Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Twórcy polskiego horroru "The Fall" - Konrad Grześlak i Łukasz Brzostek w wywiadzie dla Horror Online

bufik

The Fall to film nietuzinkowy. Oniryczna i surrealistyczna krótkometrażówka nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Czy to jednorazowy przebłysk geniuszu młodych twórców, amatorów, czy nowy trend w polskim kinie grozy? Z twórcami The Fall Konradem Grzeslakiem i Łukaszem Brzostkiem rozmawia bufik


<b> - Horror Online: Musze przyznać, że The Fall - produkcja o której dowiedziałem się zupełnym przypadkiem zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, nie dość że pomysłowo wykonany to zaskakuje pomysłowością twórców i jak na film amatorski wygląda zupełnie przyzwoicie. Skąd pomysł stworzenia właśnie takiego filmu? </b>

Konrad Grześlak: Chcieliśmy zrobić film - jakikolwiek. Nigdy wcześniej nie mieliśmy nic do czynienia z kamerą, z kręceniem. Łukasz jest fanem serii gier Silent Hill, ja byłem wtedy pod wrażeniem wszystkiego, co czarno-białe, oglądałem na okrągło filmy z lat 60. Z tych dwóch fascynacji wziął się jakiś początek. Zatrudniliśmy do głównych ról mojego brata i jego ówczesną dziewczynę. Najpierw kręciliśmy jakieś proste scenki, żeby oswoić się w ogóle z kamerą. Nie było w tym jakiegoś wielkiego przesłania czy scenariusza. Potem stopniowo coś zaczęło kiełkować - przeszliśmy do kręcenia w piwnicy i pojawiły się pierwsze próby ogarnięcia tego, co robimy, w większą całość. Dużo było improwizacji, pomysłów z dnia na dzień, a nawet już w trakcie kręcenia. Z początku mieliśmy zrobić coś bardzo "silenthillowego" - bohater w mrocznych lokacjach, straszony przez potwory, goniony przez demony. Gdy okazało się, że niełatwo jest w naszych warunkach zrobić potwora czy demona, żeby straszył i nie wyglądał kiczowato, zrezygnowaliśmy z tego. Został sam bohater, a my skupiliśmy się na stworzeniu takiego klimatu, żeby nawet bez demonów widz odczuwał niepokój, a może i strach.

Łukasz Brzostek: Tak jak już wspomniał Konrad, pomysłu pierwotnie nie było, była tylko chęć zabicia czasu w jakiś sensowny i kreatywny sposób, no i przede wszystkim wielka pasja i entuzjazm związany z filmem. Choć nie twierdzę, że film powstał zupełnie przypadkowo. Już wcześniej w naszych głowach tkwiły pewne obrazy, jakieś wizje związane z tym, jak powinien wyglądać nasz pierwszy film. Ja myślałem więc o głębokim, psychologicznym horrorze w stylu gry "Silent Hill", Konrad był zaś zaabsorbowany czarno-białym kinem i lynchowskim surrealizmem. Tak powstało to, co udało nam się nagrać. Sama fabuła, symbolika i cała reszta to coś, co kiełkowało podczas pracy nad filmem, był to proces ewolucji i fuzji naszych dotychczasowo zgromadzonych pomysłów i pragnień związanych z realizacją filmu.

<b> - HO: Powiedzcie nam coś o sobie, co robicie na co dzień, jakie są Wasze pasje zainteresowania? </b>

KG: Ja na co dzień pracuję jako fotoedytor w agencji fotograficznej. Teraz w innej, niż wtedy, kiedy kręciliśmy "The Fall". Praca była żmudna i monotonna, więc po pracy czym prędzej biegliśmy do filmu. Oglądam dużo filmów, czasem stworzę jakąś muzykę na komputerze.

ŁB: Na codzień studiuję Pedagogikę Resocjalizacyjną i staram się jakoś kreatywnie i przyjemnie spędzać wolny czas. Dużo muzykuję w samotności. Mam w pokoju coś na wzór niewielkiego studia muzycznego, które kiedyś na pewno będzie bliższe temu terminowi:) Muzyka jest więc moją główną pasją i nie zamierzam się z nią kiedykolwiek rozstać. Poza tym lubię obejrzeć jakiś dobry film, trochę też czytam kiedy mam czas. No i rower, czasami siłownia. To daje dużego powera w życiu, nie ma to jak sprawność fizyczna. Od razu człowiek czuje się mocniejszy psychicznie;) Aha, no i spotkania ze znajomymi, wspólne pogawędki, czasami imprezy. To taki kolejny balsam dla duszy, więc nie stronię od tego:)

<b> - HO: Kino grozy w Polsce jest nadal w powijakach, skąd pomysł, żeby zadebiutować właśnie w tym gatunku? </b>

KG: Jak już wspomniałem, film wziął się z klimatów gry "Silent Hill". Moje problemy z ułożeniem sobie w głowie wszystkiego po kolei po rozstaniu z dziewczyną też miały wpływ na to, jak ten film wygląda. "The Fall" to właściwie nie horror, tylko coś z pogranicza jawy i snu, z "dreszczowcową" atmosferą. Ja lubię Davida Lyncha, te jego chore klimaty. Zauważyliśmy, że w Polsce twórcy horrorów w kinie offowym robią wszystko z przymrużeniem oka, to jest już jakby parodia parodii. Autorzy umieją nawet stworzyć jakiś klimat, ale w końcu dają taką puentę, że nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. My chcieliśmy zrobić coś na poważnie, cały czas nawzajem się pilnowaliśmy, żeby nie wyszedł nam jakiś kicz albo zgrzyt. Wbrew pozorom takie kino może nieść więcej przesłania, niż tylko czysty strach czy krew. Dla wielu widzów ambitne kino psychologiczne jest za trudne, nie do przebrnięcia. Chcieliśmy za pomocą tej formy pokazać upokorzenie bohatera i jego wydźwignięcie, bez uciekania się do dialogów i myśli "których nie widać".

ŁB: Potrzeba jest matką wynalazku. Jak już wspomniałeś, kino grozy jest w Polsce w powijakach i nie sądzę, aby szybko się to zmieniło. Tym bardziej, że wszystko teraz kręci się wokół tego mniej ambitnego horroru o uproszczonej i sprowadzonej do banału fabule. Tego najwyraźniej oczekują widzowie, a raczej masy. W tym też kierunku zapewne będzie się chciało rozwijać polskie kino grozy. Tylko jak? Bez tych wszystkich milionowych nakładów? To praktycznie niemożliwe. Jedyną szansą jest ambitny horror z duszą. My jako zwykli ludzie, bo nie możemy się nazwać wielkimi twórcami, chcieliśmy pokazać, że jednak można. Jeśli się chce, to można stworzyć mając niewielkie fundusze i możliwości coś, co zaskoczy widza. Jednakże nie może to być coś, co pozbawione jest duszy i jakiegoś artyzmu. Ciężko byłoby zapewne stworzyć coś takiego biorąc pod uwagę kino dużego formatu. Wszystko zakończyłoby się w przedbiegach. Ktoś uznałby, że fabuła jest zbyt zagmatwana i ciężka w odbiorze, ktoś inny że połowa usnęłaby na seansie, kolejna osoba powiedziałaby, że bez krwi nie ma horroru. Kino amatorskie daje duże możliwości. Jest szansą na zamanifestowanie swoich własnych pragnień i wizji. Film tego typu tkwił w mojej głowie już od dawien dawna. Mam nadzieję, że dla kogoś będzie to taki motor napędowy, który pociągnie go do tego aby spróbować tak jak my.

<b> - HO: Lubicie horrory? Macie swoich ulubionych twórców, tytuły? </b>

KG: Generalnie nie przepadam za horrorami, które teraz powstają, choć czasem sobie jakiś obejrzę. Cenię te starsze, klimatyczne: "Omen", "The Changelling", "Egzorcystę". Z najnowszych duże wrażenie zrobiły na mnie amerykański "Krąg" i "Shutter". Na moje postrzeganie mrocznego klimatu filmu bardziej wpłynęły filmy Davida Lyncha. Może jest on trochę zbyt "odjechany" miejscami, ale to reżyser bardzo dbający o klimatyczność, o związek obrazu z muzyką.

ŁB: Byłoby to conajmniej dziwne, gdyby ktoś z nas napisał, że tak naprawdę to lubimy oglądać kreskówki i telenowele w polskiej telewizji, a horror to gatunek nam obcy. Ja osobiście z kinem grozy mam do czynienia od momentu kiedy to przestałem brać to co widzę na ekranie zbyt poważnie. Mam w domu mała wideotekę, gdzie horrory to 80% moich zbiorów. Osobiście nie skłaniałbym się głównie w stronę klasyki, wolę trochę nowsze filmy pozbawione tej dawnej "teatralności" i prostoty. Z dawnych horrorów jak najbardziej cenię "The Changelling", "Evil Dead" (groovy), "Hellraiser", "The Entity" oraz "The Fog". Z tych nowszych zdecydowanie zapadł mi w pamięci amerykański "The Ring", na pewno "Session 9" (z sentymentu do gry "Silent Hill"), "From Hell" oraz "White Noise".

<b> - HO: Dlaczego niemy i czarnobiały? </b>

KG: Dlaczego niemy? Jako początkujący baliśmy się, że każde słowo naszych nie wyćwiczonych aktorów będzie wzbudzać salwy śmiechu albo lekki nieprzyjemny ból głowy. Ja mam coś takiego, gdy oglądam polskie kino, o zgrozo, nie tylko offowe. Póki aktorzy nie otwierają ust wszystko jest znośnie albo nawet super. Gdy zaczynają mówić, skręca mi wnętrzności i chciałbym, żeby ta żenada się czym prędzej skończyła. A co do czerni i bieli, to doszliśmy do wniosku, że w ten sposób klimat będzie mroczniejszy. Może czasem tego żałuję, bo sceny w piwnicy z początku miały żółto-czerwoną poświatę, która miała swoje walory - wyglądało to rzeczywiście jak w piekle. Niemniej film pozostał czarno-biały aż do samego końca, do tej jednej ostatniej sceny, kiedy jednocześnie pada deszcz i świeci słońce.

ŁB: Właściwie Konrad ujął wszystko idealnie. Od siebie chciałbym dodać tylko tyle, że przed rozpoczęciem kręcenia filmu byłem po udanym seansie filmu pt. "Pi" Darrena Aronofskyego i od tego momentu taki czarno-biały obraz z dużym nasyceniem kontrastu i lekką "kaszą" zawładnął moim sercem. Jak dla mnie dodaje to wyjątkowego klimatu i oddala widza od nowoczesnej techniki (to takie małe oszustwo, które powoduje że film wydaje się być kręcony dawnymi, analogowymi metodami). Oczywiście nie można z tym też przesadzać. Dlatego też następny film będzie pewnie kolorowy:)

<b> - HO: The Fall nie jest płytkim filmem straszącym widza wyskakującymi zza rogu duchami, niesie ze sobą pewne przesłanie nie boicie się, że jest to kino dla widza dojrzałego? Współczesny horror coraz częściej przypomina zabawę z widzem... </b>

KG: To jest film dla dojrzewającego widza :) Coś się dzieje czasem w człowieku, który w życiu dostaje po tyłku, że zaczyna w kinie poszukiwać pewnych pytań i pewnych odpowiedzi. Tutaj może nie ma wielkich pytań, ale niemniej chcieliśmy pokazać, że jest nadzieja, mimo, że można nisko upaść. Bardzo bym chciał tego typu poszukiwań we współczesnym horrorze, bo przecież gatunek ten ma pewne tradycje poszukiwania odpowiedzi na pytania o kondycję człowieka. Cały wątek wampirów, póki nie został zbanalizowany choćby w "Od zmierzchu do świtu", pytał o człowieka, który żeby żyć, musi z innych metaforycznie wysysać krew, bo sam w sobie jest pusty. Horror dziś przypomina zabawę z widzem, bo jego twórcom z lenistwa nie chce się już o nic pytać. Gdyby powrócić do starszej tradycji, w tym literackiej, do Poe czy Lovecrafta, dostalibyśmy znów potężną dawkę mroku w najlepszym wydaniu.

ŁB: Niekoniecznie dojrzałego, może bardziej tego który chce dojrzewać i potrafi poza wypiciem piwa na ławce czasami na chwilę zatrzymać się i pomyśleć. Takich ludzi zawsze było mniej, zresztą nie musi to być oznaka bezmyślności. Niektórzy po prostu traktują kino wyłącznie jako szybki sposób na rozerwanie się i oderwanie od rzeczywistości. Oczywiście nie potępiam tego, jak najbardziej jestem temu przychylny i szanuję to. My wybraliśmy inną drogę i byliśmy tego w pełni świadomi. Zastanawialiśmy się nad tym niejednokrotnie, widzieliśmy już zniesmaczone i skrzywione miny niektórych widzów oraz przykre komentarze. To się nawet potwierdziło, nie każdy potrafi odebrać ten film tak jak my i tak jak ci, którzy go zrozumieli i docenili. I to chyba jest normalne. Jedni myślą tak, inni inaczej. Kino offowe dało nam szerokie pole do popisu, dało nam możliwość zrobienia tego w taki sposób w jaki my postrzegamy kino. I tak właśnie zrobiliśmy. Gdybyśmy zaczęli się zastanawiać nad tym czy warto kręcić ambitny film, zapewne nigdy by nie powstał. Lepiej iść w żywioł i zrobić swoje. To jest takie bardzo artystyczne i bardziej w naszym guście. Kino akcji i horror, który "bawi się z widzem" zostawiamy dla kogoś innego.

<b> - HO: Jaki trzeba mieć sprzęt żeby nakręcić takie dzieło? </b>

KG: Kręciliśmy ten film na zwykłej małej kamerce Sony z jednym przetwornikiem. Obraz z takiej kamery jest bardzo zaszumiony, kiedy się kręci bez dodatkowego oświetlenia w kiepskich warunkach. Dopiero potem zaczęliśmy doświetlać piwnicę lampą halogenową. Przydał się też oczywiście średniej klasy, jak na dzisiejsze warunki, pecet. Montaż stanowił największe wyzwanie i to właśnie temu poświęciliśmy najwięcej czasu - może nawet za dużo :) Muszę powiedzieć, że ścieżka dźwiękowa też była lepiona z różnych motywów i dopasowanie jej do obrazu zajęło sporo godzin i dni.

ŁB: Ja jako, że poza kręceniem, o którym już wspomniał Konrad, zajmowałem się muzyką i dźwiękiem, mogę dodać od siebie, że chcieć znaczy móc :) Podczas pracy nad filmem nie posiadałem jeszcze takiego sprzętu, jaki posiadam teraz. Był to więc zwykły pecet o raczej wyjątkowo standardowych parametrach i najprostsze komputerowe głośniki. To naprawdę bardzo ograniczało moje możliwości. Szczególnie te głośniki, które posiadały za mało niskich tonów (basy) i kawałki, które przenosiłem później do Konrada (aby mógł je zmiksować z obrazem) brzmiały u niego zupełnie inaczej i potrafiły naprawdę nieźle poruszyć membrany w jego głośnikach (najczęściej kawałki były zbyt nasycone basami, z tego względu że ja zawsze dawałem go zbyt dużo posiadając tak słabe nagłośnienie). Dopiero w końcowej fazie pracy nad filmem zaopatrzyłem się w klawisze oraz zestaw porządnych głośników.

<b> - HO: Co powiecie na zarzuty o przesłanie satanistyczne zawarte w The Fall? </b>

KG: Nie ma w "The Fall" nic satanistycznego. Księga z gwiazdą to dekoracja, ilustracja do "Rękopisu znalezionego w Saragossie", takie przymrużenie oka. A demony to złe natrętne myśli, nieuzasadnione lęki, które burzą spokój ducha. Jest jasna strona w człowieku i jest ciemna. W "The Fall" bohater natrętnie powraca do złych myśli, żeby w końcu wypłynąć na chwilę na powierzchnię. Czy na dłużej, tego już nie wiem...

ŁB: Jeśli ktoś uznaje to, co zaobserwował w filmie, za jakiekolwiek znaki czy też wątki satanistyczne, to biada jego niewiedzy;) Poza tym najprawdopodobniej nie obejrzał dobrze filmu i tym samym nie zrozumiał przesłania. Ja bym się prędzej doszukiwał motywów związanych z wiarą katolicką. Przykładowo tajemnicza postać, która stoi w korytarzu piwnicy emanując jakąś energią, może być interpretowana jako postać Jezusa lub jak kto woli Boga, a na pewno jakaś pozytywna energia. Przykładów tego typu jest więcej i zdecydowanie więcej niż tych rzekomo satanistycznych. Jeśli ktoś więc zauważa tylko tą jedną stronę medalu i osądza film jako satanistyczny, to jest w wielkim błędzie i świadczy to chyba o jakiejś formie ignorancji.

<b> - HO: Myślicie o tym, aby pokazać film szerszej publiczności? Jakieś przeglądy? Dobrymi rzeczami należy się pochwalić... </b>

KG: Film był prezentowany na jednym przeglądzie kina offowego, gdzie zainteresował jedną osobę. Na inne przeglądy się nie dostał - został zdyskwalifikowany w przedbiegach. Po pokazie na tym przeglądzie straciłem trochę wiarę w ten sposób pokazywania filmów. Zresztą moment, w którym prezentujesz swoje dzieło komuś innemu, niż garstka znajomych, jest czymś absolutnie najtrudniejszym w życiu. Dla mnie był to moment dołujący, odbierający wszelką energię.

ŁB: Sprostuję tutaj wypowiedź Konrada. Film rzeczywiście trafił tylko do jednego przeglądu. Na inne się nie załapał. Czasami pewnie ze względu na długość, a czasami ze względu na formę. Na przeglądzie, na którym miał okazję zaistnieć nie zauważyłem zbyt wielu ludzi, którzy potrafiliby docenić cokolwiek (no chyba, że duża grupa upalonych 13 latków, która siedziała z tyłu też wchodzi w grę). Mimo, że film nie wygrał i nie wzbudził większego zainteresowania, jestem zadowolony z tego, że go tam pokazaliśmy. Na pewno było kilka, może nawet więcej osób, które oglądały go z zaciekawieniem. Zresztą, cisza na sali, która zapadła podczas projekcji, była niesamowitym przeżyciem;)

<b> - HO: Pytanie do Łukasza. Muzyka to bardzo istotny element filmu, zwłaszcza niemego, widać, a właściwie słychać, że to muzyka właśnie tworzy tak tajemniczy nastrój, skąd czerpiesz swoje muzyczne inspiracje? </b>

ŁB: Ja zawsze uważałem, że muzyka to 50% filmu. W przypadku "The Fall" muzyka to pewnie gdzieś tak 70%, biorąc pod uwagę że jest niemy i trochę toporny, jeśli chodzi o samą akcję. Dlatego właśnie starałem się jak najbardziej stworzyć klimat w warstwie muzycznej i dźwiękowej. Chciałem, żeby muzyka była bardzo sugestywna i tworzyła swego rodzaju dialog z widzem. Na moją muzykę wpływ ma na pewno dużo więcej rzeczy niż tylko inspiracje muzyczne, ale pamiętam że podczas kręcenia filmu byłem pod silnym wpływem trzech inspiracji. Na pewno była to muzyka Akira Yamaoka, czyli japońskiego kompozytora, który skomponował muzykę do wszystkich części gry "Silent Hill". To słychać w tej muzyce wyraźnie i nie ukrywam, że jest to jakiś tam bodziec do dzisiaj. Poza tym bardzo często brzmiała mi w głowie muzyka, a także dźwięki z filmu "Requiem For A Dream". Tego może tak dokładnie nie słychać, ale nie odbiło się to na pewno bez echa. Kolejnym i pewnie bardzo znaczącym twórcą był Vangelis. Jego muzyka ma na mnie ogromny wpływ do dzisiaj i chyba będzie miała do końca.

<b> - HO: Co dalej? Jakie macie plany na przyszłość po tak udanym debiucie? Zaskoczycie nas jeszcze pozytywnie? </b>

KG: Od momentu skończenia "The Fall" cierpię na nieuleczalny brak pomysłów i inspiracji. Kupiłem lepszą kamerę, która leży w szafie i się kurzy. Być może był to jednorazowy atak "iskry bożej", choć chciałbym wierzyć, że jeszcze kiedyś coś powstanie i że również spotka się z zaciekawieniem.

ŁB: Gdyby nie fakt, że ciężko nam się zabrać za kręcenie kolejnego filmu, to już na pewno by to nastąpiło. To chyba nawet nie kwestia organizacji, ale tak jak wspominał Konrad, sprawa weny i ogólnie entuzjazmu, który od czasów skończenia "The Fall" drastycznie zmalał. Myślę jednak, że to nie koniec naszej roli w amatorskim kinie. Na pewno znajdzie się po raz kolejny ta ikra, z którą tworzyliśmy nasz pierwszy film. Takie niespodzianki, jak ze strony serwisu "Horror Online", na pewno temu sprzyjają :)



HO, Wywiady - Twórcy polskiego horroru "The Fall" - Konrad Grześlak i Łukasz Brzostek w wywiadzie dla Horror Online
HO, Wywiady - Twórcy polskiego horroru "The Fall" - Konrad Grześlak i Łukasz Brzostek w wywiadzie dla Horror Online
HO, Wywiady - Twórcy polskiego horroru "The Fall" - Konrad Grześlak i Łukasz Brzostek w wywiadzie dla Horror Online
HO, Wywiady - Twórcy polskiego horroru "The Fall" - Konrad Grześlak i Łukasz Brzostek w wywiadzie dla Horror Online
HO, Wywiady - Twórcy polskiego horroru "The Fall" - Konrad Grześlak i Łukasz Brzostek w wywiadzie dla Horror Online
HO, Wywiady - Twórcy polskiego horroru "The Fall" - Konrad Grześlak i Łukasz Brzostek w wywiadzie dla Horror Online

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -