Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




ZAŚLUBINY

Oskar Jach

Ślub to niezapomniane przeżycie, które ze łzami w oczach wspomina się często do końca życia. Mój z Olivią w pamięci na pewno pozostanie równie długo.
Dziesiątego grudnia wsadziłem Olivię do samochodu i pomknęliśmy na złamanie karku do Las Vegas. W tym mieście można wziąć ślub o każdej porze dnia i nocy nawet z własnym psem, jeżeli ktoś ma akurat ochotę na takie odstępstwo. Pomysł wpadł mi do głowy nagle. Olivia nie protestowała. Była śliczną dziewczyną z perłowymi włosami spływającymi do pasa. Cera może nieco zbyt blada nadawała jej jednak tego specyficznego uroku. Miała dwadzieścia trzy lata. Gdy spoglądałem w jej oczy mogę przysiąc, że widziałem cały świat i dodatkowo ze dwie galaktyki. Na szyi miała bliznę po niedawnym wypadku samochodowym. Nie przeszkadzała mi ona zupełnie. Była jej częścią i kochałem tą bliznę tak jak kochałem Olivię. Mknęliśmy stanówką nie zważając na warunki pogodowe panujące na zewnątrz. Zbliżały się święta i tego roku miały być prawdziwie białe. Cieszyła mnie perspektywa ognia trzeszczącego w kominku i towarzystwa mojej pięknej już niemal żony. Będziemy godzinami rozmawiać o naszej przyszłości i snuć plany. Wycieraczki mojego Thunderbirda rocznik ’67 wytrwale i dzielnie rozrzucały drobne płatki śniegu osiadające na szybie. Kochałem ten pojazd. Czarny, nieco kanciasty i niezawodny. Dostałem go w spadku po ojcu i dbałem bardzo o niego pamiętając o regularnych przeglądach i wizytach u mechanika. Olivia nigdy wprost nie powiedziała, co sądzi na jego temat, ale w głębi duszy wiedziałem ze budzi podziw i w jej oczach. Nie trzeba przedzierać się przez centrum Las Vegas by znaleźć kapliczkę i jakiegoś chętnego pastora, który za parę dolców udzieli ślubu. Kapliczki rozsiane były już kilka kilometrów od krzykliwej neonowej reklamy witającej w mieście hazardu. Uważałem, że lepszy będzie ślub w takiej małej budce z marszem weselnym puszczanym z taśmy i zwariowanym pastorem w stroju Elvisa niż długa i w gruncie rzeczy nieciekawa msza w świątyni najwyższego. Zaparkowałem mój kochany pojazd na poboczu upozorowanym na mikro-parking przed jednym z takich przybytków. Poleciłem Olivii zostać w samochodzie i wyszedłem w chłodną noc. Dochodziła północ, ale to nie miało znaczenia. To miasto nie śpi. Najbliższe okolice również.
Poszukiwanie pastora trwało niecałą minutę. Zlustrowałem pomieszczenie ozdobione plastikowymi figurkami matki boskiej w towarzystwie wielobarwnych kotylionów. Dwa rzędy plastikowych składanych krzeseł i drewniana kolumienka z umieszczonym na niej egzemplarzem pisma świętego dopełniały całości. Nie widziałem nigdzie magnetofonu, ale gdzieś był na pewno. W Las Vegas kaznodzieje przywiązywali wagę do takich szczegółów.
Pastor nie miał stroju Elvisa, ale sądząc po jego kroku i baterii alkoholowych żołnierzy atakujących mnie przy każdym wypowiadanym przez niego słowie mógł właśnie uczestniczyć w libacji z Królem rocka i karocą zaprzęgniętą w sześć różowych słoni.
Właściwie mi to nie przeszkadzało. Skoro wybraliśmy z Olivią ślub w małej kapliczce to stan pastora nie grał dla nas roli. Ledwie trzymający się na nogach sługa boży zażyczył sobie dwadzieścia dolców za ceremonię. Zgodziłem się i poszedłem do samochodu po Olivię. Pastor zniknął w małych drzwiczkach z boku pomieszczenia. Pewnie poszedł przygotować taśmę z marszem weselnym. Olivia na pewno się ucieszy. Ślub w tajemnicy przed wszystkimi miał dodatkowy smaczek. Dodawał całej ceremonii zaślubin swoistego dreszczyku emocji. Zresztą nie chciałem by jej rodzice dowiedzieli się o tym. Jakiś głos w środku podpowiadał mi, że nie zaakceptowaliby naszego związku. Olivia siedziała potulnie w samochodzie tak jak ją zostawiłem. Przekazałem jej radosną nowinę i wziąłem na ręce delikatnie wyciągając z samochodu uważając by nie uderzyła głową w drzwi. Postanowiłem zanieść ją przed sam ołtarz. To było takie romantyczne. My dwoje w drodze do wrót tej mini świątyni i śnieg spadający delikatnie na nasze ramiona. Jakaś pojedyncza łza szczęścia nieśmiało spłynęła po moim policzku.
Ceremonia należała do najkrótszych, jakie miałem okazję w życiu oglądać. Pastor chwiejąc się na nogach przytoczył jakieś krótkie zdania ze świętej księgi moim zdaniem dobrane najzupełniej przypadkowo. Po niespełna dwóch minutach byliśmy już przy fragmencie, w którym całuję pannę młodą. I na boga to był najcudowniejszy pocałunek w moim życiu. Olivia też musiała to przeżyć bardzo mocno gdyż w pewnej chwili zachwiała się jakby miała runąć do tyłu. A może to moje mięśnie chwilowo z nadmiaru emocji odmówiły posłuszeństwa. Pastor tuż po naszym namiętnym pocałunku przysiadł na białym plastikowym krześle i w takiej pozycji już pozostał. Musiał naprawdę sporo wypić tego wieczoru. Cóż, pomyślałem, w końcu jest całkiem chłodno musiał się biedaczyna czymś rozgrzać. Wcisnąłem dwa dziesięciodolarowe banknoty w jego bezwładną rękę i raz jeszcze miałem okazję poczuć alkoholowy oddech. Olivia z delikatnym uśmiechem na twarzy zajmowała krzesełko po przeciwnej stronie. Postanowiłem dopełnić romantycznego postanowienia i również drogę powrotną do samochodu pokonała na moich troskliwych ramionach.
Śnieg zaczął sypać mocniej, gdy ruszałem w drogę powrotną do swojego mieszkania. Jak gdyby ktoś na górze otworzył worek z białym puchem. W kościołach sypią biały ryż. My mieliśmy nasz prywatny przeznaczony tylko dla nas biały puch. Zapytałem Olivię czy cieszy się, że jesteśmy teraz małżeństwem. Nic nie odpowiedziała, ale nie musiała. Widziałem to w jej oczach. Cieszyła się równie mocno jak ja.
Po czterdziestu minutach zaparkowałem na podjeździe i chwilę później przenosiłem Olivię przez próg. Romantyk do samego końca. W holu powitała nas całkiem spora kolekcja zdjęć patrzących na nas ze ściany i kilka dyplomów. Byłem lekarzem i pracowałem w oddalonym o kilka kilometrów od domu szpitalu Saint Claire. Dochodziła trzecia. Przed nami jeszcze całkiem spory kawałek nocy poślubnej. Na tą myśl przechodziły mnie po plecach przyjemne ciarki. Myślę, że Olivii również. Nie żebyśmy nie spali ze sobą wcześniej, o nie. Ale ten raz miał być wyjątkowy. Oto miałem przed sobą swoją żonę. Leżała na łóżku z tym samym delikatnym uśmiechem na twarzy, jaki miała w kapliczce. Była śliczna. W jej oczach odbijał się blask żarówki. Podszedłem do okna i zasłoniłem żaluzje. Pocałowałem moją ukochaną z czułością w policzek i spojrzałem głęboko w oczy. Widziałem w nich szczęście i radość. Już miałem zabierać się do całowania dalszych pięknych części ciała mojej żony, gdy zadzwonił telefon. Przeklęty wynalazek. Jako lekarz musiałem być dostępny całą dobę, jeśli chciałem zachować pracę i uchodzić za fachowca. Popatrzyłem na żonę z czułością, gdy zbiór wysokich tonów dzwonka rozdzierał ciszę nocną. Jej blizna ładnie błyszczała w świetle żarówki a z twarzy wciąż nie zniknął ten słodki uśmiech. Nacisnąłem przycisk z rysunkiem zielonej słuchawki przykładając aparat do ucha.
-Banner, słucham.
-Doktorze, przepraszam za późną porę, mamy nagły wypadek.
-Czy to nie może poczekać? – Zapytałem, choć wcale nie miałem na to nadziej.
Gdyby sprawy w Saint Claire mogły poczekać nie ściągaliby mnie z łóżka w noc poślubną.
-Nie bardzo doktorze, mamy tu federalnych, jakaś ofiara przedawkowania czy coś.- Roger z recepcji zawiesił się na chwilę by zaczerpnąć powietrza. Był astmatykiem.
-Musi pan przeprowadzić autopsję.
-Będę za piętnaście minut Roger.
-Dziękuję doktorze.
Cóż, gdy przyjmowałem się do pracy nikt nie powiedział, że sądowy patolog będzie miał proste życie.
Spojrzałem jeszcze raz na Olivię. Wciąż tkwiła w tej samej pozycji. Będzie musiała zrozumieć. Taką mam pracę. Zresztą, mamy przed sobą jeszcze co najmniej kilka dni. Zdążymy nadrobić wszystkie zaległości. Zabawne jak czasem życie płata figle.
Często trafiamy na drugą połówkę w zupełnie niespodziewanych warunkach. Wymieniamy spojrzenia i bum nagle okazuje się, że jesteście małżeństwem. Los bywa jednak kapryśny i wystarczy jedna mała przeszkoda, jakakolwiek i możesz na zawsze stracić szansę by znaleźć tą drugą osobę. Dobrym przykładem mogę być ja i moja ukochana. Gdyby na przykład Olivia przeżyła ten wypadek samochodowy to pewnie nigdy byśmy na siebie nie wpadli. Przechodzą mnie ciarki, gdy o tym pomyślę...



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -