Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Zemsta

Daniel Guzdek
Angelina Monroe

Późnym wieczorem po dniu ciężkiej pracy ruch we wsi zaczynał ustawać. Wozy zniknęły w stodołach, w niektórych chałupach układano się już do snu. Tylko w pobliskiej gospodzie było tłoczno i gwarno. Dębowe ławy uginały się pod siedzącymi, a stoły pełne były piwnego napitku. Gdzieniegdzie można było też dostrzec butelczyny gorzałki z nieodłączną kiełbasą i chlebem do przepitki. W pomieszczeniu pełnym dymu wiele par wywijało obertasa, wykłócało się o nic nie znaczące sprawy i dysputowano o wydarzeniach z ostatnich dni.
-A wiecie to, że zmarło się dziwakowi Józefowi spod lasu?
-A jakże, dyć wczoraj był jego pogrzeb.
Rozmównicy zasępili się nieco.
-Mało ludzi było na pogrzebie…
-A i ksiądz szybko ceremonię odprawił.
-Cóż, zmarło się chłopinie.
-O jednego dziwaka mniej…
-Słyszeliśta to…-jeden z gospodarzy bliżej przysunął się do kompanów- że odbywając przychówek przewrócił się i na gnoju umarł!
-No i co z tego?- zapytał się któryś zniecierpliwiony.
-Ano to, że go dopiero po tygodniu znaleziono, jak już cuchnął, a robaki mu gębą wyłaziły.
-Przecież i tak mało kto do niego zaglądał, sam mieszkał, w kościele się nie pojawiał- zauważył ktoś.
-Dziwak!
-Dziwak!- przytaknęło zgodnie parę osób.
-Słyszeliśta też, że z ludziskami nie gadał, a na nasze zwierzęta pomór zesyłał?!
-Ooo, Antek. Masz rację, nie dalej jak tydzień temu zdechła mi krowa…
-A mi ciele się udusiło…
-Ja swego psa zabić musiołem…
-Ech, ale on był już stary.
-Ale zawsze strata.
-Wiecie co?- poruszył się chłop zwany Antkiem- trza mu odpłacić za nasze krzywdy! Nie popuścim mu tego!
-Ale co zrobić, dyć już leży pochowany…
Antek zmarszczył brwi, było znać, że alkohol uderzył mu już do głowy.
Inni podjudzali go:
-Antek! Pamiętaj o nas, i za to co on nam zrobił, dyć i od ciebie Kryśka odeszła.
-Bo ją bił- odezwał się ktoś, lecz wnet został zakrzyczany.
-Antek! Odpłać dziwakowi, niech go nasza zemsta i w piekle dosięgnie!
Antek wstał, zsiniałymi z gniewu ustami wyszeptał:
-Dostanie on za nasze krzywdy, dostanie…Wiem!- wyciągnął nóż zza pazuchy-ubiję go w grób, niech wie, że nie zapomnieliśmy o nim!
Czem prędzej wybiegł z gospody. Za nim podniósł się gwar rozjuszonych, podpitych współbiesiadników.
Opuszczając gorącą atmosferę w gospodzie Antek jakby spokorniał, już mu się tak nie spieszyło do celu.
Było już całkiem ciemno, w dodatku zaczął padać deszcz. Ociągając się, zawrócił do chałupy i zabrał jakąś kapotę, byle jako tako ochronić się przed dżdżem. Wymacał nóż przy boku, poprawił go i…ruszył na cmentarz.
Wzmógł się wiatr, deszcz zaczął z lekka zacinać, pojawiła się mgła. Przytrzymując rękoma rozwiewaną przez wiatr kapotę podążał Antek przed siebie.

„Ech, trza się było tak nie wyrywać na przód, przecie sam mu na pogrzebie śpiewałem Wieczne odpoczywanie. Zamiast plątać się po nocy mogłem ja już wygrzewać się pod pierzyną, ech…”
Deszcz ustąpił, wiatr nadal powiewał, kierując mgłę unoszącą się nad lasem w stronę wiejskich zabudowań. Chłop już od dłuższego czasu szedł na wyczucie. Całkiem już wytrzeźwiał, rozważając bez przerwy nad tym co miał zrobić.
W końcu doszedł do cmentarza. Wokół panowała śmiertelna cisza, tylko czasem wiatr zaszumiał w drewnianych krzyżach. Mgła rozlewała się po ziemi a nad nią wystawały gdzieniegdzie wierzchołki grobów z wystającymi z nich krzyżami.
Powoli, aby nie potknąć się o mogiły stąpał uważnie, bacznie rozglądając się wokoło. Wtem wzrok jego zatrzymał się nad jednym z nagrobków. Ten usłany był jeszcze usychającymi kwiatami, a ziemia na nim była świeżo skopana.
„To tu.” Jak złe zmory naszły znów Antka wspomnienia dziwaka spod lasu. Jakby czekając na ten moment wzmógł się jeszcze wiatr, rozwiewając poły jego płaszcza.
„Tu leżysz gagatku, w poświęconej ziemi…”
Ukląkł przy mogile, a jego nogi zatopiły się w oparach mgły.
„Ale cóż mi możesz zrobić, dyć dwa metry ziemi nad tobą…”
Sięgnął po nóż.
„A i wieko trumny dobrze przybite, bom sam o to zadbał…”
Wymacał ręką świeży grób, odsunął badyle.
„Nie zapomnielim o naszych krzywdach, dudku…”
Podniósł rękę z nożem…
„A teraz- masz!”
…i szybko ją opuścił, wbijając go aż po rękojeść.
Podniósł się.
„A teraz do chałupy, byle prędko…”
Obrócił się i już, już miał odejść, kiedy…coś powstrzymało go gwałtownie przy mogile, przytrzymując za płaszcz…
-Jezus…-zdążył wyszeptać.
Wiatr wionął mu prosto w twarz. Twarz na której pozostał śmiertelny grymas przerażenia. Padł trupem przy grobie. Mgła otuliła go natychmiast swym całunem. Wiatr uciszył się, a zza chmur zaczął prześwitywać księżyc.
W gospodzie panowała zabawa na całego: pito, palono, obżerano się i gadano o tym i o tamtym. Tylko gromada chłopów w kącie karczmy czekała ze zniecierpliwieniem ale i z bojaźnią na powrót śmiałka. Żaden nie chciał się ruszyć za nim, ale też jakoś żadnemu nie spieszyło się do swego obejścia. Siedzieli markotni nad niedopitymi kuflami i czekali w milczeniu.
Ale i z wolna gwar ucichł, pary zaczęły wychodzić, tylko oni siedzieli w ciszy- i czekali. Już i świt poranka ich zastał w tym kącie- oniemiałych, zasępionych, w bezruchu.
Któryś z nich poruszył się w końcu.
-Cóż, nie ma Antka, więc trza iść za nim.
-Ano tak, tak-odezwały się przytłumione głosy, jakby przebudzonych z letargu kompanów.
Tak i poszli.
Dochodząc do cmentarza instynktownie zwolnili kroku. Pod ich nogami rozwiewała się poranna mgła. Krople wilgoci pokrywały groby i krzyże.
Doszli na miejsce- przystanęli zasępieni i patrzyli długo na widok, jaki im się objawiał.
W otoku mgły, przy świeżej mogile leżała postać, której kraj kapoty przytrzymywał nóż wbity w sam środek grobu.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -