Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Baśń Niepokorna

Piotr Chlebowicz

Niezmierzone eony gdzieś bardzo, bardzo daleko od Ziemi, tak daleko, że nie da się tego opisać ani zmierzyć a jednocześnie całkiem blisko było sobie Niebo. W Niebie jak każdy wie- mieszkają aniołowie. A najróżniejsi oni- anioł aniołowi nierówny: uporządkowani są ściśle według hierarchii zwanej Chórami. Byli tam na przykład Archonci- wspaniałe istoty o gorejących oczach i potężnych, jakby szczerozłotych skrzydłach. Z rzadka, przy wyjątkowym szczęściu można było napotkać jednego z Tronów- Najbliższych gwardzistów Pana; przechadzali się czasami po dziedzińcach najwyższych części Nieba: ogromni, potężni, groźni… Czasami dostrzec się dało spacerujących małymi grupkami dostojnych Serafinów o kędzierzawych czuprynach złotej barwy i sylwetkach atletów. Od czasu do czasu z hukiem przetaczały się po niebiańskich duktach Rydwany- aniołowie, których nazwa pochodziła od rydwanów właśnie, którymi się poruszali; zaprzężone do onych wozów były zawsze dwa przeogromnych rozmiarów rumaki oślepiająco białe, o kopytach jakby odlanych ze złota a grzywy ich były warkoczami żywego ognia. Czasami też dostrzec można było godnego, promieniejącego siłą Cherubina. Zdecydowanie łatwiej zauważyć było któregoś z pięknych Archaniołów a już zagubić się można było wśród pośledniejszych sworzeń niebiańskich- Aniołów średnich i niskich chórów. No i wreszcie Niebo zamieszkiwała też cała rzesza ślicznych, malutkich, grubiutkich, wesołych anielątek, ot właśnie takich, jakich mnóstwo zobaczyć można na rozmaitych obrazach wielu malarzy, takiego Rembrandta czy Rubensa na przykład. Choć jak wszystkie bobasy, jak już rzekliśmy, wesołe i skore do zabawy, grzeczne były i zawsze pilnie słuchały nauk i poleceń starszych mieszkańców niebios. Ale jedno z nich było inne. Wyglądało tak samo, tak samo pilnie pobierało nauki, ale było za to nie niebiańsko wręcz ciekawskie i niesforne. Wszędzie zawsze musiało się wcisnąć, wszystko zobaczyć i wszystkiego dotknąć. I lubiło przy tym strasznie psocić. Nie było to oczywiście nic bardzo szkodliwego. Raz na przykład, z czego nasze anielątko był szczególnie dumne, udało mu się zakraść pod pałac Azbuga- Filaru Sprawiedliwości i rumakom w jego rydwanie zapleść grzywy w warkoczyki i pozawiązywać je kolorowymi wstążeczkami… Tenże, gdy to zobaczył wpadł we wściekłość, bo kto to widział żeby rumaki w rydwanie Filaru Sprawiedliwości, ognistookie bestie, paradowały z grzywami powiązanymi w żółte, różowe i jasnozielone kokardki?
I tak to sielsko i wesoło mijał czas w Niebiesiech…
Kiedyś nadszedł jednak dzień, w którym jedna trzecia aniołów stanęła za zbuntowanym przeciw Panu Aniołem Światłości i w Niebiosach wybuchła Wojna! Nasze małe anielątko oczywiście nic z tego nie rozumiało, ale strasznie zaciekawiło je to, że nagle zapanował rozgardiasz, bieganina a Rydwany całymi kolumnami galopowały przez niebiańskie trakty. Koniecznie musiało zobaczyć, co się dzieje. Frunęło więc pracowicie na swoich małych skrzydełkach w tą stronę, w którą podążały rzesze aniołów. Zaplątało się miedzy nimi, a w panującym bałaganie nikt nie zwrócił na nie uwagi. Wiedzione swoją nieposkromioną ciekawością znalazło się, nie wiedząc o tym, w samym środku dramatycznych i tragicznych wydarzeń, bo oto nagle ogromna część nieba razem z będącymi tam aniołami zaczęła nagle osuwać się w dół!!! Anioły, które odtąd zwać będą Demonami, bądź Upadłymi nie próbowały wznieść się, tylko trwały dumnie uniósłszy głowy i wzrokiem pałającym patrzyły bez żalu za oddalającymi się coraz dalej krawędziami Niebios. A na nich zgromadziły się zastępy wierne Panu. …A nasze małe ciekawskie anielątko znalazło się po niewłaściwej stronie Niebios! Tej, które spadały ku Otchłaniom!!! Oczywiście nie wiedziało ono o tym jak straszna rzecz się właśnie stała. Wiedziało tylko, że oto nagle niebo usunęło mu się spod krótkich nóżek i jakaś straszliwa siła ściąga je niepowstrzymanie w dół. Widziało też anielątko, że krawędź Niebios jest bardzo blisko, tak, blisko, że można by policzyć szprychy w kołach rydwanów… Wydawało się, anielątku, że zaraz tam doleci i ciężko pracowało swymi małymi skrzydełkami, ale coś tak strasznie ciągnęło je w dół… Wystraszyło się anielątko niewypowiedzianie, tak bardzo jak tylko może wystraszyć się ktoś, kto nigdy się nie bał i nagle poznaje, co to strach… Zaczęło krzyczeć ile siły w małym gardziołku:
-Niech mi ktoś pomoże!!! Pomóżcie!!!
Ale nikt nie usłyszał małego aniołka… I nikt go nie zobaczył… Zbyt daleko patrzyły oczy Archontów, Tronów, Cherubinów i innych mieszkańców niebios, żeby dostrzec walczącego ze wszystkich sił- przecież prawie u ich stóp- małego aniołka. A stali i patrzyli długo… Coraz niżej spadało anielątko, nie miało już siły, ale jeszcze próbowało wznieść się do krawędzi Niebios. Widziało wyraźnie twarze i oczy patrzące gdzieś daleko, daleko poza niego… Zbyt daleko, aby dostrzec walczącą rozpaczliwie małą zagubioną istotkę… Chwilami udawało się małemu aniołkowi wzlecieć troszkę bliżej Nieba, by zaraz przemożna siła ściągnęła go w dół… I w końcu zabrakło sił; raz jeszcze zatrzepotało skrzydełkami by już za chwilę niepowstrzymanie spadać w dół, szybciej i szybciej… Już spadając próbowało jeszcze trzepotać skrzydełkami, ale w końcu zwinąwszy się w kulkę poddało się losowi… Nie wiedziało jak długo to trwało, bo rozpacz i przerażenie zamieniły jego rozumek w malutki kłębuszek nieszczęścia. I spadało długo, bo tam, gdzie miejsce powstało, które zwać się będzie Inferno! A wyglądało to tak jakby gwiazdka spadała… I stało się tak, że Anioł Jutrzenki- Lucyfer, którego Diabłem i Szatanem zwać będą, patrzył w górę jakby dostrzec chciał Niebo utracone i dostrzegł jaśniejący na Czarnym Firmamencie pędzący w dół jaśniejący punkcik. Był od niego jeszcze daleko, ale dostrzegły bystre oczy małe uskrzydlone ciałko i nim anielątko roztrzaskało się o skały Inferna, wzleciał i schwycił go w mocarne ramiona. Przyjrzał się uważnie zwiniętej ciasno i łkającej żałośnie małej istotce. Przytulił najdelikatniej jak umiał anielątko do tytanicznej piersi i powiedział głaszcząc do po główce:
-Ćśś, już się nie bój moje małe anielątko. Kocham cię. Kiedyś będziesz potężnym i pięknym aniołem… Kocham cię, moje przybrane dzieciątko…
Tak też się stało. Przez kolejne eony malutkie anielątko wyrosło na wspaniałą potężną istotę. Anioła- dziewczę przewspaniałej urody. Wychowała się wśród najpotężniejszych Mrocznych Aniołów, mieszkańców samej stolicy Pandemonium -Dis -środka krain Infernalnych. A z tychże najbardziej polubiła Samaela –Jad Zemsty -za jego olbrzymie poczucie humoru i zawsze mądre gadulstwo, oraz Azazela- zapalonego myśliwego- za dzikie przejażdżki na Piekielnych Ogierach i szalone polowania na mantikory i wiwerny po pograniczu Limbo. Bardzo lubiła też Asmodeusza- jednego z najmądrzejszych mieszkańców Otchłani, nauczyciela Siedmiu Sztuk Wyzwolonych, który uczył ją wszystkiego, co sam wiedział. Czuła także wielką sympatię do cichego i spokojnego, jakby wiecznie zamyślonego Tammuza- opiekuna roślin podziemnych- tak po prostu, bez jakiegoś szczególnego powodu. Nie lubiła natomiast wizyt Lilith- z poza Inferna, gdzieś z innych krain Otchłani, chyba domeny Arioka. Lilith- Matka Demonów, choć nieprawdopodobnie, oszałamiająco, nieopisanie wręcz piękna nie budziła jej sympatii, za to zawsze bardzo ciekawiły ją wizyty dyplomatyczne z samego Limbo- Planu Okiełznanego Chaosu. Po sprawach oficjalnych, Chaosyci byli bardzo mili, rozmowni i mieli zawsze do przekazania mnóstwo mądrości, a tej jak mówił jej Przybrany Ojciec- nigdy za wiele.
Z poza infernalnych osobistości i chyba najbardziej ze wszystkich w ogóle- poza swym Przybranym Ojcem oczywiście- polubiła ogromnego, czarnowłosego- jak się domyślała- jednego ze Starych Bogów albo prastarego demona. Milczący- tak go nazywała. Czasami pojawiał się w Pandemonium, do nikogo się nie odzywał (aczkolwiek każdemu był się grzecznie na powitanie skłonił) i samą myślą tylko rozmawiał sam na sam z jej Przybranym Ojcem. Miał trzy pozbawione jakiegokolwiek wyrazu srebrne twarze jedna nad drugą i jak się kiedyś przypadkiem dowiedziała, przepięknie grał na gęślach. Choć ów nie potrzebował towarzystwa, wręcz stronił od niego, to szczególnie lubił grać właśnie dla niej. Długie godziny spędzała słuchając przepięknych smutnych melodii. Kiedy kończył, prosiła o jeszcze a on zawsze spełniał jej prośbę. Potem całowała go na pożegnanie w środkowe czoło i cierpliwie czekała na następną wizytę Milczącego. Kiedyś zapytała Samaela, kto to. Ten odpowiedział całkiem niepodobnie do siebie, powściągliwie i tajemniczo:
-To ktoś bardzo stary, starszy niż Pandemonium i bardzo, bardzo potężny.
Na poznawaniu mądrości, uciechach, gonitwach i polowaniach upływał jej czas w Pandemonium.
Była szczęśliwa.
Czuła jednak, że musi jakoś się odwdzięczyć swemu przybranemu ojcu za okazana miłość i troskę, choć tenże nigdy nie dał jej do zrozumienia, że wymaga jakieś wdzięczności, ni nawet- gwoli ścisłości- nigdy tak nie myślał. Uczucie to jednak nie dawało jej spokoju. Jak jednak okazać mogła wdzięczność komuś tak potężnemu i wspaniałemu jak On? Ośmieliła się Go nawet kiedyś o to zapytać a On uśmiechnął się i odpowiedział w te słowy:
-Za całą wdzięczność wystarczy mi, że jesteś tutaj i że widzę, jakim wspaniałym i potężnym aniołem się stałaś z tej kupki nieszczęścia, którą kiedyś złapałem w ramiona.
Na tym rozmowa się skończyła, ale to jej nie wystarczyło. Chodziła zamyślona i nawet nie dała się wyciągnąć Azazelowi na polowanie na Pustkowia Chaosu. A było to pogranicze królestwa Azgatotha, prastarego jak sam Czas boga Pierwotnego Chaosu- innego niż Limbo- krainy gdzie nawet potężne demony infernalne nieczęsto odważają się zapuszczać. I choć przepadała za takimi ryzykownymi wyprawami i normalnie natychmiast popędziłaby siodłać swego wierzchowca- zwłaszcza, że mieli polować na behemoty- teraz tylko wzruszyła ramionami. Azazel szczerze zmartwił się, bo widział, że coś ją trapi. Wybrali się, więc na spokojną przejażdżkę po Polach Egejskich, podczas której opowiedziała Azazelowi o trapiących ją rozterkach. Tenże posłuchał, pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem coś długo i cicho jej tłumaczył. Po tej rozmowie, wymusiwszy na Azazelu, że o niczym nie powie jej Przybranemu Ojcu, wróciła do pałacu wesoła i rozpromieniona- już wiedziała, co może zrobić, jak odwdzięczyć się wspaniale swemu Przybranemu Ojcu.
Niedługo, później nic nikomu nie mówiąc, udała się we wskazane przez Azazela miejsce i zeszła na Ziemię. Narodziła się jako człowiek- normalne człowiecze niemowlę.
Po kilkunastu latach wyrosła na prześliczną, drobną kobietkę o łagodnych rysach, niezwykle długich włosach koloru bursztynu i wielkich jasnych oczach. Oczach, w których dostrzec można wielki żal i bezgraniczną tęsknotę za tym, co zostawiła po Tamtej Stronie. Żyje teraz pośród nas. Wiele los jej kazał wycierpieć niezasłużonych krzywd, wiele niesprawiedliwego bólu, ale ona, choć bardzo tęskni za Pandemonium, dzielnie trwa tutaj…
Czemu to zrobiła? Czemu tutaj do nas przyszła i czemu została? Ano, dlatego, że teraz wędruje po Ziemi i niestrudzenie niesie pomoc tym ludziom, którzy noszą na dnie duszy okruchy serc aniołów i demonów, dla których to, że widzą, słyszą i czują to, czego zwykli ludzie doświadczyć nie mogą, jest straszliwym brzemieniem i nieznośną udręką. A ona swą mądrością i mocą przynosi im ukojenie w cierpieniu i wiedzę o nich samych- wiedzę, która jest lekarstwem na ich ból. Szuka też po ziemi tych ludzi w duszach, których płonie Wieczny Ogień i którzy tak jak ona szczerą i czystą miłością pokochają jej Przybranego Ojca. Może kiedyś przyjdzie i do was?



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -