Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Kolekcjonerka

Sandra Gatt Osińska

- Przeklęty obraz! – zaklął w duchu Maurice, próbując powiesić malowidło na ścianie.
Od godziny w jego głowie rodziło się pytanie, dlaczego w ogóle je kupił. Zamknął oczy i westchnął ciężko. Usiadł na podłodze naprzeciwko obrazu, opierając swoje plecy o kanapę.
Dopiero dziś poczuł zmęczenie, jakie wywołał stres związany z pracą. Od kilku miesięcy pracował nad projektem dla dosyć ważnego klienta, zupełnie nie mając czasu na relaks. Zaraz po spotkaniu, gdzie przedstawił swoje osiągnięcie, poszedł z kolegami do najbliższego pubu. Wracając ze spotkania natknął się na starszego mężczyznę sprzedającego obrazy na ulicy. Procenty we krwi Maurice’a pobudziły jego dobre serce i nakłoniły go do kupna tego dzieła rąk ludzkich za bezcen. Teraz Maurice siedział uboższy o dwadzieścia dolarów i pięćdziesiąt centów na swoim puchatym dywanie, gapiąc się beznamiętnie w podniszczony obraz, który ni w ząb nie pasował do wystroju jego nowoczesnego mieszkania. Mężczyzna westchnął głośno, po czym wyjął z kieszeni paczkę zmiętych papierosów. Zaciągając się i wypuszczając gęsty, toksyczny dym, poczuł upragnioną ulgę.
Jego wzrok padł na nieszczęsne malowidło. Obraz był dość nietypowy, przedstawiał młodą kobietę kulącą się na podłodze pośród góry krwistoczerwonych róż. Jej biała, postrzępiona suknia, poplamiona była krwią, zaś palce wbijały się nerwowo w ramiona. Dominowały szarość, czerń oraz karmazyn, nadający obrazowi upiornego kontrastu. Nawet włosy dziewczyny były matowe i szare, jakby pokryte grubą warstwą kurzu.
W tle, gdzieś za nią, stała masywna szafa, której drzwiczki zostały lekko uchylone. Przez okno wpadała jasna poświata księżyca, było to jedyne źródło światła, dzięki któremu dało się dostrzec dłoń wystającą spomiędzy drzwiczek mebla.
Maurice przetarł zmęczoną twarz. Zastanawiał się, co autor miał na myśli, malując taką scenę. Z zamysłu wyrwał go cichy chichot i energiczny tupot stóp. Mężczyzna zaczął nerwowo rozglądać się dookoła, lecz po chwili przypomniał sobie o dziecku sąsiadów, mieszkających piętro wyżej. Szybko znalazł tłumaczenie dla niepokojącego dźwięku i odetchnął z ulgą. Marzył jedynie o kubku gorącej kawy oraz kolejnym papierosie.
Już miał wstać z podłogi, kiedy jego wzrok ponownie padł na płótno. Dziewczyna siedziała w zmienionej pozycji. Jej głowa była lekko przechylona na bok, a dłonie opadały luźno po bokach. Spod skołtunionych włosów widać było różowe wargi. Szafa zaś była otwarta szerzej, nie widać już było wystającej z niej dłoni. Nawet kąt padania światła księżyca był inny.
Maurice otworzył usta w niedowierzaniu. Ponownie opadł plecami na kanapę i wyciągnął kolejnego papierosa. Znowu usłyszał dziecięcy chichot.
- Ja chyba wariuję – jęknął sam do siebie odpalając papierosa.
Zamknął oczy. W mieszkaniu rozległ się tupot stóp. Maurice policzył do trzech i spojrzał na obraz. Dziewczyna była coraz bliżej, klęczała z rękoma pomiędzy nogami i psychodelicznym uśmiechem na twarzy. Czerwony odblask od róż stał się mocniejszy i wyraźniejszy, przypomniał kałuże krwi.
- Pobawmy się. – powiedział kobiecy głos.
Papieros upadł bezgłośnie na podłogę.
- Kim jesteś? – szepnął Maurice.
- Zamknij oczy, a twój sen stanie się rzeczywistością. – zachichotał głos.
Maurice zamarł. Nie miał pojęcia, o czym mówiła szaro włosa postać. Przyjrzał jej się uważnie, dopiero teraz dostrzegł swoją pomyłkę. Wydawało mu się, że dziewczyna nie może mieć więcej niż piętnaście lat, lecz kiedy pochylała się przed nim i dostrzegł wyraźniej zarys jej sylwetki, jego szacunek wzrósł o pięć – sześć lat więcej. Szerokie biodra oraz niewielki, lecz kobiecy biust nęciły jego spragnione zmysły. Jak grom uderzyła go świadomość, jak dawno nie był z kobietą. Ile czasu poświęcał swojej pracy? Jak dawno nie zamówił nawet hotelowej dziwki?
Podniósł dłonie i niepewnie zakrył oczy. Ponownie policzył do trzech, po czym odkrył twarz. Dziewczyna stała wyprostowana, jej lewa noga była lekko wysunięta do przodu, jakby ktoś zatrzymał czas na obrazie. Ciemność coraz bardziej zalewała pokój, a z szafy ponownie wystawała ręka. Tym razem była tuż przy ziemi, jakby coś czołgało się z wnętrza mebla.
- Boisz się mnie? – powiedziała dziewczyna.
Mężczyzna zawahał się. A co jeśli to tylko sen? Albo zmęczenie płatające mu figle? Co jeśli owa dziewczyna jest jedynie złudzeniem? Nie cierpiał robić sobie nadziei. Spojrzał na grzywkę panienki, lecz nie mógł dostrzec jej oczu. Kim była?
Jeden… Dwa… Trzy.
Obraz był pusty. Widać było jedynie górę róż, które nabrały szarobiałego odcienia. Nie było już czerwieni na obrazie. Nawet szafa była zamknięta. W mieszkaniu rozległ się donośny śmiech trwający przynajmniej minutę. Wszędzie dało się słyszeć chaotyczny tupot, nie jednej lecz wielu par stóp. Maurice zatkał uszy, nie mógł znieść tych dźwięków. Kręciło mu się w głowie.
Chciał uciec, lecz nie bardzo wiedział dokąd. Z jego ust wydobył się jeden przeciągły ryk pełen rozpaczy, a łzy wystąpiły z kącików oczu. Zaczął donośnie krzyczeć, aż w końcu tupot i śmiech ustały. Maurice otworzył oczy. Poczuł, jak jego serce zaczyna mocniej bić, a usta nadal pozostawały otwarte. Dawno nie czuł takiego przerażenia.
- Nie krzycz. – szepnęła dziewczyna, kładąc palec na jego wargach.
Nim zdążył wydobyć z siebie jakiś dźwięk, pomogła mu wstać z podłogi. Była wysoka i szczupła, przez cienką tkaninę widział jej kości biodrowe oraz wystające żebra. Nawet jej palce były długie i smukłe, wyraźnie dostrzegał każdą kość spod alabastrowej skóry. Nadal nie widział oczu dziewczyny, mimo iż była prawie jego wzrostu.
Chuda dłoń chwyciła jego nadgarstek i zaczęła ciągnąć za sobą w stronę sypialni. Maurice nawet nie wiedział kiedy jego ciało spoczęło na miękkiej pościeli. Szare włosy dziewczyny opadały na jego twarz, wyraźnie czuł jej zapach.
- Jak ci na imię? – szepnął, odrywając na chwilę swoje usta od jej.
- Mam wiele imion – odparła obojętnie, rozpinając guziki jego koszuli. – Lecz możesz mi mówić Ivette – dodała, całując jego tors.
Przymknął oczy i dał się ponieść chwili. Dłonie Ivette pieściły jego ciało z niesamowitą dokładnością. Dawno nie miał u boku kobiety, już prawie zapomniał, jak to jest. Gładziła jego skórę, bawiła się włosami, a usta obsypywały spragnione ciało pocałunkami. Zręcznie rozpięła klamrę jego spodni i rozpięła rozporek. Nie nosił bielizny, zwykłe lenistwo. Pozwolił jej wyssać się do cna, doszedł bardzo szybko. Połknęła całą jego spermę, nie uroniła nawet kropli.
Leżał otumaniony jej zapachem, nawet nie miał siły poruszyć biodrami, kiedy nadziała się na niego. Przymknął oczy, na wpół śniąc. Ivette była dzika i zjawiskowa, wręcz nieziemska. Maurice nawet nie zauważył, kiedy jej paznokcie rozorały jego skórę na torsie, a zęby zostawiły krwawe, punktowe ślady.
Słyszał jej nienaturalne dyszenie w tle, lecz nie zdawał sobie z tego sprawy. Chwycił dłońmi jej małe piersi, lecz ona odepchnęła je. Nie pozwalała się dotknąć. Niczym znarkotyzowany Maurice po prostu oddał się jej woli, nie zauważając, jak spomiędzy warg dziewczyny wysunął się na chwilę czarny, cienki język, zakończony małym żądłem. Nie pozwoliła mu skończyć w sobie. Zeszła z niego w ostatniej chwili i dokończyła robotę ręcznie. Była zimna i oschła, lecz to go jedynie bardziej kręciło. Masowała go bardzo brutalnie, miał wrażenie, że zaraz oderwie jego członka. Był to dopiero początek długiej nocy.

Ivette podniosła się i rozejrzała nerwowo. Jej źrenice zwęziły się, niczym u kota, coś ją zaniepokoiło. Nim Maurice zdążył cokolwiek powiedzieć, przyłożyła palec do jego ust. W salonie rozległ się dźwięk zegara, wybijającego trzecią nad ranem
- Słyszysz? To już czas. – zaczęła. – Nastała godzina duchów.
- Czas? – spytał nieprzytomny, bawiąc się jej włosami.
- Czas na mój powrót. – szepnęła, całując jego szyję.
Zamarł. Nie mógł pozwolić jej odejść, nie teraz. Wreszcie poczuł się spełniony, Ivette spełniła jego najgłębiej skrywane pragnienia w ciągu jednej nocy. Patrzył na nią z niedowierzaniem.
- Jak mogę cię zatrzymać? – zapytał z rozpaczą w głosie.
Uśmiechnęła się.
- Mnie nie można zatrzymać, mój drogi. – wstała i spojrzała na niego z błyskiem w oczach.
- Chcę iść z tobą.
- Jesteś tego pewien?
Wyciągnęła ręce w jego stronę. Bez wahania chwycił jej dłonie.

Młody technik zbierał pieczołowicie odciski palców z mebli. Dawno nie widział tak makabrycznej zbrodni. Koronerzy wynosili rozczłonkowane zwłoki w czarnych workach, nadal brakowało rąk ofiary. Szczątki były wszędzie – nawet w zamrażalniku znaleźli wątrobę i serce. Technik podniósł się z dywanu i wyprostował obolałe plecy. Spojrzał na lewo, dopiero teraz dostrzegł obraz wiszący na ścianie. Przedstawiał młodą, szarowłosą kobietę pośród zakrwawionych, ludzkich rąk. Szafa w tle była zamknięta, a za oknem świecił raźno księżyc.
- Znasz ten obraz? – technik zwrócił się do kolegi, fotografującego ślady krwi na ścianie.
- To? „Kolekcjonerka”. Przeklęty obraz. Podobno każdy jego właściciel ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Powinni go spalić.
- Wierzysz, że to obraz może przynieść pecha? – technik spojrzał ponownie na obraz.
Żaden z nich nie zauważył nieznacznego błysku żółtych ślepi pomiędzy włosami dziewczyny.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -