Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




CZARNA KREW

Dominika Jędruch

Rozdział 1. "Przemiana"

Głęboka ciemność ,przez którą trudno było cokolwiek ujrzeć. Ogromna pustka. Zapach zgnilizny, który sprawiał o mdłości istoty żywe. Podchodząc coraz bliżej można było zobaczyć spływającą krew z obezwładnionych ciał ludzi, wiszących jak Jezus na krzyżu. Ten obrzydliwy obraz, przypominający rzeź. Powyrywane kończyny, rozprute wnętrzności, które były najgorszym cierpieniem. Ból - uczucie niedopisania. Skamieniałe ściany pokryte zastygniętą cieczą i dziwnymi, runicznymi znakami. Miały kolor krwistej czerwieni. Tak mocnej, że aż dawały po oczach. Wzdłuż dróżki, która prowadziła do osobnej komnaty, znajdowała się rzeczka. Tam uwięzione były ludzkie dusze, które nie mogły się wydostać. Grzechy. Oddać duszę diabłu to jak śmierć bez wyjścia. Labirynt z którego nie potrafi się wydostać. Pragniesz szczęścia lecz ono cię opuszcza, kiedy zawierasz kontrakt ze sługą zła. Wcieleniem mordercy o wielkiej żądzy mordu. Widok twego cierpienia sprawia mu dużo satysfakcji. Spełnianie twoich życzeń, a później pożeranie najważniejszej rzeczy znajdującej się w tobie. Potwór. To zbyt miękkie określenie dla takiego osobnika. Próbujesz odnaleźć się w tym świecie, jednak gubisz się sam o tym nie wiedząc. Nie chcesz oglądać tej makabry, czy słuchać wrzasków, które doprowadzają cię do szaleństwa. Musisz to wytrzymać. Nie możesz od tego uciec. Idziesz dalej, a przed twymi oczyma pojawia się wielka brama, która przypomina wejście na cmentarz. Czujesz tę dziwną aurę, przemawiającą do twego ciała. Gęsia skórka pojawia się na twojej skórze. Pierwsza oznaka strachu. Ta ciemność coraz bardziej cię ogarnia. Włosy stają ci dęba. Kruchymi dłońmi przejeżdżasz po wyrzeźbionych napisach, których nie potrafisz odczytać. Język diabłów jest bardzo specyficzny. Dotykiem docierasz do klamki po czym łapiesz za nią i powoli naciskasz w dół. Dopiero teraz widzisz prawdziwe piekło. Wiele zaułków i korytarzy, prowadzących do różnych miejsc. Na środku znajduje się plac, przy którym przypięte są cerbery do metalowego kółka. Dwugłowe psy o niespotykanej sile i wyglądzie. Ich wzrok przeszyje cię na wylot, a odgłos przerazi cię jeszcze bardziej. Wyciekająca ślina przypominająca pianę. Wyglądają jakby miały wściekliznę. Pod nimi są lochy ,w których przetrzymywani są ludzie. Dziwki, przestępcy i ci co zgrzeszyli oddając swoją duszę. Jednych gwałcono, drugich zabijano dla krwi i pożywienia, a trzecich karano lub przyjmowano do ciężkiej pracy w kamieniołomach. Wyniszczone i postarzałe ciała. Wychudzone z powodu głodu. Tylko kobiety były specjalnie traktowane. Każdy demon musiał zaspokoić swoje potrzeby, które czasami doprowadzały ich do szaleństwa. Każda poprzez stosunek stawała się naznaczona i niedostępna dla innego mężczyzny. Gdyby ktoś zapragnął złamać regulamin, byłby martwy. Czarna poświata zabrałaby go ze sobą w dół otchłani.
Nad głową, daleko w przestworzach znajdziesz martwe ciało upadłego anioła, który zapoczątkował erę demonów, sprzeciwiając się samemu Panu Niebios - Bogowi. Jego skrzyżowane na piersi ręce, smutny wyraz twarzy i zastygnięte krwawe łzy, oznaczające wielki smutek i mękę. Na plecach miał białe jak puch skrzydła. Tak wielkie jak on sam. Gdzieniegdzie znajdowała się krew. Wokół niego zlepione czarne pióra. Oznaczały przemianę z dobroci na złą ścieżkę. Okryty szatą z dziurami na klacie. Niezapomniany widok. Główna droga prowadziła do samego króla ciemności- Hadesa. Hierarchia była podzielona na kilka sektorów: król, książęta, prałaci, markizowie, przywódcy, hrabiowie i rycerze. Każdy miał określone przywileje jak i zadania, które musiał wykonywać w danym czasie. Najgorszymi i najbardziej okrutnymi byli książęta, którzy potrafili z łatwością zabić pluton żołnierzy. Jedną gołą ręką tylko wymachując na różne strony i wypowiadając przeróżne zaklęcia. Było ich dwudziestu trzech, a samych demonów siedemdziesięciu dwóch. Reszta to tylko mieszańce, żywiące się ludzką krwią. Bez tego nie przeżyliby ani dnia, ani godziny. Kilkaset lat temu dochodziło do wielu wojen pomiędzy piekłem, a niebem. Wielu umarło jak i przeżyło.

Ludzie stawali się coraz gorsi, zabijając siebie nawzajem. Bronią czy gołymi rękoma. Diabeł panował wszędzie. Do tej pory tak jest i nadal będzie. Niektórzy dla zabawy przyzywali to czego nie powinni. Szatana we własnej osobie, aby oddać swą duszę w zamian za spełnienie ich życzeń. Głupota nie zna granic. To nie jest miłe uczucie dla istoty żywej. Rozdzierając światłość od ciała. Ten przeraźliwy ból, ten kojący słuch, krzyk. Później obezwładnione ciało leżące na podłożu. Wtem zło dobiera się do skóry, rozcinając malutkimi kłami, gdzie znajduje się żyła. Wypija krew powoli, napawając się tym aromatem, tym smakiem. Nie trwa to zbyt długo. Po dokonaniu aktu rzuca je w głąb ciemności. Jego życie się przedłuża. Nieśmiertelność. Nudna, bezdenna i wielka. Niemożna sobie tego wyobrazić. Trzeba to poczuć i doświadczyć.

Stał na bezdrożu pomiędzy portalem życia i śmierci. Dusza utracona, ciało zachowane. Nie miłe uczucie płynące z samego serca, które przestało bić. Prawą, umięśnioną rękę przybliżył do swej twarzy po czym pogładził się po policzku, sprawdzając swój stan. Przerażenie pojawiło się w jego oczach. Zaczął się trząść. Popatrzał na otaczającą go mgłę, która próbowała rozerwać małe komórki. Później pojawienie się mdłości. Powoli staczał się w grzech, który ciążył na nim. Przetwarzał się w taką samą konsystencję jak wokół niego. Obraz mu się zmywał, nie potrafił dostrzec żadnego detalu. Nadzieja opuściła , szczęście też. Tak pragnął przywołać sługę demona, że zapomniał o kontrakcie, który musiał z nim zawrzeć. Zabicie wroga od lat. Sam nie mógł tego zrobić. Chciał aby tę robotę załatwił ktoś inny. Bez skrupułów czy jakiegokolwiek zawahania. Satysfakcja z tego uczynku była przeogromna. Pusty śmiech jak na szaleńca przystało. Ten widok wbicia pazurów czy zębów na jego ciele. Okrzyki cierpienia czy bólu. W umyśle przetwarzał mu się obraz z całego życia. Od narodzin po koniec. Czy tak miał skończyć? Przez swe istnienie nie zrobił nic z czego byłby, aż tak zadowolony jak zabicie swojego przyjaciela. Jedynego i najprawdziwszego, który pomagał w kłopotach. Nagle usłyszał czyjś głos. Nieznany.
-Chcesz żyć? - zapytał.
-Jakie głupie pytanie! Oczywiście, że chcę żyć! - krzyknął z donośnym głosem. Nie znał ów przemawiającej do niego osoby. Jednak jeśli chciał coś zrobić, musiał jej uwierzyć. Zerwał się wiatr. Portal ciemności rozszerzył się na kilka merów. Chłopak o czarnych jak węgiel włosach wpadł w wir. Oczy zamknęły się. Stracił przytomność.

Spał długo rozłożony na kamiennym podłożu przed radą. Wszyscy wpatrywali się z wielkim zaciekawieniem na przybysza. Wyglądali jak ludzie, jednak ich naturalna postać była o wiele paskudniejsza. Marmurowe, piękne posągi jak w muzeum.
-To on. - pokazał palcem ku niemu. Nie wiedział o co chodzi. Próbował złapać powietrze, jednak zaczął się krztusić. Zapomniał ,że już nie żył. Pomyślał, że stanął przed sądem ostatecznym w obliczu Boga. Największy z nich westchnął. Jak błyskawica pojawił się tuż za nim. Powąchał go po czym oblizał się na myśl o tak dobrej, straconej duszy.
-Jak się nazywasz? - same pytania wokół niego. Przestraszony wstał po czym szybko pobiegł w kierunku dziwnych drzwi. Chciał uwolnić się od tego. Zasnąć i nigdy się nie obudzić. Demony podążały za nim wzrokiem.
-Boi się - powiedział jeden. Cisza, która panowała przeobraziła się w pusty śmiech. Taki jak on sam miał po morderstwie. Zaklął jakby to miało pomóc w rozwiązaniu tego nieszczęsnego problemu. Nagle zobaczył przed sobą różne znaki, przypominające litery na ścianie. Namalowane krwią, ludzką krwią. Przez zastygnięcie, po czarniały.
-Przeleciał go strach - teraz rozpoznał głos, który przemówił. Był to demon we własnej osobie, którego przywołał. - Mam jego duszę. On nie jest normalny. Posiada nadludzką aurę duchową, przez którą przyciąga same nieszczęścia. - po sali przeleciały fale zaskoczenia.
-Eligos.

Bał się całego zbiorowiska pełnego obrzydliwych istot, które przyprawiały go o mdłości. Zapach unoszący się w powietrzu ukoił jego nerwy. Rada wpatrywała się w człowieka jak na nowy eksperyment , o którym nic nie wiedzieli.
-Eligos? - zapytał Amon samego Króla Ciemności, który stał nad więźniem. Ten uniósł rękę ku górze. Nastała uboga cisza, denerwująco cicha. Chłopak tylko podsłuchiwał rozmowę czekając na mekkę, która miała niedługo nadejść. Miał męczyć się w cierpieniu, pełnym bólu. Bezradny ukląkł pod stopami mordercy. Hades z zamkniętymi powiekami wyglądał jakby długo się nad czymś zastanawiał.
-On żyje. - odpowiedział podenerwowany. Cisza zamieniła się w szepty pobratymców demona. Poczuł ogromny ból w okolicach skroni, który z minuty na minutę nasilał się coraz bardziej. Złapał się za nią po czym położył się na podłożu. Kamienie wbijały mu się w plecy. Znów przed oczyma pojawił się ten sam obraz co poprzednio. Całe życie przelatywało jak nic nieznaczący sen.
-Czytasz mu w myślach? - nie zauważył kiedy ten stwór położył swoje łapska na jego głowie. Nie chciał aby ktoś badał to, co kiedyś robił.
-Wiedziałem. - mruknął, a jego soczyste wargi ugięły się w lekki ług.
Źrenice chłopaka rozszerzyły się. Nie wiedział o czym myślał wróg. Pragnął ucieczki, która byłaby nadaremna, ponieważ prędzej czy później zabiliby go z premedytacją, rozdzierając kończyny. Powoli aby poczuł wielki ból tak mocny jak ludzie z lochów, którym robiono takie krzywdy. Nie mógł znieść tego, gdzie się znajdował. Czuł się osaczony. Wbijali w niego swój wzrok jakby miał zostać przekąską. Dłonie, które spoczywały na kamienistym podłożu, zaczęły mocniej drgać. Strach coraz bardziej ogarniał jego ciało. Chciało mu się płakać jak małemu dziecku, które szuka bezpieczeństwa, jednak nie dostaje je bo nie ma przy nim rodzicielki. Nie wiedział po co go tutaj przyprowadzono. Żałował tego co uczynił. Zabił własnego przyjaciela, który zawsze przy nim był. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Znali się od dziecka, tak jak ich rodzice. Nie miał rodzeństwa ani nikogo w kim mógłby mieć jakiekolwiek wsparcie. Czemu to zrobił? Zazdrościł wszystkiego co posiadał: kochającą się rodzinę, studia, pracę, dziewczynę i co najważniejsze - miłości. Tak bardzo jej potrzebował, że zgrzeszył przeciwko samemu Bogu, w którego wierzył.
-Nad czym się tak zastanawiasz? - spytał się Amon swojego byłego kontrahenta. Wybił go z pantałyku. Te napływające myśli i strach doprowadzały do szaleństwa.
-Zaraz otrzeźwieje. - wystawił swe zgrabne kły. - Przyprowadź jakiegoś śmiertelnika. Pokażemy naszemu gościowi co to znaczy prawdziwe przedstawienie.
-Tak jest, panie. - znikł za chmurą mgły, w której można było wyczuć zapach siarki. Tak mocnej i palącej w nozdrzach.

Na przeciwko niego stał dwugłowy cerber, owinięty ogromną kolczatką z cierniami po której płynęły strużki czerwonej cieczy. Podniósł głowę lekko ku górze aby zerknąć na upadłego anioła. Poczuł na policzku mokrą substancję, która nawilżyła jego skórę. Prawą, umięśnioną ręką pogładził się po nim. Zobaczył na palcach krew. Zdezorientowany głęboko wpatrywał się w martwe ciało, które znajdowało się tuż nad nim. Z oczu ukrzyżowanego spływały łzy. Krwawe Łzy. Twarz anioła bardzo posmutniała. Pierwszy raz widział coś takiego. Pospiesznie odgonił bestię po czym wszedł do lochów.

Serce przyspieszyło obroty i biło coraz szybciej. Adrenalina dawała w kość. Przed oczyma ukazał mu się człowiek. Śmiertelnik taki jak on sam, jednak bardziej wychudzony i wyniszczony. Podpuchnięte oczy, cały brudny i śmierdzący. Trząsł się gorzej od niego. Wiedział co go spotka. Umrze tak jak jego poprzednicy. W wielkich torturach i bólu, który satysfakcjonował demony.
-Dobrze. Zaczynajmy. - Hades powolnymi krokami zbliżał się ku niewolnikowi. Wbijał w niego swój porażający wzrok, który potrafił przebić człowieka na wylot. Był przerażony. Widać, że chciał uciec lecz wiedział o śmierci, która miała zaraz nadejść.
-Jak się nazywasz, człowieku? - ujął jego twarz w dłoni o długich na czarno pomalowanych paznokciach.
-Nick. - rzekł ledwo słyszalnie z powodu przemęczenia.
-Wiesz Nick...zaraz będziesz uczestniczył w przedstawieniu, które chcemy pokazać naszemu gościu. - nie odrywając od niego oczu, pokazał palcem na chłopaka. Zamknął powieki. Nie chciał patrzeć na to co zaraz miało nastąpić. Demony oddawały głośne okrzyki w ich rodowitym języku. Były takie dziwne. Przypominały odgłosy napalonego mężczyzny, który z podniecenia nie myśli o niczym innym. Próbował krzyknąć aby przestali, jednak głos uwiązł mu w gardle.
Pierwsze wbicie rękom w jego ciało. Pierwszy jęk bólu z jego strony. Tak okropny i przerażający. Zamknął powieki, a dłońmi zakrył uszy aby ten dźwięk do nich nie dotarł.
-Proszę...Błagam...Nie męcz mnie...Jeśli chcesz mnie zabić, zrób to od razu. - po policzkach spływały mu łzy. Z rany widocznej na brzuchu lała się strużka krwi. Z ust staruszka wydobyła się ślina, w której znajdowała się czerwona substancja. Wzrok robił się coraz bardziej pusty jakby nie było go już wśród żywych. Dusza odpływała do rzeczki. Grzebał w środku po czym złapał za jelito. Z premedytacją gniótł je w rytm bijącego jeszcze serca. Drugie wbicie było boleśniejsze. Kolejny krzyk tym razem bardziej piskliwy. Wtrafił w serce, które zakończyło swoje istnienie. Król Ciemności wyrwał je z ciała, a potem delikatnie obracał w palcach. Tamten człowiek już nie żył. Dwa ciosy. Martwy leżał na podłożu. Amon podszedł do niego. Wbił swe kły w szyję i powoli wypijał człowieczy sok. Miał taki metaliczny smak. Po sali rozległy się westchnienia rady. Najwyraźniej też pragnęli skosztować go.
Narząd więźnia włożył wprost do ust. Zębami rozgryzał je. Ciecz spływała po wargach. Zakończył posiłek w oka mgnieniu po czym oblizał się.
-I jak, podobało ci się przedstawienie, Shinrei? - znalazł się tuż za nim jak błyskawica. Kucnął , a swymi bladymi rękoma błądził po jego ciele. Próbował się oswobodzić. Nic to nie dało. Złapał za szyję chłopaka aby ten mógł spojrzeć w oczy demona.
-Popatrz tam. Tak kończą więźniowie znajdujący się w naszych lochach. - pokazał palcem w kierunku umarlaka. - Amon wrzuć ciało do pieca. Pobrudził mi scenę. - zebrani klaskali, widząc ich ulubiony spektakl.

Strach jakby opuścił umysł. Czuł pustkę. Stał pośrodku czarnej otchłani w swojej marnej wyobraźni. Przed nim znajdowało się lustro, a w nim odbicie jego samego. Mordercy. Podszedł bliżej. Jedną ręką dotknął szkła, a drugą swojej twarzy. Jeszcze młodej i nieskażonej.
-Chcesz siły? - usłyszał czyjś głos. Rozglądał się wokół aby oszukać źródła tego nieznajomego dźwięku, jednak z jednej strony to coś przypominało język demonów.
-Chcesz stać się niepokonany? - odwrócił się z powrotem ku lustrze. Teraz nie miał żadnych złudzeń. Odbicie przemawiało do niego. Znajdował się tam on, a za nim demon. Obleśny z łobuzerskim uśmiechem i wystawionymi na pokaz kłami.
-A mam inne wyjście, aby stąd uciec? - kolejny raz zrobił to czego nie powinien zrobić. Uwierzył w to co nie powinien uwierzyć. W moc demona.

Wstał na wcześniej ledwo stojących nogach. Grzywka z kruczoczarnych włosów opadła mu na twarz. Wyglądał jak inny on. Bardziej zdecydowany, a nie bojaźliwy. Opanowany z szatańskim uśmiechem. Wcześniej z tego strachu jego skóra była blada, a teraz przybrała opalonego koloru. Biła od niego dziwna aura energii. Takiej jak u prawdziwego demona. Wokół chłopaka pojawiła się czerwona poświata, a wraz z nią unoszący się w powietrzu zapach czystej siarki, która paliła swą ostrością. Shinrei odepchnął od siebie rękę Hadesa, który zaskoczony przegryzł dolną wargę. W pomieszczeniu znowu zapadła cisza. Wszyscy byli zdezorientowani tym, co teraz widzieli. Każdy kto sprzeciwił się panu, ginął natychmiastową śmiercią.
-Witam moich drogich współbratymców. - tęczówki zrobiły się krwiste jak u wampira, który jest żądzy krwi. W ciemności błyszczały jak dwa oszlifione diamenty. Rozpoznał ten głos. Myślał, że zabije śmiertelnika przed tym jak Eligos zaabsorbuje ciało chłopaka. Przeliczył się, a sam wróg wylazł na zewnątrz. Teraz nie będzie drogi ucieczki przed tym co miało nastąpić. Dawno nie czuł takiego niezdecydowania.
-Zapomnieliście o mnie? - zaśmiał się tak głośno, że ustawione na przeciw nich kieliszki, pękły z niewyobrażalnym hukiem.
-To ja wasz Eligos, a teraz...Dante. - machnął ręką w kierunku widowni. Ognista kula uderzyła z ogromnym impetem w trybuny, które rozstrzaskały się na drobny mak.
-Dopiero teraz rozpocznie się PRAWDZIWE przedstawienie - cicho szepnął sam do siebie.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -