Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Zwierzęcy magnetyzm

Andrzej Górecki

Wyszedł na taras zaczerpnąć świeżego powietrza. Twarz owiał zefirek letniego wiatru, niosącego ze swym ciepłym podmuchem zapach skoszonej trawy i polnych kwiatów. Oparł się dłońmi o barierkę i spojrzał przed siebie.
Niebo było upstrzone mrowiem gwiazd. W oddali majaczył światła wielkiego miasta. Tysiące lamp i neonów. Uszu dobiegał stłumiony szum samochodów, syren, klaksonów. Daleki gwar, przytłumiony odległością. Powieki mu ciążyły, oddałby wiele aby wrócić do domu, położyć się w czystej chłodnej pościeli i zasnąć. Nie lubił imprez, nie lubił ludzi udających sympatię fałszywymi uśmieszkami i równie fałszywym zaciekawieniem. Dyskusji o niczym. Paplaniny podpitych dziewczyn i buńczucznych zapewnień ich spitych chłopaków. Nie lubił dragów, które często na imprezach gościły, nie lubił wódki. Wielu rzeczy nie lubił. Lubił za to patrzeć na miasto z wysokości tarasu, na niebo, na drzewa w parku, lubił szum ich liści i zapach skoszonego trawnika - kochał wolność !
- Wracasz do środka czy będziesz tam stał do rana ? – zawołał Adam.
Lubił Adama, od biedy mógłby polubić nawet imprezy u niego, dzisiejsza jednak przypominała mu jak żadna inna o jego własnych smutkach i nieudolności. Gdyby jeszcze lubił alkohol, miałby tu co robić…
- Gdybym lubił się upijać miałbym coś do roboty na tej imprezie.
- Tak gdybyś jeszcze lubił ludzi, mógłbyś nawet z nimi porozmawiać.
- O czym ? O ich nowych samochodach, o firmach w których najchętniej spędzaliby 24 godziny na dobę. O siłowni albo klubie golfowym ?
- Wracaj do środka, nie zachowuj się jak odludek. Znalazł byś sobie pannę, zaprosiłem dla Ciebie parę samotnych, a Ty zamiast uderzać do nich siedzisz na tarasie jak jakiś cholerny Koala na drzewie. Wyłaś i zagadaj do jakieś, zatańcz, albo się obrażę na Ciebie i więcej na imprezę nie zaproszę, no dalej panie Danielu do dzieła.
- Zatańczyć zawsze mogę.
- Ja myślę !
Cały duży pokój był zamieniony w pełen tańczących par parkiet. Daniel Wojnarowski podszedł do stojącej z lampką wina w dłoni, ostrzyżonej na krótko brunetki.
- Zatańczymy – powiedział siląc się przy tym na szarmancki uśmieszek, rodem z filmów klasy B.
- Jasne.
Właśnie puszczano jakiś wolny kawałek. Nie był zbyt dobrym tancerzem, miał nadzieję że nie podepta jej palców. Gdy się do niego zbliżyła poczuł zapach jej ciała. Woń perfum, alkoholu i spoconej skóry. Objął ją w pasie i przetańczyli ze sobą - bez deptania po swych nogach - tę całą szalenie spokojną piosenkę. Tańcząc myślał że bardziej nadaje się ona na kołysankę dla dziecka niż do puszczania na imprezie. Gdy dobiegła końca usiedli na sofie.
- Skąd znasz Adama – spytała.
- Ze szkoły
- To kawał czasu.
- Dokładnie całkiem spory kawałek. A Ty skąd go znasz ?
- Tak w ogóle Olka jestem.
- Miło mi Daniel.
- Nie znam go, mój chłopak pracuje razem z nim od kilku miesięcy.
- Twój chłopak ?
- Ten który tańczy na wprost nas z Tą blondynką.
- No tak przecież razem przyjechaliście.
- Myślisz że mu się podoba ?
- Kto ?
- Ta cholerna blondyna, znasz ją !
- Szczerze mówiąc to nie.
- Miło się gadało, ale spadam bo mi jeszcze gwizdnie faceta.
Ola szybkim ruchem poderwała się z sofy i nim się obejrzał zniknęła w tłumku tańczących. Patrzył za nią chwilę nawet nie zauważywszy Adama.
- Zajęta, miałeś się brać za te wolne. Marnotrawstwo czasu takie tańczenie z zajętymi, chyba że chcesz komuś przyprawić rogów, choć po Tobie nie spodziewałem się tego.
- Czy ona miała na czole wymalowane że jest zajęta.
- Przecież żartuje, a kim ona jest w ogóle ?
- Ponoć jest dziewczyną twojego kolegi z pracy, o zobacz tego wysokiego rudzielca.
- A tego ! W życiu nie mówił że ma dziewczynę.
- Widać taki skryty gość.
- Gdzie tam ! Nowym motorem i działką na Mazurach nie omieszkał się pochwalić.
- Może dziewczynę mniej ceni od działki. Zresztą jak się ma na Mazurach działki to można mieć też panny wesołe jak pijane rusałki. A gdzie konkretnie, ta posesja ?
- Ponoć koło Węgorzewa. Zazdrościsz dziewczyny czy działki ?
- A jak myślisz ?
- Na materialistę mi nigdy nie wyglądałeś więc pewnie nie Mazurskiego nabytku.
- Brawo.
- Naucz się w końcu podrywać panienki, inaczej zawsze będziesz samotnym jeźdźcem.
Gdy tylko Adam skończył zdanie muzyka zabrzmiała jakimś niesamowicie żywym, wibrującym rytmem. Prosiła, kusiła, aby wstać i zacząć podrygiwać w jej takt na parkiecie.
- Ale muza !
- Nie daj się dłużej męczyć twojej nieśmiałości , znam wielu gorszych gości od Ciebie którzy mają tabuny lasek. Cieszą się życiem we dwoje nie tak jak Ty.
- Może oni mają prawdziwą charyzmę.
- Tak i co jeszcze ? Potrafią hipnotyzować panny ? – zaśmiał się. Tego idzie się szybko nauczyć wystarczy chcieć. Weź się chłopie w garść. Aż mi smutno patrzeć na Ciebie zgrywającego się że niby takie życie Tobie nie przeszkadza. Ty masz w sobie pokłady charyzmy musisz je tylko wydobyć, jak to się mówi, zapomniałem słowa ?
- Uzewnętrznić
- Dokładnie ! Bierz się do roboty zacznij tryskać uzewnętrznioną charyzmą. Uciekam w tany.
Muzyka zaczynała dziko wibrować w uszach. Wlewała mu się do duszy. Został sam na sofie, siedział i słuchał, a szalony wibrujący rytm rodem z dżungli spływał po jego myślach. Było w nim wszystko co koiło rozgoryczenie, znużenie. Pierwotny, rytmiczny szał dawnych pieśni, szaleństwo, przechodzące co chwila w tkliwe zawodzenia. Hipnotyzująca, coraz bardziej złowrogo brzmiąca melodia. Jakby śpiew ptaków przed burzą na tle grzmiących w dali piorunów. Wraz z ukojeniem, napływał wraz z nią jakiś niepokój. Bliżej nieokreślony, ale ciągle obecny. Obłąkańcza melodia, w pierwszym porywie rytmu pociąga do tańca, poczym szybko Cię roztkliwia, gdy już jesteś rozrzewniony hipnotyzuje słuchacza, poczym kusi tak pierwotną dzikością że sam już nie wiesz czy chcesz uciec czy zostać i rozkoszować się tą melodią godzinami. Niepokój budzi dreszczyk emocji, który sprawia że jeszcze bardziej pragniesz słuchać. I słuchasz jak zahipnotyzowany. Fantastycznie być tak pociągającym jak ten kawałek – pomyślał. Ma on w sobie wszystko by uwieść i doprowadzić do szaleństwa słuchacza. Być jak uwodzicielka melodia – uśmiechnął się sam do siebie w duchu. Dziki, szalony, zniewalająco niepokojący.
Sięgnął po butelkę wódki – a co tam, choć raz się spiję – pomyślał. I upił się po raz pierwszy w życiu spił się jak bela. Po wódce spał jak kamień przez pół dnia. Obudził go Adam sprzątający mieszkanie.
- O w końcu ! Już myślałem że będziesz tak spał na tej sofie do zmierzchu.
- Która godzina ?
- Piętnasta.
- Kłamiesz !
- Nie zobacz na zegarek.
- Faktycznie, nieźle mnie ścięło. Mówiłem że nie powinienem brać do ust wódki. Tylko że wczoraj miałem doła.
- Zauważyłem, przez Tę Olę ?
- Nie tak ogólnie. Po prostu czasem coś w człowieku pęka i musi jakoś odreagować. Ta piosenka tak mnie omotała.
- Jaka piosenka ?
- No ta niesamowita podczas której rozmawialiśmy wczoraj ostatni raz nim mi się film urwał. Była taka…
- Jaka ? Romantyczna ? Rytmiczna ?
- Uwodzicielska.
- Uwodzicielska muzyka, może Ty jeszcze nie wytrzeźwiałeś, jak ktoś jest do picia niezwyczajny to go wódeczka mocno trzyma.
- Słyszałeś ją ?
- Wczoraj puszczano wiele kawałków myślisz że pamiętam wszystkie że nic nie robiłem przez całą noc tylko siedziałem z ołówkiem i notatnikiem w dłoni zapisując puszczane piosenki ?
- Mówiła o wszystkich żalach i tęsknotach, słuchając jej dziwnie się poczułem to wszystko.
- Może za dużo stresu jak na jeden wieczór co ?
- Nie żartuj.
- Dobra spodobała Ci się melodia spoko, często się zdarza, sam mam parę ulubionych utworów, może nie od razu uwodzicielskich, ale zawsze dobrze wpadający w ucho. Spodobała Ci się ta Olka co ? – powrócił do zarzuconego tematu.
- Jeden taniec to za mało, aby ktoś wpadł w oko.
- Bredzisz wystarczy rzut oka i widzisz że to jest panna z którą chciałbyś poszaleć. Myślałem o tej charyzmie, może i faktycznie przydałoby się jakieś wsparcie. I wymyśliłem.
- Aż boję się spytać, ale mów.
- Przybywa na odsiecz kawaleria, może to trochę głupie, ale co szkodzi spróbował.
- Zmierzaj do meritum mam kaca.
- Feromony.
- Co ?
- No nie wiesz co to są feromony.
- Niby wiem jakieś takie niby perfumy smarujesz się tym i przyciągasz kobiety.
- Bingo bystrzaku.
- Bajeczki dla sfrustrowanych i naiwnych.
- Co Ci szkodzi spróbować.
- Mam pójść do sklepu i oto poprosić popatrzyliby się na mnie jak na jakiegoś niedowartościowanego nieudacznika, dziecinnie naiwnego nieudacznika.
- Nie do sklepu z byka spadłeś, a od czego jest Internet. Wystarczy poszukać.
- To włącz komputer.
- Aleś Ty w gorącej wodzie kąpany, najpierw posprzątajmy ten chlew i zróbmy cos z tym twoim kacem.
Po godziny intensywnych wysiłków mieszkanie było doprowadzone niemal do stanu używalności. Ratunkiem na kaca okazał się sok według pomysłu doktora Adama. Niejako usatysfakcjonowani zasiedli przed monitorem laptopa.
Danielowi przez ten czas kłębiły się w głowie przeróżne myśli. Ból głowy wcale nie przeszkadzał w odczuwaniu dojmującej pustki. Jak uciec od samego siebie ? Nieśmiali ludzie rzadko bywają szczęśliwi – pomyślał. Bycie odludkiem wcale nie napawało go radością, przestraszył się że zawsze będzie topił smutki samotności w której sam się zamknął alkoholem, tak jak wczoraj, będzie pił by nie myśleć o samotności. Był gotowy na wszystko, na wykorzystanie każdego sposobu który dałby mu cień na wyjście z tego potwornego zaklętego kręgu. Był stanowczo zbyt dumny. Miał dosyć poniżenia które piekło jego dumę gorzej niż cokolwiek innego. Zapłacić każdą cenę, każdy sposób dobry – ilu ludzi przed nim tak myślało.
- Jestem gotowy na każdą cenę, mam dosyć tego piekła które sam sobie zgotowałem – powiedział gdy byli już zajęci wyszukiwanie stron.
- Nie przesadzaj bo jeszcze się to spełni.
- Potrzebuję ratunku, duszę się, męczę się sam ze sobą, nie potrafię się wydostać z klatki w którą sam się wepchnąłem.
- Gadasz jak bohater Dnia Świra.
- Czasem go rozumiem, aż za dobrze.
- Nie zachowuj się jak ciota.
- Myślisz że trzeba być ciotą aby nie umieć nawiązywać z ludźmi kontaktu ?
- Przestań stary, o patrz ile ofert.
Na monitorze wyświetliła się seria głoszeń różnych firmy sprzedających poszukiwany produkt.
- Dużo tego, teraz tylko wybierać – ucieszył się Adam.
Przeglądali przez dłuższą chwilę, większość cen była powalająca z nóg, ich wzrok przykuło ogłoszenie z dużym napisem promocja. Ktoś sprzedawał dwie duże butelki w cenie jednej. Opis produktu był nad wyraz zachęcający : Wydobędziemy z Ciebie, ukryty zwierzęcy urok. Nazwa brzmiała : Zwierzęcy Magnetyzm. Na dole zaś produktu obszerny wywód na temat skuteczności i szybkiej dostawy do domu zamawiającego.
- Nie mam tyle kasy.
- Pożyczę Ci do wypłaty, a Ty wypróbuj ten Zwierzęcy Magnetyzm, sam mówiłeś nie liczy się cena tylko efekt.
Zamówili. Daniel czekał z niecierpliwością. Minął weekend, minęły cztery dni tygodnia pełnego pracy i wszelakich obowiązków, zwątpił już że zamówiony specyfik przyjdzie w tym tygodniu, ale o dziwo w piątek wracając z pracy natchnął się przed swymi drzwiami na doręczyciela z przesyłką.
Natychmiast zadzwonił do Adama.
- Już przyjechały, wskakuj w samochód i przyjeżdżaj, ruszamy dziś w tany wypróbować Zwierzęcy Magnetyzm.
Feromony wydzielały przedziwny nie do końca przyjemny zapach. Gdy się nimi uraczył poczuł się jakoś dziwnie. Jak ktoś kto własną nieudolność stara się przysłaniać czarami. Wyboru już nie miał. Czas nadszedł trzeba było wypróbować działanie magnetyzmu. Wszystko dla szczęścia. W dzisiejszych czasach gdy telewizja lansuje jeden obowiązujący model męskiej urody ciężko jest zdobyć się na działanie. Gdy każdy za wszelką cenę chce być piękny, ciężko żyć w takim świecie, ile już tragedii wydarzyło się przez te ślepo naśladownicze szaleństwo ile się ich jeszcze wydarzy ? Dzisiejszy świat kręci się w oku sexu, ludzie mają do wyboru iść za modą lub cierpieć jako odludki. On już zbyt długo był odludkiem, chciał posmakować szczęścia, zachłysnąć się życiem. Komu można robić pretensje o to że chce być szczęśliwy ?
Ruszyli na miasto. Adam jako obserwator, Daniel zaś jako królik doświadczalny, beneficjent posiadania tajemniczego specyfiku, który zabić miał w nim nieśmiałość która dławiła go za gardło. Ostatnie promienie słońca przyświecały im gdy zajechali przed klub. Usiedli przy stoliku popijając piwo i czekając aż zabawa się rozkręci. Nieopodal usiadła śliczna brunetka. Adam szturchnął Daniela. Czas próby nadszedł. Wstał i poszedł, język uwiądł mu w gardle, całą nadzieje pokładał w feromonach. I stał się cud dziewczyna radośnie zareagowała na jego pierwsze słowa. Osłupiał w pierwszym momencie nie mógł sobie wyobrazić że jakaś atrakcyjna dziewczyna będzie z nim tak sympatycznie rozmawiać i tak na niego patrzeć, do tej pory przyzwyczaił się do pogardy ze strony kobiet, kpiny, ale nie do tego że potrafią być też sympatycznymi ludźmi. Chciał z siebie wyrzucić cały ten żal który męczył go przez lata. Teraz pierwszy raz poczuł się szczęśliwy aż chciało mu się płakać ze szczęścia. Boże po latach gdy miano go za śmiecia nie wartego uwagi, zaczynało się coś pięknego w jego życiu.
Adam spuścił ich z oczu. Był zadowolony że jego najlepszy kumpel sobie poradził, że nie będzie już musiał ciągle robić za jego adwokata, że Daniel będzie teraz szczęśliwy, teraz nie będzie już się czuł głupio tańcząc i ściskając się z dziewczynami myśląc że on gdzieś tam siedzi sam i smutny. Skoczył na parkiet i zaczął tańcować z jakąś zgrabną blondynką. Tańczył tak dłuższy czas, pogrążając się coraz bardziej w błogiej zabawie.
Taniec przerwało mu zamieszanie, grupki ludzi cisnęły się przerażone do wyjścia. Co u diaska się stało – pomyślał. Dopchał się przez tłum uciekających w panice ludzi do klubowych toalet, ostatni raz widział Daniela idącego tędy z ową brunetką. Łazienka do której wpadł była pełna krwi. Dziewczyna leżała martwa. Z rozerwanego gardła sączyły się strugi krwi, ściekające na podłogę. U jej martwej głowy warował ogromny czarny basior. Ujrzawszy Adama spojrzał na niego swymi nabiegłymi krwią ślepiami. Stali tak naprzeciw siebie patrząc w swe oczy, w oddali słychać było krzyki ludzi i dźwięk policyjnych syren. Basior zjeżył sierść na karku i wygiął się do skoku na stojącego osłupiałym Adama. Brudny od krwi pysk bestwi, zakrwawione długie i ostre kły potwora, widział wilkołaka jak na ekranie telewizora, lecz nie była to bezpieczna wizja filmowców. Stwór skoczył nań i w tej samej chwili seria z policyjnych pistoletów przeszyła go na wylot. Adam zemdlał gdy go ocucono pytał się funkcjonariuszy o wilka.
- Wilka, czyście się wszyscy dziś naćpali, Ci dwaj co zastrzelili chłopaka też coś bredzą o jakimś wilku.
- Jakiego chłopaka ?
- Może go pan zna i pomoże zidentyfikować zwłoki ? Ma pan na tyle siły.
- Tak.
Podpierając się na policjancie podszedł do leżących na ziemi zafoliowanych zwłok, odsłonięto twarz nieboszczyka. Adam zobaczył twarz Daniela i ponownie zemdlał. Gdy tylko się ocknął wyrwał się spod opieki pielęgniarzy i pojechał do domu Daniela, wiedział że ten zawsze chował zapasowy klucz pod doniczką na oknie. Otworzył drzwi i wbiegł do łazienki, dopadł opakowanie feromonów stojących na półce pod lustrem. Zaczął gorączkowo czytać etykietkę ze składem specyfiku. Drobnym drukiem widniało tam między innymi : Urynus Licantropus.
A więc to ten niezwykły Zwierzęcy Magnetyzm ! Biedny Daniel wysmarował się moczem Wilkołaka. Ktoś w Internecie zrobił sobie okrutny żart. Adam usiadł na podłodze łazienki i zaczął płakać. Czy to sprawiedliwe że kogoś kto chciał się zmienić by stać się szczęśliwym człowiekiem spotkał taki los ? Kurwa on chciał być tylko szczęśliwy… szczęśliwy, on tylko nie chciał już cierpieć w samotności – mówił sam do siebie w łazience martwego przyjaciela, płacząc nad losem człowieka który pragnął tylko dobra.
Zza ściany dobiegała cicho dzika muzyka, pełna uwodzicielskiej zapowiedzi szczęścia i radości…

Zamek stał na wyspie na środku jeziora. Prowadziła do niego tylko jedna grobla. Wieczorami w oku wyspy rozlegało się kumkanie żab. Mrowia komarów unosiły się w powietrzu. Zamek był stary, wystawiony przed stu laty. Ogromny z kolumnami i wieżyczkami. Ze względu na tylko jedną wąską drogę prowadzącą doń był prawie niemożliwy do zdobycia. Blanków strzegły zastępy łuczników, bramy zaś tarczownicy. Potęg przed którą drżały okoliczne plemiona. Siła której się lękano i którą szanowano. W okolicy był jedyną tego typu budowlą. Wszyscy wiedzieli że w podziemiach zamku kryją mroczne lochy, do których wtrącano nieposłusznych. Mogli tam, zakuci w kajdany, jęczeć latami bez szans ratunku. Zamek był upiorny, napawał Prusów zabobonnym wręcz lękiem.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -