Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Ciocia

Maciej Szymczak

- Paweł, Paweł, PAWEŁ!!!
- ZARAZ! - wrzasnął wytrącony z równowagi mężczyzna. Od południa usiłuje się skoncentrować na swojej pracy a ta stara klępa skutecznie mu to uniemożliwia. Jutro mija termin, a on wciąż nie skończył grafik do swojej gry. Dla niej oczywiście to żadna praca, żadne uczciwie zajęcie. Gardziła nim i naśmiewała się z jego prac, nie rozumiała że to dla niego wielka szansa, możliwość zmiany swojego marnego życia. Życia na łasce u tej jędzy. Przeciągnął się na krześle, niechętnie wstając od komputera. Powolnym krokiem wspinał się po schodach do góry, do pokoju ze słodkawym zapachem starości, choroby i nieudolności. Wszedł zrezygnowany mając przed oczyma tęgą kobietę w białym czepcu na głowie. Leżała przykryta pod grubą kołdrą wbijając w niego swój pretensjonalny wzrok, ledwo widoczny zza grubych szkieł okularów.
- I co tam - zaczęła jadowicie - znowu tam piszesz o tych swoich krasnoludkach, rysujesz te swoje chochoły?
- Trolle, elfy, gnomy, nie chochoły - sprostował grzecznie.
- EE tam - machnęła znacząco ręką - zagrzej mi termofor.
- Ale przecież zaledwie pół godziny temu zalałem go wrzątkiem. Poza tym leży ciocia pod grubą kołdrą, w tym pokoju jest taki zaduch, że ciocia ugotuje żywcem tego swojego raka - pożałował ostatnich słów.
- Jak możesz ty, ty gnoju….
Paweł usłyszał nowy epitet na swój temat. Był chamem, prostakiem, imbecylem ale gnojem? To była nowość.
- Jestem umierająca, że też moja chrześniaczka wybrała sobie takiego faceta za męża jak ty - zdjęła okulary, wycierając kołdrą łzy - ale poczekaj, jak TYLKO PAULINA ZADZWONI TO ZARAZ JEJ POWIEM! - z płaczu zgrabnie przeszła do frontalnego ataku.
Paweł dusząc w sobie opór, pokornie zabrał termofor i zszedł na dół do kuchni. Czekając aż się zagotuje woda, myślał jak bardzo tego babska nienawidzi. Przeklinał kiedy się tu wprowadzili, ale nie mieli pracy, żadnych perspektyw. Tu nie musieli płacić rachunków, ciocia nikogo nie miała, zapisała cały swój majątek i ten dom swojej ukochanej bratanicy. Nie miał wyjścia, musiał znosić te codzienne upokorzenia, przynajmniej do czasu gdy się usamodzielni, gdy jego projekt wypali. Z nadzieją patrzył w przyszłość, lecz jego entuzjazm gasł powoli. Ciocia była śmiertelnie chora, rak postępował, zostały dni, tygodnie, najwyżej miesiące życia. Tak przynajmniej twierdził jej lekarz, okrągły rok temu. Czas mija a stara jakby regeneruje się ciskając w niego żółcią. Paulina wyjechała na 2 miesiące do Szwecji opiekować się skandynawskimi emerytami, ponieważ on wciąż nie zarabiał, jemu przypadła opieka nad ciocią. Bijąc się z czarnymi myślami, zaniósł znienawidzonej staruszce, parzący dłonie, termofor. Powitała go z uśmiechem na twarzy, to nie zwiastowało nic dobrego.
- Masz - podała mu słuchawkę telefonu, cała szczęśliwa.
- Tak? - zapytał spodziewając się awantury.
- Jak ty się zachowujesz?! Ciocia się skarży na ciebie, ciągle tylko komputer, komputer, KOMPU-TER!! - wrzaskom Pauliny wtórował rechot ciotki.
Nie chcąc dać jej satysfakcji z przedstawienia jakie im zafundowała, wyszedł z jej sypialni. Masował bolącą głowę czując jak krzyk jego żony masakruje bębenki w uszach.
- Ja tu haruje, nie śpię po nocach, przewijam tego dziadka, a ty tylko jedno masz zadanie, jedną prostą nie zobowiązującą pracę. Zaopiekować się ciocią, CIOCIĄ!! Jeszcze jeden taki telefon i z nami koniec! WYLECISZ PROSTO NA ULICĘ!!!
- Ale… - nie dała mu szansy na odpowiedź, usłyszał głuchy dźwięk w słuchawce.
Nic gorszego nie mogło mu się chyba już przydarzyć, czuł jak powoli wpada w depresję, jak chęć życia ulatuje z niego w tempie ekspresowym. Załamany usiadł na krześle, tempo gapiąc się w ekran laptopa. Beznadzieja. Nie skończy tego projektu, nie jest w stanie się skupić, jego marze-nie właśnie legło w gruzach.
- Paweł, Paweł, PAWEŁ!!!
- AAAAAAAAA - wstał z krzesła wydzierając się z całych sił. Rzucił laptopem o ścianę, rozbijając go w drobne strzępy. W amoku wbiegł na górę i kopniakiem otworzył na oścież drzwi.
- CZEGO CHCESZ TY STARA KURWO!
- No ładnie, ładnie - kiwała znacząco głową - teraz jestem już pewna, że nie jesteś godzien mojej Paulinki. Rozwiedzie się z tobą, BÓG mi świadkiem - wnerwiało go zawsze jak akcentuje słowo Bóg - Znajdę dla Paulinki odpowiednia partię, starczy mi życia a jeśli mnie nie posłucha, wydzie-dziczę ją, zostanie z niczym, wyleci na bruk wraz ze swym artystą, ze spalonego teatru - splunęła pogardliwie w jego stronę.
- To już koniec, radź sobie sama. Paulina docenia moje starania, nie zniszczysz naszego związku.
- Tak myślisz? - zsunęła okulary na nos, coś iście diabelskiego błysnęło jej w oku - Spójrz na siebie. Kucyk jak u jakiegoś konia, długa włochata broda, jak u dzikusa. Dwie lewe ręce, nawet dziecka nie umiesz zrobić, gdybyś nie strzelał ślepakami to Paulinka nie wyjechałaby do pracy za granice. Bezpłodny eunuch, chłop bez jaj...
Eleonora Twardowska, zatwardziała panna, nie mogła dalej się pastwić nad Pawłem Florkiem, mężem Pauliny Sochy, która pod wpływem Eleonory pozostała przy panieńskim nazwisku. Nie wypowiedziała ani słowa więcej. Przyczyną był Paweł, który straciwszy kontrolę nad sobą, do-skoczył do jej łóżka i wydarł jej z pod pachy gorący termofor. Zakrył nim jej wiecznie zrzędzące usta, które z trudem usiłowały złapać dech. Szarpała się chwilę a Paweł naciskał coraz mocniej i mocniej. W końcu jej dłonie zesztywniały i opadły bezwładnie na łóżko. Mężczyzna dusił ją jesz-cze jakiś czas, nie mogąc przerwać tej czynności. Po chwili jednak otrzeźwiał i ze zgrozą uświa-domił sobie jakiego czynu dokonał. Uniósł termofor w górę odsłaniając zastygłą w straszliwym grymasie twarz staruszki. Miała przekrzywione usta i oczy wpatrzone w sufit.
- Co ja do kurwy nędzy zrobiłem…. - oparł się o ścianę, czując że zaraz zemdleję.
- Boże nie … – chaotyczne obrazy migotały w jego głowie niczym upiorny teledysk. Widział siebie podczas przesłuchania, siebie w więzieniu obrywającego co noc od współwięźniów, siebie na przeciw zawiedzonej Pauliny, która krzycząc wymierza mu policzek sprawiedliwości, po czym zrywa się płacząc i tak znika z jego życia na dobre. W końcu zobaczył siebie starego, niedołężnego, który po wyjściu z więzienia nie ma gdzie pójść i ostatecznie ląduje na ulicy, ko-nając w deszczowy dzień na zimnym bruku, umierając na zapalenie płuc. Widział… tak widział to wszystko, dał się sprowokować i zniszczył sobie życie. Zniszczył… Paulinie życie.
- Ale zaraz – zaświtała w jego głowie nieśmiała, diabelska myśl – a gdyby tak…
Czując lekkie podniecenie zbliżył się do łóżka. Ciocia miała co prawda czerwoną twarz, minę lekko przekrzywioną, czubek języka przygryziony, oczy wpatrzone w górę… ale żadnych śladów poza tym. Nie miała siniaków ani żadnych ran, włosy też całe tkwiły pod czepcem. A może się jednak uda, zadzwoni rano i powie że słyszał krzyki z góry, nie wiedział jak pomóc, jak się zachować, zanim pogotowie przyjechało, ciocia zmarła… W męczarniach. W końcu miała raka, często na ból się uskarżała a morfiny nie chciała…. Tak to się może udać. Paweł z mieszanymi uczuciami udał się do salonu i rozpalił kominek. Starał się nie myśleć o tym co się stało , najważ-niejsze teraz żeby zasnął, wypoczął, jutro ważny dzień, może najważniejszy w jego życiu. A gdy wszystko się powiedzie, będzie bogaty, cały ten dom i pieniądze cioci będą należały do nich, nie żeby ich chciał…. Wreszcie będzie kimś.
- Dobranoc ciociu – powiedział z lekkim wyrzutem kładąc się do łóżka - to nie tak miało wyglą-dać, ale rachunki wyrównaliśmy - Paweł starając się myśleć o czymś przyjemnym, powoli wyci-szał się w sobie zapadając w głęboki sen…
- Paweł…Paweł, PAWEŁ!!! – zerwał się na nogi obudzony krzykiem. W domu panowała złowroga cisza. Słychać było tylko trzask żarzących się belek drewna w kominku i jego własny oddech. Nic poza tym. Nasłuchiwał przez chwilę w skupieniu, nic nie usłyszał. Martwa cisza. Położył się z po-wrotem oddychając nerwowo. Próbował się zmusić do spania ale był na dobre przebudzony. Gdzieś pod skórą przeczuwał iż naprawdę usłyszał jej głos.
-Paweł, ugh, ugh, ugh – z piętra dobiegał głośny kaszel – PAWEŁ!!!
Spadł z kanapy przerażony jak nigdy. Wstając potknął się o stolik i upadł boleśnie na podłogę.
- He, he, he – usłyszał znajomą drwinę.
Podczołgał się do kominka szukając w koszu pogrzebacza. Ciepło płomieni paliło go w twarz, ale on by go nie poczuł nawet gdyby wsadził głowę do paleniska. Adrenalina dosłownie rozrywała go od środka.
Chwycił metalowy pogrzebacz zakończony ostrym szpikulcem i wbiegł w nieładzie na piętro. Tracąc odwagę przystanął przed drzwiami, modląc się aby koszmar nie okazał się prawdą. Prze-łykając gorzką ślinę wkroczył powoli, ostrożnie, niczym antyterrorysta spodziewający się kulki w łeb. Zapalił światło. Ciocia leżała na łóżku, ale coś było nie tak… Oczy i usta miała zamknięte, ręce złożone jak do pacierza, termofor pod głową, może to on tak ją zostawił tylko tego nie pa-mięta? Ale to przecież niemożliwe. Ze zgroza pojął swą naiwność i niedoświadczenie, oto pod masywnym karkiem cioci tkwił termofor, narzędzie zbrodni, musi się go pozbyć, nikt nie wpad-nie na pomysł aby go szukać. Podszedł do niej i poklepał ją po twarzy. Nie zareagowała. Zbliżył ucho do jej twarzy ale nie usłyszał oddechu. Chwycił dłonią termofor próbując go wyszarpnąć. Niestety, ani drgnął.
-Kurwa – przeklął nie rozumiejąc co się właściwie tutaj wyprawia.
Próbował wyszarpnąć go ponownie, ale wtem masywna dłoń kobiety uniosła się chwytając go za łokieć. Poczuł silny ucisk, zastygł w bezruchu.
- Mam cię ty gnoju he, he, he – odezwała się niespodziewanie, martwa jeszcze przed chwilą ciotka.
Paweł w akcie panicznego strachu, miotał się na wszystkie strony, próbując uwolnić się z lwiego uścisku Eleonory Twardowskiej. Wpadł w panikę. Błagał ją o litość, ale kobieta tylko śmiała się coraz głośniej, szydząc z jego próśb.
- Ty żałosny eunuchu, poczekaj no, Paulinka o wszystkim się dowie.
- Puszczaj ty… - udało mu się wyrwać, chwycił pogrzebacz i zaczął uderzać nim na oślep kobietę. Niewiedział ile ciosów zadał, nagle wszystko wróciło do normy. Ciocia ucichła, on zdał sobie sprawę iż stoi nad martwą kobietą i bezcześci zwłoki, dziurawiąc je pogrzebaczem.
- Czy ja już zwariowałem? – zapytał siebie w duchu widząc zmasakrowaną twarz kobiety. Po-dziurawił jej szyje i policzki, pokłuł piersi, rozciął brzuch a co najgorsze wybił oczy. I jak on to teraz wytłumaczy pogotowiu, policji? Musi się pozbyć zwłok. Spojrzał na zegarek dochodziła 3 w nocy , ma jeszcze czas, do świtu zostały 2, 3 godziny. Nie ma chwili do stracenia. Wybiegł z domu udając się do szalupy ogrodowej. Chwycił piłę spalinową, którą miał w najbliższym czasie powy-cinać gałęzie w ogrodzie. Znalazł worki na gruz, które z pewnością wytrzymają ciężaru rozczłon-kowanej cioci. Ubrał kombinezon roboczy, był gotów. Jak w pół śnie, gdzie świadomość miesza się z nieświadomością, zleciała mu reszta nocy. Niczym dogorywający imprezowicz, któremu urwał się film, nie pamiętał litrów krwi, trzasku kości, smrodu przecinanego mięsa. Wyparł z pamięci heroiczny wysiłek, walkę z potężnym ciałem ciotki. W końcu gdy brzask wschodzącego słońca oślepił jego zakrwawioną, spoconą twarz, zdał sobie sprawę iż właśnie skończył. Do wy-wiezienia miał trzy duże worki pełne zakrwawionych członków. Z trudem udźwignął pierwszy z nich, uginając się pod jego ciężarem. Przykurczony, dysząc ze zmęczenia, krok po kroku dotarł do drzwi wejściowych. Na werandzie powitał go orzeźwiający wiatr, usłyszał poranny śpiew ptaków. Do jego nozdrzy dobiegł przyjemny zapach rosy, twarz przyjemnie grzało wschodzące coraz wy-żej słońce. Poczuł się prawie błogo, prawie… W furtce stała Paulina z ciężką walizka w dłoni. Patrzyła na niego pytającym wzrokiem. Paweł upuścił worek, który dziwnym trafem potoczył się kamiennym brukiem w stronę zaskoczonej małżonki. Nie spodziewając się przyjazdu żony, Paweł nie zauważył jak z worka wypadają poszczególne części ciała cioci. W tym głowa pozbawiona oczu. Zatkał uszy słysząc rozdzierający niebiosa wrzask Pauliny. Usiadł na twardym bruku, cho-wając twarz miedzy kolana. Bujając się rytmicznie pomyślał zrezygnowany:

- To już koniec.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -