Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Kici kici...

Łukasz Dybała

„Dzień kończył się powoli, a ja dopiero co skończyłem czytać ostatnie nudne artykuły portali internetowych o rzekomo nadciągającym i nieuniknionym końcu świata.
Kończąc gorzką herbatę, zastanawiałem się… Jeśli świat się skończy, to w jaki sposób? Po chwili, wychyliwszy łyk herbaty, coś mnie uderzyło. Dotarło do mnie, że dwie łyżeczki cukru zupełnie wyparowały w powietrze pod wpływem ciepła, przez co w ogóle nie czułem przyjemności z picia mojego ulubionego ciepłego napoju. Gorzka herbata może i jest dobra. Ale dla chorego. Ja czułem się wręcz wspaniale. Za wspaniale.
Mogłem narzekać tylko na podwyższony stan pobudzenia mojego organizmu. Była godzina druga pięćdziesiąt siedem, z tego co mówił mi zegar z Marilyn Monroe, a ja nie czułem żadnego zmęczenia chociażby w najmniejszym stopniu. Leżałem w łóżku, wpatrując się w biały sufit, podczas gdy moja narzeczona leżała obok i smacznie spała. Od czasu do czasu zdarzyło się jej słodko chrapnąć oraz przytulić mnie trochę mocniej.
Nie czułem, żeby moje powieki mimowolnie się zamykały. Zamiast tego, byłem zmuszony słuchać nieznośnej ciszy ciemnego pokoju. Zza okien, do pokoju wpadało słabe światło latarni, oświetlając mi twarz.
Moje zdenerwowanie zaistniałą sytuacją potęgowały odgłosy dwóch zegarów ściennych. Jeden znajdował się w naszej – właściwie, w jej sypialni – a drugi w kuchni. Oba zegary tykały równo, ale na zmianę. To sprawiało wrażenie, że czas denerwująco przyspieszał.
Jak na złość, kot cały czas miauczał. Myślałem, że chce wejść do pokoju, więc co jakiś czas podnosiłem się z łóżka i uchylałem drzwi. Czasem wchodził, a czasem miał kaprys, aby jednak nie wchodzić. Strasznie mnie to denerwowało, co, myślę, było celem przebrzydłego zwierzaka. Później, wnioskuję, siedział już cały czas w kuchni, bo przestał się dobijać.
W pewnej chwili nieustannego pobudzenia i bezsenności usłyszałem, że zegar w kuchni przestał tykać. Zamiast tego, stukało coś innego. Na początku nie wiedziałem co to może być. Przez kilkanaście lub kilkadziesiąt minut nasłuchiwałem w celu wychwycenia ewentualnych zmian rytmu uderzeń. Po jakimś czasie usłyszałem ciche miauczenie. Odgłosy wydawane przez kota jednostajnie wzbierało. Ciche miauczenie w ciągu kilkunastu sekund stawało się coraz głośniejsze. Po osiągnięciu pewnego już, dobrze słyszalnego poziomu głośności, miauczenie utrzymywało się w takim zakresie. Zauważyłem, że kot nadaje tak głośno, że mógłby obudzić moją partnerkę. Nie byłoby to dobre, ponieważ ostatnio nie miała możliwości wysypiania się. Tak to jest, gdy jest się asystentką na renomowanej i cenionej uczelni. Pomyślałem, że kotu chce się pić, więc czemu moja przemęczona partnerka miałaby wstawać, gdy ja – chwilowo, mam nadzieję, cierpiący na bezsenność – mógłbym to zrobić.”
Skończywszy pisać ostatnie słowa dziennika, ubrany w białą koszulkę i kraciaste bokserki, chłopak bez pośpiechu rozpoczął wstawanie z łóżka. Jego ruchy były powolne i ślamazarne, a zanim wygramolił się spod kołdry i koca, minęła minuta, może dwie. Dopiero wtedy poczuł zmęczenie. Uśmiechnął się na myśl o tym, że za prawie pięć minut położy się i, ułożywszy głowę na poduszce obok kochanki, pogrąży się w głębokim i zasłużonym śnie. Jego oczy z wolna się zamykały, a on sam mozolnie człapał stopami w stronę kuchni.
Wokół niego, jak i w całym mieszkaniu, panował perłowoczarny mrok. W połowie drogi do kuchni, miauczenie kota ustało, ale coś wciąż pukało. Mężczyzna miał wrażenie, że coś lub ktoś puka palcem o powieszone na kamiennych ścianach kuchni drewniane drzwi półek, które służyły za przechowalnię naczyń, przypraw i multum garnków, każdy do innej zupy czy potrawy.
Stanąwszy w progu dzielącym przedpokój i kuchnię, poczuł nagły i straszliwy chłód, który w mgnieniu oka przeszedł i sparaliżował jego ciało. Momentalnie wybałuszył oczy, a jego źrenice gwałtownie się zwężyły. Cała kuchnia była pokryta nieregularnymi plamkami i agresywnymi muśnięciami ciemnoczerwonej, gęstej i lepkiej mazi, która w ciemności przypominała krew.
Szybko zapalił światło i ujrzał obraz, rodem z powieści grozy lub horrorów klasy B. Całe pomieszczenie, cztery metry na pięć, było wysmarowane krwią. Krew była wszędzie – na ścianach, podłodze, szafkach, w zlewie, zwisała z sufitu. W niektórych miejscach plamy krwi miały kształt dłoni. Zupełnie tak, jakby ktoś zamoczył dłoń w gorącej jeszcze wtedy krwi, po czym przycisnął rękę do ściany z całej siły.
Próbował krzyknąć, ale poczuł, że, mimo otwartych ust i prób wypuszczenia powietrza z płuc z siłą bomby atomowej, jego krtań zablokowała się. Nie pozostało mu nic, poza niemym, głuchym krzykiem, wypełniającym i rozsadzającym jego głowę od środka. Nie mógł z siebie wydać, ani jednego nędznego dźwięku. Czuł, że stracił głos. Był kompletnie przerażony, a po jego policzkach spływały łzy nieszczęścia i strachu.
Odwróciwszy głowę o kilka stopni w lewo, ujrzał siedzącego kota. Nie było to jednak ten sam kot, którego posiadała jego narzeczona. Ten był mniejszy, a także miał krótszą sierść, kilkumilimetrową i czarną jak smoła. Jego wytrzeszczone oczy wpatrywały się w chłopaka. W demonicznych oczach kota, chłopak nie ujrzał nic poza bezdenną, czarną przepaścią prosto w nieznane i prawdopodobnie najgorsze męczarnie i płacz, które nie śniły się nawet Crowleyowi.
Nagle kot, po kilkuminutowym bezruchu i zawieszeniu ślepi na zapłakanych i przerażonych oczach chłopaka, mrugnął, po czym światło w kuchennej żarówce zaczęło nieregularnie migać.
Chłopak zaczął wirować wokół własnej osi, nie wiedząc w jakim celu. Próbował zamykać oczy, aby nie patrzeć na to, co działo się wokół niego oraz trzeć je, mając nadzieję, że to tylko kolejny koszmar, który skończy się już za chwilę. Chwilę, która jednak z każdą sekundą przeciągała się w coraz dłuższą, nieznośną nieskończoność. Gdy się tak kręcił, kot, za każdym mrugnięciem chłopaka, był w innym miejscu kuchni. Nie ważne, że znalezienie się tam było z fizycznego i racjonalnego punktu widzenia niemożliwe. Jednak za każdym razem kot wytrzeszczał na niego oczy i nie przestawał migotać, co współgrało z miganiem światła.
W pewnym momencie, całkowicie zrozpaczony chłopak, porzuciwszy już nadzieję, że jest to tylko zły sen, złośliwy koszmar, który podsunęła mu podświadomość w celu jakiegoś żartu, zatrzymał się w tym samym miejscu, w którym stał na początku.
Światło w kuchni było zapalone, ale pomieszczenie było czyste. Zupełnie jakby przed chwilą sprzątała tu sprzątaczka z najlepszego hotelu na świecie. Nie widział żadnego, nawet najmniejszego śladu krwi lub przeklętego kota. Odetchnął z ulgą i poczuł, że odzyskał władzę nad ciałem. Wziął kilka porządnych, głębokich wdechów i wydechów. Przez cały czas się uśmiechał i w myślach dziękował losowi za to, że to okropne wydarzenie dobiegło końca.
Szczęśliwy chłopak zapragnął spojrzeć pod swoje nogi. Gdy głowa i wzrok zmierzały ku podłodze, nieumyślnie mrugnął.
W tejże chwili powrócił cały poprzedni obraz – kot tym razem siedział przed nim, przed jego stopami i wpatrywał w niego swoje czarne, szatańskie ślepia. Miauknąwszy, mrugnął smolistymi perłami, po czym światło znowu zaczęło wariować, tym razem szybciej, gwałtowniej i bardziej chaotycznie. Po sekundzie światło ostatecznie zgasło, pogrążając obecnych w żrącej wszystko ciemności. Chłopak głośno i donośnie krzyknął…



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -