Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




KŁAMSTWO

Jarek Wyroda

Opowiem wam pewną historię. Chcecie jej posłuchać? Spójrzcie zatem w rozszalałe płomienie ogniska. Wsłuchajcie się w trzask palonych gałązek. Rozsiądźcie się wygodnie i słuchajcie.
Dziś nie tak łatwo już przestraszyć człowieka. Ba, coraz trudniej jest przestraszyć dzieci, przecież tak podatne na strach. Dlaczego się tak dzieje? Czy to wszędobylska telewizja tak na wszystkich wpływa? Ogłupia nas? Zabija wyobraźnię? Dlaczego już nas nie wzrusza krzywda innych? Nie przejmujemy się losem innych ludzi? Czemuż to strach przestaje spełniać swoje zadanie? Traci na wartości przerażenie, groza. Zastępuje je zniechęcenie, drwina, ironia. Czyżby zbliżał się koniec pewnego okresu w dziejach ludzkości? Utrata pewnych bodźców, które już teraz poważnie zanikają. Brak wrażliwości. Wyobraźni. Poczucia strachu. Przerażenia. Czy wy też to czujecie? Czy znacie jeszcze te pojęcia? Potraficie podać definicję słowa strach? Czy to już tylko i wyłącznie puste słowo, które już dawno straciło swoje znaczenie. Straciło moc. Moc, która swą potęgę odkrywa wtedy, gdy Słońce znika za widnokręgiem, a świat przesłania ciemność. Ciemność nie musi być oczywista, prawda? Może jednak strach zagości w waszych umysłach. Zakiełkuje ziarno przerażenia i już na zawsze tam zagości. Czy słowo strach straciło swą moc?
Pamiętacie jak byliście mali i wasze babcie opowiadały półgłosem o tajemniczych rzeczach, które zdarzyły się w pobliskim lesie czy o niezbadanych istotach czyhających w mroku. A wy patrzyliście ukradkiem za okno wypatrując tego, czego nigdy nie chcieliście ujrzeć. Wiatr hulał na zewnątrz, gałęzie obijały się o okno, a wy z nosem pod kołdrą słuchaliście babcinych opowiadań. Gdzieś tam w oddali słychać było pohukiwanie. Na pewno sowy. Ale czy wtedy byliście tego tacy pewni? Denerwujące szuranie za ścianą. Pewnie mysz. Czy to nie był brzęk łańcuchów? A jeśli to ten błąkający się po okolicy upiór, który nie może zaznać po śmierci spokoju i wędruje w poszukiwaniu małych, niegrzecznych dzieci, które nie chcą zasnąć? Ciemność była zawsze nieodgadniona. Niepokoiła, ale też fascynowała. Czy można pozwolić na to, aby to utracić?

***

- No chodźże szybciej, bo znowu się spóźnimy.
- No zaraz, niech no tylko znajdę te przeklęte buty.
- Ruchy!
- Przecież nie pójdę na boso. Szukam butów, jak będziesz mnie stresował to potrwa dłużej.
- Zawsze to samo. Jakbyś nie mogła przygotować się do wyjścia 5 minut wcześniej. Wszystko na ostatnią chwilę.
- O, są. Znalazłam. Co tam mówiłeś?
Lance machnął ręką ze zrezygnowaniem. Nie chciał iść na to przyjęcie urodzinowe. Od samego początku nie chciał. To Michelle namówiła go na to spotkanie. A mówił jej, że ma teraz nawał pracy, co chwila jakieś spotkania z kontrahentami, telefony co pięć minut, ważne rozmowy. Lance musiał zdobyć ten kontrakt, bo od niego zależało bardzo wiele. Jego firma mogła zdobyć kupę forsy, wysunąć się na czoło najlepszych firm w całym regionie. Stać się potentatem.
- Na pewno musimy iść na to przyjęcie?
- Chyba już to przerabialiśmy, czyż nie? Pójdziemy tam, czy to ci się podoba czy nie. Jesteśmy to winni Natalie. Doskonale wiesz, że gdyby nie ona…
- To nie spłacilibyśmy tych cholernych rat za mieszkanie i samochód. Tak wiem. Pamiętam.
- W takim razie nie wracajmy już do tej rozmowy. Jestem gotowa do wyjścia. Idziemy?
- Taa. Idź przodem. Ja jeszcze sprawdzę, czy kurki z gazem są zakręcone, żebyśmy mieli do czego wrócić po tych całych urodzinach.
- Uwielbiam to twoje ironiczne poczucie humoru. Tylko się nie guzdraj i zaraz do mnie dołącz.
- Tak jest, panie sierżancie.
Lance usłyszał jak Natalie otwiera drzwi i wychodzi na podjazd, gdzie czekał już na nich samochód. Wrócił do kuchni, ale bynajmniej nie po to, żeby sprawdzić szczelność instalacji gazowych. Otworzył drzwiczki pobliskiej szafki, sięgnął ręką głębiej i po chwili wydobył półlitrową butelkę whisky. Odkręcił korek i pociągnął długi łyk. Alkohol natychmiast rozgrzał lekko zziębnięte ciało Lance`a. Po chwili szybkim ruchem ponownie przechylił butelkę, wziął jeszcze porządniejszego łyka i odstawił butelkę na miejsce.
- Nadszedł czas, przygotuj się Natalie- powiedział do siebie i ruszył do samochodu. Stanął przy drzwiach od strony pasażera i niedbałym ruchem rzucił kluczyki w stronę Natalie. Ta w ostatniej chwili zdołała je chwycić.
- Ty prowadzisz- rzekł Lance i skrył się na przednim siedzeniu samochodu.
- Dobra, ale myślałam, że to ty chciałeś prowadzić. Przecież zawsze to ty prowadzisz- stwierdziła.
-Więc dziś jest taki dzień, w którym to ty masz okazję sprawdzić się w roli kierowcy, a ja w roli pasażera.
- Dziwne to trochę, ale w porządku. Chętnie poprowadzę. W sumie nie pamiętam kiedy…
- No to jedźmy- przerwał jej Lance. Natalie zdziwiła taka reakcja męża, ale powstrzymała się od komentarza.
- To jedźmy- odparła tylko. Odpaliła silnik i już po chwili ruszyła, zostawiając za sobą dom i bramę wjazdową.
Jechali w ciszy. Przed nimi rozciągał się pas asfaltu. Czarna wstęga wijąca się pod kołami samochodu. Wieczór już na dobre zagościł w harmonogramie dzisiejszej doby. Szarość pogłębiła się znacznie, zmieniając się nieuchronnie w mrok. Co jakiś czas po przeciwnym pasie ruchu przejeżdżał inny samochód, a właściwie prześmigiwał, atakując wściekle przez moment swymi światłami. Natalie z uwagą przyglądała się temu co działo się przed szybą jej samochodu. Nie prowadziła samochodu zbyt często, wprawdzie nigdy nie wyszła z wprawy, ale wolała zachować maksymalna ostrożność podczas jazdy samochodem. Tym bardziej, że za kółkiem zbyt często nie przebywała. Zaczęła zastanawiać się też, co takiego stało się z Lance`m, że pozwolił jej prowadzić. Taka sytuacja zdarzała się niezwykle rzadko, cóż więc stało się teraz, że się na to zgodził. Spojrzała kątem oka na męża. Ten siedział głęboko w fotelu, uparcie, a właściwie nieco tępo, wpatrując się w dal. Natalie zaczęła denerwować cisza panująca w samochodzie. Postanowiła ją przerwać gdy nagle, niespodziewanie zrobił to Lance.
-Jezu, co to było?!- krzyknął. Natalie niemalże podskoczyła z zaskoczenia. Puściła kierownicę, straciła na moment panowanie nad maszyną, jednak już po chwili skorygowała błąd łapiąc ponownie kierownicę. Zjechała na pobocze. Oddech miała szybki, puls także. Ręce drżały jej jakby miała atak febry.
-Chryste, Lance- zaczęła.
-Co Lance? Natalie, chciałaś nas zabić?
- Ja zabić? To ja powinnam zapytać o to ciebie. Po jaką cholerę krzyknąłeś? Wiesz, że mam słabe nerwy, za kierownicą tym bardziej.
- Kierowca musi mieć silne nerwy, bez tego jest marnym kierowcą.
Tego Natalie już nie mogła znieść. Nie dosyć, że Lance spowodował groźną sytuację i w dodatku się tym nie przejął to na dodatek zaczął ją oskarżać o brak umiejętności w kierowaniu samochodem.
- Posłuchaj no, mój panie. Nie wiem co się dziś z tobą dzieje, ale cokolwiek by to nie było to nie masz prawa się tak zachowywać w stosunku do mnie. Rozumiesz? Nie masz prawa i nic nie usprawiedliwia twojego zachowania, słyszysz?- ostatnie słowa Natalie już wykrzyczała. Była wściekła, wiedziała, że ten wybuch był nieco przesadzony, ale mimo wszystko potrzebny. Miała nadzieję, że to otrzeźwi jej męża i pozwoli na wyjaśnienie całej tej sytuacji. Jednak reakcja Lance`a zadziwiła ją.
- Widziałaś to?- zapytał.
- Jezu, Lance. Nie zmieniaj tematu do cholery, bo się z tego łatwo nie wywiniesz.
- Widziałaś to?- powtórzył pytanie.
- Lance, zaraz naprawdę się wścieknę.
- Widziałaś to?- zapytał po raz trzeci. Nagle Natalie poczuła na plecach jak kropla zimnego potu przebiega jej po karku, przepływając przez plecy. Coś jej się tutaj nie zgadzało. Coś było nie tak. Spojrzała uważnie na Lance`a. Nie patrzył na nią, wzrok miał skierowany w stronę ściany drzew, która wznosiła się tuż za linią pobocza. Wpatrywał się tam uparcie, jakby szukając czegoś niezwykle cennego.
- Lance?- zapytała- Co miałam widzieć?- zadała wreszcie to pytanie.
- Tam, zobacz- niemal wyszeptał, a to sprawiło, że mikroskopijne włosy na karku kobiety stanęły dęba. Ten szept zmroził ją i wystraszył już nie na żarty.
- Przestań- chciała, żeby zabrzmiało to pewnie, ale głos jej drżał- Jeżeli chcesz mnie nastraszyć, to ci się to udało. Wygrałeś, wystraszyłeś mnie, więc możesz już przestać.-
Nagle Lance odwrócił się od żony i ruszył w kierunku drzew. Już po chwili zagłębił się w ciemności i Natalie straciła go z oczu.
- Lance, wracaj! Gdzie idziesz, wracaj natychmiast! Słyszysz?- głos łamał jej się z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem.- Wracaj Lance!- Ale nie widziała już swojego męża. Zniknął za zasłoną drzew. Skryty za zasłoną ciemności.
Samochód wciąż stał na poboczu. Obok niego stała zdezorientowana i wystraszona Natalie. O dziwo, żadne auto od dłuższego czasu się nie pojawiło. Zupełnie jakby ludzie zapomnieli o tym miejscu. O miejscu, w którym znalazła się Natalie i jej mąż. Mąż, który odszedł. Kobieta zaczęła zastanawiać się nad tym co powinna teraz zrobić. Czy poczekać na Lance`a, czy wracać do domu, czy wyruszyć na poszukiwania męża. To trzecie rozwiązanie wydawało się być najbardziej szalone, najstraszniejsze i paradoksalnie najrozsądniejsze. Natalie zamknęła drzwi auta i wbrew głosowi instynktu, który przekonywał, że to zły pomysł, ruszyła w stronę, w którą podążył jej mąż.
Noc była ciepła, delikatny wiatr powiewał tylko symbolicznie. Po chwili Natalie znalazła się pomiędzy drzewami, zostawiając za sobą pas asfaltu. Teraz zaczęła żałować, że ubrała buty na wysokim obcasie, grunt po którym stąpała był grząski, co rusz jej nogi zagłębiały się w leśnym poszyciu. A jednak Natalie zmierzała dzielnie przed siebie, nie zważając na trudności związane z marszem.
- Lance!- krzyknęła- Lance, gdzie jesteś?!- liczyła na to, że mąż odpowie na jej nawoływania. Przeliczyła się jednak- Lance, odezwij się!- spróbowała po raz kolejny. I tym razem bez rezultatu. Ruszyła dalej, gdy nagle jej stopa zahaczyła o coś wystającego z ziemi i po chwili Natalie znalazła się na wilgotnej ściółce z twarzą w mokrej, cuchnącej zgnilizną masie. Spróbowała wstać, ale stopa wciąż była unieruchomiona. Natalie usiadła i z obrzydzeniem otarła twarz z resztek liści i wilgotnej ziemi. Spojrzała na swoją stopę. Tkwiła ona pomiędzy korzeniami o abstrakcyjnych kształtach. Po krótkiej walce wyswobodziła się z okowów korzeni. Nagle, kątem oka dostrzegła ruch, to mogła być gałąź poruszona wiatrem, jakieś zwierzątko zbłąkane w leśnej głuszy, albo człowiek. Albo Lance.
-Lance! To ty?!- zawołała z nadzieją w głosie. Tajemniczy ruch nie powtórzył się. Natalie uporczywie wpatrywała się w miejsce, w którym dostrzegła owe poruszenie, jednak po krótkiej chwili przestała. Ciemność już na dobre zagościła na niebie i na ziemi. Trudno było na cokolwiek dłużej spoglądać, od ciemności zaczynały boleć oczy. Natalie wstała. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że straciła orientację w terenie. Teraz nie wiedziała już, z której strony przyszła, w którą podążała, gdzie jest szosa, a gdzie głębia lasu. W jej umysł zaczynała wkradać się panika. Wtem zza jej pleców dał się słyszeć wyraźny szelest. Natalie natychmiast się obróciła. Przed nią stał mężczyzna. Ubrany w czarny, dwurzędowy garnitur, który zdawał się lśnić, emanować swoją nieskazitelnością. Mężczyzna był wysoki, zdawał się górować nad Natalie.
- Witaj Natalie.- odezwał się dźwięcznym, krystalicznie czystym głosem.
- E… kim pan jest?- tylko tyle zdołała z siebie wydusić. Zdziwienie, zdumienie, zszokowanie, strach, to wszystko naraz znalazło się w umyśle Natalie.
- Chodź ze mną- odparł słodkim głosem i wyciągnął ku niej rękę. Ta, nie zdając sobie do końca sprawy z tego co robi, podała mu swą dłoń. W chwili zetknięcia poczuła jak jej ciało przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Nieznajomy mężczyzna chwycił jej dłoń i ruszył naprzód. A Natalie wraz z nim. Choć nie była pewna czy to co robi w tej chwili jest jej świadomym wyborem czy jakąś podświadomą manipulacją. Czuła jakby kontrolę nad jej ruchami przejął ktoś inny.
- Teraz musisz zamknąć oczy. Tylko na chwilę- rzekł mężczyzna. Natalie bez wahania spełniła ów rozkaz. Nagle poczuła lekki zawrót głowy, zewsząd zaczęły spływać czyjeś szepty. Złowrogie, kipiące nienawiścią szepty. Zaczęły atakować umysł Natalie.
- Możesz otworzyć oczy- usłyszała głos nieznajomego, szepty natychmiast zamilkły. Natalie nie była w stanie uwierzyć w to co widzi. Znalazła się w jakimś ogromnym pomieszczeniu. Tajemniczy mężczyzna zniknął. Nagle oślepiło ją światło, odruchowo zmrużyła oczy i dodatkowo przysłoniła je dłonią.
- A teraz czas na Natalie- rozległ się głos. Kobieta otworzyła oczy. Oślepiające światło okazało się być światłem jupiterów, które wisiały wysoko ponad Natalie.- Natalie, czy chcesz usłyszeć pytanie?- ta spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Przed nią siedział ten sam tajemniczy mężczyzna, którego spotkała w lesie i który jeszcze przed chwilą stał tuż obok niej. Teraz siedział na skórzanym fotelu. Za nim rozciągała się plansza, na której widniały bliżej niezidentyfikowane słowa.- Czy jesteś gotowa na pytanie?- padło pytanie. Natalie nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Nie potrafiła pojąć tego co się działo.- Widzę, że mamy do czynienia z nieśmiałą osobą. Może więc pomożecie przemóc się Natalie.- Po chwili rozległy się brawa. Natalie spostrzegła, że tam gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się pusta przestrzeń, teraz znajdowały się tłumy ludzi ochoczo bijących brawo. Ich twarze wyrażały sympatię, na każdej widniał uśmiech.- Widzę Natalie, że wyglądasz już nieco lepiej, więc, nie tracąc czasu, przystępuje do zadania pytania. Jak ma na imię pierwsza miłość Lance`a? Przypominam, że liczy się pierwsza odpowiedź, a zła lub jej brak równoznaczny jest z karą. Czas start.-
Natalie wciąż stała w tym samym miejscu. Nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. Miała wrażenie jakby zanurzona była w jakimś surrealistycznym śnie. Wszystko zdawało się być zbyt abstrakcyjne. Megaabstrakcyjne.
- Natalie, przypominam, że czas płynie. Masz go coraz mniej. Proponuję odpowiedzieć na pytanie.- wtrącił mężczyzna w garniturze.
- Co się tutaj dzieje?- zdołała wreszcie coś powiedzieć.
- Przykro mi Natalie, to jest błędna odpowiedź . Jestem zmuszony poddać cię karze.- powiedział mężczyzna. Tłum ludzi jak dotąd uśmiechniętych zmieniło miny na zatroskane. Rozlegały się też odgłosy niezadowolenia przeplatające się ze współczuciem. Mężczyzna podszedł do tablicy znajdującej się za nim, sięgnął po białe pióro i napisał na niej „Na”. „Czas na karę?”- pomyślała Natalie i po chwili poczuła przeszywający ból rozchodzący się po całym ciele. Wrzasnęła z bólu, czuła jakby miliony ostrych szpil wbijało jej się w rękę. Spojrzała pełnymi łez oczami na źródło bólu. Przez moment myślała, że ból odebrał jej zdolność logicznego myślenia albo, że zmysły płatają jej okrutnego figla. Natalie nie miała lewej dłoni. W miejscu gdzie nadgarstek łączy się z dłonią sterczał jedynie kikut, z którego tryskała fontanna krwi. Ból był nieporównywalny z niczym innym co przeżyła do tej pory. A to świadczyło o tym, że to działo się naprawdę. Z niedowierzaniem patrzyła w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą znajdowała się jej dłoń.
- Nie tracąc czasu przejdźmy od razu do drugiego pytania- rzekł mężczyzna. Teraz Natalie zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej. Nie tylko z powodu okropnego bólu, ale i strachu przed tym co mogło się wydarzyć.
- Nie!- zdołała wykrztusić.
- Pytanie brzmi- mężczyzna był nieugięty, zaczął mówić głośniej, tak, że każde kolejne słowo wwiercało się w umysł Natalie pomimo bólu.- Podaj dzień tygodnia, w który Lance ci się oświadczył. Czas start. Tym razem Natalie na poważnie wzięła to pytanie. Próbowała przypomnieć sobie oświadczyny męża, jednak kaskada bólu nie dawała jej takiej możliwości. Próbowała się skupić, nie potrafiła jednak. – Czas upływa- rzekł miłym głosem mężczyzna. „Poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, sobota, niedziela. Który to dzień do cholery?”- myślała gorączkowo. Krew nadal spływała z lewej ręki, choć teraz już mniej intensywnie. Nagle Natalie przypomniała sobie dzień oświadczyn, widziała przed oczyma obraz klęczącego przed nią Lance`a, łzy radości, blask świec podczas uroczystej kolacji. Ale nie była w stanie przypomnieć sobie co to był za dzień. Niemal widziała upływające sekundy. Tik- tak, tik- tak dźwięczało jej w uszach. Spojrzała na tłum ludzi znajdujących się wokół niej. Radosne i uśmiechnięte twarze zmieniły się teraz w twarze pełne zaciętości, szyderstwa i… oczekiwania.
- Co to za dzień do cholery?!- krzyknęła nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że wypowiada te słowa na głos.
- Niestety- uszom Natalie dał się słyszeć głośny jęk zawodu pochodzący z ust tłumu ludzi- To nie jest poprawna odpowiedź. Jestem zmuszony poddać cię karze. Ponownie podszedł do tablicy i napisał: „ta”.
- Nie!- krzyknęła Natalie. Świat stanął w płomieniach bólu. Ciemność przesłoniła świat. Czuła narastające pulsowanie w głowie. Zupełnie jakby ktoś jakąś diabelną pompką zaczął wdmuchiwać powietrze w jej czaszkę. Nagle poczuła nieprzyjemne pieczenie w okolicy prawego oka, a po chwili wybuch niemal ekstatycznego bólu. Odruchowo zakryła prawą dłonią oko, gdy nagle zorientowała się, że po jej policzku spływała jakaś lepka, ciepła maź. Zamroczona bólem spróbowała otworzyć oczy, aby sprawdzić czym było to coś na twarzy. Otworzyła lewe oko, z prawym już sobie nie poradziła. Nie potrafiła go otworzyć. Spojrzała więc lewym okiem na dłoń, którą przed chwilą dotykała niezidentyfikowanej mazi na twarzy. Przez krótką chwilę zdała sobie sprawę czemu nie mogła otworzyć prawego oka. Jego resztki znajdowały się na jej dłoni. Resztki niebieskiej źrenicy wpatrywało się w przerażoną i okaleczoną twarz Natalie.
- Przypominam, że tylko pierwsza odpowiedź się liczy- stwierdził mężczyzna w garniturze- proponuję więc dobrze się zastanowić zanim odpowiesz- zasugerował, obdarzając ją przy okazji spojrzeniem w stylu: „oj, ty głuptasie”. Natalie nie była już w stanie wskazać granicy pomiędzy bólem, a jego brakiem. Zdawało jej się, że poza bólem nie istnieje nic innego. W nielicznych przebłyskach odzyskiwania świadomości i drobin logicznego myślenia próbowała zrozumieć co się tutaj wyprawia i gdzie jest Lance, miała nieodparte wrażenie, że to wszystko ma z nim związek.- I pytanie ostatnie. Gdzie poznałaś Lance`a? Czas start.-
Natalie rozpaczliwie zaczęła zastanawiać nad odpowiedzią. Skupienie nie nadchodziło, ponieważ ból nie dawał za wygraną, wytrwale przypominał o swojej obecności. Na dłoni czuła pozostałości oka, oślizłą maź, która jeszcze do niedawna była sprawnie działającym narządem wzroku. Czas mijał, a ona nie potrafiła się skoncentrować, za każdym razem gdy próbowała sięgnąć pamięcią do przeszłości to już po chwili wracała do punktu wyjścia. Zerknęła w stronę tłumu ludzi. Nagle jej uwagę przykuła jedna z twarzy. Twarz Lance`a. Chciała krzyknąć, jednak coś ją powstrzymało. Powstrzymał ją wyraz twarzy jej męża. Emanował z niej smutek. I brak nadziei. I nagle nadeszło olśnienie.
- Spotkaliśmy się na lodowisku. Na lodowisku, tuż przy straganach świątecznych. Nie jeździłam zbyt dobrze na łyżwach i co chwila traciłam równowagę- Natalie mówiła szybko, nie zważała na ból, czuła moc swoich słów, moc, która mogła ją uratować. Mówiła więc pospiesznie dalej.- za którymś razem udało mi się ustać na łyżwach nieco dłużej, jechałam coraz szybciej. Nagle poczułam jak tracę równowagę, a po chwili znalazłam się w ramionach Lance`a, który uratował mnie przed upadkiem. Tak się poznaliśmy- Natalie czuła się jak zwyciężczyni. Przestała zwracać uwagę na ból. Wiedziała, że odpowiedź jest prawidłowa. Zdała sobie sprawę z tego, że nawet się uśmiecha. Spojrzała ponownie na Lance`a. Stał w tym samym miejscu, w którym widziała go po raz ostatni. Natalie posłała mu uśmiech satysfakcji. Mężczyzna spojrzał na nią ze łzami w oczach wypowiadając bezgłośne: przepraszam. Czas się zatrzymał. Zatrzymał się dla Natalie. Jej głowa potoczyła się z głuchym łoskotem. Ostatnimi przebłyskami świadomości zadała sobie pytanie. „Przecież odpowiedziałam prawidłowo, do cholery”. Jakimś cudem zdołała jeszcze dojrzeć tablicę, na której mężczyzna w garniturze zapisał: „lie” (kłamstwo).
***
- Zapraszamy cię do nas, Lance- rzekł mężczyzna w garniturze.
- Ja tego nie chciałem, naprawdę. Nie chciałem, żeby to się tak potoczyło- stwierdził, wpatrując się w międzyczasie głowie swej żony.
- Ale wiesz, umowa to umowa. Ceną za kontrakt była twoja żona. Wybierałeś pomiędzy bogactwem, a życiem swojej żony. Wybrałeś to pierwsze. I miałeś do tego prawo.
- Ale Natalie odpowiedziała na ostatnie pytanie. Czemu więc spotkała ją kara?
- My tutaj nie bawimy się w szczerość, prawdę, słowa honoru. Nam zależy jedynie na dotrzymaniu słowa.
Lance po raz ostatni spojrzał na tablicę. Spośród tysięcy słów, zbitek sylab tworzących imiona, dumnie piętrzyło się „lie”.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -