Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Bolesne wspomnienia

Kamil Trzeciak

Prolog:

Ciemność...- Tylko to widziałam po przebudzeniu, ciemność w lewo, ciemność w prawo, ciemność przede mną. Co ja tu robię? Gdzie ja jestem? Jak się tu znalazłam? Jak mam na imię?. Te i wiele innych pytań przychodziło mi do głowy kiedy leżałam przez te długie godziny na podłodze w tym zimnym i ciemnym pomieszczeniu.
Mijały kolejne sekundy, minuty, a nawet godziny. Nagle stało się to na co czekałam tyle czasu. Światło zapaliło się. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, była to toaleta, obleśna, zimna i śmierdząca toaleta, spojrzałam w stare pęknięte lustro, zobaczyłam siebie. Ale kim ja właściwie jestem?.

Czesć pierwsza: Ciemnosć, deszcz i pojekiwania.

Szybko sprawdziłam kieszenie spodni, a potem kurtki i znalazłam coś, była to chyba legitymacja szkolna lub coś w tym stylu. Niestety była cała zalana jakąś cieczą i nie udało mi się z niej nic odczytać.
- Hmmm....więc nadal nie wiem kim jestem- powiedziałam z rozczarowaniem.
Nagle drzwi otworzyły się i wbiegł przez nie zdyszany człowiek, upadł na podłogę i krzyknął do mnie.
- Szybko, zabarykaduj drzwi!- Nie czekając podbiegłam do drzwi i przystawiłam do nich jakąś ciężką skrzynie stojąca obok.
- Na pewno nikt ich nie otworzy?- Zapytał zaniepokojony mężczyzna.
- Chyba nie, co się stało? Kim jesteś? Gdzie jesteśmy?- Zarzucałam go pytaniami.
- Jestem Patrick, jesteśmy w miasteczku River Canyon w którym dzieją się straszne rzeczy, rzeczy które są tak koszmarne, że wszyscy opuścili River Canyon- Odpowiedział już nieco uspokojony Patrick.
- Więc co tu robisz? Spytałam zaciekawiona.
- Jestem ostatni który walczy z tymi potworami, z tymi nieludzkimi drapieżcami!-
W tym momencie usłyszeliśmy coś w rodzaju jęku, coś co przypominało głos potępionych dusz w piekle. Te dźwięki były coraz głośniejsze, a w pewnym momencie doszedł do nas jeszcze jeden odgłos, szuranie nóg po ziemi.
Patrick spojrzał na mnie, a ja dostrzegłam w jego oczach strach.
- Wyczuli nas...- Powiedział z łzami w oczach- Zaraz nas dorwą, trzymaj to!- Powiedział dając mi pistolet- Jestem ranny ty musisz nas obronić!.
- Ale ja sobie nie poradzę- Powiedziałam próbując złapać broń.
- Musisz!!!- Krzyknął Patrick- Po prostu musisz Nicole!- Powiedział z coraz większym przerażaniem w oczach.
- Nicole?! Tak mam na imię? Skąd wiesz?- Spytałam bardzo zdziwiona.
W tym momencie w drzwi zaczęły napierać potwory o których mówił wcześniej Patrick.
- Niema czasu na tłumaczenia, uważaj na drzwi- powiedział nie spuszczając oka z wejścia.
Wystawiłam broń przed siebie, i czekałam. Byłam przerażona, cała się pociłam, a moje ręce drżały jak ziemia przed wybuchem wulkanu.
I wtedy to się stało. Potwory wyważyły drzwi.
- Teraz! Strzelaj!!!- krzyczał Patrick.
Zamknęłam oczy, zaczęłam krzyczeć i wystrzeliłam pięć pocisków, przestałam strzelać kiedy przestałam słyszeć jęki a usłyszałam dźwięk upadającego ciała. Otworzyłam oczy.
- Dobra robota- powiedział Patrick z uśmiechem na twarzy.
Podeszłam do potworów które leżały zaraz przed siedzącym pod ścianą rannym mężczyzną. Zobaczyłam je, wyglądały jak ludzie, prawie. Ich skóra była gdzie niegdzie poszarpana i widać było przez nie czarne kości, czarne od zaschniętej krwi. Były ubrane w stare szmaty, a ich twarze, ich twarze były straszne! Zaszyte oczy, usta(o ile można to nazwać ustami) były ogromne i obrzydliwe. Wypływała z nich świeża krew, ich zęby były ostre i duże, w sam raz to rozszarpywania ciał...
- To była naprawdę dobra robota Nicole!- usłyszałam znów głos uradowanego Patricka.
- Dzięki, a właśnie skąd wiesz jak mam na imię?- mówiąc to odwróciłam się w stronę rannego- Zniknął...
Wyszłam na zewnątrz, miasto było szare i pełne mgły. Niebo było czarne i padał z niego równie czarny deszcz, słyszałam tylko pojękiwania i bicie własnego serca. Wiedziałam, że to dopiero początek tego koszmaru.

Czesć druga: Nie ufaj nikomu.

Miasto było opuszczone, to było pewne.
- Lecz co z tego?- Powiedziałam do siebie- Nie wiem prawie
Nic poza tym.
Nagle zza rogu starego budynku usłyszałam szloch dziecka. Pobiegłam tam szybko.
Na ziemi siedziała mała dziewczynka oparta o ścianę. Miała długie, jasne włosy i lalkę w ręku. Podeszłam do niej szybko żeby się dowiedzieć czegoś nowego.
- Witaj dziewczynko, jak masz na imię?- Spytałam z uśmiechem na twarzy. Dziewczynka uspokoiła się.
- Jestem Marta a to jest Init- powiedziała pokazując na lalkę.
- A ja jestem Nicole, chyba- Ściszyłam głos- Czemu siedzisz tu sama?- Spytałam.
Dziewczynce znowu napłynęły łzy do oczu.
- Bo moja ma... moja mama, oni ją... oni ją zjedli- powiedziała Marta wybuchając łzami.
Nie wiedziałam co zrobić, szybko złapałam ją i przytuliłam do siebie.
- Będzie dobrze, zobaczysz, już spokojnie- Tłumaczyłam.
Mała dziewczynka znów się uspokoiła.
- Ja zdążyłam uciec i się schować- Całkiem spokojnie powiedziała Marta- A dziś spotkałam ciebie i zostaniesz ze mną i nigdy cię nie zjedzą, zawsze będziesz mnie bronić- Powiedziała chichocząc, jakby zapominała o matce.
- Ale ja nie mogę tu zostać, muszę uciekać stąd, ty również, uciekniemy razem- Sprostowałam.
- Ja nie mogę iść, bo, bo, nie mogę i już, a ty zostaniesz ze mną!- Rozkazała.
- Nie zostanę!- Powiedziałam odpychając dziecko i wstając z ziemi- Musze już iść, a jeżeli nie chcesz żeby te potwory zjadły i ciebie to chodź ze mną- Powiedziałam bardzo stanowczym głosem.
- Mnie nie zjedzą- Odpowiedziała równie stanowczo dziewczynka.
- Skąd wiesz?- Zapytałam.
W odpowiedzi usłyszałam tylko chichot.
- Nie śmiej się, spytałam o coś!- Odpowiedziałam zdenerwowana.
Wtedy ujrzałam coś przerażającego. Marta, małą dziewczynka o jasnych włosach, przestała być tym słodkim dzieckiem, a stała się jednym z nich. Jednym z drapieżców.
Jej włosy spłonęły, z całego ciała skóra odpadała płatami, a jej twarz nie przypominała już twarzy małej dziewczynki, była to twarz potwora, krwawe oczy i wielka paszcza zamiast ust, z której wystawały ostre zębiska. Całość przypominała bestie nie gorszą od dwóch poprzednich lecz trochę niższą.
- Nie chciałaś ze mną zostać- Powiedział potwór który był Martą.
Zamarłam, nie wiedziałam co zrobić, bałam się nawet drgnąć.
Potwór zaczął iść w moją stronę, rozejrzałam się w pośpiechu, Zobaczyłam za potworem beczkę, była stara i zardzewiała, ale dostrzegłam pewien znak oznaczający, że substancja w środku jest łatwo palna.
Drapieżca był coraz bliżej. Szybko wyciągnęłam pistolet od Patricka i strzeliłam w beczkę która wybuchła od razu. Wybuch był na tyle mocny, że odrzuciło potwora w stronę budynku. Trafił w okno, szyba pękła a Marta wpadła do środka. Usłyszałam dźwięk łamanego drewna i nie czekając aż „dziecko” wstanie uciekłam przed siebie tak szybko jak się tylko dało.
Wbiegłam w mgłę. Nic nie widziałam, ale nie chciałam i nie mogłam się zatrzymać. Nagle usłyszałam głos Patricka, a po chwili i zobaczyłam go wyłaniającego się z mgły.
- Znowu ci się udało Nicole, dobra jesteś.
- Patrick czy to ty? Czy to ty wypuściłeś te bestie? Ale dlaczego? Czym ci zawiniłam?- Rozżalona pytałam.
- Nie, to nie ja wypuściłem te bestie, ale to ja cię tu sprowadziłem. Dowiesz się dlaczego, w swoim czasie- Wytłumaczył Patrick.
- Ale dlaczego ja?- Spytałam.
- Przyjdzie czas na odpowiedzi- Odpowiedział spokojnie i dostojnie.
- Kiedy? Patrick, kiedy?- Zapytałam upadając na kolana z wyczerpania zarówno fizycznego jak i psychicznego.
- Na razie zapamiętaj jedno, druga próba zaliczona- Powiedziawszy to odwrócił się i zniknął w mgle.
Nic nie odpowiedziałam. Byłam tak wyczerpana psychicznie, że położyłam się na ulicy, zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać.

Czesc trzecia: Pamiec potrafi być bolesna.

Obudziłam się na asfalcie.
- Chyba zasnęłam z wyczerpania- powiedziałam do siebie przecierając oczy.
Przewróciłam się na drugi bok i zobaczyłam Patricka siedzącego na krawężniku.
- Jak się spało?- Spytał patrząc na mnie.
- Trochę twardo- odpowiedziałam lekko zaspana.
- Śniło ci się coś?- Spytał.
- Nie, chyba nie, nie pamiętam- odpowiedziałam po zastanowieniu- Możesz mi teraz wytłumaczyć dlaczego tu jestem? I dlaczego właśnie ja?
- Czy to nieoczywiste dlaczego?- Odpowiedział jakby był wszechwiedzący- Musisz zniszczyć przyczynę tego wszystkiego!
- Czyli co?- Spytałam zaciekawiona- Co musze zniszczyć?
- Pewną osobę która powołała te potwory do życia- Odpowiedział jakby mówił to setny raz.
- Ale to przed tobą, na razie czeka się trzecia próba- Powiedział wstając z krawężnika.
- A ile ich jest?- Zapytałam lekko przestraszona.
- Nie martw się, trzecia jest ostatnia, lecz najtrudniejsza- Powiedział Patrick odchodząc w mgłę.
- Zaczekaj!- Krzyknęłam- A dlaczego to ja musze z człowiekiem za to odpowiedzialnym- Patrick nie odpowiedział.
- Ale nie przejmuj się, zostawię ci coś, małego pomocnika- Powiedział mężczyzna opierając strzelbę o lampę uliczną.
- Dzięki, pewnie mi się przyda- Odpowiedziałam obojętnie.
Patrick zniknął, lecz wypadło mu coś z kieszeni. Szybko
Podbiegłam i podniosłam to coś. Było to zdjęcie, a w zasadzie pół zdjęcia, ktoś oderwał część.
A zdjęciu byłam ja i jacyś starsi ludzie których obejmowałam.
- To pewnie moi rodzice, ale skąd Patrick to ma?- Mówiłam do siebie
Na zdjęciu był ktoś jeszcze ale widziałam tylko rękę, reszta była zapewne na oderwanym kawałku.
Wtedy zaczęłam odzyskiwać pamięć, do głowy napływały mi jakieś obrazy. Na jednym ja i moi rodzice śmialiśmy się i graliśmy w jakąś grę. Potem widziałam jak jechaliśmy samochodem, padał deszcz i nie było nic widać, rodzice pokłócili się. Ojciec przestał patrzeć na drogę i wypuścił kierownice z rąk, a wtedy samochód wpadł w poślizg i uderzył o drzewo stojące na poboczu. Ja przeżyłam, ale oni... oni umarli, stałam nad trumnami i płakałam.
Z wspomnień wyrwał mnie głos, słyszałam go wraz z obrazami w moje głowie. Był to głos mojej matki.
- Nicole, chodź do nas – Mówiła- Czekamy na ciebie. Wzięłam strzelbę i powoli zaczęłam stąpać w stronę z której mnie przywoływała matka.
- Nicole, czekamy- Słyszałam głos coraz wyraźniej.
Doszłam do małego budynku stojącego pomiędzy dwoma większymi, drzwi były otwarte, weszłam do środka i zobaczyłam coś co sprawiło że do oczu napłynęły mi łzy.
Przy małym stoliku siedzieli moi rodzice i pili herbatę.
- Usiądź do nas- Powiedział ojciec pokazując wolne miejsce naprzeciwko mnie.
- Chodź, napijesz się herbaty ze swoimi ukochanymi rodzicami- Dorzuciła matka.
- Nie! Wy nie jesteście moimi rodzicami!!!- Krzyknęłam- To trzecia próba o której mówił Patrick!- Dodałam ściszając głos i celując strzelbą.
- Co ty wygadujesz moja panno?!- Powiedział stanowczo mężczyzna podający się za mojego ojca.
- Nie jesteście moimi rodzicami, ja sobie wszystko przypomniałam! Pamiętam wasz pogrzeb!- Znów zaczęłam krzyczeć.
- Tak, masz racje- Powiedziała kobieta podająca się za moją matkę schylając głowę.
- Nie jesteśmy twoimi rodzicami- Dodał mężczyzna również schylając głowę- Lepiej nas zastrzel zanim, zanim wiesz co się stanie.
- Wiem, ale nie potrafię was zabić, uciekajcie, szybko- Mówiłam opuszczając broń.
- To nic nie pomoże musisz nas zgładzić- Powiedziała kobieta podnosząc wzrok na mnie.
- Mam gdzieś te próby i to wszystko, uciekajcie szybko!!!- Wykrzyczałam.
Kobieta i mężczyzna wstali i poszli w kierunku drugiego wyjścia, nie zaszli daleko...

Część czwarta: „Idź i nie zaglądaj w przeszłość”.

Przed ludźmi podającymi się za moich rodziców stanął jeden z potworów, lecz był inny od nich. Był dużo większy i widziałam u niego oznaki człowiecze, jego skóra nie była tak zniszczona jak u innych, a jego oczy nie były krwiste lecz błękitne, jego paszcza była taka jak i pozostałych. A ten błękit był wręcz hipnotyzujący.
- Mieliście ją zeżreć!- Krzyczał niskim głosem do kobiety i mężczyzny.
- Ale nie mogliśmy tego zrobić!- Odpowiedział mężczyzna stanowczo.
- Dlaczego?- Spytał potwór przenikliwie.
- Bo ona jest naszą córką- Powiedziała kobieta.
- Przecież wy nie jesteście jej rodzicami!- Krzyczał drapieżca.
- Ale bardzo się w to wczuliśmy- Odpowiedziała kobieta.
- Nic mnie to nie interesuje, mieliście zadanie, nie wykonaliście go, więc czeka was kara, sroga kara- Groził spokojnie potwór.
- Nie, stwórco, prosimy, litości!- Błagali ludzie upadając na kolana.
- Za późno! Trzeba było ją zabić- Odpowiedział obojętnie drapieżca.
Stwórca nie czekając na odzew złapał kobietę i mężczyznę po czym rzucił nimi o ścianę. Upadli na ziemie a potwór wyjął wtedy buteleczkę z jakimś płynem i również rzucił nim o ścianę. Szkło pękło a ciecz wylała się na kobietę i mężczyznę.
Słyszałam ich jęki, ich cierpienie. Oni umierali, lecz to nie była normalna śmierć była to śmierć w wielkiej agonii i bólach. Chciałam im pomóc, ale nie wiedziałam jak.
Wtedy stwórca obrócił twarz w moją stronę. Zamarłam.
- Muszę się sam z tobą uporać- Powiedział i zaśmiał się.
Otrzeźwiałam, złapałam za strzelbę i wycelowałam w jego stronę.
- Nie podchodź, bo cię zabije!- Krzyczałam.
- Spróbuj, to nic nie pomoże- Mówił chichocząc.
Strzeliłam w nogę, niestety ale miał racje, to nic nie dało.
- A nie mówiłem?- Mówił szyderczo.
Rozejrzałam się w pośpiechu i zobaczyłam przy spodniach drapieżcy pasek do którego przymocowane były buteleczki z cieczą która zabiła kobietę i mężczyznę. Szybko strzeliłam w nie, szkło pękło a ciecz wylała się na potwora.
- Na innych to by zadziałało ale nie ma mnie- Powiedział stwórca- Koniec zabawy, czas na posiłek- Powiedziawszy to zaczął szybko iść w moją stronę.
Wtedy wpadło mi coś na myśl, ten błękit jego oczu odróżnia go od innych, może to jest jego słaby punkt. Nie miałam nic do stracenia, więc strzeliłam. Na moje szczęście mój strzał był celny, stwórca dostał w samo oko. Potwór zatrzymał się i przyłożył dłoń do oka.
- Zapłacisz mi za to!- Wygrażał mi.
- To się jeszcze okaże- Mówiąc to strzeliłam drugi raz i znów miałam fart, drapieżca dostał w drugie oko.
Z bólu upadł na kolana. Krzyczał w niebogłosy. Skorzystałam z tego że stwórca nic nie widzi, obiegłam go dokoła i strzeliłam w plecy, drapieżca upadł na brzuch. Nie czekając podeszłam bliżej i przystawiłam strzelbę w tył głowy.
- Nadszedł czas za zapłaty za moje cierpienia! Giń!- Powiedziałam i strzeliłam trzy razy w głowę stwórcy.
Potwór się nie ruszał, najprawdopodobniej nie żył, nie chciałam się mylić więc przeskoczyłam go i uciekłam.
Biegłam cały czas przed siebie. Nagle z naprzeciwka wyszedł Patrick. Podbiegłam do niego.
- Zrobiłam to- Mówiłam zdyszana- Zabiłam „Stwórce”.
- Wiem- Odpowiedział- I cieszę się że to właśnie tobie się to udało.
- Dlaczego?
W tym momencie dostałam drugą część zdjęcia które wypadło Patrickowi. Złączyłam je razem i kiedy je obejrzałam byłam w szoku. Na oderwanej części był Patrick!!!.
- Więc ty musisz być...- Urwałam.
- Tak, jestem twoim bratem- Odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy i łzami radości w oczach.
Przytuliłam się do niego tak mocno jak to tylko było możliwe. On zrobił to samo. Dopiero w tej chwili doszła mnie pewna rzecz.
- Skoro jesteś moim bratem- Puściłam Patricka- Czemu nie było cię w moich wspomnieniach?
- Ponieważ nie chciałem żebyś o mnie pamiętała.
- Dlaczego?- Byłam zaciekawiona.
- Ponieważ mogłabyś przez to płakać.
- O czym mówisz?- Spytałam.
- Nicole, ja nie żyję, ja jako pierwszy próbowałem pokonać Stwórcę- Mówił- Nieudało mi się i od tamtego czasu ściągam tu kolejne osoby na moje miejsce.
- Ale dlaczego z nim walczyłeś? Jak się tu znalazłeś?- Pytałam.
- Mieszkaliśmy tu a Stwórca to mężczyzna który za życia zabijał ludzi dla przyjemności w River Canyon, został za to skazany na krzesło elektryczne, ale on ożył i szukał zemsty, wynalazł pewną miksturę która zabijała a potem ożywiała ludzi, wykorzystał to i przywołał te bestie- Wytłumaczył mi brat-Ktoś musiał mu przeszkodzić, a nasi rodzice umarli więc niemiałem nikogo oprócz ciebie, ale ty miałaś tylko osiem lat mogłaś o mnie zapomnieć.
- Rozumiem- Odpowiedziałam smutno- Więc co teraz ze mną będzie? Spytałam lekko przestraszona.
- Idź, i niezaglądaj więcej w przeszłość- Odpowiedział- Na pewno ułożysz sobie jeszcze życie Nicole- Mówił ze łzami w oczach.
Pocałowałam Patricka w policzek, minęłam brata i poszłam przed siebie.
- Nie będę zaglądać w przeszłość- Tłumaczyłam idąc wprost- Nigdy!





Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -