Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Roman Polański

Krzysztof Gonerski

Nie tak dawno, bo 18 sierpnia Roman Polański obchodził swe 75 urodziny. Chciałoby się westchnąć: „Jak ten czas leci…”. Czas wprawdzie ma to do siebie, że pędzi do przodu, nie zważając na nasze westchnienia i utyskiwania, lecz wielki artysta nie powinien się go obawiać – wręcz przeciwnie upływ czasu nobilituje artystę, dodaje mu splendoru, i unieśmiertelnia jego dzieła. Nikt z miłośników kina nie ma wątpliwości, że tak właśnie działa czas na Romana Polańskiego i jego filmy. Dziś takie tytuły jak „Wstręt”, „Matnia”, „Chinatown”, „Lokator”, „Tess” czy „Pianista” wymienia się jednym tchem obok największych dokonań sztuki filmowej, a Polańskiego umieszcza się w panteonie najlepszych twórców współczesnego kina. Daleko mu jednak do gnuśnego życia wypalonego twórczo klasyka. Na 2009 r. planowana jest premiera jego dziewiętnastego pełnometrażowego filmu.


Nas Roman Polański interesuje przede wszystkim jako jeden z najbardziej niezwykłych twórców filmowej grozy. Dziwny trafem owa groza obecna była nie tylko w jego filmach, lecz także w jego pasjonującej biografii. Polański jako Raymond Roman Liebling urodził się w 1933 r. w Paryżu, w polsko-żydowskiej rodzinie. Matka Bula Polańska (z domu Katz) oraz ojciec Ryszard Polański (Liebling) wraz z małym Romanem przeprowadzili się w 1937 r. do Krakowa, gdzie zastała ich II wojna światowa. Rodzina Polańskich, jak większość Żydów, znalazła się podczas hitlerowskiej okupacji Krakowa w gettcie. Ten okres w życiu Polańskiego należał do najstraszniejszych i w jakimś sensie wpłynął na charakter jako dorosłego człowieka a także na jego twórczość. Podczas likwidacji getta, małemu Romanowi udało się zbiec na wieś, do miejscowości Wysoka koło Wadowic, gdzie ukrywał się do końca wojny pod przybranym nazwiskiem Wilk. Jego matka natomiast zginęła w obozie koncentracyjnym.

Po zakończeniu II wojny światowej Polański wrócił do Krakowa. Zaczął uczęszczać do szkoły plastycznej, a jednocześnie coraz częściej występować w szkolnych teatrzykach i audycjach radiowych. W 1948 r. kilkunastoletni Roman został zaangażowany do dziecięcego teatru „Wesoła Gromadka”, a także do Państwowego Teatru Młodego Widza (za rolę pastuszka Wani w „Synu pułku” W. Katajewa otrzymał nawet wyróżnienie). Od 1953 r. zaczął pojawiać się w filmach: zadebiutował małą rolą w noweli „Jacek” z filmu „Trzy opowieści” Kondrada Nałęckiego. A zaraz potem pojawił się w „Pokoleniu” (1954) Andrzeja Wajdy i „Zaczarowanym rowerze” (1955) Silika Sternfelda.

Mimo aktorskiego doświadczenia i talentu dwukrotne próby w Krakowie i Warszawie dostania się na studia aktorskie zakończyły się niepowodzeniem. Oficjalnym powodem był brak tzw. warunków – Polański był niski i miał chłopięcy wygląd. Gdy nie powiodło się w szkole aktorskiej, Polański spróbował w Szkole Filmowej w Łodzi. Dostał się na Wydział Reżyserii bez problemu, ale nigdy nie zapomniał o swej pierwszej miłości –aktorstwie. Przez całą swą artystyczną karierę grywał role u kolegów reżyserów (tylko do 1961 r. zagrał ich piętnaście), grywał u siebie ( w ośmiu filmach), grywał na Zachodzie (ostatnia rola w „Godzinach szczytu 3” z 2007 r.) oraz w teatrze. Nawet w drobnych epizodach wyczuwało się olbrzymi talent i radość z gry. Nie będzie przesadą jeśli stwierdzi się, że Polański jest najlepszym aktorem wśród reżyserów. Kto nie wierzy, niech zobaczy Polańskiego w roli Trelkovsky`ego w „Lokatorze” czy Inspektora w „Czystej formalności” (1994) Giuseppe Tornatore.

Jako student Łódzkiej Filmówki Polański zasłynął jako jedna z najbarwniejszych postaci tej zasłużonej dla europejskiego kina uczelni. Najgłośniej o młodym adepcie sztuki reżyserskiej było w związku z realizację jego czwartej etiudy studenckiej „Rozbijemy zabawę” (1957). Polański zorganizował dla swych kolegów potańcówkę w parku okalającym Szkołę, a jednocześnie porozumiał się z miejscowymi chuliganami, by napadli na studentów. Ci z ochotą przystali na propozycję młodego reżysera i zabawa przemieniła się w regularną bijatykę, którą Polański sfilmował. Incydent skończył się naganą od władz uczelni, ale zarazem przeszedł do legendy Łódzkiej Filmówki.

Podczas studiów Polański po raz pierwszy zetknął się z filmową grozą. W różnym natężeniu i konfiguracji pojawiła się ona w trzech etiudach. Pierwsza z nich „Rower” (1955), nie zachowała się do naszych czasów, była rekonstrukcją zdarzenia, które przydarzyło się Polańskiemu tuż po powrocie do Krakowa. Mały Roman został zwabiony do bunkrów, ogłuszony cegłą, a następnie okradziony z roweru. Ciosy cegłą w głowę były tak silne, że Polański otarł się o śmierć. Druga etiuda, z grozą w roli głównej, było „Morderstwo” (1957). Trwająca niecałe półtorej minuty opowiastka o śpiącym mężczyźnie, który zostaje zasztyletowany przez nieznajomego. W trzeciej etiudzie ( a szóstej w kolejności), „Lampie” atmosfera grozy i napięcia była już w stosowny sposób rozbudowana. Jest to opowieść o starym sklepie pełnym lalek, który z niewiadomego powodu staje w płomieniach.

W tych trzech filmach objawiły się późniejsze wyznaczniki stylu Polańskiego. Zamiłowanie do brutalnej przemocy, atmosfery grozy, osaczenia i tajemniczości. Dlatego też, zwłaszcza „Morderstwo” i „Lampę” można uznać za wprawki w straszeniu widzów.

Czas na w pełni dojrzały film grozy nastanie dopiero w 1965 r., gdy Polański po złym przyjęciu w Polsce jego debiutu „Noża w wodzie”(1962), wyjedzie na stale na Zachód. Gdy już jednak młody reżyser porwie się na horror, w dodatku zastępczo ( Polański zamierzał zrealizować swą wymarzona „Matnię”), to stworzy dzieło absolutnie wybitne. Chodzi oczywiście o „Wstręt”, do którego wspólnie ze swym przyjacielem Gerardem Brachem napisał scenariusz. Pierwszy pełnometrażowy film Polańskiego zrealizowany po wyjeździe z Polski, zgodziła się wyprodukować angielska firma Copmton Group, specjalizująca się w filmach pornograficznych. Polański nie narzekał, był zdeterminowany by kręcić filmy, nawet jeśli nie miały być jego ulubionymi.

Podobieństwo (ale bardzo powierzchowne) do słynnej „Psychozy” Alfreda Hitchcocka skłoniło prasę do nazwania Polańskiego „pierwszym następcą mistrza suspensu”. Tymczasem „Wstręt” jest obrazem o wiele bardziej złożonym i głębszym w ukazywaniu przeżyć chorego psychicznie niż obraz Hitchcocka. Po dziś dzień film Polańskiego pozostaje najbardziej śmiałym, konsekwentnym wtargnięciem w zwichrowany umysł cierpiącej na schizofrenię bohaterki. Jest też najbardziej wiernym medycznemu obrazowi opisem choroby psychicznej. Mimo iż Polański oraz Brach wszelkie pomysły czerpali z własnej głowy oraz z obserwacji wspólnej znajomej, której wiele cech przeniknęło do postaci Carol. Film odniósł umiarkowany sukces komercyjny, lepiej powiodło mu się u krytyków: na festiwalu w Berlinie Zachodnim w 1965 r. otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia oraz nagrodę FIPRESCI. Mimo to Polański uważał „Wstręt” za niezbyt udany film. Jakie więc dzieło byśmy otrzymali, gdyby reżyserowi udało się zrealizować wszystkie swe założenia, skoro w wersji, w której go znanym wydaje się być obrazem doskonałym?

Następny horror Polański wyreżyserował jeszcze w Europie, ale już z udziałem amerykańskiej wytwórni Filmway Pictures. W 1967 r. na ekranach amerykańskich i kanadyjskich kin pojawili się „Nieustraszeni pogromcy wampirów, czyli przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi", w której sam reżyser zagrał jedną z głównych ról oraz poznał swoją przyszłą żonę, piękną Sharon Tate (wcześniej przez trzy lata był mężem Barbary Kwiatkowskiej, również niezwykle urodziwej kobiety). Film, który jednak większość widzów zna ma niewiele wspólnego z wersją oryginalną. Amerykański producent, Martin Ranshof, wręcz zniszczył film Polańskiego: zdubbingował wszystkie głosy, pozmieniał niektóre fragmenty muzyki Krzysztofa Komedy (bliskiego przyjaciela reżysera jeszcze z czasów szkoły filmowej w Łodzi), skrócił film o dwadzieścia minut i zmienił pierwotny tytuł – „Bal wampirów”. Krótko mówiąc uczynił z inteligentnej komedii o wampirach, kiepską parodię Ale nawet w tak okrojonym kształcie film szybko zyskał status dzieła kultowego, a wiele scen wciąż zachwyca inteligentnym humorem i pozafilmowymi odniesieniami (choćby scena uwodzenia Alfreda przez wampira-homoseksualistę czy finałowa scena balu wampirów, gdy w lustrze widać jedynie odbicie postaci bohaterów). Polański wyciągnął jednak wnioski z produkcji „Balu wampirów” – przy podpisywaniu kolejnych kontraktów zostawił sobie prawo do tzw. „final cut”.

W 1968 r. Robert Evans, wiceszef produkcji hollywoodzkiego studia Paramount, zaproponował Polańskiemu reżyserię kolejnego filmu grozy, tym razem adaptacji powieściowego bestselleru, Iry Levina, pt. „Dziecko Rosemary”. Było to szczególne wydarzenie, bowiem przed Polańskim zaszczyt pracy dla wielkiego hollywoodzkiego studia spotkał jedynie dwóch polskich reżyserów: Ryszarda Bolesławskiego oraz Józefa Lejtesa ( obaj tworzyli przed II wojną światową). Polański był też pierwszym reżyserem z krajów socjalistycznych, któremu zaproponowano pracę w Hollywood (wkrótce dołączył do niego Milos Forman).

Polański zaadaptował się do życia „najmodniejszego reżysera Hollywood” bez najmniejszych problemów. Pomógł mu w tym ogromny sukces filmowej wersji „Dziecka Rosemary” mistrzowsko wyreżyserowanej, oczywiście, przez Polańskiego. Kina w Ameryce i Europie były oblężone, a krytycy nie szczędzili pochwał, zwracając uwagę, że polski artysta osiągnął atmosferę grozy rezygnując z konwencji typowego horroru. Wyrazy uznania dla artyzmu filmu były tez bardziej konkretne – Ruth Gordon za drugoplanową rolę Minnie Castevet otrzymała Oscara, a sam reżyser nominowany był do tej nagrody w „kategorii adaptowany scenariusz”. Ważniejsze jednak okazało się co innego - „Dziecko Rosemary”, choć nie było pierwszym horrorem satanistycznym, stało się forpocztą nowego nurtu w kinie grozy i nieśmiertelna klasyką.

Nieśmiertelność „Dziecko Rosemary” zawdzięczało także ponurej legendzie. Według niej konsultantem przy filmie miał być założyciel Kościoła Szatana, Anton LeVey. Odwaga w poruszaniu satanistycznego tematu, zdaniem wielu, sprowadziła nieszczęście na twórców filmu. Rok później w masakrze w Bell Air, Polański straci będącą w ciąży żonę oraz czworo przyjaciół. Premiery filmu nie doczekał także Krzysztof Komeda, który zmarł tragicznie w wypadku. Mia Farrow podczas zdjęć do filmu rozwiodła się z ówczesnym mężem, Frankiem Sinatrą, i popadła w ciężką depresję. Dwanaście lat później przed kamienicą, w której realizowano film, zamordowany został John Lennon. Nikomu nigdy nie udało się udowodnić związku miedzy filmem Polańskiego, a nieszczęściami, które przytrafiły się wkrótce po jego premierze, lecz domysły wystarczyły by powstała legenda „przeklętego filmu”.

W 1968 r. wydawało się jednak, że Polański chwycił Pana Boga za nogi: mieszkał w luksusowej wilii Bel Air, miał piękną żonę, która wkrótce miała urodzić dziecko, otaczał się hollywoodzkimi gwiazdami i był hołubiony przez hollywoodzkich producentów. Wszystko to przepadło w nocy z 9 na 10 sierpnia 1969 r.. Tej nocy opatrzność po raz wtóry ocaliła życie Polańskiego, który musiał się udać w interesach, poza Hollywood. W willi Bel Air, została jednak będąca w dziewiątym miesiącu ciąży żona, Sharon Tate oraz czterech przyjaciół. Wszyscy zostali okrutnie zamordowani przez „rodzinę Mansona” (Wojciech Frykowski, przyjaciel Polańskiego, otrzymał 52 ciosy nożem, miał też wbite w ciało lufę pistoletu). Cztery miesiące po masakrze zabójcy zostali złapani – Charles Manson nikogo nie zabił, ale wydał rozkaz swoim „wyznawcom”, którzy jak się okazało dokonali zbrodni przez przypadek i właściwie bez powodu.

Ówczesny establishment był wstrząśnięty tym wydarzeniem, ale zamiast współczucia w prasie zaczęły pojawiać się głosy, że Polański, „mistrz horroru” sprowokował podświadomie masakrę w Bel Air. Twierdzono, że nawet najwymyślniejszy horror Polańskiego nie mógł równać się horrorowi wyreżyserowanemu przez życie. Zdaniem wielu dziennikarzy w willi Polańskiego działy się prawdziwie dantejskie sceny: hurtowe zażywanie narkotyków, seksualne orgie i inne perwersje. Konkluzja była zatem prosta: Polański i jego świta zasłużyła sobie na los, który ich spotkał.

Reżyser dopiero po dwóch latach otrząsnął się na tyle z tragedii, by móc powrócić na plan filmowy. Opuścił jednak w 1969 r. Amerykę i na pewnie czas zamieszkał w Londynie. Tutaj postanowił nakręcić kolejny film. Jego adaptacja Szekspirowskiego „Makbeta” nie jest klasycznym filmem grozy, ale bez większych nadużyć można go zaliczyć w poczet, kolejnego, czwartego już w dorobku reżysera, horroru. „Tragedia Makbeta” (1971) jest najbardziej krwawym, mrocznym i ponurym filmem w karierze Polaka. Oczywiście krytycy dostrzegli w posępnej tonacji obrazu nawiązania do masakry w Bell Air, twierdząc, że Polański adaptując tę jedną z najbardziej ponurych sztuk Szekspira, chciał odreagować traumatyczne przeżycia sprzed dwóch lat. Tymczasem reżyser na pytanie co sądzi o krytykach, którzy dopatrują się związku „Tragedii Makbeta” z jego osobistą tragedią odpowiadała dosadnie: „They are full of shit!”. Jeśli w filmie pojawiają się jakieś nawiązania do prywatnego życia Polańskiego, to raczej to okresu pobytu w krakowskim gettcie (np. w scenie masakry służby Macduffa). Film nie zyskał szczególnego uznania ani u widzów ani u krytyków. Wyróżniono go jedynie za kostiumy nagrodą BAFTy oraz nominacją za muzykę.

Na kolejne spotkanie Polańskiego z kinem grozy trzeba było poczekać aż do 1976 r.. W tym roku powstał we Francji „Lokator” – trzecia część nieformalnej „miejskiej trylogii”, na którą składają się „Wstręt”, „Dziecko Rosemary” oraz właśnie „Lokator”. Polański, wspólnie z etatowym współscenarzystą Gerardem Brachem, napisali na podstawie opowiadania Rolanda Topora pt. „Chimeryczny lokator” scenariusz nowego filmu i kolejnego, piątego już w dorobku, horroru. Co ciekawe „Lokator” podobnie jak niegdyś „Wstręt”, powstał niejako w zastępstwie. Polański pracował nad projektem filmu pt . „Piraci”, ale żaden z producentów nie chciał wyłożyć pieniędzy na budżet, który według wstępnych obliczeń miał być olbrzymi. Zdecydowano się więc na skromniejszego „Lokatora”. Polański nie tylko wyreżyserował film, lecz zagrał w nim główną rolę emigranta z Polski, Trelkovsky`ego. Reżyser wspaniale poradził sobie z trudnym, zawierającym wiele skomplikowanych ujęć obrazem. Już czołówka, powszechnie uważana za najlepszą ze wszystkich filmów w reżyserskiej karierze artysty, była sporym wyznaniem, na szczęście pomocą służył wybitny szwedzki operator Sven Nykvist, autor zdjęć do arcydzieł Ingmara Bergmana. Mimo to Polański musiał pogodzić funkcję reżysera z niełatwą rolą bohatera popadającego w obłęd. Ostatecznie Polański stworzył jeden najbardziej niesamowitych filmów grozy, umiejętnie łącząc groteskę i czarny humor z autentycznie przerażającymi scenami halucynacji. Przy okazji stworzył też swą najlepszą aktorską rolę, prawdziwie wstrząsającą kreację zaszczutego, bezbronnego człowieka, który do końca walczy o resztki człowieczeństwa. Krytyka zamiast docenić aktorski talent Polańskiego, wołała jednak po raz wtóry dostrzegać w postaci Trelkovsky`ego związki z jego żydowskimi korzeniami, zbrodnią w Bell Air i jego hulaszczym stylem życia. Film został fatalnie przyjęty zarówno przez krytykę jak i publiczność. Choć reżyser od 1976 r. posiadał obywatelstwo francuskie, dla sporej części francuskich krytyków i widzów, był artystą „przeklętym, niemoralnym”, który sprowadza nieszczęście na bliskie mu osoby. W pewnym więc sensie Polański mógł się czuć jako bohater „Lokatora”. Polański-reżyser był jednak człowiekiem o zupełnie odmiennym charakterze, dlatego wkrótce po przybyciu (już na stałe) do Paryża w 1978 r. przystąpił do wstępnych prac nad kolejnym filmem, „Tessa” (1979).

31 stycznia 1978 r. Polański, nie pierwszy raz, w swym życiu zamknął pewien jego rozdział. Tego dnia uciekając przed oskarżeniem i więzieniem w związku ze sprawą rzekomego gwałtu na nieletniej, opuścił na zawsze Stany Zjednoczone. Nawet gdyby chciał wrócić, nie mógłby tego dokonać nie narażając się na natychmiastowe aresztowanie przez prokuratora. Wielu z widzów pamięta, że nawet podczas wręczania Oscara za reżyserię „Pianisty” w 2002 r., nagrodę w imieniu reżysera odbierał Harrisom Ford, Polański zaś w tym czasie znajdował się w studiu w Paryżu.

Na kolejny, szósty już horror w karierze Polańskiego, trzeba było czekać aż do 1999r., czyli aż dwadzieścia trzy lata. Naturalne zatem, że oczekiwania wobec filmu były spore, tym bardziej, że Polański zabrał się za adaptację bestsellerowej powieści Artura Pereza-Reverty'ego pt „Klub Dumas” a w roli głównej wystąpił jeden z najznakomitszych aktorów współczesnego Hollywood, Johny Depp. „Dziewiąte wrota”, którym Polański wracał do wątków satanistycznych, okazały się jednak sporym rozczarowaniem. Wprawdzie znać w tym filmie rękę Mistrza – klika scen jest brawurowo zainscenizowanych, ale cała historia utknęła w kliszach i schematach. Nie da się też ukryć, że „Dziewiąta wrota” różniły się od poprzednich horrorów Polańskiego. I choć artysta przez całą zawodową karierę protestował przeciwko łączeniu jego twórczości z życiem osobistym (jedyny wyjątek uczynił przy okazji „Piratów” z 1986 r. ), to wydaje się, że w przypadku tego filmu miało ono znaczący wpływ. Polański, po licznych perturbacjach i początkowym chłodnym przyjęciu odnalazł w końcu we Francji, w Paryżu bezpieczną przystań. Tutaj w 1989 r. poślubił Emmanuele Seigner, francuską aktorkę, którą poznał na planie „Frantica” (1987), a która zagrała jeszcze w dwóch filmach reżyserowanych przez Polańskiego: „Gorzkich godach (1992) oraz w „Dziewiątych wrotach”. Seigner najlepiej jednak wypada w roli kochającej żony i matki dwójki dzieci reżysera: Morgany i Elvisa. Być może więc spokojne, syte życie bogatego mieszczucha i żyjącego klasyka pozbawiła Polańskiego owego „pazura”, którym znaczone były jego filmy sprzed 1979 r.?

Ale sławę i uznanie Polański zyskał bynajmniej nie tylko dzięki filmom grozy. Już jego debiut, jedyny film kinowy zrealizowany w całości w Polsce, „Nóż w wodzie” (1962) zwrócił na młodego reżysera. Oficjalnie potępiony w 1963 r. przez pierwszego sekretarza PZPR, Władysławę Gomułkę za zapatrzenie się w obce wzory i „bałamucenie młodzieży”, zdobył pierwszą dla Polski nominację do Oscara w kategorii „najlepszy nieanglojęzyczny film” oraz zrobił furorę na festiwalach na Zachodzie. Jednak kolejny swój „wymarzony” film, „Matnię” Polański zrealizował dopiero w 1966 r., rok po „Wstręcie”. W „Matni” reżyser dal wyraz swej młodzieńczej fascynacji groteską i sztukami Becketta i Ionesco oraz motywem dominacji silnego nad słabszym. Kolejny film niebędący horrorem powstał w 1972 r., rok po „Tragedii Makbeta”. „Co?” to komedia erotyczna zrealizowana we Włoszech, która w powszechnej opinii uważana jest za najsłabszy film Polańskiego, Na uwagę zasługuje Polański w roli odrażającego typka Mosquito, Marcello Mastrioani oraz ponętna Sydney Rome. Za to zrealizowane dwa lat później „Chinatown” to powrót Polańskiego do wielkiej formy. Film zdobył Oscara za oryginalny scenariusz (dla Roberta Towne`a) oraz 10 nominacji do tej nagrody, Polańskiego wyróżniono ponadto Złotym Globem za reżyserię. „Tessa” z 1979 r. to również wielki powrót reżysera do czołówki reżyserów świata. Przypomnijmy, że okres przed realizacją „Tessy” nie należał do najbardziej udanych w życiu Polańskiego: oskarżenia o gwałt, chłodne przyjęcie „Lokatora”, uprzedzenie publiczności i krytyków. „Tessa”, na podstawie powieści Thomasa Hardy`ego, okazała się wielkim sukcesem - film zdobył aż trzy Oscary (za zdjęcia, scenografię i kostiumy).

Niestety, kolejny film, „Piraci” z 1986 r. najdroższy ze wszystkich produkcji Polańskiego (40 mln dolarów) okazał się też największa klapą. Porażka „Piratów” była tym dotkliwsza, że reżyser przez prawie dziesięć lat zabiegł o urzeczywistnienie swego reżyserskiego marzenia – realizacji korsarskiego filmu. Ale w połowie lat 80. publiczność wolała oglądać zupełnie inne filmy. Polański doświadczył w swym życiu tylu nieszczęść, że nie zwykł się załamywać i już w 1987 r. rozpoczął pracę na następnym filmem. „Frantic” (1988) po raz wtóry wydobył Polańskiego z twórczego kryzysu, choć nietrudno dostrzec, że ten niezmiernie efektowny i błyskotliwy thriller, w którym Harrison Ford dzielnie szuka porwanej w Paryżu żony jest nieco pusty.

O wiele lepsze wrażenie filmów poruszających ważkie problemy współczesnego człowieka sprawiały dwa kolejne filmy: „Gorzkie gody” (1992) oraz „Śmierć i dziewczyna” (1994), w którym reżyser powrócił do ulubionego motywu dominacji, wykorzystywania słabszego oraz przemocy, a po części także grozy (zwłaszcza w „Śmierć i dziewczyna”).

Jednak film, na który, zdaje się, całe życie Polański czekał, zrealizował w 2002 r.. To oczywiście, „Pianista” według biograficznej powieści Władysława Szpilman. Polański zawsze podświadomie pragnął wyreżyserować film o tragicznym okresie swego dzieciństwa, które przypadło na hitlerowską okupację, lecz nigdy nie czuł się na siłach zmierzyć się z tematem wprost. Dopiero gdy skończył 69 lat i trafił na powieść Szpilmana, dodajmy polskiego Żyda, zamkniętego w warszawskim gettcie, reżyser zrozumiał że nadszedł czas by zmierzyć się z własnymi demonami wojny. „Pianista”, jeśli nawet – jak chcą niektórzy – nie jest najlepszym dziełem Polaka, to z pewnością jest film najgłośniejszym i najobficiej nagradzanym. Trzy Oscary (dla Adriena Brody`ego, za scenariusz adaptowany i w końcu po tylu latach za reżyserię dla Polańskiego), Złota Palma na festiwalu w Cannes oraz czterdzieści dwie pozostałe nagrody to wyraz docenienia po latach upokorzeń i życiowo-twórczych zakrętów, lecz też oficjalne pasowanie Polańskiego na klasyka współczesnego kina. Nic zatem dziwnego, że uwolniony od przeszłości reżyser w 2005 r. zrealizował błyskotliwą adaptację nieśmiertelnej powieści Karola Dickensa, „Oliver Twist” – „dla swoich dzieci” jak powiedział w jednym z wywiadów.

Roman Polański nie próżnuje. Pracuje bowiem nad kolejnym filmem, być może zahaczającym nawet o grozę. Serwis IMDb określa jego gatunek jak „drama/thriller/ mystery”. Jest to adaptacja powieści Roberta Harrisa, pt „The Ghost”, a w filmie zagrać mają Nicolas Cage i Pierce Brosnan. Bez względu czy obejrzymy dzieło na miarę „Lokatora” czy film na miarę „Co?” osobiście zacieram z radości ręce. Na razie najnowsze dzieło Polańskiego znajduje się na etapie przedprodukcyjnym.


Dodatkowe:
FILMOGRAFIA (tylko filmy pełnometrażowe)

•Nóż w wodzie (1962)
•Wstręt (Repulsion, 1965)
•Matnia (Cul-de-sac, 1966)
•Nieustraszeni pogromcy wampirów (The Fearless Vampire Killers, 1967)
•Dziecko Rosemary (Rosemary's Baby, 1968)
•Tragedia Makbeta (The Tragedy of Macbeth, 1971)
•Co? (What?, 1972)
•Chinatown (1974)
•Lokator (Locataire, Le, 1976)
•Tess (1979)
•Piraci (Pirates, 1986)
•Frantic (1988)
•Gorzkie gody (Bitter Moon, 1992)
•Śmierć i dziewczyna (Death and the Maiden, 1994)
•Dziewiąte Wrota (The Ninth Gate, 1999)
•Pianista (The Pianist, 2002)
•Oliver Twist (2005)


HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański
HO, Publicystyka - Roman Polański

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -