliminacji wrogów niejednokrotnie należy się wykazać umiejętnością bezszelestnego przemykania się obok umocnionych pozycji nieprzyjaciela, tak by nie wzbudzić podejrzeń i nie wzniecić alarmu.

Do programu można mieć tylko dwa zarzuty, ale nawet te zależnie od punktu widzenia mogą się okazać zaletami. Po pierwsze, gra jest za krótka. Kilka godzin sprawnej rozgrywki i już widzimy napisy końcowe. Ale jak mówiłem, nie każdy lubi grać w kolejne „Halo”. Po drugie nie każdemu może odpowiadać połączenie gry wojennej z grą horrorową. Ja jednak lubię obie odmiany, tak też tylko dla zachowania pozorów obiektywizmu odejmuję dwie czaszki od oceny końcowej. Dla mnie jednak miks "Medal of Honor" z "Undying" satysfakcjonuje i wyczekuję od lat na wieści o kontynuacji.

P.s. Rok po premierze został wydany oficjalny dodatek Enemy Teritory umożliwiający rozgrywki w sieci.

Screeny

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na grę.
Plusy:

+udana kontynuacja
+oryginalne połączenie gry wojennej z horrorem
+zróżnicowane poziomy i sposoby rozgrywki
+grafika, która dzielnie opiera się upływowi czasu

Minusy:

-za krótka
-nie każdemu może odpowiadać takie połączenie gatunków

Na forum:

Podyskutuj o grze tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -