Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




NIE DZIĘKUJCIE

Rafał Żurkowski

Czekam. Obserwuję. Deszcz spływa po mnie powoli. Rozkoszuję się ciepłymi, delikatnymi muśnięciami wiatru. On wie czego potrzebuję. Zepsuta lampa wydaje swoje ostatnie tchnienia oświetlając na chwilę ulice, po czym gaśnie. Nie zdajecie sobie sprawy jaki to piękny widok.
Jest. Widzę ją. Starsza kobieta po sześćdziesiątce o niskim wzroście. Wyglądała jak pączek. Jak jebany pączek! Stara, gruba, obleśna baba. Miała na sobie zielony płaszcz, na dole ozdobiony cekinami. Przypominała mi w tej chwili biedną cygankę. Poruszała się strasznie sztucznie, zupełnie jak te potwory z filmów lat sześćdziesiątych. Wiecie o co mi chodzi? Klatka po klatce.
Śledziłem ją dobre dziesięć minut. Trzeba wybrać odpowiednie miejsce. Oj tak, odpowiednie miejsce. Ślepe zaułki są najlepsze. Nie dlatego, że nie będzie miała gdzie uciec, chociaż to też jest z pewnością ważne, ale dlatego, że ludzie panikują w takich miejscach. Ciemność, zapach stęchlizny, gęste powietrze. To jak afrodyzjak. Działa na mnie pobudzająco.
W końcu skręciła. Lepiej wybrać nie mogła. Zaszedłem ją od tyłu. Powoli wyciągnąłem swój nóż rybacki z kieszeni. Dostałem go od Ojca, na piętnaste urodziny. Połyskiwał w blasku słabo dzisiaj świecącego księżyca. Ostrzyłem go ostatniego tygodnia, specjalnie na tę okazję. Zakończony był haczykiem. Dużo razem wędkowaliśmy. Za dużo. Chwyciłem ją za kark. Wrzasnęła. Bez pośpiechu wbiłem ostrze w plecy i spokojnie zjeżdżałem w dół, trzymając rękę na jej buzi. Miała cierpieć. Miała cierpieć...
Krew trysnęła mi w twarz. Była gorzka, ale smakowała mi. Delektowałem się jeszcze chwilę posmakiem czerwono-złocistej substancji, by zaraz popchnąć ofiarę, tak by upadła na plecy. Grymas na jej twarzy wyglądał bardzo charakterystycznie, coś w stylu: „Znam cię, O Boże”. Kobieta nadal żyła, i nie zapowiadało się na to, by poddała się łatwo. Chociaż wątpię, że coś zdziała. Ugodziłem ją tak by dostała paraliżu. Zostawię ją tutaj. Niech się wykrwawi... Nie, nie. To by było za łatwe. Mam jeszcze coś w zanadrzu.
Usiadłem obok niej. Ze spodni wyjąłem małą buteleczkę i paczkę zapałek. Ostrożnie, tak by nie zmarnować żadnej kropli, polałem jej płomieniste włosy ciemną substancją. Nieustanna cisza i ciemność tworzyły idealny klimat. Zwinnym ruchem odpaliłem zapałkę, upuszczając ją po chwili. W mgnieniu oka płomienie sięgały przeszło metra. Zapach spalonych włosów przeszył całą uliczkę. Czy wiecie ile światła może dać tak mały ogień ? Niewyobrażalnie dużo. Praktycznie cały zaułek był oświetlony. To doprawdy niesamowite. Teraz ją opuszczę. Niech pomyśli dlaczego. Niech pomyśli co zrobiła źle.

***

To będzie moja druga ofiara. Wychodzę właśnie z domu. Jego mieszkanie znajdowało się jakieś dwadzieścia minut drogi pieszo. Nie spieszę się. Nie ma takiego powodu. Idę ospale główną ulicą, mijając kolejno sklepy, restaurację, bary. Promienie słoneczne przyjemnie oświetlają mi twarz, dostarczając przy tym ciepła.
W końcu się zatrzymuję. Zmierzam do najbliższego fast-fooda. Lubię tam jeść. Biorę to co zawsze: dużego hamburgera z dodatkową porcją sosu, małego szejka i średnią colę. Posiłek zajmuje mi niecałe piętnaście minut. Jestem już w połowie drogi. Dzień jest słoneczny. Widać jeszcze rosę na trawie.
W końcu docieram do starej, pożółkłej kamienicy. Wchodzę po schodach do góry. Jestem na klatce schodowej. Drugie piętro. Tam mieszkał. Droga do góry zajmuje mi jakieś trzydzieści sekund. Pukam do drzwi. Drzwi się otwierają. Mężczyzna wita mnie tekstem: „Ach to Ty, Witaj.”. Pewnie uderzam go w twarz ,tak by stracił przytomność. Wchodzę do mieszkania. Wszystko wygląda normalnie.
Dwupokojowe mieszkanie, z sypialnią, pomalowane całe na biało. Można by powiedzieć, że jest tu całkiem przytulnie. Dwa przestronne okna w salonie, oświetlają calutkie pomieszczenie, nie zostawiając ciemnego miejsca. Mała kuchnia, w sam raz na samotnego mężczyznę. I łazienka. Również niczego sobie. Wszędzie panował należyty porządek.
W pokoju było nas dwóch. Stałem nad nim. Po namyśle przeciągnąłem go do salonu. Był cholernie ciężki. Ważył dobre dziewięćdziesiąt kilo. Miał około metr osiemdziesiąt pięć i już siwe włosy. Poczekam aż się obudzi, pomyślałem. Tymczasem zwiąże go, a sobie zrobię herbatę.
Jestem w kuchni. Jak wspominałem jest mała, ale nie widzę by czegoś tu brakowało. Przeszukałem szafki poszukując herbaty. Nic nie znalazłem. Pewnie jest w szufladzie. Tam też była.
Usłyszałem krzyk. Pośpiesznie ruszyłem do salonu. Staruszek nadal leżał związany. Coś musiało mi się przesłyszeć. To na pewno od nadmiaru wrażeń.
Wypiłem herbatę. Zajrzałem do salonu, lecz mężczyzna nadal był nieprzytomny. Mam nadzieję, że nie potrwa to długo, bo ja też muszę odpocząć. Usiadłem więc. Musiałem usnąć, bo kiedy otworzyłem oczy, była już noc. Kurwa! - wrzasnąłem. Starca nie było.
Po dosłownie paru sekundach znalazłem się na klatce. Jest tam! Co za głupiec. Próbował przeczołgać się schodami. Będziesz cierpiał bardziej. O tak. Z pewnością będziesz cierpiał bardziej. Ty niedojebany gnoju!
Z powrotem znajdowaliśmy się w pokoju. Czas więc zacząć. Miałem już wszystko przygotowane. Na stole leżały kolejno: strzykawka, skalpel, korkownica i banan. No co, lubię banany. Najpierw zająłem się owocem. Po zjedzeniu go, została skórka. Cóż by innego mogło zostać? Chwyciłem ją i zacząłem okładać mężczyznę skórką od banana! Tak właśnie zginął. Został pobity przez skórkę od banana. Oczywiście żartuje. Nie było tam nic oprócz strzykawki i skalpela.
Osobnik był ciągle przytomny. Podniosłem jako pierwszą strzykawkę. Była napełniona środkiem paraliżującym. Ostrożnie wbiłem igłę w nogę delikwenta. Obserwowałem jak odpływa.
Naturalnie był świadom wszystkiego, lecz nie mógł nic zrobić. Smutne. Następnie użyłem skalpela. Dopiero teraz zaczynało się robić ciekawie.
Przewróciłem go na plecy i rozebrałem. Delikatnie, aczkolwiek pewnie rozcinałem ciało od szyi, aż po miednice. Ściąganie jego skóry było zupełnie jak ściąganie flaka z kiełbasy. Wiem, że to trochę nietrafne i niedorzeczne porównanie, ale naprawdę tak było.
Zajęło mi to około trzydziestu minut. Teraz mogę go zostawić sam na sam ze sobą. Z pewnością jeszcze żyje. Chociaż? Nie wiem, nie chce, i nie mam zamiaru sprawdzać. Jeśli tak jest, to wątpię, iż przetrwa długo.
***

Nareszcie moja ostatnia ofiara. Jestem już zmęczony tym wszystkim. Chcę to zakończyć. Zakończyć jak najszybciej. Przechadzam się rynkiem. Wiem, że będzie w centrum handlowym. Lubiła robić zakupy. Szkoda, że te będą jej ostatnimi. Zabiję ją szybko. Zasłużyła sobie na to. Nie ma powodu by cierpiała.
Dotarłem do galerii. Przeszukam więc sklepy. Pierwszy – nie ma jej. Drugi – nie ma jej. Trzeci – też jej nie ma. Finalnie butik – jest. Ubrana w posępną czerwoną sukienkę z odkrytymi plecami i butami na wysokim obcasie. Przyznam, że wyglądała bardzo seksowanie. Do tego te jej złociste włosy. Poczekam aż skieruję się do toalety. Zwykle kobiety to robią.
Minęło dwadzieścia minut, a ja nadal tkwię w tej jebanej galerii i czekam. Dziewczyna chyba dostała sporą premię, bo przymierzyła już pięć sukienek. Wreszcie! Wyszła ze sklepu.
Podążam za nią chwiejnym krokiem. Tak jak myślałem, idzie do toalety. Wchodzę po cichu, tak by się nie zorientowała, że tu jestem. Pozwalam jej załatwić potrzebę. Toaleta jest pusta. Lepiej być nie może. Teraz tylko pozostaje mi czekać na odpowiedni moment.
Moment nadszedł. Chwytam za nóż. Tak, ten sam nóż którym zabiłem pierwszą kobietę. Podcinam jej gardło, chwytając ją od tyłu. Nie będzie widzieć mojej twarzy. Dziewczyna upada na ziemie i zaczyna dławić się własną krwią. Kafelki błyszczą czerwienią. Krzyczy coś, ale nie rozumiem jej bełkotu. Zostawiam ją tam samą. Śmierć nadejdzie szybko. Powinna mi dziękować. Szkoda, że nie będzie miała już ku temu okazji.
***

Wypracowała to sobie. Przez te wszystkie lata moja siostra gardziła mną. Gardziła, gnębiła, nie miała do mnie szacunku. Potrafiła wyśmiać mnie przed wszystkimi swoimi znajomymi. Kiedy potrzebowałem siostry najbardziej – nie było jej. W sumie nie mam jej tego za złe. Byłem jej pomiotem. Lecz to nie ona była najgorsza. Wszystko działo się przez Ojca. Dlatego też cierpiał najbardziej.
Pierwszy raz stało się to kiedy miałem dziewięć lat. Tę noc pamiętam dobrze. Była jesień. Za oknami ulewa jakiej nie widziałem dawno. Drzewa tańczyły na wietrze niczym pachołki. Leżałem w łóżku, co chwilę zerkając na zegarek. Termometr wskazywał 5 stopni Celsjusza, więc pozornie nie było aż tak zimno. Gówno prawda. Trzęsłem się jak pojebany.
Drzwi zaskrzypiały. Od razu wiedziałem, że to on. Miał taki charakterystyczny anemiczny oddech. Położył się obok mnie. Zdjął ze mnie pidżamę. Poczułem ból. Cholerny ból! Miałem tylko dziewięć lat. Dziewięć lat kurwa! Ślamazarnymi ruchami ocierał się o mnie. Czułem jego ciało, pot. Śmierdział fajkami. Nie cierpiałem tego zapachu. Od tamtej pory robił to co tydzień. Kiedyś obiecałem mu, że będzie cierpiał. Dotrzymałem obietnicy.
Pytacie się z kolei dlaczego zabiłem mamę? To oczywiste. Tamtej nocy krzyczałem. Darłem mordę z całych sił. Nic. Żadnego odzewu. Z początku wołałem o pomoc, ale potem przestałem. Wiedziałem, że będzie tak dopóki sam tego nie zakończę. Matka nie próbowała mi pomóc. Przymykała oko na to co ze mną robi ten skurwysyn.
Przez te wszystkie lata nikt nie chciał ani nie próbował mi pomóc. Nikt do cholery! Cierpiałem w samotności. Jak ja cierpiałem, Boże. I psychicznie i fizycznie. Teraz myślę, co by było, gdybym miał normalną rodzinę. Może wszystko potoczyło by się zupełnie inaczej? Może teraz miał bym żonę, własne dzieci, dom? Cieszyłbym się życiem? Kto wie. Nie dowiem się tego nigdy. W sumie to nie chcę wiedzieć. Może również byłbym takim draniem jak mój ojciec. Może dobrze, że tak się stało? Ich już nie ma. Trzech plugawców mniej na świecie. Nie musicie mi dziękować. Zrobiłem to dla siebie. Jestem z siebie dumny.
Teraz czas na odpoczynek. Odwaliłem kawał dobrej roboty. Jestem zmęczony, potwornie zmęczony. Wycieńczony życiem i wszystkim, co otaczało mnie podczas tych dwudziestu pięciu lat.
Jestem w domu. Siedzę w bezruchu na fotelu. Sięgam po rewolwer. Czas wreszcie odpocząć...




Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -