Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Didaskaleinofobia

Sandra Gatt Osińska

Ciało trzęsło się w spazmach lęku, każda następna godzina wydawała się wiecznym cierpieniem. Zimno przenikało skórę, mimo lata panującego na dworze. Pozamykane szczelnie okna nie przepuszczały nawet dźwięku, lecz Veronica wyraźnie słyszała pusty śmiech, odbijający się echem od szarych ścian. Wysoki śmiech dziecka, który sprawiał innym radość, dziewczynie przynosił jedynie większy ból.
Patrzyła beznamiętnie w różę namalowaną na ścianie. Kwitnąca pięknie czerwonym blaskiem farby, wydawała się kusząca i delikatna. Wystarczyła sprawna dłoń i niesamowita wyobraźnia, by tchnąć w malunek trochę życia. Ile lat już minęło, kiedy jako mała dziewczynka namalowała owy kwiat? Była pełna nadziei, ambicji i marzeń. Wszystko wylało się wraz z goryczą, pozostawiając puste naczynie – bez życia.
Spojrzała niechętnie na zegarek stojący na szafce nocnej obok łóżka. Zbliżała się godzina siódma, czas nieubłaganie zmierzał do końca. Bała się wstać, każdy nowy dzień przynosił jedynie rozczarowanie i ból. Dziewczyna zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Żółć i kwaśne soki żołądkowe wylały się z niej cienkim strumieniem, podrażniając gardło i podniebienie. Nogi osunęły się na podłodze w lekkim rozkroku, ręce kurczowo trzymały muszlę klozetową w obawie przed upadkiem. Gdyby znów zemdlała i tak musiałaby iść do szkoły. Miała zbyt wiele problemów z nauką - ojczym nie pozwalał jej zostawać w domu.
Łzy mimowolnie spłynęły po policzkach, kolejna partia kwasów wylała się przez usta. Ból żołądka rozpierał ją od środka, od dawna cierpiała na nerwicę. Wytarła twarz dłonią, zakryła usta. Nikt nie mógł usłyszeć jej jęków, tłumiła je.
Ślizgając się na kafelkach i podpierając o lśniące ściany, podniosła się na nogi. Doczłapała się ciężkim krokiem do umywalki, umyła zmęczoną, ziemistą twarz. Przekrwione oczy, sińce pod oczami i blade usta – wyglądała bardziej jak karykatura śmierci, niż żywa, młoda nastolatka. Nie ukrywała już opłakanego wyglądu pod maską makijażu – wydawała mnóstwo pieniędzy na kosmetyki, które i tak spływały wraz ze łzami i potem.
Veronica założyła świeże ubrania, nie przejmowała się już dziurami w spodniach czy ubytkami w zdobieniach. Wsadziła rękę do kieszeni torby, sznur nadal tam był. Zatrzęsła się, wytarła szybko zaszklone oczy. Nie chciała iść tam całkowicie sama. Wiedziała, że za którymś razem nie wróci do domu. A co jeśli ten dzień właśnie nadszedł?

Nie przeszkadzało jej już zimno kafelków. Zobojętniała jej woda zmieszana z krwią, spływająca wraz ze łzami po policzkach. Mimo powybijanych palców ściskała dłonie w pięści. Konwulsje targały jej ciałem, z otwartych warg spływała stróżka śliny. Oddychała gwałtownie i płytko, łapczywie wciągała powietrze, jakby zaraz miało go zabraknąć. Rozszerzone oczy patrzyły szaleńczo przed siebie. Znieważona, wyczerpana – nie miała nawet siły założyć spodni. Dusił ją dym papierosów, w ciszy nadal pobrzmiewało echo śmiechu oprawców. Samotność sunęła ku niej niczym wąż, sycząc słodką kołysankę do ucha. Oplótł jej szyję, owinął się wokół talii, zaciskał.
Nie krzyczała. Wiedziała, że i tak nikt jej nie pomoże. Patologia towarzyszyła temu miejscu na co dzień, żaden nauczyciel nie potrafił jej stłumić. Ludzie przychodzą i odchodzą, czasem już nigdy nie wracają.
Źrenice powiększyły się jak w stanie upojenia, Veronica miała wrażenie, że pokochała ból. Sprawiał jej przyjemność, odkąd stał się codziennością. Czy to dlatego nie prosiła o pomoc? Naprawdę nikt nie dostrzegał tragedii tej zwykłej nastolatki? Próbowała poruszyć nogą, lecz otarcia krocza były zbyt głębokie. Nie miała siły się podnieść, wydawała z siebie stłumione jęki.
Kiedy to się zaczęło? Przyszła raz w zbyt krótkiej spódnicy pokazując zgrabne, niegdyś umięśnione nogi. Dlaczego tak łatwo się poddała? Myślała, że uda jej się pokochać i być kochaną. Lecz jak góra mięsa bez serca mogłaby stać się człowiekiem? Została zaszczuta przez swe płytkie marzenie, wręcz chwilę słabości.
Nie potrafiła się uratować, był zbyt silny. Zawsze grupą, jak stadne zwierzęta – atakowali ją, gdy trwała w samotności. Zaprzestała wychodzenia z domu, ukrywała się przed własnymi koszmarami. Nawet leki przestawały dawać jej upragniony sen.
Usłyszała kroki, dość spokojne i donośne. Zadrżała jeszcze bardziej, do oczu napłynęły świeże łzy. W szparze pod drzwiami kabiny ujrzała parę czarnych, wysokich szpilek. Drzwi łazienki otworzyły się gwałtownie, światło padło na wycieńczone ciało.
- Chodź, drogie dziecko. – Przybyszka odezwała się wysokim, kobiecym głosem.
Wyciągnęła rękę w stronę Veronici. Dziewczyna spojrzała na postać, lecz pod światło widziała jedynie ciemny kształt. Jęknęła cicho, zawahała się.
- Chodź. Pomogę Ci. – Klęknęła przed Veronicą, a drzwi zamknęły się za nią.
Była niesamowicie piękną kobietą. Czyste i lśniące włosy opadały na wąską klatkę piersiową, ostry zarys dużych piersi nawet nie drgnął – jakby nie oddychała. Skórę miała niesamowicie białą, jeszcze jaśniejszą niż dziewczyna. Veronica spróbowała się podnieść, lecz ręka nie była w stanie udźwignąć ciała. Niczym świeżo narodzony źrebak rozpaczliwie próbowała się podnieść, płakała głośno nie kryjąc łez.
Kobieta chwyciła dziewczynę w ramiona i przytuliła mocno do siebie. Veronica poczuła zapach zimy, tak srogi i przenikliwy jak mróz. Opadła na ramię przybyszki, wbiła paznokcie w jej nagie plecy. Kobieta zaczęła nucić jakąś smutną pieśń, kołysząc lekko ciałem dziewczyny. Trwały tak dość długo, dziewczyna poczuła ogromną nostalgię związaną z tą obcą osobą. Znała ją, pragnęła, pożądała jej dotyku.
- Chcę tego. – szepnęła Veronica, odsuwając się od postaci. – Nie pragnę niczego innego niż…
- Śmierci? – dokończyła kobieta.
Na jej ustach malował się szkarłatny uśmiech, oczy płonęły przenikliwym, inteligentnym błękitem. Veronica spojrzała niepewnie na kobietę. Ta uśmiechnęła się tajemniczo, jej dłoń coraz szybciej gładziła policzek dziewczyny. Oczy zaczęły się zamykać, bicie serca zwalniało z każdą chwilą. Kołysanka głośniej rozległa w pomieszczeniu, odbijając się echem od czterech ścian.

Głowa opadła bezwładnie, a ciało kołysało się powoli. Odrobina wiatru wpadła do pomieszczenia uchylając drzwi kabiny. Sznur oplatał szyję, a przekrwione oczy patrzyły w pustą przestrzeń. Wszystko było tak tragicznie ciche. Jedynie pisk szczura, który wyszedł z toalety, rozległ się echem. Żadnego krzyku, jęku, oddechu. Pozostały jedynie błogi uśmiech i ślady szkarłatnej szminki na bladym, zimnym policzku.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -