Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Człowiek z Dworca

Andrzej Kuczkowski

Marmurowe ściany hollu dworcowego odbijały zwielokrotnionym echem stukot miarowych kroków. Środkiem pustawego o tej porze przejścia szedł młody chłopak w skórzanej podniszczonej kurtce i ciężkich glanach na nogach. Szedł niespiesznie w stronę przejścia podziemnego prowadzącego na perony 1, 2 i 3. Zerkał z zainteresowaniem na pozamykane teraz witryny sklepów tak jakby był turystą na Polach Elizejskich, a nie zwykłym, spóźnionym nieco, podróżnym na zwykłym dworcu kolejowym.
Przy schodach prowadzących do dusznego podziemia stało kilka plastikowych, ukruszonych na brzegach ławek noszących na sobie ślady wielu miłości i nienawiści. „M. kocha G.”. Ktoś przekornie dopisał: „Od tyłu”, odbierając napisowi owego uroku, który odczuwają piętnastolatki po tak widomym dla wszystkich dowodzie swego wielkiego uczucia.
Na jednym z profilowanych krzesełek drzemała dziewczyna. Chłopak zwolnił i zaczął jej się ciekawie przyglądać. Ubrana była w luźną, powłóczystą suknię zakończoną plątaniną różnokolorowych frędzli. Ciało opatuliła bliżej nieokreśloną narzutą ze starego koca. Widać nie chronił on jej przed dworcowym chłodem bo wyraźnie drżała.
Miała ładną buzię…kiedyś – pomyślał chłopak.
Faktycznie pełne wargi i długie, czarne rzęsy jakieś pięć lat temu mogły naprawdę zachwycać. Teraz została tylko smutna tego pozostałość. Zbliżył się do niej. Poczuł drażniący zapach długo niemytego ciała, zaschniętego deszczu, taniego alkoholu i jeszcze tańszych papierosów.
Zaczął ją gładzić po zimnym policzku. Otworzyła gwałtownie oczy, ale tylko przez chwilę błysnął w nich żar. Natychmiast źrenice stały się zamglone i wpatrzone w jakiś punkt za plecami nieznajomego.
- Gdzie chcesz to zrobić? – spytała z trudem siląc się na opanowanie. – I co za to dostanę?
Chłopak cofnął dłoń.
- Źle mnie oceniasz, dziecino – odparł lekko mrużąc oczy. – Chciałem tylko cię poczuć przez chwilę. Czego się boisz?
- Boję się takich jak ty, zboczeńcu – w jej głosie dało się wyczuć gniew.
- Mogę ci pomóc?
- Idź do diabła – wycharczała.
- Tak się składa, że to diabeł przychodzi do mnie – odparł jakby od niechcenia.
Dziewczyna niespokojnie poruszyła się na krzesełku.
- Dam ci coś dziecino, co odmieni twój los. – rzekł łagodnie chłopak. – Widzisz, kupiłem bilet na nocny pociąg do N. Ale twój obraz przypomniał mi kogoś kto jest bardzo blisko, a kto bardzo mnie teraz potrzebuje. Proszę, weź ten bilet i dokończ za mnie tę podróż. Bardzo mi na tym zależy. Ten bilet nie może się zmarnować.
Nieznajomy prawie siłą wepchnął dziewczynie kartonik w dłoń. Spojrzała na niego zamglonym wzrokiem.
- Pociąg odchodzi z peronu 2, pojedź proszę. – delikatnie chwycił ją za ramię.
Nie wiedząc czemu, nie opierała się. Szybko dotarli na miejsce.
- Dziękuję ci i miłej podróży – rzekł cicho zamykając za nią drzwi.
Dopiero gdy pociąg ruszał dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że pomimo., że spędziła na dworcu prawie trzy lata nigdy tu nie widziała parowozu.

***

- Może panu pomóc? – to nieoczekiwane pytanie nieco zdezorientowało faceta niemal biegnącego przez dworzec. Mężczyzna miał nie zawiązany do końca krawat, trochę źle dobraną marynarkę i niedomknięty neseser, z którego nęcąco spozierał na dworcowych złodziejaszków srebrny laptop. Ktoś w bardzo złym momencie i w bardzo niesprzyjających okolicznościach zadzwonił do niego. Ktoś kto kazał u być w G. jutro („I to nieodwołalnie, nawet jakby miał przyjechać na wózku inwalidzkim i pod kroplówką”). G. tymczasem było taką dziurą, że nie posiadało lotniska więc mężczyzna zmuszony był korzystać z kolei, którą jego warstwa społeczna uważała za dobrą dla bezrobotnych i żołnierzy. Ale niestety nie miał wyjścia.
Obok mężczyzny przystanął młody chłopak w nienagannym mundurze bagażowego.
- Pomóc? – powtórzył pytanie widząc zakłopotanie podróżnego.
- Tak, proszę – w końcu dotarło do niego czego może chcieć szczerzący się do niego chłopak. – Jadę do G. Proszę mi pomóc znaleźć peron 2a i pomóc z tym neseserem. Nie przywykłem do takiego pośpiechu.
- Oczywiście, proszę pana – odparł bagażowy odbierając od podróżnego jego bagaż. – Proszę udać się za mną. Mamy jeszcze dwadzieścia minut, proszę pana. Nigdzie nie musimy się spieszyć.
- Dwadzieścia? – spytał z niedowierzaniem mężczyzna. – Według rozkładu powinien już odchodzić.
- Rozkładu?! – bagażowy prychnął z pogardą. – Proszę pana, rozkłady są dobre dla komunistów i faszystów. Wolny człowiek ma zawsze te piętnaście minut wolnej woli. Nasze linie dbają o każdego. Jako, że pociąg nigdzie się nie zatrzymuje może nadrobić te piętnaście minut. I wszyscy są zadowoleni. Wie pan – chłopak nerwowo się odwrócił i zerknął na pusty holl. – Ci, wie pan, o tam…
Chłopak kilka razy wskazał jakiś punkt na ścianie.
- Aaa, ci… - z pełnym zrozumieniem odparł mężczyzna i uśmiechnął się lekko.
- O, już jesteśmy, proszę pana – bagażowy wskazał na tabliczkę u dołu schodów wychodzących z przejścia podziemnego.
Na niebieskim tle pyszniło się białe „2a”. Mężczyźni wbiegli po schodach.
- Dziękuję, młody człowieku – rzekł nieznajomy odbierając swój bagaż i wciskając w rękę chłopaka zmięty banknot.
- Po to tu jestem – rzekł skłaniając się lekko. – Miłej podróży.
- Dziękuję synu, ale wolałbym jechać do piekła. – odparł sarkastycznie.
Dopiero po tym jak mężczyzna wygodnie rozparł się na atłasowym siedzeniu w pustym przedziale, literka „a” szarpnięta silniejszym przeciągiem oderwała się od niebieskiej tablicy i zataczając szerokie koła sfrunęła na zakurzoną i pokrytą dziesiątkami niechcianych przez nikogo ulotek podłogę. Sfrunęła, bo na tym dworcu nigdy nie było peronu „2a”

***


Na środku pustego peronu 2 stała matka z córką. Matka głaskała dziewczynkę po głowie i coś do niej szeptała. Co chwilę mała potakiwała. Obok nich stało kilka lśniących lakierem, nieco już niemodnych walizek z poprzecieranymi uchwytami. Dziewczynka strzepnęła jakiś niewidoczny pyłek z kraciastej, czerwono – granatowej spódniczki. Poprawiła nerwowo czarny berecik.
- Dobry… dobry wieczór – odezwał się jakiś niepewny, młodzieńczy głos zza pleców kobiet.
Za nimi stał młody chłopak ubrany w granatowy garnitur z logiem jednej z najbardziej renomowanych szkół dla chłopców z towarzystwa. W ręku trzymał niedużą, poplamioną atramentem skórzaną walizkę. Na jego pucołowatej twarzy dominowały duże, za duże okulary w rogowej, czarnej oprawie. Matka dziewczynki poparzyła na niego z politowaniem.
- Co to za matka, która każe chłopcu nakładać w tych czasach tyle pomady na włosy i nosić te wstrętne okulary. Wygląda jak własny dziadek.
- Dobry wieczór, chłopcze. – odrzekła matka. – Wybierasz się do M.?
- T…tak proszę pani – bąknął chłopiec. – A pani, to znaczy panie, też?
Chłopak zerknął na córkę czując jak okropny rumieniec zalewa mu powoli twarz.
- Nie, młodzieńcze – odparła matka. Odprowadzam tylko córkę na pociąg. Ona już sama jedzie. Wiesz, chłopcze, jedzie na finał konkursu fortepianowego.
- Mamo…
- Tak, tak, finał…- ciągnęła matka nie zważając na protesty córki. – Tylko czemu organizatorzy wyznaczyli jej siódmą rano? Przecież wiedzą, że trudno dojechać do M. tak wcześnie, a na samoloty nas nie stać.
Kobieta wymownie uniosła oczy do góry.
- Mam nadzieję, że pani córce się poszczęści i że przynajmniej powrót będzie przyjemniejszy – głos chłopca był już nieco pewniejszy.
- A ty, młodzieńcze, czemu musisz tułać się w tym miejscu, gdzie tylko diabeł mówi dobranoc?
Nieznajomemu na chwilę zadrgał w oczach ognik.
- Wyjechałem na konkurs…matematyczny – odparł.
- Oo, proszę-matka klasnęła w dłonie. – I jak poszło.
- Konkurs jeszcze trwa, proszę pani – kobiecie wydawało się, że chłopak łapczywie spojrzał na jej córkę.
Nieznajomy poczuł się nieswojo pod bacznym spojrzeniem matki. Wbił wzrok w ziemię.
- Robię się podejrzliwa – stwierdziła w duchu. – I tak kiedyś pójdzie z kimś do łóżka…
Jej słowa zagłuszył przeraźliwy ryk hamującego przy peronie bladoniebieskiego pociągu połyskującego srebrnym logiem kolei.
- Dobrze, dzieci – powiedziała głośno. – Wskakujcie, nie ma na co czekać. Usiądźcie w jednym przedziale. Zawsze będzie wam raźniej.
Skład stał bardzo krótko. Szybko machające zza szyby dzieci zniknęły w tunelu. W tej chwili kobieta stwierdziła, że szkołę, której logo miał ten chłopiec na garniturze kończył jej mąż. Tyle, że był on ostatnim rocznikiem, który opuścił jej ceglane, mury porośnięte bluszczem. Szkołę zlikwidowano z powodu olbrzymich długów…17 lat temu.

***

Na zalany słońcem plac przed dworcem wysypała się grupa podróżnych. Wszyscy obładowani byli różnorakimi tobołami i pakunkami przeróżnych kształtów i kolorów. Wśród nich powoli przeciskał się wysuszony mnich w brązowym habicie przewiązanym białym sznurem.
- Niech będzie pochwalony, ojcze… - odezwał się jakiś chrapliwy głos.
- Na… - głos zamarł mnichowi w gardle, cofnął się odruchowo. Nienawidził żebraków. Zostało mu to z czasów misji kiedy zaraził się od takiego jak tu ten, oberwańca trądem. O mało nie przypłacił tego życiem. Tylko dzięki najnowszej farmacji, no i rzecz jasna żarliwym modłom, choroba nie posunęła się zbyt daleko.
- Czego chcesz? – burknął.
- Więcej pokory wobec maluczkich tego świata – odparł bezczelnie żebrak. – Ojciec pozwoli ze mną na słóweczko.
Dopiero teraz mnich rozpoznał swojego rozmówcę.
- A, to ty… - mruknął bez entuzjazmu.
Stanęli w ślepej uliczce.
- Dziś było słabo, tylko trzy…
- Co ja mogę na to poradzić, że mogę działać tylko nocą? – mnich rozłożył bezradnie ręce.
- Pan się gniewał. – warknął żebrak. – Dał ci moc nie po żebyś mógł zmieniać się w gorącą blondynę i żebyś bawił się przez całą noc cyckami, tylko po to żeby było ci łatwiej. Według mnie zrobił błąd…
- Słuchaj, no…
- Morda, klecho jedna – mężczyzna był wściekły. – Może jestem tylko posłańcem, ale słyszysz ode mnie słowa pana więc trochę szacunku!
Mnich spojrzał z nienawiścią na żebraka.
- Obiecałeś mojemu panu trzydzieści dusz do w dwanaście dni. – mężczyzna złapał mnicha za rękaw. – I albo jutro zdobędziesz brakujące siedem, albo twoja nędzna dusza będzie się smażyć po wieki w piekle. I to w takim piekle, przy którym wymysły średniowiecza to niewinne igraszki. Zapewniam cię!!
- Pamiętaj, że sługa boży nigdy nie kłamie.
- Sługa… - żebrak popatrzył z pogardą na mnicha.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -