Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Nowe włosy Pauliny (fragment)

Dariusz Kick

Przez przeszklone drzwi wychodzące na ogród sączyła się szarość poranka. Paulina wzięła kubek gorącego kakao i stanęła przy nich obserwując jak wiatr na zewnątrz szarpie tujami i cyprysami. Ogród zdążył się już okryć białym całunem śniegu, który rozpaczliwie czepiał się wszystkiego. Ponury krajobraz wywołał na jej ciele nieprzyjemne dreszcze, chociaż w domu było ciepło. Kupili ten dom z Michałem zaledwie tydzień wcześniej. Wciąż jeszcze nie zdążyli się rozpakować i umeblować po swojemu. Podniecenie z posiadania wiekowej willi jeszcze z nich nie opadło. Dom pomimo swoich stu lat wciąż prezentował się wspaniale, stojąc dumnie pośród starych rozłożystych drzew okalających parcelę. Michał narzekał czasami, że dom jest nieco ponury, że brakuje w nim światła. Tłumaczyła mu, że to przez zimę. Słońce nie miało szans przebić się przez ołowiane niebo, które rozczapierzyło się nad miastem kilka tygodni temu. Nienawidziła zimy. Nigdy nie potrafiła zrozumieć ludzi, którzy potrafili się zachwycać tą ponurą i zimną porą roku. Nie mówiąc już o uprawianiu sportów zimowych.
Nagle zadrżała ziemia. Tąpnięcie było na tyle mocne, że zadrżały talerze włożone do suszarki. Paulina przestraszyła się. Usłyszała jakiś trzask dobiegający gdzieś z piwnicy. Wszystko trwało jakieś trzydzieści sekund. Postanowiła sprawdzić, co się stało. Piwnica była duża i zaniedbana. Było w niej zdecydowanie chłodniej. Gołe żarówki zwisające z sufitu rzucały żółtawą poświatę, zbyt słabą żeby w całości rozproszyć panujące tam ciemności. Mimo wszystko cienie umknęły chowając się po licznych zakamarkach. Piwnica pełna była starych mebli, kurzu i pajęczyn. Wiedziała, że trudno będzie jej odnaleźć źródło hałasu, ale wnętrze zaciekawiło ją. Weszła głębiej aż dotarła do kolejnych drzwi. Pchnęła je nieznacznie. Znalazła się w kwadratowym pomieszczeniu z gołą ziemią zamiast betonowej wylewki. Rozejrzała się dookoła. W odróżnieniu od reszty piwnicy, ta część była całkowicie pusta. Dopiero po chwili dostrzegła nieznaczne pęknięcie tynku na ścianie po swojej lewej stronie. Na ziemi tuż pod ścianą leżał popękany kawałek betonu. Potrzebowała chwili, żeby w mdłym świetle żarówki odnaleźć ślad na ścianie, z którego musiała oderwać się ta dziwna część. Pochyliła się zainteresowana.
Było to coś w kształcie emblematu, może reliefu. Dostrzegła niezrozumiałe symbole i wijące się węże. Zastanowiło ją to, przecież w piwnicy nikt nie zdobi ścian w ten sposób. Przez jej plecy przebiegł dreszcz. Wiedziała, że to głupie, ale ten dziwaczny symbol wzbudził jej niepokój. Mogłaby przysiąc, że emanuje z niego jakaś niezrozumiała dla niej moc. Postanowiła złożyć elementy w jedną całość. Jednak, kiedy dotknęła dłonią jeden z betonowych kawałków, oparzyła się. Jęknęła z bólu i zaskoczenia. Poczuła się jakby dotknęła meduzy. Spojrzała na palce. Były zaczerwienione. Rozejrzała się spłoszona wokół siebie. Zaczynała się czuć nieswojo. Stanęła na wyprostowanych nogach. Serce wciąż biło jej przyspieszonym rytmem. Kiedy rzuciła okiem jeszcze raz na rozsypane w nieładzie kawałki dziwnego zdobienia, przez jej głowę przemknęła szalona myśl, że to, co miała u swoich stóp, jest czymś w rodzaju pieczęci. Ostrożnie przeniosła wzrok na ścianę. Wydało jej się, że chłód stał się nie do zniesienia. Z jej usta wydobywała się para. Wpatrywała się w pionową szczelinę powstałą w ścianie. Mogła mieć jakieś czterdzieści centymetrów, ale nie była głęboka.
Otynkowana ściana wyglądała zupełnie zwyczajnie jednak, jeśli faktycznie znajdowała się na niej pieczęć, to, jaką mroczną tajemnicę mogła skrywać? Zastanawiała się, czując jak jej nerwy napinają się nie do zniesienia. Nie chciała już dłużej tam być. Odwróciła się i wyszła przyspieszonym krokiem. Nie chciała biec, ponieważ wiedziała, że to tylko spotęgowałoby jej rodzący się lęk. Kiedy zamknęła za sobą drzwi piwnicy i poczuła przyjemne ciepło domu, uspokoiła się. Mimo to, nie potrafiła pozbyć się natrętnych myśli o dziwnym symbolu i chłodnej, pełnej pełzających cieni piwnicy. Żałowała, że Michał wyszedł już do pracy. Potrzebowała czyjegoś towarzystwa. Włączyła telewizor i przywołała Stokrotkę. Kotka wskoczyła jej na kolana i zwinęła się w kłębek mrucząc przyjemnie. Po dłuższym czasie Paulina wyrzucała sobie swoją wybujałą fantazję. Śmiała się sama z siebie, że wystraszyła się głupiej piwnicy i kawałka potłuczonego betonu. Pod koniec dnia mogłaby nawet wmówić sobie, że to tylko się jej przyśniło gdyby nie drobny fakt. Malutkie pęcherze na opuszkach dwóch palców.


2

Dochodziła szósta rano, kiedy Michał obudził się zlany potem, zdyszany i zmęczony, jakby nie przespał całej nocy. Paulina spała tuż, obok więc wymknął się z sypialni, żeby jej nie obudzić. Ostre światło w łazience sprawiło mu niemal fizyczny ból. Ogolił się wciąż jeszcze drżącą ręką. Kiedy siedział w kuchni popijając gorącą kawę, wrócił myślami do sennego koszmaru, który męczył go całą noc. Tak mu się przynajmniej wydawało. Gdzieś kiedyś czytał, że człowiek w ciągu nocy śni wiele snów, ale zawsze pamięta się ten ostatni. Szczerze w to wątpił. Poranek był ponury i szary jak wszystkie poprzednie w ostatnich tygodniach. Kiedy grzanki wyskoczyły z tostera, niemal podskoczył. Był zły na siebie, że reaguje tak histerycznie. Był również zły na Paulinę, że naopowiadała mu o ich piwnicy i tym, co tam znalazła. Czuł, że to przez jej historyjkę, miał same koszmary. Położył tosty na talerzu i zabrał się za śniadanie. Jego myśli bezwiednie uciekały do snu. Widział ich własną piwnicę. Choć jeszcze w niej nie był miał przeczucie, że przyśniła mu się dokładnie taka, jaka jest w rzeczywistości. Przede wszystkim odczuwał potworny chłód, który zdawał się przenikać go do szpiku kości. Rozchybotana żarówka pod sufitem sprawiała, że ściany zdawały się poruszać. Cienie zdawały się tańczyć wokół niego.
Przegryzł kawałek grzanki. Pamięta, że kiedy dostrzegł pęknięcie w ścianie poczuł strach. Nieuzasadniony, ale ściskający za gardło. Stał tam samotny, sparaliżowany strachem, wyczekując aż coś wypełznie ze szczeliny. I tak też się stało. Początkowo wyglądało to jak cienkie odnóża pająka wysuwające się z tajemniczego pęknięcia. Jednak po chwili dotarło do niego, że są to włosy. Czarne, ciemniejsze niż cienie znajdujące się wokół niego. Włosy wypełzały na całej długości pionowej skazy w ścianie. Było ich coraz więcej. Właśnie wtedy pomyślał, że wygląda to jak wielka koszmarna wagina. Żując grzankę poczuł wstyd, na samą myśl o tym. Później nagle w tym miejscu pojawiła się naga kobieta. Nie mógł dostrzec, czy była to Paulina. Rozkołysany cień ani na chwilę nie pozwalał dostrzec twarzy tajemniczej zjawy. Natomiast włosy natychmiast oplotły kobietę zachowującą się jak potulna ofiara jakiegoś obrzydliwego rytuału. Owinęły się wokół jej rąk, zakryły całą twarz. Przemknęły po jej brzuchu, nie zakrywając pełnych piersi. To samo stało się z jej nogami. Kobieca postać o ponętnych kształtach została przygwożdżona do ściany.
Michał pamiętał doskonale, że w tym momencie poczuł podniecenie. Jakkolwiek chore mu się to wydawało i bez względu jak bardzo wstydził się przed samym sobą. Patrząc na bezwolną uwięzioną ofiarę, poczuł erekcję. Wtedy włosy rozchyliły uda uwięzionej kobiety, unosząc je w powietrze. Ofiara zawisła tuż nad ziemią. Uwięziona włosami jakby znajdowała się w makabrycznym kokonie, czarnym i lśniącym, wprawionym w ruch przez złowrogi i obcy byt. Rozległy się szepty. Całe pomieszczenie odbijało echo zachęcających słów. Wejdź w nią. Michał pomimo strachu zbliżył się do kobiety. Czuł, że w jego żyłach płynie lód. Serce biło mu jak oszalałe. Jednak podniecenie zdawało się silniejsze. Po chwili, nawet nie wiedział jak do tego doszło, był już przy ofiarowanej mu przez diabelskie włosy, kobiecie. Wszedł w nią jednym silnym pchnięciem. Dostrzegł jak piersi jego kochanki uniosły się w głębokim oddechu. Nie zastanawiał się czy jest jej dobrze. Liczyła się tylko jego przyjemność. Zaczął poruszać biodrami wbijając się w nią zachłannie. Czuł, jaka jest w środku wilgotna i rozpalona. Miał wrażenie, że oszaleje z rozkoszy.
Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Coś, co zmroziło mu krew w żyłach. Włosy zaczęły wysysać z kobiety krew. Widział jak czerwona ciecz spływa po odsłoniętej szyi kobiety na jej nagie piersi. Włosy zachłannie chłeptały, wysysając z niej życie. Wysysając z niej wnętrzności. Kobieca postać kurczyła się i wiotczała a on nie potrafił przestać. Czuł narastające obrzydzenie, ale pragnienie osiągnięcia orgazmu było zdecydowanie silniejsze. Skóra kobiety wiotczała coraz mocniej. Ostatecznie udało mu się siłą woli oderwać od ofiary. Cofnął się kilka kroków nie odrywając oczu od makabrycznej sceny. Kobieta wyglądała niemal jak gumowa lalka, z której uszło powietrze. Z całą pewnością uszło z niej życie. Włosy zaczęły wciągać ją w wąską szczelinę. Z przerażeniem obserwował jak ludzki zewłok, który jeszcze przed chwilą był kobiecym ciałem został wciągnięty, może wessany do pęknięcia w ścianie. Pozostała tylko krwawa plama. Podniecenie znikło w jednej sekundzie. Pozostał tylko strach i obrzydzenie. Michał na samo wspomnienie czuł jak piecze go twarz. Ostatecznie uznał, że nie odpowiada za to, co mu się śni.
Niespodziewanie do kuchni zeszła Paulina. W przeciwieństwie do niego, wyglądała na wyspaną i odprężoną. Włożyła chleb do tostera i usiadła na przeciwko niego.
- Fatalnie wyglądasz skarbie. – Zauważyła przyglądając mu się z troską.
- Kiepsko spałem. – Michał nie miał najmniejszej ochoty dzielić się swoim koszmarem sennym z żoną. – Zresztą już jestem spóźniony do pracy. – Udał, że patrzy na zegarek, ale tak naprawdę chciał uciec z domu, czym prędzej. Czuł się tak jakby zdradził ją z jakąś obcą kobietą. Choć wiedział, że to idiotyczne, nie potrafił się pozbyć tego uczucia.
- Zaczekaj chwilę, chciałam porozmawiać. – Kiedy grzanki wyskoczyły z tostera, Michał po raz kolejny drgnął, na szczęście Paulina poszła po tosty i nie zauważyła tego.
- Coś się stało? – Chciał zapytać czy to coś związanego z jej wczorajszą historią o znalezisku w piwnicy, ale tego tematu również nie chciał poruszać, zbytnio wiązał się z jego snem.
- Pomyślałam, żeby przedłużyć sobie włosy. Co ty na to?
Michał poczuł się tak jakby ktoś ścisnął go za gardło. W jego głowie huczały jedynie słowa WŁOSY. Miał wrażenie, że krew spłynęła z jego ciała.
- Jak włosy... Co to znaczy?
- Skarbie, coś ty taki dziwny? Zwyczajnie, przedłużyć włosy.
- Wybacz, zaskoczyłaś mnie. Nie wydaje ci się to dziwne? Przedłużać włosy? – Najchętniej krzyknąłby, zabroniłby jej kategorycznie.
- No coś ty? Przecież to nic takiego. – Przyglądała mu się uważnie. – Czy na pewno dobrze się czujesz?
- Tak, jestem tylko trochę niewyspany. A skąd ten pomysł?
- Wiesz, że sama nie wiem? Tak mnie jakoś naszło. – Paulina zastanowiła się. – Nowy dom, nowe życie, wiesz... – Zawiesiła głos.
- Nowe włosy. – Dokończył za nią starając się ukryć jak bardzo jest roztrzęsiony.
- Coś w tym stylu. Podasz mi masło orzechowe?
- A zastanawiałaś się skąd oni je biorą? – Podsunął jej słoik z masłem.
- Niby, co? – Nie zrozumiała.
- No włosy! – Powiedział to głośniej niżby tego chciał. – Nie boisz się, że może jakiś ześwirowany przedsiębiorca pogrzebowy ucina je nieboszczykom i sprzedaje do zakładów fryzjerskich?
- Zwariowałeś? Że niby co, tacy łowcy skór tylko, że chodzi o włosy?
- No. – Wiedział, że brzmi to idiotycznie, ani śmiesznie ani strasznie. – Łowcy włosów, dokładnie. – Próbował się uśmiechnąć.
- Michał, czy ty próbujesz mi właśnie powiedzieć, że nie podoba ci się ten pomysł?
- Tak. – Wyrwał się bezmyślnie i natychmiast zaczął się z tego wycofywać. – Znaczy nie, kochanie. Przecież wiesz, że wspieram cię zawsze i we wszystkim. Jestem niewyspany i spóźniony, bredzę jak potłuczony.
- Czyli uważasz, że to dobry pomysł?
- Kotku, jestem przekonany, że będziesz wyglądać pięknie z nowymi włosami. Choć teraz też jesteś cudowna.
- No to leć już. – Uśmiechnęła się zadowolona.

Paulina odprowadziła Michała do garażu i wróciła do jadalni. Pomysł z przedłużeniem włosów i sen, którego niewyraźne wspomnienie wciąż jeszcze unosiło się nad jej głową sprawiły, że całkowicie zapomniała o delegacji męża. Zamoczyła grzankę w soku pomarańczowym i próbowała sobie przypomnieć swój niecodzienny sen. Kiedy obudziła się w zmiętej pościeli, czuła jednocześnie strach i podniecenie. Starała się skoncentrować z całych sił, ale ulotne wspomnienie rozmywało się przyprawiając ją o ból głowy. Każda kolejna próba powodowała jedynie rozdrażnienie. Wiedziała, że jeszcze nigdy nie podjęła żadnej decyzji pod wpływem impulsu. Po prostu czuła, że pomysł z włosami musiał się jakoś wiązać ze snem. Właściwie nie było to tle pomysł, co impuls. Jej rozmyślania przerwała Stokrotka, która zaczęła się łasić do jej łydki. Wiatr wył na tyłach domu. Paulina poczuła się nagle nieswojo. Poczęstowała Stokrotkę mlekiem i postanowiła wziąć prysznic.

Dwie godziny później była już w centrum. Chociaż było chłodno a śnieg zacinał w oczy, w centrum było tłoczno. Paulina szła przyspieszonym krokiem szła przed siebie aż w pewnym momencie coś kazało się jej zatrzymać. Uczucie to było tak silne, że niemal zakręciło się jej w głowie. Dopiero po chwili dostrzegła szyld wiszący nad przeciwległą bramą. Staromodna tabliczka tylko z pozoru wyglądała zwyczajnie.
Nad bramą na, przeciw której stała, dostrzegła szyld reklamujący zakład fryzjerski. Staromodna tabliczka wykonana była w stylu retro. Uczucie deja vu spłynęło na nią nieoczekiwanie. Przecież przechodziła tędy tysiące razy i nigdy jej tam nie było. A skoro nie było, nie mogła pojąć skąd uczucie jakby już to wszystko przeżyła? Po raz kolejny tego dnia jej myśli wróciły do snu. Stoczyła kolejną przegraną walkę z pamięcią, ale instynktownie wyczuwała, że to wszystko się wiąże z jej tajemniczym snem. Przez chwilę zastanawiała się czy przypadkiem nie traci rozumu. Może powinna znaleźć sobie pracę? Nagle ktoś trącił ją barkiem. Mężczyzna nawet nie zwrócił na nią uwagi, za to Paulina otrząsnęła się. Spojrzała w bramę. Była obskurna i nieprzyjemna, ale wiedziała już, że musi to sprawdzić.
Zrobiła kilka kroków przed siebie. Szare niebo nie przepuszczało zbyt wiele światła od samego rana, ale w bramie poczuła jakby się zanurzyła w brudnym, lepkim mroku. W nozdrza uderzył ją zapach uryny i stęchlizny. Zapach zaniedbanej kamienicy. Stawiała ostrożnie kroki a mimo to kopnęła coś, co z zaskakująco głośnym brzękiem potoczyło się uderzając w ścianę. Musiała dobrze wytężyć wzrok, żeby dostrzec pustą puszkę po piwie. Była mniej więcej w połowie drogi, kiedy zaniepokojona odwróciła się w stronę skąd przyszła. Odniosła wrażenie, że odgłosy miasta ucichły w sposób wręcz nienaturalny. Postanowiła przyspieszyć kroku. Kiedy stanęła w podwórzu, zrobiło się nieco widniej, choć wciąż szaro. Nieduży placyk wyłożony kocimi łbami, częściowo przykryty był śniegiem. Z każdej strony wyrastały wysokie na cztery piętra ściany ze sczerniałej cegły. Miała wrażenie, że ściany niepokojąco nachylają się czyniąc podwórze klaustrofobicznym i przytłaczającym miejscem. Nawet wiatr zdawał się omijać to miejsce. Nagle gdzieś nad jej głową trzasnęło okno, wyrywając ją z zadumy. Dopiero wtedy dostrzegła, że w lewym rogu tego ślepego zaułka znajduje się ów zakład fryzjerski. Z witryny sączyło się ciepłe światło kontrastujące z szarością otoczenia.
Ruszyła w tamtą stronę a stukot jej obcasów niósł się echem, ulatując gdzieś ponad jej głową. Kiedy zatrzymała się przy drzwiach i miała już sięgnąć do klamki, poczuła się tak, jakby ktoś ją obserwował. Wokół panowała cisza, rozejrzała się na wszystkie strony i wtedy ją zauważyła. W jednym z okien na parterze dostrzegła starą cygankę. Paulina przestraszyła się. Kobiecina wpatrywała się w nią, choć jej oczy przesłonięte były bielmem. Niewidoma cyganka nawet nie drgnęła, obserwując ją mimo swojej ślepoty. Paulina poczuła jak ciarki przebiegły jej po plecach. Cyganka wyglądała niemal jak manekin. I nagle nieoczekiwanie, kobieta przyłożyła swoją wykrzywioną artretyzmem dłoń i zaczęła kreślić jakiś znak na szybie. Paulina przełknęła głośno ślinę. Ta staruszka ją przerażała. Wszystko to trwało sekundy, choć jej wydawało się, że stoi tam dłuższą chwilę. Nagle kobieta wycelowała chudy, szponiasty palec prosto w nią i stuknęła nim o szybę. Paulina cofnęła się w stronę drzwi zakładu jakby w obawie, że staruszka ją dosięgnie. Wreszcie odwróciła się i pchnęła drzwi.
Kiedy niemal wpadła do środka z mocno bijącym sercem, nad jej głową rozdźwięczał się malutki mosiężny dzwoneczek. Nie zwróciła na niego uwagi i zamknęła drzwi za sobą. W środku poczuła przyjemne ciepło, które otuliło ją jak ciepły puszysty koc. Do jej uszu dobiegała muzyka. To był Benny Goodman. Była zaskoczona, prawie nikt już nie puszcza takiej muzyki. Nie mogła dostrzec źródła muzyki, ale brzmienie przywodziło na myśl stary zużyty gramofon. Dopiero później rozejrzała się po wnętrzu. Ktokolwiek był właścicielem tego zakładu, musiał włożyć w to miejsce sporo serca i pieniędzy, pomyślała. Niedawny strach przed starą cyganką ulatywał z niej pod wpływem tego osobliwego miejsca. Ściany zdobiły papierowe tapety ozdobione kwiecistymi wzorami, była przekonana, że ręcznie wykonanymi. Na ścianach wisiało mnóstwo czarnobiałych zdjęć gwiazd kina i teatru z lad dwudziestych, poprzedniego stulecia. Paulina zapomniała niemal całkowicie o niewidomej kobiecie. To miejsce było niezwykłe.
Jej uwagę zwróciły pełne oszczędnej elegancji hebanowe meble. W szczególności przepiękny palisandrowy sekretarzyk. Politura była tak lśniąca, że mogłaby się przeglądać. Podeszła do jednego z dwóch masywnych foteli przeznaczonych dla klientek. Nie mogła się powstrzymać. Ostrożnie musnęła opuszkiem palca delikatne obicie w czarnobiałe pasy. Zauważyła narzędzia ułożone równo tuż pod ogromnym lustrem. Ręcznie zdobione, inkrustowane kością słoniową i lśniącymi kamieniami bardziej pasowały na muzealne eksponaty. Czuła, że ogarnia ją atmosfera niesamowitości, jakby wszystko wokół było nierealne. Miała wrażenie, że oczy dawno zmarłych aktorek obserwowały każdy jej ruch. To był niesamowity zakład, który silnie na nią oddziaływał. Umeblowanie było tak sugestywne, że odniosła wrażenie jakby obcowała ze światem, który umarł, odszedł bezpowrotnie. Jest odległą historią. Tutaj w jakiś niezwykły, tajemniczy sposób ożywiony. I jeszcze ten zapach unoszący się w powietrzu. Nieuchwytny, niedookreślony, ale obecny. Przez głowę przemknęła jej irracjonalna myśl, że tak musiał pachnieć tamten świat. Była niemal przekonana, że oddycha tym samym powietrzem, którym oddychały postaci ze zdjęć.
- Dzień dobry. – Padło tuż za jej plecami.
Paulina niemal podskoczyła przestraszona. Poczuła się jakby ktoś wylał na nią wiadro wrzącej wody, która natychmiast zamienia się w lód. Serce chciało połamać jej klatkę piersiową, tłukąc się niemiłosiernie. Odwróciła się szybko, szybciej niżby chciała. Robiła, co mogła, żeby ukryć drżące dłonie. Przed sobą miała kobietę równie tajemniczą i dziwną jak całe to miejsce. Nagle poczuła się, jakby ktoś przyłapał ją na czymś nieprzyzwoitym. Kobieta była wyższa od Pauliny, miała czarne lśniące włosy obcięte na chłopczycę z finezyjnie ułożoną falą. Oczy były równie czarne jak włosy. Kobieta miała dość mocny makijaż, który dodatkowo podkreślał jej kości policzkowe, czyniąc jej twarz jednocześnie surową i ponętną. Jej krwistoczerwone usta wykrzywiły się w nieznacznym uśmiechu. Reakcja Pauliny wydawała się ją bawić. Kobieta miała smukłą szyję ozdobioną koralami, które opadały na głęboko wycięty dekolt. Mimo szczupłej sylwetki, piersi wyraźnie rysowały się pod muślinową suknią o staromodnym fasonie z obniżoną talią. Kiedy Paulina opanowała już odrobinę emocje uznała, że kobieta nie jest ani ładna ani brzydka. Była po prostu niecodzienna. Emanowała jakąś niezwykłą charyzmą.
- Było otwarte, - odezwała się nie mogąc znieść ciszy i świdrującego, wręcz hipnotyzującego wzroku gospodyni. – Nigdy wcześniej nie widziałam tego... – Słowa wciąż jej się plątały w gardle.
- To oczywiste. – Odparła kobieta niskim głębokim głosem. – Ledwo otwarłam ten zakład.
- Świetna robota... – Paulina zrobiła gest dłonią wskazując całe pomieszczenie i była przekonana, że gdyby nie muzyka, słychać byłoby bicie jej serca.
- Dziękuję. – Kąciki ust kobiety powędrowały nieznacznie ku górze. – A Pani chciałaby...
Kobieta zamilkła przyglądając się Paulinie w ogromnym skupieniu. Po raz kolejny zapadła krępująca cisza. Paulina już miała otworzyć usta, żeby powiedzieć cokolwiek, przywrócić sobie, choć odrobinę pewności siebie, ale kobieta uciszyła ją błyskawicznie.
- Nie, niech Pani nie nic mówi, sama zgadnę. – Kobieta zmrużyła oczy w skupieniu, przykładając palce wskazujące do skroni a kiedy podniosła powieki Paulina miała wrażenie, że przeszyła ją wzrokiem na wylot. Aż przeszły ją ciarki – Pani w sprawie przedłużenia włosów?
- Skąd pani... jak? – Paulina była tak zaskoczona, że słowa nie mogły jej przejść przez gardło. – Jakim cudem Pani zgadła?
- Moja droga, - tajemniczy uśmiech błąkał się na ustach kobiety. – Zawsze staram się odgadywać potrzeby swoich klientek.
- Nieźle pani idzie. – Stwierdziła zaskoczona Paulina.
Po krótkiej chwili kobieta przedstawiła się, jako Gertruda. Oczywiście tak jak pomyślała Paulina, była właścicielką. Przeszły na Ty. Kobieta poprowadziła Paulinę do małego stoliczka. Zaproponowała coś do picia. Paulina wierciła się niespokojnie na krześle, ale Gertruda szybko zjawiła się z porcelanową zastawą. W powietrzu uniósł się zapach aromatycznej kawy. Chwilę prowadziły niezobowiązującą rozmowę. Za każdym razem, kiedy miała się do niej zwrócić per Ty, czuła jakiś wewnętrzny opór. Sama nie wiedziała, dlaczego. Ta kobieta górowała nad nią nie tylko wzrostem. Było w tym coś znacznie więcej. Paulina opowiedziała o dziwnej, przerażającej staruszce z okna. Na twarzy Gertrudy pojawił się cień, który błyskawicznie zniknął.
- To taka miejscowa wariatka, dewotka. – Puściła do niej oko. – Stara się mi utrudnić życie, ale co tam. Mam coś dla ciebie kochaniutka.
Właścicielka podeszła do sekretarzyka, który wcześniej zrobił takie wrażenie na Paulinie. Wysunęła szufladę wyłożoną purpurowym jedwabiem i wyjęła z niej podłużne zawiniątko. Paulina obserwowała ją ukradkiem. Właścicielka poruszała się z gracją, można by powiedzieć, uwodzicielsko. Wstyd walczył z rosnącą fascynacją. Gertruda roztaczała wokół siebie niezwykłą pełną erotyzmu aurę. Kobieta spojrzała na nią takim wzrokiem, jakby doskonale odczytywała jej myśli. A może na złodzieju czapka gore? Pomyślała speszona. Na stoliku wylądowały lśniące czarne włosy.
- Myślałaś może o zmianie koloru złociutka? – Gertruda zerknęła dyskretnie na Paulinę.
Paulina nie mogła oderwać wzroku od włosów, które leżały na blacie i skrzyły się w ciepłym świetle kinkietów. Głos Gertrudy docierał do niej jak przez gęstą mgłę. Włosy wzbudziły w niej niekontrolowaną fascynację. Wpatrywała się w nie z taką intensywnością, że wszystkie inne obrazy rozmywały się. Były tylko One. Niepewnie wysunęła dłoń, chciała ich dotknąć. Kiedy już miała to zrobić, włosy jakby drgnęły. Paulina spojrzała zaskoczona na Gertrudę. Nie była pewna czy to jej wyobraźnia czy może gra światła. Kobieta uśmiechnęła się zachęcająco. Po chwili ostrożnie, opuszkami palców przesunęła po nich. Jak aksamit, pomyślała zachwycona. Czuła w palcach delikatne mrowienie, jakby te włosy naładowane były energią. To było przyjemne uczucie. Sama nie była pewna czy to ona pieści włosy, czy było odwrotnie.
- Jakby żyły. – Szepnęła.
- Poczułaś to? – Ściszony głos Gertrudy zdradzał rosnące podniecenie. – Wygląda na to złociutka, że wybrały właśnie ciebie.
Paulina spojrzała na Gertrudę. Na jej twarzy dostrzegła wyraz uniesienia, podniecenie niemal zmieniło jej rysy twarzy. Wygładziło je nieznacznie czyniąc ją jeszcze bardziej eteryczną i fascynującą. Była taka kobieca. Paulina również to czuła. Miała wilgotne oczy. Ta chwila stała się niespodziewanie dla niej wyjątkowo intymna i ważna. Czuła, że spierzchły jej usta, zaschło w gardle. Jakby trawiła ją gorączka. Ich wzrok spotkał się ponad stolikiem. Patrzyły na siebie jak kochanki. Było w tym pożądanie. Paulina poczuła nagle, że stanowią jedność. Dla niej było to jednocześnie niepokojące i podniecające. Jak we śnie. I nagle doznała olśnienia. To, co tak bardzo chciała sobie przypomnieć od samego rana. Sen. Dziwna tabliczka z reklamą, obskurna brama i ten zakład fryzjerski. Przed jej oczami mknęły obrazy, jeden po drugim jak kadry z teledysku. Kochały się, w tym pomieszczeniu. Na tej podłodze. Paulina oblała się rumieńcem a Gertruda uśmiechnęła się do niej czule, jakby chciała powiedzieć, teraz już rozumiesz?
Wpatrywały się w siebie tak intensywnie, jakby pieściły się wzrokiem. Wizja jeszcze się nie skończyła. Leżała tuż obok tego stolika, była naga. Gertruda powoli muskała jej piersi trzymanym w dłoni kosmykiem włosów. Paulina potrząsnęła głową jakby broniąc się przed tymi migawkami. Gertruda uśmiechnęła się z pobłażaniem. Nie walcz z tym, w głowie Pauliny rozległ się szept Gertrudy. Kolejne obrazy przyniosły inną sytuację, w której to Gertruda siedzi w fotelu przed lustrem. Przed nią klęczy Paulina. Kobieta rozchyliła lubieżnie uda opierając nogi na oparciach fotela. Wpatrywała się we własne odbicie w lustrze. Skosztuj mnie, wkrótce będziemy tworzyć jedność.
Wszystko działo się tak szybko, że zakręciło się jej w głowie. Nagle tapety, zdjęcia i wszystko dookoła zawirowało. Poczuła się tak jakby ktoś upuścił z niej całą krew. Zrobiło jej się słabo. Zdążyła jeszcze kątem oka dostrzec jak kosmyk włosów pełznie po lśniącym blacie stolika w jej stronę. Świat zaczynał wirować. Włosy zsunęły się na podłogę, po czym owinęły wokół jej łydki. Niczym pełzający wąż, wiły się wokół nogi prosto pod jej sukienkę. To niemożliwe, krzyczała w myślach, to chore. Kiedy włosy musnęły jej udo rozchyliła nogi. Jakby wbrew sobie. Sama przyglądając się temu z przerażeniem. Nagle poczuła je w miejscu, do którego dotychczas dopuściła tylko Michała. Włosy przymilnie ocierały się o jej ciało, próbowały wedrzeć się pod majtki. Była wilgotna. To było takie podniecające.
- Zobaczysz, one odmienią twoje życie. – Szepnęła Gertruda tuż przed tym, kiedy Paulina straciła przytomność.

Obudziła się w sypialni. Była u siebie, choć nie miała pojęcia jak się tam znalazła. Sięgała pamięcią do wizyty w dziwnym zakładzie fryzjerskim Gertrudy. Jednak przebieg tego spotkania nie był dla niej jasny. Wspomnienia rozmywały się, przyprawiały ją o ból głowy. Uznała, że musiała zasłabnąć po powrocie do domu. Na dźwięk telefonu drgnęła. Była dziwnie niespokojna. Dzwonił Michał. Nie rozmawiali długo. Wymówiła się bólem głowy. Ale musiała przyznać, że zapomniała całkowicie, że Michała nie będzie przez cztery dni. Zeszła na dół. W salonie obserwowała jak śnieg bezgłośnie rozbija się na szybach. Było już ciemno. Wiatr skamlał nieprzyjemnie. Przeszył ją chłód, mimo, że kaloryfer, przy którym stała był ciepły. Wtedy dostrzegła swoje odbicie w szybie. Miała nowe włosy. Zupełnie o nich zapomniała.
Paulina otwarła oczy. Telewizor śnieżył i syczał wściekle. Rozejrzała się zaskoczona. Zasnęła na sofie w salonie. Nie pamiętała nic z tego wieczoru. Czuła tylko ból głowy. Zmieniła kanał. Trafiła na jakąś komedię romantyczną. Z trudem podniosła się i ruszyła do kuchni. Zaparzyła sobie herbatę i znalazła tabletki przeciwbólowe. Wróciła do salonu. Połknęła od razu dwie. Ból stawał się nie do zniesienia. Musiała się położyć. Telewizor był dla niej substytutem Michała. Wydawał jakieś dźwięki, wyświetlał obrazy. Był jak namiastka życia w pustym domu. Dawał irracjonalne poczucie kontaktu ze światem. Dodawał jej otuchy. Czuła się nieswojo. Nigdy nie mieszkała w domu. Teraz, kiedy została w nim sama i zbliżała się noc, czuła jak duży jest ich dom. Duży i ciemny. Stokrotka wskoczyła na sofę. Nigdy wcześniej nie pomyślałaby, że kot może sprawić, że poczuje się znacznie pewniej.
Lęk przylgnął do niej jak chłodne wilgotne prześcieradło. Głaskała kota próbując odsunąć od siebie ponure myśli. Ból głowy stawał się nie do zniesienia. Tabletki zdawały się nic nie pomagać. Z niepokojem zerkała kątem oka na czerń ziejącą z przedpokoju. Światło lampki nocnej ledwo docierało do wyjścia z salonu. Dalej panoszyła się tylko ciemność. Wtedy zaczęła się zastanawiać czy zamknęła drzwi. Nie miała pojęcia. Jednak strach paraliżował ją na samą myśl, żeby wejść do ciemnego przedpokoju. Wydawało się to ponad jej siły. Wyobraźnia jednak podsuwała wizję mordercy wchodzącego bez przeszkód. Czającego się z wielkim nożem gdzieś w najciemniejszym kącie domu. Ból pulsował coraz mocniej. Był jak dzikie wściekłe zwierze rosnące w jej głowie. Czuła jakby włosy wrastały jej w mózg.
Mnóstwo rąk wypełzło spod sofy. Białe jak kreda, kościste z połamanymi paznokciami. Próbowały złapać ją za włosy. Chciały wciągnąć ją pod sofę. Paulina oddychała ciężko szarpiąc się i starając wyrwać. Rąk przybywało. Były lodowato zimne. Trupie. W całym salonie dały się słyszeć szepty. Kakofonia dźwięków była niezrozumiała, ale czuła, że są wściekłe i podniecone. Poczuła smród gnijącego ludzkiego ciała. W chwili, kiedy blada jak kreda dłoń upiora złapała ją za twarz, Paulina zerwała się z krzykiem. Rozejrzała się po salonie. Była sama. Stokrotka stała na podłodze przyglądając się jej z zaciekawieniem. Telewizor znowu śnieżył. Czuła, że cała jest zlana potem. Jej serce jeszcze nie zwolniło. Ból głowy zelżał. Wtedy przypomniała sobie o drzwiach frontowych. Musiała pójść je sprawdzić.
Obudziła się w przedpokoju. Była połamana, wyczerpana. Za oknami szarzało, budził się nowy dzień. Paulina marzyła już tylko o tym, żeby wdrapać się na górę i położyć wygodnie w ciepłym łóżku. Wciąż czuła chłód. Zastanawiała się czy to kwestia ogrzewania, czy coś się z nią dzieje niedobrego. Może kaprys wycieńczonego organizmu? Chciała spać. Musiała tylko wejść na górę. Ruszyła powoli, wciąż kręciło jej się w głowie. Nogi się pod nią uginały. Jeszcze kilka kroków i już tylko schody będą mnie dzieliły od azylu, jakim była teraz dla niej sypialnia, myślała. Pokonanie schodów było ogromnym wysiłkiem. Na górze było ciemno, dzień był jeszcze za młody, żeby rozproszyć całkowicie mrok. Zdawało się jej, że usłyszała czyjś szept. Tylko zdawało? Jej mózg był zmęczony. Była przekonana, że usłyszała swoje imię. Szept powtórzył się. Nie walcz z tym. Słyszała już ten głos.
- Gertruda? – Zapytała.
Odpowiedziała jej cisza. Wtedy stwierdziła, że to wiatr. Gdzieś musi być przeciąg. Zaśmiała się. Śmiała się z samej siebie. Ten cholerny wiatr. Potrafi być taki zwodniczy. Do łóżka miała już kilka kroków. W końcu padła na pościel, nakryła się kołdrą. Chciała już tylko spać.
Kiedy się obudziła, dzień dogorywał za oknem. Dziwnie się czuła. Ból głowy ustąpił, ale coś było nie tak. Poszła do kuchni, uświadomiła sobie, że nie jadła od wczorajszego śniadania. Włożyła mrożoną pizzę do mikrofalówki i nagle poczuła okropną pustkę w głowie. Chwilę przyglądała się mikrofali bezradnie. Jak to się włącza? Cholera, co się ze mną dzieje? Tracąc cierpliwość wyjęła pizzę i cisnęła ją ze złością. Wyjęła z szafki butelkę wina i poszła na sofę do salonu. Stokrotka na jej widok zeskoczyła z sofy i cofnęła się.
- Dołączysz się? – Machnęła Stokrotce butelką Carlo Rossi.
Jednak Stokrotka prychnęła szczerząc malutkie białe ząbki. Paulina wzruszyła ramionami ignorując jej dziwne zachowanie, usiadła na sofie nalewając sobie wina. Zerknęła na puste opakowanie po tabletkach przeciwbólowych. Nie pamiętała, kiedy je wszystkie zużyła. Nie zastanawiając się nad tym, napiła się wina z butelki. Nagle uświadomiła sobie jak bardzo była spragniona. Potrzebowała więcej. Piła aż butelka pokazała dno. Dopiero wtedy odstawiła ją głośno na stół. W jednej chwili zakręciło jej się w głowie. Poczuła potworne nudności.
Wymiotowała prosto do muszli klozetowej. Czuła się tak jakby za chwilę miała umrzeć. Żołądek błyskawicznie został opróżniony, ale torsje nie ustały. Nie zwracała uwagi na nieprzyjemny zapach. Miała łzy w oczach. Jakaś niewidzialna siła wciąż szarpała jej żołądkiem, jakby miała go całego zwrócić. Czuła, że brak jej tchu. Zaczęła kaszleć i dusić się. Coś pojawiło się w jej gardle. Dławiła się, jęczała z bólu. Ale nie mogła się tego pozbyć. Wreszcie w akcie desperacji włożyła dłoń do gardła. Jej przełyk w proteście zaciskał się tak, jakby ją ktoś ścisnął za gardło. Poczuła coś. Jej ciałem wstrząsały spazmy, miała problem z oddychaniem. Złapała palcami to, co tam znalazła i pociągnęła. Przed oczami jej pociemniało. Dłonie wyjęła już na, zewnątrz ale coś, co ściskała w palcach, ciągnęło się w nieskończoność, drażniąc jej przełyk. Kiedy w końcu udało jej się pozbyć tego paskudztwa, spojrzała przez łzy. Nie widziała dobrze, to, co trzymała w dłoniach było czarne, lepkie i długie na kilkadziesiąt centymetrów. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby uświadomić sobie, że trzyma w dłoni obrzydliwy kosmyk włosów.
Paulina ocknęła się na podłodze w salonie z uczuciem chandry. Rozdrażnienie zwiększało się bez większego powodu. Sama nie mogła tego zrozumieć, ale poddawała się złości, która w niej rosła. Poszła do kuchni. Nie wiedziała, która jest godzina, ale w domu było widno, więc musiał być dzień. Nie zastanawiała się nad tym. Nalała do szklanki wody z kranu. Ledwie zdążyła przełknąć odrobinę, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Wyprostowała się zaskoczona. Co to? Nie mogła zrozumieć drażniącego dźwięku, który dobiegał gdzieś od frontu. Próbowała sobie przypomnieć, ile dni minęło, od kiedy Michał wyjechał na delegację. Michał? Nagle sobie uświadomiła jak bardzo mglistym pozostawał wspomnieniem. Czuła, że coś jest z nią nie w porządku. Jakby jej umysł rozpadał się. Tymczasem wściekły dźwięk dzwonka niemal rozrywał jej bębenki w uszach. Bez namysłu złapała duży kuchenny nóż leżący przy zlewie. Ruszyła w kierunku skąd dochodził dźwięk.
Przed domem stał starszy mężczyzna. Podglądała przez judasza. Dopiero po dłuższej chwili rozpoznała sąsiada. Jurejski mieszkał dwa domy dalej. Nigdy za nim nie przepadała. Jego stara twarz była wykrzywiona złością. Judasz zniekształcał ją czyniąc z niej groteskową maskę. Pomyślała wtedy, że ten człowiek niepotrzebnie zabiera tlen innym ludziom. Pomyślała sobie, że mogłaby go zabić. Otworzyć drzwi i zatopić nóż aż po rękojeść w tej starej rozwrzeszczanej gębie. Zacisnęła palce na rękojeści. Ta myśl wydała się jej świeża i pociągająca. Adrenalina zaczęła krążyć w jej żyłach. Czy ktoś zwróciłby na nich uwagę? Złapała palcami za klucz. Przekręć go i zarżnij starą świnię. Głos w jej głowie stawał się silny i nachalny. Nagle odgłos klaksonu wyrwał ją z tego dziwnego stanu. Ktoś trąbił na Jurejskiego, który blokował drogę. Sąsiad machnął wściekle w stronę drzwi i odszedł.
Kiedy Paulina odwróciła się plecami do drzwi zauważyła Stokrotkę. Kotka stała w oczekiwaniu jakby liczyła na to, że jej pani wypuści ją z mieszkania. Paulina wciąż jeszcze nie ochłonęła. Machnęła nogą na zwierzę jednak Stokrotka prychnęła i uderzyła ją wystawionymi pazurkami. Paulina zaklęła głośno.
- Ty mała zdziro! – Zwróciła się do Stokrotki.
Kotka czmychnęła w głąb mieszkania. Paulina trzymając nóż, ruszyła za nią.
- Kiiiici kici kiciiii... – Powtarzała a w jej głosie słychać było niepokojącą nutę.

Paulina ocknęła się w kuchni. Miała coś w ustach. Kiedy udało jej się to wypluć, dostrzegła, że był to kawałek mięsa z sierścią. Dopiero wtedy zauważyła, że jej twarz, piersi i brzuch są całe we krwi. Mdły zapach szarpnął jej żołądkiem. Na podłodze tuż obok leżała Stokrotka i zakrwawiony nóż. Zwierzę było strasznie okaleczone. Paulina zwymiotowała. Miała wrażenie, że się udusi własnym żołądkiem. Dopiero po dwóch godzinach była w stanie posprzątać po sobie. To, co zostało ze Stokrotki wylądowało w worku na śmieci razem z jej ubraniem. Paulina szorowała podłogę mopem jakby chciała zedrzeć kafelki. Chciało jej się płakać. Czuła się samotna i zagubiona. Zupełnie, jak kiedy była małą dziewczynką i zgubiła się na targowisku. Poszturchiwana przez dorosłych, którzy nie zwracali na nią uwagi. Nie wiedziała, dokąd powinna pójść i co zrobić. Miała wrażenie, że jej mózg popadał w jakąś przerażającą regresję. Uciekały jej całe godziny. Coś rozbijało jej psychikę. Jej osobowość była coraz bardziej okaleczona. Zapominała jak używać podstawowy sprzęt w domu. I nie pamiętała, kiedy ostatni raz jadła. Nie licząc... nie licząc Stokrotki. Żołądek znowu skurczył się boleśnie.
Nagle straciła kontrolę nad własnym ciałem. Jej wola była zbyt słaba, żeby zmusić nogę do kolejnego kroku. Jakby jej ciało ważyło kilkaset kilo. W kuchni nastąpiło głośne zwarcie, światło przygasło. Upadła na podłogę. Jej ciałem wstrząsały drgawki. Jakby dostała ataku padaczki. Z ust popłynęła spieniona krew. Czuła jak pochłania ją ciemność, ale wiedziała, że to nie światło zgasło. Po prostu coś wypierało ją z własnego ciała. Nie mogła już korzystać z własnych oczu. Nie była w stanie nic powiedzieć. Jej wspomnienia wyciekały gdzieś w nicość. Była zbyt zmęczona żeby walczyć. Chciała już tylko przestać być świadoma tego, co się z nią dzieje. Poddała się.

Osiedle domków jednorodzinnych tonęło w ciepłych pastelowych barwach, które sączyły się z rozwieszonych w ogrodach i na domach ledów. Michał obiecał sobie, że w przyszłym roku też kupi i oświetli swój ogród na święta. Kiedy podjechał pod swoją posesję, z głośników zaczęły wydobywać się trzaski jakby radio straciło zasięg. Wyłączył je i wjechał do garażu. Nie mógł się doczekać, kiedy zobaczy Paulinę. Dom skąpany był w ciemnościach. Jedyne światło jarzyło się ze świec, które rozstawione były na podłodze, co kilka kroków. Odstawił walizkę i zaskoczony podążył tym nietypowym śladem. Świeczki poprowadziły go w kierunku schodów a później prosto do ich sypialni.
Zatrzymał się w progu sypialni zdumiony. Pokój skąpany był w ciepłym, intymnym świetle świec, który było tam pełno. Płochliwe płomienie wprawiały w ruch cienie, które tańczyły na ścianach i suficie. Jego oczy w końcu zatrzymały się na Paulinie. Leżała w satynowej pościeli. Paliła papierosa, czego nigdy wcześniej nie widział. Umieszczony był w długim szklanym ustniku. Paulina prężyła się podniecona. Jej piersi zdawały się wylewać ze stanika. Miała na sobie nylonowe pończochy przypięte żabkami do fikuśnego pasa. Mocny makijaż i długie włosy sprawiły, że wyglądała jak inna, obca kobieta. Nie był pewny czy to wina oświetlenia, ale mógłby przysiądź, że była szczuplejsza. Podniosła się wypuszczając obłok dymu z ust. Wyglądała pięknie i seksownie. Nagle sobie uświadomił jak długo się już nie kochali.
Paulina zatrzymała się tuż przed nim zaciągając się i wypuszczając kłąb dymu prosto w jego twarz. Nie zakrztusił się, choć na chwilę stracił ją z oczu. Zanim ją dostrzegł poczuł jej wilgotny język na swoich ustach. Oblizała go jak zwierze liżące kość żeby po chwili ich usta złączyły się gwałtownie. Jego dłonie same zaczęły błądzić po jej ciele. Paulina rozbierała go z wprawą, o którą trudno ją było podejrzewać. Bordowy lakier na jej paznokciach kontrastował z bielą koszuli, którą złapała i szarpnęła w taki sposób, że guziki rozsypały się po pokoju. Wbiła paznokcie w jego pierś i powoli przesuwała je w dół. Nie przestawał jej całować przytrzymując ją mocno za włosy, jakby się bał, że będzie się opierać. Ale nie miała takiego zamiaru. Jej dłoń wprawnie rozpięła zamek i po chwili poczuł jej pieszczotę tam gdzie był najtwardszy. Pociągnęła go w stronę łóżka.
- Chodź tutaj. – Szepnęła.
Odłożyła papierosa do popielniczki. Stała bardzo blisko niego. Czuł jej oddech. Czuł jak masuje go dłonią. Drugą dłoń wsunęła w swoje majtki. Po chwili poczuł jej wilgotny palec na swoich ustach.
- Zobacz, co ze mną wyprawiasz. – Szepnęła mu do ucha. – Jestem cała mokra.
Poczuł jej zapach na palcu i to podnieciło go jeszcze bardziej. Ssał go zachłannie. Pchnął ją gwałtownie na łóżko. Leżąc na pościeli spojrzała na niego podniecona. Oboje oddychali głęboko. Paulina przekręciła się w pościeli opierając się o łóżko kolanami i rękami, tyłem do niego. Poruszyła biodrami odwracając się w jego stronę. Trudno było mu uwierzyć, że wygląda i zachowuje się zupełnie inaczej.
- Pieprz mnie skarbie.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -