Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Czarny Piątek

Michał Talaśka

Przez ciemny las biegła hojnie obdarzona przez naturę blondynka. Skąpa, biała bluzeczka z ledwością skrywała obfity biust, podskakujący miarowo. Jej idealne ciało było doskonałym dowodem na to, że matka natura potrafi czynić cuda. Bo to właśnie matka natura stworzyła świetnych chirurgów plastycznych. Kobieta przeraźliwie piszczała. Co chwilę z trwogą w oczach zerkała za siebie. Nagle potknęła się o wystający z ziemi gruby korzeń i padła jak długa. Zanim zdążyła wstać, spomiędzy drzew wyskoczył człowiek ubrany w długi, czarny płaszcz. Na głowę miał narzucony kaptur a twarz skrywał za białą maską upiora. Ściskał w dłoni wielki nóż, unosząc go z zamiarem zadania śmiertelnego ciosu, błagającej o litość piękności.
-Kurwa! –Krzyknął Michał. –Co za beznadziejny film! Te głupie blondyny nie potrafią biegać!
Wyłączył telewizor i z całych sił ścisnął pilota. Na jego twarzy wymalował się grymas wściekłości. „Sam wymyślam lepsze historyjki od tych hollywoodzkich szmir.” –pomyślał. Chłopak miał zaplanowany wieczór przed telewizorem, lecz szybko stracił na to ochotę. Miał nadzieję, że zobaczy dobry horror. Niestety dzieło, które stanęło przed jego głodnymi dobrej grozy oczami, było tylko nieudolną namiastką kultowych filmów z lat 70, czy 80. Piątkowy wieczór był jeszcze stosunkowo młody, więc chłopak zaczął się zastanawiać jak spędzić jego resztę. Wybór padł na słuchanie muzyki. Wrzucił do odtwarzacza płytę swojej ulubionej kapeli i wcisnął ‘play’. Po chwili do jego uszu dotarły słowa wokalisty, z wściekłością wyrzucane z gardła przy ostrym akompaniamencie gitar elektrycznych. „Morderca, intruz, zabójca – poznasz mnie, gdy mnie zobaczysz. Uciekaj wtedy najszybciej jak potrafisz! Spragniony krwi Demon przemierza ulice. Jak kawał mięsa rozpłatam mej ofiary lice!”.
-Wyłącz te szarpidruty! –Zawołał z drugiego pokoju zdenerwowany ojciec.
Zirytowany Michał posłusznie nacisnął ‘stop’. Nie chciał kolejny raz podpaść tacie, ponieważ ten lubował się w wymyślaniu synowi głupich kar. Jego ulubioną było odcinanie dostępu do wszystkich urządzeń elektronicznych. Zdawał się nie wiedzieć, że chłopak już dawno jest pełnoletni.
Telewizja odpada, słuchanie muzyki również... Jedynym źródłem rozrywki pozostał komputer, więc go uruchomił. Lecz i ten pomysł nie wypalił. Przez jakąś godzinę wpatrywał się tępo w monitor.
„Chciał napisać kolejne opowiadanie grozy, lecz widniała przed nim tylko pusta strona Worda. No bo o czym tu pisać, skoro już wszystko było? Mordercy, żywe trupy, kosmici, opętanie, duchy, potwory... Wszystko co przychodziło mu do głowy już zostało przez kogoś napisane. Czuł rosnącą irytację. Miał ochotę wywalić monitor przez okno. Zabiłby za jakiś dobry pomysł! Rozejrzał się po pokoju z nadzieją, że jakiś przedmiot go zainspiruje. Ołówek... Telewizor... Biurko... Plakat kapeli metalowej...Garnitur rozłożony na łóżku... Nic! Wciąż żadnego pomysłu! Z całych sił zacisnął pięści. W ułamek sekundy knykcie zbielały.
-Muzo... Głupia dziwko... –Wyszeptał. –Gdzie do cholery jesteś?
Lubił pisać. W szkole zawsze miał dobre oceny z wypracowań. A że był fanem horroru, postanowił te dwa fakty połączyć. Publikował swoje teksty na pewnej stronie internetowej. Niestety jego pierwsza praca nie zachwyciła czytelników. Druga została nazwana średniakiem. Natomiast trzecia dostała upragnione pochwały. Zachęcony napisał kolejne opowiadanie, które okazało się strzałem w dziesiątkę. Zainteresowanie czytelników przerosło jego oczekiwania. Ilość pozytywnych komentarzy była dużo większa, niż ze wszystkich poprzednich prac razem wziętych. Czuł potrzebę napisania kolejnego tekstu, pragnął znowu zostać docenionym. A wszystko wskazywało na to, że kolejne opowiadanie będzie absolutnym hitem. Niestety przez ostatnie miesiące cierpiał na niemoc twórczą.
Irytacja powoli przeradzała się we frustrację. Spojrzał na zegarek. Godzina 22:08. Matka była w pracy na nocnej zmianie. Ojciec leżał w dużym pokoju przed telewizorem. Prawie na cały regulator oglądał jakieś głupoty na niemieckim kanale regionalnym. „Przecież on nawet nie zna niemieckiego! Co za kretyn” –skwitował Michał. Nie mógł się skupić przez ten hałas. Wstał i poszedł do kuchni. Tam też nie znalazł nic inspirującego. Lodówka, zepsuta mikrofalówka, stojak na noże... Noże... Pięć dużych, ostrych noży... Wyciągnął największy z nich i dokładnie mu się przyjrzał. Spojrzał w swoje niebieskie oczy, odbijające się w ostrzu. Zamyślił się. „Nożownicy to niezbyt oryginalny temat na horror... Ale nie da się ukryć, że opowieści z nimi w rolach głównych cieszą się nieustającym zainteresowaniem fanów grozy...” –pomyślał. Nie zauważył nawet kiedy nóż wysunął mu się z dłoni. Narzędzie wpadło do zlewu i strzaskało dwie szklanki.
-Co się tak tam trzaskasz, do cholery?! –Zawołał ojciec.
Chłopak wyciągnął nóż ze zlewozmywaka i ponownie na niego spojrzał.
-Nic mi się nie stało, nie przejmuj się – odpowiedział z ironią.
-A szkoda, może byś się wreszcie czegoś nauczył!
Nagle doznał olśnienia. Zacisnął dłonie na rękojeści i pobiegł do dużego pokoju. Tata nie zdążył nawet zareagować, gdy stal przebiła jego gardło. Krew trysnęła na telewizor. Posoka powoli spływała po szklanych twarzach rozbawionych niemieckich biesiadników. Okropny dźwięk bulgotania niemal zagłuszył ich zabawę. Mężczyzna machał bezskutecznie rękami, próbując odtrącić syna. Chłopak z zaciekawieniem i fascynacją, niczym Michael Myers, wpatrywał się w przerażoną twarz konającego ojca, plującego mieszaniną śliny z krwią. Chwilę później agonia dobiegła końca. Michał wstał i udał się do swojego pokoju. Usiadł przed komputerem i palcami umazanymi czerwoną mazią zaczął stukać w klawiaturę.
-Dobre! –Krzyknął zadowolony. „Chłopak morduje ojca, bo ten oglądając telewizję nie daje mu się skupić na pisaniu opowiadania. Więc syn bierze nóż i z zimną krwią go zabija. A później... Później...”. Nie miał pojęcia co dalej pisać. „To jest za krótkie na opowiadanie. Potrzebna jest jakaś pointa...”. Mijały kolejne minuty a on znowu siedział bez pomysłu. Zamknął oczy rozkoszując się ciszą i myślał. Nagle przez otwarte okno wdarła się muzyka disco-polo. Chłopak wyjrzał na zewnątrz. Przed jego blokiem, po drugiej stronie ulicy znajdował się akademik, na którego boisku grupka studentów Akademii Ekonomicznej grillowała sobie w najlepsze. To oni puszczali te „ambitne” dźwięki. Michał uśmiechnął się szyderczo.
-Mam! Skoro ojciec tak wkurzył bohatera mojego opowiadania, to co dopiero tacy studenci!
Pobiegł do przedpokoju i począł gorączkowo skakać wzrokiem po wieszaku na klucze. Ujrzał wreszcie ten, na którym mu zależało – duży, srebrny klucz do piwnicy. Ściągnął go i wyszedł na klatkę schodową. Mieszkał na parterze, więc po przebyciu kilku kroków znalazł się w podziemiach. Otworzył swoją suterenę i zapalił światło. Szybko znalazł to, czego szukał. W rogu pomieszczenia stała oparta o ścianę siekiera. Wziął ją, wrócił na górę i wyszedł przed dom. Kilkanaście metrów przed nim bawili się studenci. Michał, ściskając w dłoniach rękojeść siekiery, ruszył powoli przed siebie.
-Spragniony krwi Demon przemierza ulice, jak kawał mięsa rozpłatam mej ofiary lice! –Podśpiewywał wesoło.
Gdy doszedł do płotu odgradzającego teren akademika od budynków mieszkalnych, zwinnie przedostał się na drugą stronę. Z jego wzrostem nie stanowiło to żadnego problemu. Studenci nawet nie zauważyli jego obecności. Byli zbyt zaaferowani opowieścią jednego z nich.
-No i nie udało mi się, nie zaliczyłem tego kolosa –Opowiadał. –Ale to nic dziwnego, nigdy mi nie szło na makroekonomii. Nie miałem innego wyjścia, więc puściłem doktorowi ściemę, jak to niby przez ostatni tydzień zakuwałem po nocach. A wiecie co on na to? Wywalił mój indeks przez okno! I powiedział, że jak z nim wrócę w ciągu minuty, to wpisze mi dosta! Głowa mała, nie?
W momencie, w którym skończył swoją historię, idealnie zaostrzona siekiera rozłupała jego czaszkę na dwoje. Krew trysnęła na wszystkich wokół. Powietrze rozdarł kobiecy pisk. Tłum zaczął rozbiegać się w panice. Michał po kilku nieudanych próbach wyrwał narzędzie z głowy studenta, przypominającej teraz roztrzaskanego arbuza i pobiegł za krzyczącą dziewczyną. Ta, po przebyciu kilkunastu metrów potknęła się i padła na ziemię.
-Kurwa, nie! –Krzyknął chłopak. Zamknął oczy i uderzył otwartą dłonią w czoło.
Podszedł spokojnie do leżącej i spojrzał na nią rozzłoszczony.
-Czy zawsze musi być tak samo? –Zapytał. –W każdym horrorze musi znaleźć się jakaś głupia cizia, która przewala się uciekając przed mordercą? Jakie to jest banalne! Brakuje jeszcze zakochanej parki pieprzącej się w krzakach...
-Proszę, nie zabijaj mnie... –Wyszeptała studentka.
-To już zależy wyłącznie od Ciebie. Wstawaj i uciekaj. Albo nie! Lepiej! Walcz ze mną! Tak! To będzie dobre! –Rozpromienił się Michał.
Dziewczyna w odpowiedzi wydała z siebie cichy szloch.
-No już! Wstawaj!
Studentka wydawała się głucha na jego rozkazy. Schowała głowę w ramionach i zaczęła płakać. To tylko bardziej zdenerwowało chłopaka. Stanął nad nią i z całych sił kopnął w brzuch. Jęknęła z bólu.
-Wstawaj, słyszysz?
Nie doczekał się odpowiedzi, więc złapał ją za włosy i podciągnął do góry.
-Proszę! –Zawołała. –Zrobię dla Ciebie wszystko!
-No to do dzieła! Walcz ze mną!
-Nie!
-To nie! –Zawołał Michał.
Puścił dziewczynę i uniósł siekierę nad głowę. Po chwili wahania zadał cios w plecy. Wyszarpał narzędzie z ciała i uderzył ponownie. Rozejrzał się. Na boisku nie było już nikogo poza nim i dwoma martwymi studentami. Ponownie podniósł siekierę i zaczął szaleńczo uderzać w zwłoki.
-Nie... To... Kurrrrwa... Nie!...–Krzyknął.
Starał się zapamiętać każde gruchnięcie kości, każde chlupnięcie krwi. „Wystarczy” -pomyślał po kilku uderzeniach. Skąpany w posoce ruszył z powrotem do domu. Nagle zauważył nieopodal na ławce chłopaka i dziewczynę, całujących się namiętnie. Odwrócił wzrok.
-Dobra, udam, że tego nie widziałem... –Wycedził przez zaciśnięte zęby.
Chwilę później ponownie zasiadł przed komputerem. Kontynuował pisanie i szło mu wyśmienicie. Na monitorze pojawiało się zdanie za zdaniem. Nigdy wcześniej wena tak mu nie dopisywała. Opisał dokładnie każdą przerażoną twarz, jaką zobaczył. Wszystkie dźwięki wywołane przez narzędzie wbijane w kobiece ciało. Wygląd każdego narządu wypływającego na trawnik...
Gdy skończył, nieoczekiwanie poczuł smutek. Czegoś mu brakowało. „Trzeba by w opowiadanie wprowadzić jakieś urozmaicenie. W świecie horroru wystarczająco jest już czarnych charakterów – „nad-ludzi” którzy bez szwanku wychodzą z każdej walki. Przykładów jest wiele. Jason z „Piątku 13-ego”, Leatherface z „Teksańskiej masakry”, czy Michael Mayers z „Halloween” to tylko wierzchołek góry lodowej. Najlepiej by było, jakby morderca był bardziej ludzki... Jak by był zwyczajnym człowiekiem... Takim jak ja! Walka z nim byłaby równa. Mógłby zostać nawet ciężko ranny! To by wprowadziło do mojego opowiadania dodatkowe napięcie. Ale ta dziewczyna nie wywiązała się ze swojej roli...” –rozmyślał. Zastanawiał się jak ma opisać cierpienie zranionego psychopaty, skoro sam nigdy nie doznał żadnego wypadku. Przez całe życie nic nie miał w gipsie, nigdy też nic nie skręcił. Tylko jedno rozwiązanie przyszło mu do głowy. Musiał zostać królikiem doświadczalnym. Musiał na sobie poczuć ból. Wtedy bez problemu będzie mógł skończyć opowiadanie. Rozejrzał się nerwowo. Ujrzał na biurku ołówek. Podniósł go i dokładnie przyjrzał się ostrej końcówce. „Nada się” –pomyślał, po czym bez zbędnych ceregieli wbił sobie zaostrzony wkład pod paznokieć. Syknął z bólu, łzy pociekły po policzkach. Ale na twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu. Wyrwał ołówek z palca, co wywołało kolejną falę okropnego bólu. Krew kapała na klawiaturę. Drżącymi dłońmi zaczął uderzać w klawisze, jęcząc za każdym razem , gdy dotykał je zranionym palcem.
Pół godziny później skończył. Z nieukrywaną dumą przeczytał swoje dzieło.
-Idealne. –Szepnął. W tym samym momencie niespodziewanie usłyszał trzask wyłamywanych drzwi i odgłos kilku par butów, biegnących przez przedpokój. Następne co pamiętał, to czyjeś silne ręce przyciskające go do podłogi. Próbował się uwolnić, ale był zbyt słaby. Dwóch policjantów podniosło go z ziemi.
-Nie wywiniesz się, gnoju... –Powiedział jeden.
-Do radiowozu z nim! –Krzyknął inny.
-Chwila, panowie! –Zawołał Michał, szarpiąc się. –Tylko wyślę moje opowiadanie na Horror On-Line!”




-Tak... To całkiem niezły pomysł na opowiadanie. –Stwierdził Michał. –Zapowiada się długa noc. Zrobię sobie tylko coś do jedzenia i zaczynam pisać. Wstał od komputera i udał się do kuchni. Otworzył lodówkę i wyciągnął plasterek wędliny. Podszedł do chlebaka, wybrał sobie najświeższą bułkę i rozejrzał się w poszukiwaniu noża. Nagle oślepiło go jasne światło. To latarnia przy pobliskim akademiku została włączona. Jeden z jej promieni wślizgnął się przez kuchenne okno, trafił w ostrze dużego noża, od którego się odbił i zaświecił chłopakowi prosto w oczy.
-Hmmm... –Zmarszczył czoło w zamyśleniu.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -