Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Blizna

Krzysztof Gonerski

Czerwona kula słońca leniwie chowała się za horyzontem. Słoneczna poświata zabarwiła wrześniowe niebo purpurą. Niepowtarzalny widok nie zwracał jednak mojej uwagi. Znajdowałem się na balkonie, na którym urządziłem pracownię. Jestem geodetą i zajmowałem się w niej swoimi projektami. Pochłonięty obliczeniami i wykreślaniem linii wodociągów na wielkim arkuszu papieru, pracowałem nad terminowym wykonaniem kolejnego zlecenia. Czerwony promień światła, wpadający przez okno, zatrzymał się na mojej głowie. Wskazywał na mnie świetlistym palcem.

W mieszkaniu panowała sprzyjająca pracy cisza. Nie była może idealna, bo z pokoju mojego syna - Adasia dochodziły brzęczące odgłosy wyścigówek-zabawek pędzących po plastikowym torze, lecz szybko przywykłem do tego dźwięku. Nie przeszkadzał mi, nawet mimo nie zamkniętych drzwi od balkonu. Gdy mojej żony, Marii nie było w mieszkaniu, drzwi zostawiałem otwarte, żeby mieć od czasu do czasu baczenie na naszą pociechę. Adasia zawsze rozpierał nadmiar energii, którą wyładowywał w sposób często sprawiający nam sporo kłopotów. Kiedyś na przykład bawił się w "dżunglę". Zabawa polegała na niczym innym, jak na skakaniu po meblach, które wyobrażały strzeliste drzewa tropikalnego lasu. Jedna z "gałęzi" najwidoczniej nie wytrzymała ciężaru chłopca, bo z hukiem spadała na podłogę. Nasz niesforny syn miał przy tym dużo szczęścia: upadł razem z meblem, ale poza siniakami i zadrapaniami nic złego mu się nie stało.

Cisza trwała, przerywana jedynie brzęczeniem mknących samochodów Adasia. Nagle dołączył do nich inny, niepokojący dźwięk. Nie od razu dotarł do mojej wypełnionej matematycznymi obliczeniami głowy. Dopiero po chwili usłyszałem cichy, choć wyraźny szloch. Nasłuchiwałem przez moment, chcąc się upewnić, że to tylko złudzenie, ale wrażenie, cichutkiego łkania nie ustawało. Płakać mógł tylko Adaś, bo w domu byliśmy tylko my dwaj: on i ja... Odłożyłem wielki metrowy liniał, który służył mi do wykreślania linii i ostrożnie wstałem. Problemy z poruszaniem to smutna pamiątka po przykrym wypadku, który przytrafił mi się półtora roku temu. Z samochodu została tylko kupa złomu. To cud, że miałem tylko złamaną nogę i pęknięty krąg szyjny... Pokuśtykałem powolutku do pokoju syna. Im bardziej się do niego zbliżałem, tym głośniejszy stawał się odgłos szlochania. Niewątpliwie należącego do dziecka. Zamaszystym ruchem otworzyłem lekko uchylone drzwi od pokoju Adasia:
- Co się sta...- urwałem zaskoczony.
Syn podniósł w moją stronę zdziwione spojrzenie. Właśnie składał wyścigowy tor i umieszczał jego elementy we wielkim pudełku, ale zupełnie nie wyglądał na kogoś, kto by płakał.
- Dziwne, wydawało mi się, że... - przerwałem, zdając sobie sprawę, ze padłem ofiarą słuchowego omamu. Mój organizm chciał mi pewnie dać do zrozumienia, że pora zrobić sobie dłuższą przerwę w pracy. Zapytałem więc tylko:
- Jesteś głodny?
Adaś pokiwał głową i wsunął pod łóżko pudełko z zabawką.
- Dwie kanapki z dżemem - zażyczył sobie, podnosząc się z podłogi.
- Jedna kanapka, mój panie - zażartowałem - Jak będziesz jadł same kanapki z dżemem, będziesz słaby jak piórko.
- A jak słabe jest piórko? - zrobił przekorną minę.
- No, no, nie bądź taki dociekliwy - uśmiechnąłem się i wyciągnąłem ku niemu dłoń - Chodź, pomożesz mi przy kolacji.
Adaś chwycił posłusznie moją rękę i wyszedł razem ze mną.

**

Właśnie wyjmowałem klucze z kieszeni spodni, by otworzyć wejściowe drzwi, gdy z wnętrza mieszkania wypadł roześmiany Adaś, a za nim szczupły, wysoki blondynek w czerwonej bluzie dresowej z dużym, białym napisem "Nike" na przedzie. W dłoni trzymał nieco sfatygowaną futbolówkę. Obaj chłopcy mignęli mi przed oczami tak szybko, że nie zdążyłem nawet przyjrzeć się koledze Adasia. Odniosłem jednak wrażenie, że skądś znam jego twarz .
- Cześć, tata! - zawołał Adaś, przebiegając obok mnie. Mojej uwagi, by nie zbiegał po schodach, z pewnością już nie usłyszał. Oddalający się tupot butów Adasia i jego kolegi był tego wystarczającym potwierdzeniem. Podszedłem do schodów i spojrzałem jeszcze w dół, na poręcz wijącą się niczym serpentyna. Wydało mi się to dość niezwykłe, ale widziałem tylko jedną rękę przytrzymującą się poręczy na zakrętach. Czarny rękaw od dresu wskazywał, że była to ręka Adasia. A co z jego kolegą? Chyba musiał skakać po kilkanaście stopni... Spróbowałem wyobrazić sobie ów niezwykły sposób na pokonywanie schodów, ale jedyne co mi przyszło do głowy to absurdalna myśl, że może chłopak... sfrunął? Mój ścisły umysł poradził sobie z tym niepokojącym szczegółem najprościej, jak mógł. Zignorował go.

Gdy tylko znalazłem się po drugiej stronie drzwi, natknąłem się na Marię.
- O, jesteś! Właśnie chciałam zamknąć za Adasiem - wyjaśniła, a przy okazji ponarzekała trochę na niego - Utrapienie z tym chłopakiem. Biega jak szalony, ledwo za nim nadążam. Pewnie się minęliście.
- A, tak. - odparłem, jednocześnie ściągając płaszcz z ramion. - Niemal na mnie wpadł, on i ten jego kolega.
- Kolega? - zaciekawiła się.
- Wybiegł z jakimś chłopakiem... Chyba z Michałem, wiesz - tym z dziesiątego piętra, ale nie jestem pewien, bo zaraz zbiegli po schodach. Nie wdziałaś go?
- Nie, nie widziałam. Byłam zajęta praniem w łazience. Adaś tylko do mnie krzyknął, że idzie pograć w piłkę. Ale możliwe, że ktoś czekał na niego w korytarzu... - zastanawiała się, by zaraz dociekliwe spytać:
- A dlaczego ten chłopak tak cię interesuje?
- Nie interesuje, tak tylko... - machnąłem ręką i zmieniłem temat rozmowy - Załatwiłem tę sprawę z mandatem.
Maria przyjrzała mi się uważniej.
- I co, przyjęli twoje tłumaczenie?
- Czekaj, tylko... - ściągnąłem buty i wsunąłem na nogi kapcie, chwyciwszy aktówkę - Pogadamy w kuchni - zaproponowałem i pociągnąłem żonę za łokieć, w kierunku wnętrza mieszkania.


**


Kika dni później zjawiłem się późnym wieczorem, po godzinie 22.00 i jedyną rzeczą o jakiej marzyłem była ciepła kąpiel. Maria nareszcie nie miała dodatkowych dyżurów w szpitalu, gdzie pracowała jako chirurg na oddziale, więc od południa spędziła dzień na domowych porządkach. Znudzona czekaniem na mnie i upływającym czasem, położyła się do łóżka z książką w ręku. Adaś spał już smacznie w łóżku. W mieszkaniu panowała kojąca cisza i przyjemne ciepło.

Kąpiel postawiła mnie na nogi. Poczłapałem do sypialni i po chwili znalazłem się w łóżku obok żony. Maria doczytała do końca rozdział książki i zgasiła nocną lampkę. Miękka poduszka pod głową, ciepła pościel i małżonka obok rozleniwiły mnie zupełnie i czułem, że odświeżająca moc kąpieli coraz bardziej słabnie. I chociaż oczy same mi się zamykały, dzielnie wytrwałem wysłuchując do końca relacji Marii z minionego dnia. Sam nie miałem zbyt wiele do opowiadania, bo cóż mogło być ciekawego dla laika w przestawianiu palików z jednego miejsca w drugie? Poza tym senność stawała się coraz trudniejsza do opanowania. Jednak w pewnym momencie opowieść Marii zeszła na Adasia.

Przypomniałem sobie, że żona poprzedniego dnia wspomniała mi coś o tym, że nauczycielka naszego syna chciałaby z nami porozmawiać. Do szkoły udała się Maria. Wysłuchałem zatem, czego się dowiedziała. Leżąc na wznak, zerkała na mnie z ukosa. Jej głos brzmiał cicho, ale wyraźnie:
-... twierdzi, że powinniśmy z nim porozmawiać... Wiesz, to nic niezwykłego, że dziecko w jego wieku wymyśla sobie przyjaciela i zawzięcie wierzy, że on istnieje w rzeczywistości... Ale to może być sygnał, że chyba czuje się samotny, prawda? Może poświęcamy mu za mało czasu? Sama nie wiem... - nuta zadumy zabrzmiała w jej głosie.
- Faktycznie... - samokrytycznie przyznałem, czując jak powieki robią mi się ciężkie.
- Nie wiem, czy ci mówiłam, ale kiedyś nakryłam go, jak się bawił i rozmawiał sam ze sobą. Niby to nic niezwykłego, ale przecież po tym co się stało...
- Proszę, cię nie mówmy o tym teraz. - przerwałem jej zasypiającym głosem. W okolicznościach bardziej sprzyjających poważnym i bolesnym rozmowom, pewnie może nawet bym się uniósł. Za wszelką cenę starałem się nie wracać do przyszłości. Maria doskonale znała powód, dla którego wolałem unikać wspomnień z czasów nie tak w końcu odległych. Jeśli więc zdarzyło się jej poruszyć drażliwy temat konsekwencji mojego samochodowego wypadku, to albo nieumyślnie, albo na skutek chwili zwątpienia, która także i ją dopadała. Tym razem na moją prośbę zareagowała ze zrozumieniem i rozmowa się urwała. Oczy same mi się zamykały, a senność pochłaniała mnie do reszty. Dałem radę powiedzieć jeszcze "dobranoc" i odwrócić się na bok, po czym zapadłem w kamienny sen. Maria jeszcze przez chwilę leżała na wznak, rozmyślając. W końcu poszła w moje ślady, odwracając się plecami i - jak zwykle - podciągając sobie większy kawałek kołdry .


**


Stałem nad garnkiem zupy i wpatrywałem się w jej gęstą zawartość, pogrążony w myślach. Moje myśli krążyły wokół kreślarskiego stołu, na którym czekała mapa i poprawki wymagające naniesienia. Byliśmy z Adasiem sami w mieszkaniu. Maria powiadomiła mnie, że będzie później, bo ma ciężką operację do przeprowadzenia. Zza ściany dobiegał glos Adasia i bardzo wyraźny, choć z rzadka odzywający się głos kogoś jeszcze. "Dziwne" - pomyślałem, bo nie słyszałem, żeby ktoś wchodził do mieszkania. Nie wpuszczałem też żadnych gości. Ponieważ w głowie nie świtało mi żadne sensowne uzasadnienie dla obecności tajemniczego głosu, postanowiłem osobiście sprawdzić do kogo należy. W najgorszym wypadku utwierdzę się, że należy tylko do mojego nadwrażliwego słuchu.

Pokój Adasia miał lekko uchylone drzwi, więc delikatnie wsunąłem w nie głowę Ukazał mi się zaskakujący widok: na obrotowym fotelu siedział Adaś, z nosem niemal wciśniętym w monitor komputera, całkowicie pochłonięty jakąś komputerową grą. Obok niego skromnie, na taborecie - szczupły, blondowłosy chłopiec. Miał na sobie czerwoną bluzę dresową, której trudno było nie zapamiętać. Taką samą miał nieznajomy chłopiec, z którym spotkałem się kilka dni temu przed naszym mieszkaniem. Zrobiłem dwa kroki w stronę siedzących przy komputerze chłopców i wtedy ów tajemniczy gość odwrócił się do mnie. Stanąłem jak wryty. Pod ciężarem szokującego widoku, ugięły mi się nogi, a serce rozpaczliwie załomotało. Fala żaru rozrosła się w moim ciele.
- Pawełek? Przecież ty... nie żyjesz...
Chłopiec nie sprawiał wrażenia martwego, chociaż zastygł w katatonicznym bezruchu. Jego matowe oczy spoglądały na mnie w milczeniu. Adaś, który dopiero teraz dostrzegł moją obecność odezwał się ucieszony.
- O, tata!
Głos Adasia zdawał się dochodzić z odległego świata, by zaraz zupełnie zamilknąć. On sam też wkrótce zniknął mi sprzed oczu. Jedyne co widziałem i czułem to twarz naszego starszego syna Pawła i szaleńczy rytm mojego serca, do głębi przejętego nieoczekiwanym pojawieniem się chłopca.
Patrzył na mnie przejmująco smutnym wzrokiem. Trudno było wytrzymać jego uparte, nieobecne spojrzenie i nagle w moim oku pękła łza, a potem wytrysnął z oczu cały ich strumień, ześlizgując się po policzkach. Z wielkim wysiłkiem wydusiłem z siebie zdławiony szept:
- S..synku...- uklęknąłem przed nim i mocno przytuliłem. Jego wątłe, dziecięce ciało było lodowato zimne. Bijący od niego chłód nasączył mnie bezdenną rozpaczą. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Nagle przestałem czuć w mym objęciu Pawełka. Obejmowałem puste powietrze... Coś było nie tak.
Rozejrzałem się dokoła, jakby zbudzony z głębokiego snu. Moje spojrzenie zatrzymało się na Adasiu, sparaliżowanym strachem i ze łzami w oczach
- Co ci jest, tato? - wymamrotał śmiertelnie przerażony.


**

- Andrzej - zwróciła się do mnie Maria, stojąca w drzwiach pokoju, który pół roku temu należał jeszcze do naszych dwóch synów: Pawła i Adasia. Teraz jeden z nich miał go tylko dla siebie. Gdy Adaś został wysłany do moich mieszkających na wsi rodziców, by ochłonąć po śmierci brata, spędzałem w nim długie godziny, pełne desperacji i czarnych myśli. Siedziałem bez ruchu wpatrując się w widok za oknem: wyzywająco wystający pośród korony drzew komin opuszczonej kotłowni. Albo jeździłem jego ulubionym samochodem - metalowym land roverem po biurku, przy którym Pawełek odrabiał lekcje. Albo leżałem na jego wersalce, z całych sił wbijając wzrok w sufit. Miałem nadzieję, że wreszcie sprawię, że spadnie na mnie i zmiażdży. Czasem bawiłem się rozgniataniem niebieskich pigułek, które przepisał mi lekarz. Rozgniatałem je na proszek i kreśliłem w nim esy-floresy. Nie chciałem łykać żadnych tabletek, żona przekonała mnie jednak, że powinienem.
Gdy Maria weszła do pokoju siedziałem przy oknie, na foteliku Pawełka i trzymałem w ręku szklankę wody, oglądając ją z każdej strony.
- Wziąłeś lekarstwo? - zapytała troskliwe.
Niebieska pigułka leżała na parapecie. Wyglądała jak martwa larwa.
- Proszę cię, weź ją - nalegała.
Oderwałem wzrok od szklanki i wolno odwróciłem się w jej stronę.
- Ona mi nie pomoże, Marysiu.
- Proszę cię, weź ją. Musisz tylko brać regularnie, wtedy ci pomoże - upierała się, a w jej głos wkradało się coraz wyraźniejsze poirytowanie.
- To nie jest pigułka na zapomnienie. Nigdy nie zapomnę. I nigdy sobie nie wybaczę.
Tym razem Maria straciła cierpliwość:
- Przestań! Tyle razy już o tym rozmawialiśmy...to nie twoja wina, że Pawełek zginął.
- Moja - przerwałem jej brutalnie - To ja siedziałem za kierownicą. To ja wyprzedzałem. Zabiłem go... - głos uwiązł mi w gardle. Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem płaczem. Zapłakałem jak małe dziecko, które zgubiło w tłumie swoją mamę.
- A ja? A Adaś? Zapomniałeś, że masz jeszcze nas. - zauważyła bardziej ze smutkiem niż z pretensją.
Uspokoiłem się. Miała rację, a ja byłem żałosny. Nie chciałem taki być. Uchwyciłem się więc rozpaczliwie słów Marii jak rozbitek tratwy i przysiągłem sobie, że jej nie puszczę.
Zacząłem wracać do świata żywych. Już nie przesiadywałem w pokoju moich synów, zająłem się pracą. W niej i miłości najbliższych znajdowałem kojące zapomnienie. Niebieskich pigułek brałem coraz mniej - krwawiąca rana po stracie ukochanej osoby powoli się zabliźniała. W moim sercu zaczęła kiełkować nadzieja, że może blizna wreszcie pokryje tragiczną przeszłość.
Łudziłem się. Któregoś dnia, gdy pracowałem nad kolejnym projektem usłyszałem cichutkie, ale wyraźne łkanie dziecka. Dobiegało z pokoju Adasia. Ale to nie on płakał...



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -