Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:OBLICZA GROZY

OBLICZA GROZY

OBLICZA GROZY

ocena:8
Autor: Antologia
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2014
Wydawnictwo:Replika
Ilość stron:352
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Miłośnicy krótszych form nie mają w ostatnich latach okazji do narzekania na polski rynek wydawniczy, który przestał być mało owocny i z miesiąca na miesiąc dostarcza coraz to większego wachlarza rozmaitych pozycji do wyboru. Po "11 cięciach", "13 ranach", "15 bliznach" i "17 szramach", a także rozmaitych tematycznych antologiach typu "Demononiconu" uraczono nas dość obszernym zbiorem, do współtworzenia którego przyczyniło się wiele naprawdę poważanych nazwisk w rodzimym środowisku literatury grozy. "Oblicza grozy" to najświeższa propozycja wydawnictwa Replika, nawiązująca do ostatnich tendencji wydawcy, a z tego powodu na pewno wielu miłośników szeroko pojętego horroru nie odmówi sobie jej sprawdzenia.

Kogóż nie przekonałyby nazwiska autorów opowiadań? O ile gościnna obecność Grahama Mastertona w polskiej antologii faktycznie ciągle jeszcze wywoływać może pełne podziwu zaskoczenie dla ludzi dopiero odkrywających literackie bogactwo ostatnich miesięcy, o tyle większym powodem do zdumienia jest pełen spis rodzimych autorów, wśród których znaleźli się Łukasz Radecki, Krzysztof Maciejewski, Robert Cichowlas, Dawid Kain, Paweł Waśkiewicz, Tomasz Siwiec oraz dziewięcioro innych godnych uwagi twórców. Obawę budzić może jedynie brak jednej konkretnej tematyki zbioru, ale czy warto się bać?

Warto, ale w innym kontekście. Różnorodny profil opowiadań, noweli (a nawet drabble, co tym bardziej rozwiewa wszelkie obawy) na pewno nikogo nie zniechęci, a to choćby dlatego, ze w zależności od nastroju zawsze można znaleźć tutaj coś odpowiedniego dla siebie - czy to pod kątem długości treści, czy zawartości tekstów. Jeśli jednak się bać, to tym organicznym strachem, pierwotną, pełną napięcia reakcją na intensywne bodźce, a tych raczej nie brakuje.

Cały tomik w dobrym stylu otwiera Jacek M. Rostocki, który przenosi nas w himalajskie krajobrazy i fascynuje opowieścią o Hudzie, legendarnej zjawie, z którą spotkanie może albo zakończyć się tragicznie, albo na zawsze odmienić, odświeżyć życie, zmieniając tor jego biegu. W następnym opowiadaniu utrzymanym w konwencji pamiętnika również odbywamy podróż, ale tym razem nie w trójwymiarowej przestrzeni, ale w czasie - do lat rozkwitu przepięknej epoki literackiej, jaką był romantyzm. Oczami jednego ze znanych polskich twórców tamtego okresu rozpatrzona zostanie jedna z elektryzujących fikcyjnych mitologii, pełna szeleszczących zaklęć (których brzmienie może się jednak wydawać irytujące, co nie jest już jednak winą autora, znanego nam Łukasza Radeckiego) oraz interesujących koncepcji.

Równie dobre jak otwarcie "Oblicz grozy" okazuje się także zamknięcie antologii, przyznane Sylwii Błach z "Adamem i Ewą" oraz honorowo Grahamowi Mastertonowi i jego "Nocy Wendigo". Adam czuje do Ewy pewien rodzaj pociągu, którego wcześniej nie odkrył, zupełnie jak w biblijnym Raju, a to sprawia, że jego pojmowanie miłości czy pożądania ewoluuje w zupełnie niewłaściwą stronę. U Mastertona z kolei nieszczególnie ewoluuje sam bohater, ale raczej napięcie, które narasta niczym w rasowej powieści sensacyjnej. Seria nadzwyczajnych morderstw, jakie mają miejsce w jednym z pokrytych śniegiem, cichych miasteczek "na północ od trzydziestego piątego równoleżnika", nie może być dziełem człowieka - Masterton wprowadza zatem paranormalnego bohatera, który na nieco ponad 30 stronach nieco wstrząśnie racjonalnym światem. A robi to w sposób przyjemny w odbiorze, z zastosowaniem płynnego języka, bez skupiania sie na mało istotnych detalach, czyli jak w rasowym opowiadaniu być powinno.

Najlepsze opowiadanie znajduje się jednak nie na początku, nie na końcu, a mniej więcej w połowie treści antologii. Zdecydowanie i wyraźnie ponad konkurencję wybija się wyborne opowiadanie Pawła Waśkiewicza o tajemniczym tytule "Przewoźnicy". Rozlewa ono stonowane barwy olejnych farb na złocisto-zielone krajobrazy polskiej wsi, dotykając miejscowego folkloru i za pomocą chłodnego, wysokiej jakości języka reinterpretując pewien symbol, który w powszechnym obiegu wydaje się raczej pozytywny. Co można zarzucić temu tekstowi? Zdecydowanie zbyt krótką treść, bo choć temat zostaje zamknięty, chciałoby się jednak na nieco dłużej zanurzyć w małomiasteczkowym klimacie legend i podań.

Warto również wspomnieć o dość drastycznych, pełnych smrodu i zezwierzęcenia, acz rewelacyjnych "Zombie love" Karoliny Kaczkowskiej oraz "Jak szelest liści w jesienną noc" Dawida Kaina. To pierwsze od nieco nowatorskiej strony zagłębia się (nomen omen) w temacie bliskich nieumarłych, bawiąc czytelnika luźnym, swobodnym językiem i racząc na końcu ekstatycznie dobrymi, trafiającymi w kontekst przemyśleniami. To drugie przywodzi na myśl filmy Harmony Korine'a (z "Gummo" na czele) czy Giorgiosa Lanthimosa (nie da się uniknąć skojarzeń z "Kłem"), jednak z intrygującą dozą surrealizmu, umożliwiającą wykreowanie oryginalnej antyutopii przyszłości naszej cywilizacji.

W dwóch innych tekstach, tym razem następujących jeden po drugim, to jest "Miłość zaklęta w kamieniu" Łukasza Henela i "Twoje martwe skronie" Jacka Piekiełko, jako głównych bohaterów obrano osoby duchowne, księży. U pana Henela okazuje się, że miłość faktycznie można zakląć w ulepionej glinie, a nie wszyscy księża są tak święci, za jakich ich uważamy. U pana Piekiełko z kolei klimat ciemnego lasu, siły natury, odwieczna fascynacja człowieka zaburzeniami transowymi i wiążącymi się z nimi nie tylko w wyznaniu katolickim egzorcyzmami budują napięcie rodem z irlandzkiego kryminału, z wyśmienitymi opisami wewnętrznych przeżyć oraz tajemniczych zjawisk. Można odważnie stwierdzić, iż zjawiska te są prawdopodobnie jednak obok elementu wywołującego prawdziwe napięcie również pewnego rodzaju animizacją problemów, które dotykają każdego z nas, obaw, jakie toczą ludzkość od wielu stuleci. Pomysły obu panów zaliczyć należy na dość potężny plus.

Od niektórych autorów wymagać jednak można czegoś więcej. Chociaż w przypadku mało anonimowego Roberta Cichowlasa akurat nieco mniej i to w dosłownym znaczeniu - mniej mieszania skrajnie różnych treści. Połączenie animal attack z futurystycznym science-fiction i slasherową odmianą horroru w klimacie seriali grozy z lat dziewięćdziesiątych może budzić pewien niesmak związany z nadmiarem wybitnie różniących się od siebie motywów, których połączenie siłą rzeczy nie może dać w efekcie składnej, interesującej oraz w pełni logicznej fabuły. Również "ŻyczeNIE" Krzysztofa T. Dąbrowskiego wydać się może bardzo męczące, bo choć idea apokalipsy zombie w dość niekonwencjonalnym ujęciu na pewno nikogo nie zniechęci, to nieco irytujący język może już do zniechęcenia doprowadzić; przy maksymalnych bowiem staraniach mało kto na świecie byłby w stanie użyć tak wielu slangowych wyrażeń w tak znacznym stężeniu. A jak powszechnie wiadomo, dramatycznie przegadane, na siłę luźne opowiadania nawet jeśli próbują sprzedać czytelnikowi wyjątkowo fascynującą fabułę, wielu potencjalnie zainteresowanych po prostu odstręczają.

Niektórzy twórcy zaproponowali również mało konkretne opowiadania, o dość nieokreślonych fabułach, zmierzających do mało wyraźnego celu - jak snucie historii o snach czy relacjonowanie urojonych wspomnień. Ogólny poziom "Oblicz grozy" należy jednak uznać za bardzo zadowalający. Z historii na historię otrzymujemy coś zupełnie odmiennego, nie można się zatem nudzić ani popaść w monotonię, która jest przecież w antologiach niepożądana. To pozycja odpowiednia na długie jesienne wieczory, pokaz różnych typów pisarskiej maestrii oraz prób tej maestrii osiągnięcia, to tętniąca napięciem skarbnica tak wielu pomysłów, że aż trudno uwierzyć, ile może istnieć rożnych podejść do krótkiej formy z kategorii grozy. Miejmy nadzieję, że płodność polskiego rynku wydawniczego w tym kierunku zbyt szybko nie dobiegnie końca.

Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ ogromna różnorodność form i pomysłów
+ zgrabny, wciągający język opowiadań
+ przekrój przez skrajne klimaty literackie
+ dużo czytania, dużo treści

Minusy:

- kilka nieco za krótkich, zbyt szybko zakończonych opowiadań
- pojedyncze przegadane, przesadzone teksty

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -