Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Zmorzec, cz. 2

W. Schultz

Coś jakby niewyraźny szmer, podobny do cichego chrobotania o nierówną, żwirowatą powierzchnię, dobiegł gdzieś zza ściany i przerwał sen dziecka.

Igor wbił wzrok w ciemność i na chwilę wstrzymał oddech. Szelest był miarowy, przerywany krótkimi, ledwo słyszalnymi pauzami. Po chwili przybrał na sile i stał się bardzo wyraźny. Igor słuchał w skupieniu. Teraz szelest słabł. Z każdą przerwą był coraz odleglejszy, tak, że wiadome było, iż lada moment ucichnie zupełnie. Domownicy spali. Z salonu dobiegało niezbyt głośne chrapanie, a zza uchylonych drzwi sypialni dochodził miarowy oddech mamy. Chłopiec wstał i cichutko, na palcach, podszedł do drzwi, zamknął je możliwie bezgłośnie, wrócił na łóżko i ponownie wytężył słuch. Szelest musiał dobiegać z klatki schodowej. Dłuższa chwila uważnego nasłuchiwania zaowocowała rozróżnieniem odgłosów, na które ów tajemniczy szelest się składał: było tam ciche szuranie, nikły odgłos taplania i miękkie tąpnięcia, przypominające do złudzenia powłóczyste kroki kogoś naprawdę wielkiego.

Pierwsza myśl, która zaświtała Igorowi w głowie, wiązała się ze świętym Mikołajem, jednak uprzytomnienie przyszło szybko. Za oknem było ciepło, nie ma śniegu, a w pokoju gościnnym nie stoi choinka. Poza tym, ponad wszelką wątpliwość, święty Mikołaj nie korzysta ze schodów i klatek, tylko z kominów. W mroku Igor potrząsnął zdecydowanie główką. Nie Mikołaj. Nagle odgłos urwał się raptownie, a chwilę potem rozległo się przytłumione trzaśnięcie drzwi od klatki. Prawdopodobnie brzmi tak na co dzień, jednak spokój nocy wyostrzył trzask, a ściany pustej klatki zaniosły dźwięk aż na samą górę. Zapadła cisza.
Igor ułożył się z powrotem na łóżeczku. Zmarznięte stopy schował pod ciepłą jeszcze kołdrę i zapatrzył się na ciemny sufit. W rogach pokoju błyszczały plastikowe gwiazdki pociągnięte fosforyzującą farbą. Okno balkonowe zasłonięte zieloną zasłoną nie przepuszczało elektrycznego blasku z zewnątrz. Pod balkonem ogródki i parking. Dalej kawałek zielonkawej, wiosennej murawy i smukłe ogrodzenie. Za ogrodzeniem lasek. A w lasku ścieżynka, dobrze widoczna z balkonu, prowadząca w górę, hen, tam gdzie kończy się park, a zaczyna prawdziwy las. Za lasem, niesłychanie daleko, znajduje się duże boisko, gdzie w ciepłe letnie dni, razem z rodzicami i Mikim, szorstkowłosym jamnikiem dziadków, Igor wybiera się porzucać frisbee i pojeździć na rowerze. Ścieżyna pretendowała niegdyś do miana ulicy. Świadczyć o tym może oświetlenie, podobne do ulicznych lamp miejskich. Wysokie latarnie stojące w odległości kilku metrów od siebie oświetlają drogę i kawałek parkowego lasu wokół. Reszta pogrążona jest nocą w kompletnych ciemnościach i dopiero pierwsze promienie wschodu pozwalają dostrzec wiewiórki harcujące między drzewami, a wiosenną porą dywany przebiśniegów wychylające się spod rudych stert zeszłorocznego listowia. Ścieżka schodzi na sam dół, wymijając osiedle w kotlince i tam łączy się z asfaltową drogą. Ta z kolei prowadzi dalej, aż do samego centrum hałaśliwego, starego miasta. Igor zacisnął powieki i zaczął wiercić nogami, aż prześcieradło zwinęło się w wałek, uniemożliwiający jakiekolwiek próby powrotu do spania. By przywrócić stan rzeczy, należało wstać, zapalić światło, odsunąć kołdrę, wygładzić prześcieradło i zaczepić gumkę o brzegi łóżka. Operacja szalenie pracochłonna, pomyślał, po czym wstał i zbliżył się do drzwi, przy których bielił się w mroku włącznik światła. Już wyciągał rękę przed siebie, gdy jego wzrok padł na krajobraz za oknem. Coś poruszało się na ścieżce. Zobaczył to dość wyraźnie. Puścił klamkę i ostrożnie podszedł do okna. Uchylił zasłonę i zmrużył oczy.

To była jakby sylwetka wysokiego człowieka. Wysokiego przy dziwnie, wręcz nieproporcjonalnie krótkich nogach, długich ramionach i małej główce. Postać stała ni to tyłem, ni to przodem do ścieżki. I jeszcze coś takiego, jakby worek, leżało pod jej stopami. Igor poczuł się nieswojo, ale nie ruszył się z miejsca. Postać naraz drgnęła i wolno, jakby z trudem sięgnęła bardzo długim ramieniem po worek, chwyciła z pewnym namaszczeniem i z wolna wyprostowała niezgrabne ciało. Tajemniczy tobołek uniósł się nieco w górę. Teraz Igor wyraźnie widział kąt załamania. Ramiona człowieka istotnie musiały być potwornie długie. Z każdą sekundą Igorowi wydawało się, że rosną dłuższe i dłuższe, aż za moment zaczną ciągnąć się po ziemi. Sylwetka wyprostowała się i zadarła główkę. Teraz Igor był pewien, że patrzy się dokładnie w jego stronę. Po chwili, nie spuszczając wzroku z małej postaci w balkonowym oknie, zrobiła niezgrabny krok i mozolnie zaczęła wspinać się ścieżką w górę, wlokąc ciężar za sobą. Trwało to bardzo, bardzo długo. Jeden krok sylwetki, przystanek i dociągnięcie pakunku do krótkiej nogi. Człowiek nieprzerwanie posuwał się naprzód. Gdyby był to złodziej ze swym łupem, na pewno starałby się uciekać pod osłoną nocy i ukryć jak najszybciej w bezpiecznym miejscu. Igor przysiadł na niskim parapecie i wyciągnął szyję, by móc wszystko widzieć.

Ciemność panowała wokół, nieprzejednana i tajemnicza, odcinająca się mocno od świateł latarni i jasnobrązowego piasku drogi. Igor oparł główkę o framugę okna. Od mrużenia i przyglądania się cieniom w oddali piekły go oczy. Nagle poczuł się bardzo senny. Łóżko wydawało się być odległe, podobnie jak pokój rodziców. I zanim zdołał cokolwiek zrobić, usnął, siedząc na parapecie, z twarzą zbliżoną do tafli szkła, za którym człowiek i jego zdobycz posuwali się ślimaczym tempem w górę wąskiej dróżki. Spokojny oddech chłopca kładł się szarą chmurką na chłodnej szybie. Przed oczami Igora zamajaczyły wysokie drzewa, drogi i postacie do złudzenia przypominające świętego Mikołaja. Zjawy rozpłynęły się w ciemnościach i nie powróciły, nawet wiele lat później, gdy mały Igor stał się dużym chłopcem a potem dorosłym mężczyzną.
W mglistych wspomnieniach z tej nocy nie widział psa biegnącego obok swego właściciela, ani tłustawo lśniącej ręki o długich palcach ściskających włosy nieszczęsnego człowieka, który leżał bezwładnie na leśnej drodze, w samym środku wiosennej nocy.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -