Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Dół

Sandra Gatt Osińska

Ciemność. Pierwsze, co ujrzałem, to całkowita ciemność, otaczająca mnie dookoła. Ogarnęła mnie wewnętrzna panika. Nic nie pamiętałem, a jedyne, co czułem to przenikliwe zimno oraz mdły zapach wilgoci. Próbowałem się poruszyć, ale coś krępowało moje ruchy. Otaczało mnie ze wszystkich stron, całkowicie odcinając możliwość poruszenia kończynami. Gdzie byłem?
Zamknąłem oczy i westchnąłem ciężko. Bolały mnie wszystkie mięśnie, jakbym za długo spał. Zacząłem niezdarnie poruszać dłonią, próbując uwolnić ją z odrętwienia. Poczułem w niej grudki ziemi. Moje gardło okropnie mnie paliło, nie potrafiłem wydobyć z siebie słowa. Byłem całkowicie sam, pochłonięty przez mrok, bez jakiejkolwiek pamięci.
Czyżbym umarł…? – przeszło mi przez myśl.
Rozpaczliwie zacząłem przebierać rękoma, próbując wydostać się na zewnątrz. Myśli skupione były tylko na jednym celu – ucieczka. Szarpałem się, czułem jak korzenie drzewa rozdzierają moją skórę oraz ubranie. Wspomagałem się nogami na tyle, ile ziemia pozwalała mi się poruszać. Grunt robił się coraz bardziej miękki, ale za razem mokry. Zbliżałem się do powierzchni. Ziemia wchodziła mi do oczu i nosa, ale nie przestawałem kopać.
Nie wiem ile to trwało, miałem wrażenie, że całą wieczność. Z trudem kopałem w twardej ziemi, pragnąłem ujrzeć słońce. Ręka przebiła się przez ostatnią warstwę gruntu. Wyszedłem na zewnątrz czując się jak nowo narodzony. Opadłem ciężko na brzuch, a trawa smagała mnie przyjemnie po twarzy. Wsłuchałem się w odgłosy nocy i próbowałem rozpoznać niektóre z nich. Koncert żab świadczył o niedalekiej obecności wody, a wiatr niósł zapach jesieni.
Podniosłem się i rozejrzałem dookoła. Nie był to cmentarz, lecz zwykły park pośród miejskiej dżungli. Spojrzałem w dół, z którego wyszedłem. Nie był zbyt głęboki, jakby wykopany na szybko. Co w nim robiłem?
Nagle podbiegł do mnie pies. Merdał gwałtownie ogonem, chciał się ze mną bawić. Wyciągnąłem rękę w jego stronę, lecz on próbował złapać ją zębami.
- Gaze! – zawołał czyjś głos.
Odwróciłem się i ujrzałem młodą kobietę, trzymającą smycz. Gwizdała radośnie na psa, gdy jej wzrok padł na moją osobę. Widziałem jak zamiera w bezruchu. Zrobiła krok do tyłu, a jej oczy powiększyły się. Zupełnie jakby zobaczyła potwora. Czyżby coś było ze mną nie tak?
- Gaze! Do nogi! – zawołała ponownie łamiącym się głosem.
Pies spojrzał na nią i po chwili zerwał się do biegu. Skoczył na dziewczynę, bił niewielkim kundelkiem. Z łatwością kobieta wzięła go na ręce i zaczęła iść szybkim krokiem w stronę ulicy. Uciekała w popłochu.
Wstałem na nogi i przeciągnąłem się leniwie. Burczało mi w brzuchu, czułem ogromny głód. W dodatku moje gardło nadal pozostawało suche. Zacząłem powoli stąpać przed siebie, rozglądając się przy tym dookoła. Wszystko wydawało mi się odległe i nierealne, niczym sen lub gra komputerowa. Odruchowo spojrzałem na nadgarstek. Ku mojemu zdziwieniu był na nim zegarek. Wskazywał godzinę drugą.
Kiedy szedłem spokojnie alejką, zobaczyłem fontannę. Pragnąłem za wszelką cenę ugasić pragnienie, więc ruszyłem w jej stronę. Potykałem się o własne nogi, lecz nie odrywałem wzroku od źródła wody. Zauważyłem młodą parkę, całującą się na brzegu fontanny. Chciałem ich ominąć, lecz wtedy spostrzegł mnie chłopak. Widziałem ten sam strach w jego oczach, co przed chwilą u kobiety z psem. Próbowałem coś powiedzieć, aby załagodzić sytuację, lecz z mojego gardła wydobył się jedynie niezrozumiały charkot.
Chłopak zerwał się do biegu, ciągnąć ze sobą zdezorientowaną dziewczynę. Chciałem ich dogonić, zapytać co jest ze mną nie tak. Dopiero teraz, biegnąc, zorientowałem się, że kuleję na jedną nogę. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że jest nienaturalnie wykręcona. Potknąłem się, po czym gwałtownie upadłem na ziemię.
Zaczekajcie – pomyślałem. Uderzyłem pięścią w asfalt i załkałem cicho. Lecz nie mogłem się poddawać, musiałem dowiedzieć się kim byłem. Miałem tyle wątpliwości i pytań, nadal nie mogłem sobie nic przypomnieć. Jak się nazywałem? Nie pamiętałem.
Z bólem doczłapałem się do fontanny i usiadłem na jej brzegu. Poczułem się okropnie samotny, jakby cały świat był przeciwko mnie. Wsadziłem ręce do kieszeni spodni, by sprawdzić ich zawartość. Były całkowicie puste. Jedyne, co posiadałem, to tani zegarek z bazarku. Odpiąłem go i zacząłem obracać w palcach. Przyjrzałem się im. Dostrzegłem, że brakowało mi skóry oraz mięsa na kilku paliczkach. Przetarłem oczy z niedowierzaniem. Schowałem zegarek do kieszeni.
Pochyliłem się nad taflą wody, by ugasić pragnienie, lecz mój wzrok padł na własne odbicie. Zapadnięte policzki, na wpół zgniły policzek czy szara, wręcz przezroczysta cera wyglądały obrzydliwie. Dotknąłem zębów, które prześwitywały w mięsie na twarzy. Nie było to złudzenie, ani makijaż – rozkładałem się żywcem. A może wcale nie byłem żywy…?
Napiłem się wody, nie zważając na bakterie. Nie wiedziałem, czy mogą mi jeszcze kiedykolwiek zaszkodzić. Wyprostowałem się, wzdychając ciężko i zamrugałem gwałtownie. Spojrzałem za siebie i wtedy targnęło mną dziwne uczucie, jakby deja vu. Byłem tu już, dokładnie w tym samym miejscu i również nocą. Pamiętam, że umówiłem się tu z pewną blondynką. Lecz co było dalej? Kim ona była? Miałem pustkę w głowie.
Wsadziłem ręce do kieszeni. Jedną dłonią wymacałem swój tani zegarek. Coś podkusiło mnie, by ponownie zerknąć na niego. Obejrzałem przedmiot z każdej strony, na deklu było coś wygrawerowane. „Robert”. Czy to moje imię?
Usłyszałem rozpaczliwe miauczenie w krzakach nieopodal. Ponownie zaburczało mi w brzuchu, jakby w odpowiedzi na to rozpaczliwe wołanie. Pomyślałem o kocie, który mógł znajdować się w zaroślach, o jego umięśnionych, zgrabnych łapach czy pełnym ciepłych wnętrzności brzuchu. Niewiele myśląc, zerwałem się na równe nogi. Wykręcona stopa ograniczała moją szybkość, lecz miauczenie nie ustawało. Prawdopodobnie był to młody kociak, mógł zaplątać się w jakąś pułapkę.
Rozsunąłem gałęzie i ujrzałem kocie szczenię. Patrzyło się na mnie błyszczącymi oczami. Miauknęło głośno, jakby ponaglając do głaskania. Miało zwichniętą łapę, zupełnie jak ja. Wyciągnąłem rękę w jego stronę, lecz cofnął się do tyłu. Zdecydowanym ruchem chwyciłem go za kark i podniosłem do góry. Posadziłem go sobie na kolanach, przypatrywał mi się z uwagą. Palcem pogładziłem go po czubku głowy, zamruczał donośnie. Czułem, jak krew krąży w jego żyłach, a zdrowe, silne serce pompuje ją z niesamowitą energią. Zastanawiało mnie – czy miałem puls?
Moja twarz zaczęła zbliżać się do kociej mordki. Zwierzak wydawał mi się piękny w każdym calu. Muskałem jego sierść, wąsy czy nos palcem, aż w końcu i moje wargi spoczęły na czubku jego łebka. Całowałem go raz za razem, obracając w dłoniach wątłe ciałko. Ustami dotknąłem brzucha, poczułem, że to ten moment. Wbiłem mocno zęby w cienką skórę rozrywając ją do krwi. Kot zaczął szarpać i wierzgać, lecz rękoma zacząłem go dusić. Czułem jak krew napływa do mojego przełyku, spijałem ją z rozkoszą równą zajadaniu się czekoladą. Ssałem i dusiłem, aż zwierzę przestało się poruszać. Jego serce słabło z każdą chwilą, aż całkowicie przestało bić.
Odsunąłem kota od siebie. Położyłem zwłoki na ziemi, dłońmi rozerwałem nadgryzioną skórę. Zacząłem wyjadać wnętrzności. Żołądek, jelita, nerki, płuca – pochłaniałem wszystko, co się dało, aż do ostatniej kostki. Podniosłem się znad truchła i przełknąłem ostatni kęs. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co zrobiłem. Nie miałem wyrzutów sumienia, byłem głodny. Poczułem również, że i moje pragnienie zostało zniwelowane. Odetchnąłem z ulgą. Wytarłem resztki krwi z ust w rękaw koszuli.
Blondynka… Pamiętałem, jak pewnego razu obudziłem się obok niej. Uśmiechała się słodka i naga w pościeli, miała zmierzwione włosy. Na jej palcu błyszczała obrączka. Odruchowo spojrzałem i na mój. Na serdecznym palcu brakowało mi pierścionka, byłem pewny, że wcześniej tam był. Co z nim zrobiłem? Czyżbym go wyrzucił w dniu śmierci? A może ktoś mi go ukradł?
Fontanna. Postanowiłem wrócić do niej i ponownie się napić. Może tam wrócą moje wspomnienia? Marynarką przykryłem ciało kociaka. Wciąż miałem w sobie resztki człowieczeństwa. Choć czy żywy trup może się nazwać człowiekiem?
Szedłem przed siebie, kiedy usłyszałem pierwszy grzmot. Zbliżała się burza, a ja nie miałem gdzie się schować. Nie miałem nic – żadnego azylu, rodziny, znajomych. Nie pamiętałem ich. Jedynie ta blondynka, która wydawała mi się bliską mi niegdyś osobą. Ponownie poczułem się samotny. Nawet ptaki pochowane były w swoich gniazdach i nie wydawały żadnych dźwięków.
Wyszedłem na główną uliczkę, spojrzałem na zegarek. Dochodziła godzina czwarta nad ranem. Niedługo miasto zacznie budzić się do życia. Co wtedy ze mną będzie? Ludzie mnie nie akceptowali, a ja nie miałem gdzie się skryć. Pozostawał jedynie czarny dół, głęboki jak moja rozpacz.
Usiadłem na brzegu fontanny i umyłem swoją twarz w wodzie. Brzydziłem się sobą, jak niegdyś. A może popełniłem samobójstwo? Lecz kto by mnie wtedy zakopał w parku? Ktoś musiał mnie zabić, a blondynka z moich wspomnień miała coś z tym wspólnego.
Wiatr zerwał się gwałtownie i ponownie rozległ się grzmot. Podmuch powietrza przyniósł gazetę, która zatrzymała się na mojej nodze. Chwyciłem ją i spojrzałem na datę. Był pierwszy listopada, moje urodziny. W tym roku miałem stać się szczęśliwym trzydziestolatkiem z dobrze płatną pracą, domkiem z ogródkiem i kochającą rodziną, lecz jedyne, co posiadałem, to zegarek, zniszczony garnitur oraz czarny dół. Ponownie załkałem. Nie chciałem już tak żyć. Pragnąłem jedynie spoczynku.
Dlaczego się przebudziłem z mego spokojnego snu? Jak długo spałem pogrążony w ziemi? Jak się tam znalazłem? Kto mnie zabił?
Godzina czwarta. Zacząłem iść w stronę miejsca, z którego wyszedłem. Nie było sensu tego ciągnąć. I tak byłem martwy. Odrzucony przez społeczeństwo. Bez żalu wchodziłem w ciemność i zagrzebywałem się w swojej samotności. Kim jestem?
*
Ciemność. Pierwsze, co ujrzałem, to całkowita ciemność, otaczająca mnie dookoła. Ogarnęła mnie wewnętrzna panika. Nic nie pamiętałem, a jedyne, co czułem to przenikliwe zimno oraz mdły zapach wilgoci. Próbowałem się poruszyć, ale coś krępowało moje ruchy. Otaczało mnie ze wszystkich stron, całkowicie odcinając możliwość poruszenia kończynami. Gdzie byłem? Kim byłem? Czy ja umarłem? Miałem ogrom wątpliwości, lecz nigdy nie było mi dane poznać odpowiedzi.
Musiałem uciec.
Dlaczego…?



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -