Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Crito de Conscientia

Marcin Rakowski

Dawid ubrał się stosownie do okazji. Czarne spodnie, sweter oraz wełniana czapka, która po rozwinięciu przesłaniała całą twarz, pozwalały mu pozostać niezauważonym, co w jego zawodzie było atrybutem nie do przecenienia. Dawid był bowiem złodziejem,który rabował domy nocą a za dnia szlifował topografię miasta pracując jako taksówkarz. Jedyne co kłóciło się z resztą ubioru to białe adidasy, które jednak swoją niewątpliwie rzucającą się w oczy barwę rekompensowały absolutnie idealnym wyciszeniem kroków. Stosunek bezgłośności do widoczności działał zdecydowanie na korzyść tego pierwszego.
Tej nocy Dawid miał włamać się do jednego z domów położonych w północnej części miasta. Wypatrzył go już jakiś czas temu ale dopiero teraz nadarzyła się ku temu dobra okazja. Ta część miasta stanowiła swoistą enklawę pięknych i bogatych. Większość domów opatrzona była stosowną tabliczką informującą, która z firm ochroniarskich zajmuje się monitorowaniem danej posiadłości. Ponadto klientela zamawiająca taksówki w tej okolicy nierzadko pozostawiała napiwki większe od samej wartość przejazdu. Nie było też żadną tajemnicą, że większość celebrytów i polityków wybierało właśnie tą część miasta na swoje miejsce zamieszkania. Dom, który Dawid wybrał za swój cel, nie wyróżniał się niczym spośród plejady innych podobnych budynków przy głównej ulicy z tą małą różnicą, że nie był monitorowany. Jego właściciel, młody potentat internetowy, który dorobił się niemałego majątku sprzedając aplikacje mobilne, wprowadził się do swojego domu nie dalej jak dwa tygodnie wcześniej i zwyczajnie nie zdążył jeszcze zamontować kamer. Tej nocy w mieście odbywał się bal charytatywny i Dawid wiedział, z pewnego źródła, że wspomniany młodzieniec jak i znaczna część jego sąsiadów, mają zamiar pojawić się na balu dzieląc się przy okazji częścią swoich majątków z potrzebującymi. Skoro tak, Dawid nie miał zamiaru zostać pominięty w podziale, upominając się o swoją dolę w jedyny znany mu sposób.
Wszystko szło po jego myśli. Zaparkował samochód tuż przy podjeździe i niezauważony przeskoczył przez niewysokie murowane ogrodzenie. Ciemność spotęgowana przez zachmurzone nocne niebo zdawała się pokrywać miasto gęstym całunem snu. Brak widocznego światła w oknach domu, jak i domach sąsiadów świadczył o tym, że ich rezydenci istotnie wyjechali. Dawid postanowił wejść przez drzwi kuchenne, co w razie niespodziewanego powrotu właściciela, dałoby mu kilka cennych chwil na ucieczkę. Zamek w drzwiach nie stanowił problemu. Była to prosta konstrukcja, z którą Dawid spotykał się już wielokrotnie i nawet nieco go zdziwiło, że tak bogaty człowiek wprowadzający się do tak ekskluzywnej okolicy szczędzi na zamku do swojego nowego domu. Dawid otwierał właśnie drzwi kiedy w odległości niecałych dwóch metrów od siebie, zauważył postać. W pierwszej chwili pomyślał, że jest to właściciel, który w ostatniej chwili postanowił zrezygnować z rozdawania swoich uczciwie zarobionych pieniędzy. Myśl ta zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Choć ciemność uniemożliwiała dostrzeżenie twarzy nieznajomego, już sam ubiór, który stanowiły podarte łachmany koloru czarnego, skutecznie dyskwalifikowały go jako młodego biznesmena. Postać postąpiła o krok. Nie myśląc wiele, Dawid odwrócił się na pięcie, i pędem ruszył przed siebie. Postać natychmiast ruszyła za nim.
− Co za parszywy dzień − wymamrotał pod nosem Dawid.
Błyskawica rozdarła niebo z którego w ułamku sekundy posypał się srebrzysty deszcz. Kolejny błysk rozpłatał nocne niebo wpół, tym razem przy akompaniamencie grzmotu co zdało się pobudziło deszcz, który w mgnieniu oka zamienił chodnik w strumień, a ulicę w rwącą rzekę.
Dawid, odwrócił się na moment. Postać nadal podążała za nim, i nie wydawała się zwalniać nawet na sekundę. Ponownie przeniósł wzrok przed siebie i natychmiast uskoczył w lewo, cudem unikając zderzenia z nadjeżdżającym z prawej strony samochodem. Kierowca zatrąbił i głośno zaklął zza kierownicy, Dawid jednak nie zwrócił na niego większej uwagi i natychmiast ruszył przed siebie.
Znał miasto jak własną kieszeń. Przez ostatnie dwadzieścia lat pracował jako taksówkarz, więc zarówno ulice, jak i historie z nimi związane nie stanowiły dla niego żadnej tajemnicy. Wiedział których dzielnic należy unikać po zmroku, gdzie można kupić najlepsze narkotyki, a nawet w którym burdelu można znaleźć lokalnego polityka w piątkowy wieczór. Tak jest, miasto nie miało przed Dawidem tajemnic.
Przeskoczył szeroką kałużę, i o mało nie stracił równowagi. Zachwiał się niepewnie, lecz natychmiast odzyskał grunt pod nogami. Postać w czerni nadal podążała za nim, i choć ilekroć Dawid spoglądał w jej stronę ta nie zdawała się biec lecz spokojnie kroczyć w jego kierunku, nie sposób było oddalić się od niej na więcej niż kilka metrów. Dawid postanowił wyprowadzić nieznajomego do dzielnicy biznesowej, gdzie nie sposób było zliczyć wszystkich małych uliczek i prowadzących do nikąd alejek, które dawały dużą szanse na zgubienie pościgu. Skręcił gwałtownie w lewo. Postać nadal biegła za nim.
Deszcz lał się z nieba strumieniem, skutecznie zmniejszając widoczność. Adidasy, które Dawid tak sobie cenił, były już kompletnie przemoczone a wierzchnie okrycie powoli ulegało napływającej wodzie.
Dawid przebiegał właśnie chodnikiem, zwinnie omijając przechodniów, którzy w pośpiechu uciekali przed deszczem do domów i samochodów. Na moment zawiesił wzrok na zabitym deskami oknie w kamienicy, którą właśnie mijał. Włamał się tam kilka tygodni wcześniej. W mieszkaniu nie było teraz nikogo, choć jeszcze niedawno zajmowała je samotna matka z dwójką dzieci. Obserwował ich kilka tygodni, po czym włamał się do mieszkania pod ich nieobecność. Ukradł wszystko. Nie było tego zbyt wiele, głównie drobne pamiątki i biżuteria. Część udało się sprzedać na złomie, część w skupie srebra. Co pozostało, wylądowało na śmietniku. Była też schowana w książce koperta z kilkoma setkami, nie więcej niż wynosił jego tydzień legalnej pracy. Zabrał i to rzecz jasna. Jak się okazało, łup był wystarczająco duży by doprowadzić rodzinę do bankructwa. Najwidoczniej te marne kilka stówek było jedynymi pieniędzmi jakie posiadali. Nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Pomyślał nawet, że to żałosne mieć na utrzymaniu dwójkę dzieci i nie mieć więcej niż te kilka marnych setek.
Wrócił myślami do ucieczki. Ciasne alejki ustępowały miejsca szerokim ulicom by po chwili znów przeobrazić się w wąskie i kręte przesmyki. Światła latarni rozproszone w gęstym deszczu, onirycznie tańcowały gdzieś na granicy percepcji. Dawid wbiegł pomiędzy budynek banku a starą kamienicę. Przeskoczył niewielkie ogrodzenie i popatrzył za siebie. Człowiek w czerni był tuż za nim.
− Jasna cholera − zaklął po raz kolejny, i rzucił się do dalszej ucieczki.
Na końcu alejki skręcił w prawo i przeciął ulicę, po raz drugi tego wieczora, cudem unikając zderzenia z nadjeżdżającym samochodem.
Deszcz nie ustawał nawet na moment, a kolejna błyskawica rozpłatała niebo na dwoje. Tym razem grzmot zadudnił z podwójną siłą. Dawid rzucił się w ciemną alejkę, którą rozświetlała jedynie mała migocząca lampka, jaką montuje się czasami nad tylnym wyjściem podejrzanego baru. Przebiegł jeszcze około dwudziestu metrów po czym stanął jak wryty. Przed nim malował się wysoki na pięć metrów mur. Był pewien, że zna miasto jak własną kieszeń, tymczasem, zaskoczyło go ono w najmniej odpowiednim momencie. Odwrócił się przerażony i zobaczył człowieka w czerni stojącego u wyjścia alejki. Światło ulicy, które oświetlało nieznajomego od tyłu, skutecznie uniemożliwiało ujrzenie jego twarzy. Mała lampka zawieszona mniej więcej w połowie drogi dzielącej obu mężczyzn, zamigotała mętnym światłem. Człowiek w czerni postąpił do przodu.
− Czego chcesz!?
Krzyknął przerażony Dawid. Nigdy jeszcze tak się nie bał. W człowieku w czerni było coś obcego i nieludzkiego, a jednocześnie znajomego. To właśnie ta myśl przerażała Dawida najbardziej. Z przerażeniem zrozumiał, że zna tego człowieka. Być może była to jedna z jego ofiar. Czy mógł to być któryś z ludzi, którzy stracili przez Dawida swój dobytek? Swoje życie? Swoją godność?
− Do jasnej cholery! Czego chcesz − zawahał się. − Pieniędzy? Chcesz pieniędzy! Tak, mam pieniądze. Bierz, bierz je wszystkie!
Zaczął opróżniać kieszenie, wyrzucając ich zawartość przed siebie. Banknoty unosiły się leniwie na powierzchni wody i powoli odpływały w stronę głównej ulicy. Nieznajomy stał nieruchomo nie robiąc sobie nic z przepływających z wolna banknotów.
Przez głowę Dawida przebiegały tysiące myśli. Czy był to ksiądz którego oskarżono o wydanie parafialnych funduszy? Czy był to mężczyzna który teraz żebrze przed dworcem, a jeszcze pół roku temu prowadził własny dobrze prosperujący biznes? Czy był to mechanik, który musiał zamknąć swój warsztat i wyjechać do Anglii w poszukiwaniu pieniędzy? Czy jedna z wielu innych osób, którym Dawid zrujnował życie?
− Kim jesteś? Kim ty do diabła jesteś!?
Żarówka zamigotała, na moment oświetlając twarz nieznajomego. Uśmiechał się. Szczerzył zęby niczym wściekły pies, a jego szeroko otwarte oczy, płonęły. Odgłosy ulicy ucichły pod peleryną deszczu.
− Jestem wszystkim − powiedział wreszcie nieznajomy. 'I chcę czystego sumienia.'
Wyciągnął rękę i podał Dawidowi niewielki pakunek. Dawid spojrzał na owinięty materiałem przedmiot, po czym wziął go do ręki. Przeniósł wzrok na nieznajomego, jednocześnie odrzucając materiał. Lampka znów zamigotała, oświetlając lśniącą lufę pistoletu, którą Dawid trzymał już przyłożoną do skroni.
− Przepraszam − wyjąkał Dawid ze łzami w oczach, choć wiedział, że nic już to nie zmieni.
Błyskawica po raz ostatni tego wieczoru, przy akompaniamencie grzmotu rozdarła niebo tłumiąc odgłos wystrzału. Ulewa ustała równie gwałtownie jak się rozpoczęła, a na niebie swe prawowite miejsce zajął srebrzysty księżyc w pełni. Ciało Dawida osunęło się bezwładnie na ziemię i natychmiast nadało wodzie kolor rubinu. Lampka zamigotała delikatnie, po czym zgasła, pozostawiając bezwładne ciało w kompletnej ciemności. Rubinowa ciecz połączyła się z rwącym strumieniem głównej ulicy, tym samym zapewniając Dawidowi ostatni, darmowy kurs ulicami miasta. Miasta, któremu Dawid wyrządził tyle krzywd. Miasta które na końcu, samo upomniało się o swoje.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -