Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Nudzie

Angelika Stec

Nie bardzo wiem od czego zaczać, ale zacząć jakoś muszę. Może tak. Nazywam się Arek i nie spisuję swoich myśli bez powodu. Powód jest i to bardzo ważny. Postanowiłem o tym napisać w razie gdybym... gdybym nie przeżył, a raczej gdybym zapadł w stan Nudy. Choć dla mnie równoważy się to ze śmiercią. Jest rok 2118 a na Ziemi panuje anarchia. Stało się tak dzięki naukowcom z Oxfordu, a raczej dzięki jednemu z nich, który postanowił po kryjomu robić badania nad tzw. obiektem "Byt", po którym ludzie zapadają w stan Nudy. Nuda jest całkowitym otępieniem, ubezwłasnowolnieniem człowieka. Profesor Gytion zaczał wszczepiać ludziom surowicę ze zmutowanymi genami leniwca. Wcześniej do stworzenia surowicy użył krwi pandy. Taka kombinacja dawała bardzo szokujący efekt. Ludźmi, którzy zapadali w stan Nudy, bardzo łatwo można było kierować. Byli pozbawieni człowieczeństwa i zasad moralnych. Byli pozbawieni osobowości. Mogę porównać ich do chodzących manekinów z wbudowanym czujnikiem reagującym na głos profesora Gytiona. A był on szalony. Jego głos, jak i on sam, pomijając już fakt wynalezienia i testowania na ludziach tej dziwnej substancji. To jednak nie jest najgorsze. Profesor nie przewidział jednej rzeczy, a mianowicie tego, że substancja zmieni swój skład. A zaczęła zmieniać jakiś miesiąc po wszczepieniu. Ludzie a raczej Nudzie, jak od tamtej pory zaczęto ich nazywać, przestali się słuchać Gytiona. Nadal byli jednak utożsamiani z manekinami. Manekinami, które zaczęły się porozumiewać między sobą. Porozumiewali się telepatycznie,tworząc jakby jeden umysł. Nie byli oni jednak świadomi życia i człowieczeństwa. Chodzili brudni, obdarci. Nie mówili, lecz wydawali dziwne dźwięki podobne do pisku. Nudzi było około 2 tysięcy, chociaż profesor zastrzegał się, że nie stworzył więcej niż dwustu. Nie wydaje się to groźne, prawda? Ale jednak było i jest. Nudzie zaczeli być coraz bardziej agresywni. Na własne oczy widziałem jak dopadli i rozerwali na strzępy psa, a to był dopiero początek. Z każdym dniem stawali się coraz silniejsi i było ich coraz więcej. Obserwowałem ich, lecz nie mogłem odnaleźć w tym sensu. Zauważyłem, że chodzą oni stadami. Nigdy nie widziałem Nudzia, który by gdziekolwiek szedł lub cokolwiek robił sam. Trzymali się razem, nawet razem spali, ciasno ułożeni obok siebie. Tak wyglądał nasz świat, w którym trzeba było walczyć o każdą chwilę życia...o przetrwanie.
Miasta zostały zniszczone. Szaleńcy, którzy zapadli w stan zmutowanej Nudy, zrównywali z ziemią wszystko, co stanęło na ich drodze. Z dnia na dzień robiło się ich coraz więcej. Widziałem moją sąsiadkę, która zamieniła się w Nudzia. Chyba po raz pierwszy zacząłem żałować tych otępiałych ludzi. Z sąsiadką rozmawiałem zaledwie trzy dni temu i narzekała na lekkie bóle głowy. Nic poza tym. Nie wiedziałem jak to się dzieje.
W nowym świecie nie dało się normalnie żyć. Sklepy były zdemolowane lub pozamykane. Chociaż te drugie zdarzały się rzadziej. Wszędzie walały się poprzewracane drzewa, które blokowały ulice. Porzucone samochody utrudniały normalny przejad. Wszędzie jakieś przeszkody. Ludzie poruszali się pieszo i pod osłoną nocy. Łatwiej było przeżyć, zgubić Nudzi w mroku. Właśnie. Zauważyłem, że szaleńcy potrzebują bardzo mało snu. Spali może godzinę lub dwie na dobę. Wiem to, bo ich obserwowałem, ale zawsze z daleka.
W czasie mojej wędrówki poznałem Izę. Był to czysty przypadek,ale mimo to dobrze się złożyło. Dalej podróżowaliśmy razem. Chciałem dotrzeć do mojego rodzinnego miasta. Chciałem wiedzieć, czy moja rodzina żyje... czy nie są Nudziami. Pójście tam pieszo było jedynym rozwiązaniem, gdyż komórki nie działały. Nic nie działało.
Z Izą dogadywaliśmy się bardzo dobrze, chociaż była dużo młodsza ode mnie. Była w mieście na zakupach z ojcem. Za późno zauważyli co się dzieje i jej ojciec wdał się w bójkę z jednym z Nudziów. Iza opowiadała, że po tym już nigdy nie był taki sam. Zaczął chorować, coraz gorzej się czuł. W końcu pewnego wieczoru, gdy Iza się obudziła w kolejnym obskórnym motelu, w którym przyszło jej spać po drodze, zobaczyła, że ojciec nie żyje. Przepłakała pół nocy, w końcu jednak zmusiła się do dalszego marszu. Nie wiedziała dokąd zmierza, ale chciała odejść jak najdalej. Była przerażona i nie zbliżała się więcej do ciała ojca. Ja myślę, że była w szoku. Może nie powinienem, ale cieszę się, że była. Uratowało jej to życie.
Szedłem na północ, gdy usłyszałem krzyk. Zobaczyłem wysoką blondynkę i faceta, który zmierzał w jej stronę. To była właśnie Iza. Histeryzowała. Podbiegłem do niej. Najpierw zaczęła mnie okładać pięściami, w końcu jednak dała za wygraną. Zobaczyła, że jestem normalny. Facet, który się do niej zbliżał, szedł wolno, potykając się o własne nogi. Dziewczyna zdązyła tylko wydukać, że to jest jej ojciec. Nie widziałem w tym nic dziwnego, dopóki nie powiedziała mi, że on od wczoraj nie żyje. Coś mi tu nie pasowało. Nie miałem jednak zbyt wiele czasu na przemyślenia. Wziąłem Izę za rękę i pociągnąłem ją za sobą. Byle jak najdalej stąd.
Nie widzieliśmy więcej jej ojca. Myślę,że to dobrze. Iza uspokoiła się i zaczęła ze mną normalnie rozmawiać. Nadal chcieliśmy się wydostać z miasta. Maszerowaliśmy w nocy, w dzień spaliśmy. Trudno było znaleźć miejsce do którego Nudzie by nie weszli, ale dawaliśmy radę. Czasami pełniłem wartę, częściej po prostu spałem, gdyż byłem zbyt zmęczony. Ciągle nam się udawało, żyliśmy. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Do pewnego czasu...
Nie wiem. Chyba to była niedziela? Straciłem poczucie czasu. Właśnie szukaliśmy z Izą sklepu. Potrzebowaliśmy jedzenia i innych rzeczy. Pamiętam jak się cieszyliśmy, gdy zobaczyliśmy w oddali CPN. Dawno wyszliśmy już z miasta i długo szliśmy szosą przez las. Byliśmy wykończeni i spragnieni. Na moment straciliśmy czujność. Weszliśmy do CPN-u. Ja skierowałem się w stronę lodówek z napojami, Iza poszła w kierunku słodyczy. Właśnie brałem colę w rękę,gdy usłyszałem pisk. Odwróciłem się. Iza krzyczała i próbowała wyrwać się z objęć jakiegoś Nudzia. Był to wysoki,umięśniony Nudź. Jego twarz była cała w ranach. Był brzydki i brudny. Śmierdziało od niego niesamowicie. Zacząłem się zastanawiać,dlaczego wcześniej nie wyczułem tego zapachu. Otrząsnąłem się i ruszyłem Izie na pomoc. Nie była ona jednak potrzeba. Iza kopnęła Nudzia w krocze i szybko się od niego oddaliła. Chwyciłem ją za rękę i wybiegliśmy stamtąd.
Iza została podrapana przez szaleńca. Przez jej bawełnianą,szarą bluzkę sączyła się krew, wypływająca z rany na ramieniu. Zatamowaliśmy ją. Mijały dni a rana się nie goiła. Iza czuła się coraz gorzej. Narzekała na ból głowy. Nie wiedziałem co robić. Myślałem, że rana nie była odpowiednio odkażona i opatrzona, dlatego się nie goiła. Po tygodniu Iza umarła. Pamiętam jak pewnego wieczoru podszedłem do niej, by ją obudzić. Mieliśmy ruszać w dalszą drogę, a ona leżała, nie reagowała na mój głos ani dotyk. Nie żyła.
Wtedy myślałem, że nie żyje. Tak naprawdę zapadała w stan Nudy... Zostałem sam. Sam.
Idę dalej na północ. Jeśli to czytasz, wiedz, że mogę już nie być człowiekiem. Jeśli zobaczysz mnie i stwierdzisz, że jestem Nudziem, zabij mnie. Proszę !



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -