Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Biel

Flora Woźnica

Słońce przybrało intensywnie pomarańczową barwę. Powietrze rozdzierały krzyki, z daleka dobiegał mnie dźwięk pisku opon i zderzających się samochodów. Kolejny wypadek. Ulica Modra znajdowała się w pobliżu centrum miasta. Od dawna bałam się przebywać w tej okolicy. Za każdym razem, gdy ją mijałam, ogarniał mnie strach. Niestety to właśnie tu znajdowały się wszystkie sklepy i banki, więc ciężko byłoby się bez niej obyć. Częste napady, bliskość autostrady i dzisiejszy harmider związany ze zmianą rozkładu jazdy nieustannie wprawiały mnie w rozdrażnienie. Nocą, kiedy ludzie omijali tę część miasteczka z daleka, robiło się jeszcze bardziej niebezpiecznie. Szalały gangi i mafia, bo służby miejskie były w większości skorumpowane.
Zbliżający się wieczór zmotywował mnie do przyspieszenia kroku. Wiatr szumiał mi w uszach, zwiastując nadchodzącą zawieruchę. Chwyciłam mocniej ramię torby z zakupami, przeciskając się przez pędzący gdzieś tłum ludzi do pobliskiego kiosku. Do nabycia został mi jeszcze tylko mój ulubiony magazyn, chciałam mieć to szybko z głowy. W domu czekały na mnie dzieci, zamierzałam szybko do nich wrócić i zrobić im kolację. Na nieszczęście przed kasą czekała już kilkunastoosobowa kolejka. Chociaż tyle, że zdążyłam wepchnąć się do środka przed bandą rozwydrzonych młodzieniaszków, klnących co drugie słowo niczym szewc.
- Te! Stary! Ile ta kolejka może lecieć? Śpieszy nam się, do kurwy nędzy! Mecz jest! Dawaj papierosy i spływamy! – krzyknął jeden z drągali, prawdopodobnie ich lider, zwracając się do staruszka za ladą.
- Kolejka obowiązuje. I kulturalniej proszę, nie jesteście w zoo, żeby zachowywać się jak banda rozbrykanych małp! – odpowiedział kasjer, nerwowo poprawiając przy tym koszulę. Sądziłam, że szykuje się jakaś rozróba, ale na szczęście hałastra ucichła, rzucając jednocześnie wrogimi spojrzeniami w stronę pozostałych klientów. Spojrzałam szybko na zegarek. Osiemnasta trzydzieści. Zaczynałam się niecierpliwić, bowiem nie planowałam wracać do domu po ciemku. Zwłaszcza tak blisko autostrady. Już myślałam, że spokojnie uda mi się wszystko załatwić przed zmrokiem, kiedy wysoki, elegancki mężczyzna w okularach rzucił mną o ziemię, wyciągnął schowany w dużej papierowej torbie pistolet i przyłożył go do głowy sklepikarza.
- To jest napad! Wszyscy pod ścianę, bo powystrzelam jak zwierzynę! Ręce za głowę i ani słowa! Ty, stary człowieku! Wyciągaj wszystko z kasy, a nikomu nie stanie się krzywda! Tylko prędko, śpieszy mi się na samolot!
Przestępca odwrócił się nagle w moją stronę.
– Ta murzynka będzie pierwsza! Przeklęci emigranci, przez was wyleciałem z pracy! Już i bez was było tu mało roboty, a i tak we wszystko się wpierdalacie! – mężczyzna podszedł do mnie i kopnął mocno w prawe biodro. Zajęczałam z bólu. Kilka miesięcy temu poddałam się na nie operacji, wciąż pobolewało. Jeden z kiboli podszedł bliżej złoczyńcy, nie zwracając większej uwagi na trzymaną przez niego w prawej ręce broń.
- Damski bokser! Ty pojebie, swoją matkę też tak traktujesz? – warknął dryblas, rzucając się z pięściami w stronę złoczyńcy. Ten, zaskoczony, przewrócił się pod ciężarem napastnika. Nie minęła jednak chwila, gdy moich uszu dobiegł pierwszy strzał. Kiedy otworzyłam oczy, koło mnie leżały resztki śliskiej, białawo–czerwonej masy. Mózg i resztki innych tkanek. Zrobiło mi się mdło. Zaczęłam czołgać się w stronę wyjścia, próbując odsunąć się przy okazji od martwego ciała. Nie przebyłam jednak nawet kilku metrów, gdy morderca znowu pociągnął za spust. Kula trafiła w krzesło, znajdujące się zaledwie kilka centymetrów od mojej głowy.
- Jeszcze raz spróbujesz uciec, a wszyscy zginą! – wrzasnął wariat, popędzając kasjera do wyciągania pieniędzy. Ten coraz szybciej wyjmował z kasy kolejne banknoty. Ręce drżały mu ze stresu, a czoło pokryło się potem. Po krótkiej chwili złapał się za pierś, ciężko kaszląc. Zaczął się dusić, osuwając się na ziemię.
- Niech by to szlag trafił! Nie mogłeś sobie wybrać innej pory na umieranie, dziadku?!
Już sądziłam, że wszystkich nas zamorduje, kiedy zobaczyłam, jak starszy pan wstaje szybko, rzucając się na złodzieja od tyłu i wgryzając mu się w kark, obficie się przy tym śliniąc, jakby nagle dostał wścieklizny. Po kilku sekundach odgryzł złoczyńcy głowę. Ta przetoczyła się pod sklepową ladą, wpadając do foliowego worka z pieniędzmi.
Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia, wpatrując się w staruszka, który rzuca się na zwłoki, rozrywa klatkę piersiową i sięga po serce ofiary, stopniowo wgryzając się w resztki tętnicy.
- Mniam! Tego właśnie mi brakowało, serduszko żwawego rasisty! Ludzie, nie patrzcie się tak na mnie! Nie znoszę takich gnojków! No i czymś się w końcu się trzeba odżywiać aby zachować krzepę na stare lata, no nie?
Od całego tego zamieszania skronie pulsowały mi tępym bólem. Oparłam się o ścianę i zemdlałam. Kiedy się obudziłam, sklepikarz kończył zjadać ostatniego klienta. Spojrzał na mnie, jak gdyby nigdy nic podając mi czasopismo, po które przyszłam, a następnie zwrócił się do mnie, wyjaśniając mi sytuację.
- Jesteś w piekle. To, co dziś tu widziałaś, to sprawy wyższych bytów. Każdy w tej kolejce był przestępcą. Ty sama zamordowałaś niegdyś swoje nienarodzone dziecko. I tak samo jak reszta, powinnaś ponieść odpowiednią karę. Sprawiedliwość jest jednak wobec ciebie nieco łaskawsza, bo byłaś wtedy młoda, głupia i niezupełnie świadoma swoich czynów. Dziś w nocy zginie twój mąż, a dzieci, których się nie pozbyłaś znikną, jakby nigdy nie istniały. Ja sam przejmę twoje ciało, przy okazji młodniejąc. To moja nagroda, wynagrodzenie za moją pracę. Beztroska młodość, której byłem pozbawiony. A teraz uciekaj, daję ci na to dziesięć sekund. Jak dobrze się spiszesz, jedno z twoich dzieci pozostanie żywe. Biegnij!
Wybiegłam szybko z pomieszczenia, starając się uciec jak najdalej od kiosku, kiedy dostrzegłam, że ziemia staje się przejrzysta niczym tafla jeziora. Pod moimi stopami rozciągała się ciemna otchłań, na jej samej dnie znajdowała się lawa, w której pływały ludzkie kości. Z każdej strony dobiegały mnie czyjeś agoniczne wrzaski. Jakby tego było mało, wokół mnie zaczęły materializować się dziwne szkarady. Dziecko z rozoranym brzuchem, z nożami zamiast rąk i nóg. Staruszka ze szponami zamiast dłoni, chichrająca się i plująca wężami, które po chwili rozrywały ją i wpełzały w nią z powrotem, poprzez nos i uszy. Byki z głowami niemowląt pozbawionych uszu i oczu, o nadpalonych twarzach, piszczące i rzucające się na siebie, by po chwili upaść i nawzajem się powybijać.
Głowa bolała mnie tak bardzo, że miałam wrażenie jakby coś miało mi ją rozsadzić od środka. Na konarze obok leżało martwe ciało. Podniosło się i ruszyło w moją stronę. Już miało mnie pochwycić, gdy nagle zatrzymało się i odrzekło:
- I tak jesteś martwa. To, co miałaś umarło. Umrze też twój duch, cały twój świat legnie w gruzach. Twoją śmiercią będziesz ty sama i białe ściany.
Nie tracąc czasu, schowałam się za wysokim drzewem, licząc na to, że nie zauważy mnie odziany w czerń kościotrup, ciągnący za sobą płonące zwierzęta, atakujące się wzajemnie. Niestety, skupiając się na obserwowaniu go, nie dostrzegłam, że z korzeni rośliny wyłania się kolejna kreatura. Składała się z samych żył i kości. Jej głowę stanowił niczym nieokryty mózg, z którego bezpośrednio wyrastała pojedyncza gałka oczna, skierowana w moją stronę. Potwór chwycił mnie za ramię. Poczułam ostry ból i ujrzałam, jak odpada mi jedna ręka, pozostawiając tylko czarną, kompletnie przegniłą ranę. Mimo to udało mi się zbiec przed zmorą. Przemieszczałam się teraz ciemnym zaułkiem. Udało mi się przewrócić jednego stwora, całkowicie niewidomego i ogłupiałego. Wyrwałam mu z ręki olbrzymi nóż i popędziłam dalej.
Dotarłam na olbrzymią polanę. Sad. Gałęzie gruszy i jabłoni uginały się pod ciężarem owoców. Byłam taka głodna. Zerwałam owoc i ugryzłam. Po chwili poczułam ostre pieczenie na języku. Wyplułam kęs. Ten zaraz po dotknięciu trawy zaczął rosnąć. Jabłko przemieniało się w postać, przede sobą widziałam teraz siebie samą, kilka lat młodszą, z ciążowym brzuchem. Postać różniła się jednak ode mnie jednym szczegółem. Nie miała ust, w ich miejscu znajdowały się niczym nieosłonięte, pięciorzędowe zęby. Zaczęłam uciekać, próbując wejść na jedno z wyższych drzew. Wspięłam się na metr, kiedy istota ta chwyciła mnie za nogi, próbując ściągnąć mnie z powrotem. Spadłam. Brzuch potwora zaczynał rosnąć, rozrywając się od środka. To, co z niego wyszło, nie było jednak niemowlęciem. Przypominało pająka, miało osiem nóg, pokrytych czarnym włosiem. Fragmenty nagiej skóry były złożone z ludzkich twarzy, wykrzywionych i zniekształconych, świdrujących mnie małymi, ruchliwymi, czerwonymi oczyma.
- Zabiję cię i wyssę ci duszę, tak jak zrobiłaś to swojemu dziecku. Będziesz cierpieć, przez wieczność, każdego dnia na inny sposób. Utopię cię w lawie, twój korpus złączy się z twoją głową, twoje usta zostaną zszyte razem, będziesz zmuszona do cichego patrzenia, jak umiera twój mąż i wszystko, co niegdyś kochałaś. – odparł potwór, rzucając się na mnie z pazurami. Szarpałam się z nim w błocie, starając się uwolnić. Udało mi się. Wbiłam mu nóż w brzuch, patrząc jak znika, zmieniając się we mgłę. Poczułam, że tracę nad sobą panowanie, że coś przejmuje nade mną kontrolę. Rozcięłam sobie policzki. Z nieba spadały na mnie kawałki papieru. Zdjęcia, niewypowiedziane nigdy słowa, wspomnienia. Przyklejały się do mnie, powoli całkowicie mnie przykrywając. Nie mogłam się ruszyć, zapominałam kim jestem i gdzie się znajduję.
Kiedy tylko udało mi się wypełznąć na powierzchnię, znajdowałam się w zupełnie innym miejscu. Spojrzałam na kierunkowskaz. Ulica Brzeska.
- Jak ja się tu znalazłam? Czy to jakiś inny poziom piekła? – wykrzyczałam głośno, wpatrując się w przerażony tłum ludzi naprzeciwko mnie. Coś krępowało moje ruchy. Kaftan bezpieczeństwa. Ktoś coś do mnie mówił, ale nie potrafiłam zrozumieć jego słów. Cieszyłam się tylko, że jestem bezpieczna. Otaczała mnie szklana kopuła, za którą znajdowały się pozostałości mojego piekła. Te jednak nie potrafiły się przez nią przebić, wpatrując się tylko we mnie żałosnym wzrokiem i szepcząc:
- Wpuść nas do środka…
A potem poczułam ukłucie i jedyną rzeczą, jaką potrafiłam dostrzec, była biel otoczenia.



***************


PAMIĘTNIK
14 sierpnia 2015 r.

Znowu to zrobił. Uderzył mnie. Chciałam tylko, żebyśmy byli szczęśliwi. Zaczynam myśleć, że faktycznie jestem przeklęta, może on ma rację. Trójka maluchów, które powinny się urodzić, a zmarły przeze mnie. No i jeszcze te sny. Mam wrażenie, że nie jestem sobą. Najpierw te okropne koszmary, potem patrzenie na niego, jak zamiast pracować wdaje się w kolejne awantury. Jak podnosi dłoń na mnie i na dzieci, które urodziłam bez żadnych komplikacji, a te chowają sińce pod luźnymi bluzami. Jak sąsiedzi obrzucają mnie spojrzeniami przeznaczonymi dla wyrodnej matki, bo nie zawsze mam siłę wstać z łóżka i przypilnować bliźniaków. Jak wyzywają mnie od najgorszych ze względu na moje afrykańskie korzenie. Wczoraj miałam pojawić się u pani doktor, ale on kazał mi sprzątać. Nie mam już siły. Modlę się tylko o to, żeby nie zwariować, a moje dzieci miały rodzinę, na jaką zasługują.



GŁOS MIASTA
Wtorek, 24 sierpnia 2015 r.

Znamy dalsze fakty tyczące się masakry z dnia 15 sierpnia 2015 r. Wtedy to przy ul. Brzeskiej i Modrej w naszym mieście doszło do tragedii. Zginęło osiem osób – miejscowy sklepikarz, jego klienci i kilku przechodniów. Sprawczyni została ujęta i przebywa teraz w szpitalu psychiatrycznym. Z wiarygodnego źródła informacji wiemy, że Oktawia A. od kilku miesięcy zmagała się z depresją poporodową oraz cierpiała po trzecim poronieniu. Od pół roku jednak regularnie widywała się z psychoterapeutą i nic nie wskazywało na to, że jej stan nagle się pogorszy. Tego samego dnia wcześniej kobieta zamordowała też swojego męża i dwójkę dzieci. Świadkowie zdarzenia oraz sąsiedzi winowajczyni twierdzą, że krzyczała coś o piekle i zmorach. Władze ośrodka, do którego trafiła wydały niedawno akt o jej niepoczytalności. Pacjentka zmaga się podobno z ciężką schizofrenią paranoidalną i praktycznie nie ma kontaktu z rzeczywistością.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -