Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Niesprawiedliwość

Wojciech Rup

„Na wsiach ciemność jest tak mroczna że można ją krajać nożem...”

Zasiedliśmy na pierwszym piętrze w jednym z pokoi wysuniętych na wschód posiadającym balkon. Ja i mój kilka lat ode mnie starszy brat Marcin siedzieliśmy na podłodze, było ciemno i dla klimatu zasłonięte zasłony które znajdowały się zaraz za moimi plecami.
Siedziałem po turecku naprzeciwko brata, po całodziennej wędrówce po okolicach urozmaiconej coraz to lepszymi dowcipami.
Gdy dzień był zmuszony ustąpić nocy nadszedł czas na raczenie się zwyczajnymi pogadankami o życiu, o tym co człowieka czeka w liceum i też o niesprawiedliwości która nas otaczała.
Bo przecież nawet gówniarze tacy jak ja: szesnastoletni też są ludźmi i też mają swe uczucia pomimo tych póz które na ogół przyjmujemy. A trend jest taki, byleby z czadem i do przodu a słabości zostawić frajerom.
Nie oszukujmy się mało kto by tak wytrzymał.
Mrok gęstniał z sekundy na sekundę, wymienianie naszych opowieści o życiu ale też o horrorach bliższych naszej rodzinie bądź dalszych sprawiało że dreszcz przechodził moje ciało niczym wyładowanie elektryczne.
Przy świetle komórki ledwo siebie widzieliśmy, wystarczało nam na tyle by oświetlić ledwie owale twarzy a szczegóły pozwoliło zostawić wyobraźni.
- „Rzeźnik” widzisz jak się sprawa układa, niby można odpocząć od wrzasków matki o byle co i jej kompletnej ignorancji w mieście ale za to z drugiej strony, wieczne tajemne szpiegowanie babki i nie wiem jak ona tak może, że nawet pod wpływem dowodów nie przyzna się do grzebania w rzeczach.... – „Rzeźnik” to była moja stara ksywa pod którą byłem znany w internecie, sam nie wiem kiedy na nią przypadkowo wpadłem ale to było dość dawno temu.
- Właśnie i to mnie martwi, kiedy jest szkoła to można się załamać a kiedy jej nie ma to....Marcin weź daj spokój, Matka i babka skutecznie zatruwają życie chociaż każda z nich zupełnie inaczej. – Skrzywiłem twarz, przez chwilę wydawało mi się że piętro niżej coś pstryknęło jakby ktoś wcisnął kontakt choć....
Wypuściłem niepewnie powietrze.... Przecież bym zobaczył światło acz..... Może to tylko moja wyobraźnia.
- Rafał coś nie tak? – spytał zaniepokojony brat.
- Coś słyszałem, jakby coś trzasnęło cichutko na dole... Słyszałeś to? – Odparłem.
- Raczej nie. A powinienem?
- Wiesz co może wróćmy do tematu. – lepiej czasem zmienić temat niż się nakręcać.
Często rozmawialiśmy po ciemku to w Krakowie to od wczoraj na wsi, w nocy przed pójściem spać takie rozmowy stały się tradycją przez co jeden podpierał na duchu drugiego, nawet jeśli nie było jakiś wielkich trosk.
Rozmowa zeszła na spokojne tory, rozmawialiśmy o najbliższych sąsiadach którzy byli w naszym wieku. Dom babki był na oko 50 metrów dalej od najbliższej mieściny, byliśmy w wąwozie wiążącym wioskę z lasem. W Wąwozie w odstępie kilkunastu metrów było dosyć niewiele domów.
Gaworzyliśmy zwłaszcza o tym jak przesrane musi mieć Robert który nie dość że po zawodówce ma kłopoty ze znalezieniem pracy to jeszcze rodzina zmusiła go do ślubu.... Chłopak młody mający dwadzieścia dwa lata a tu już ustatkowano go...
Grzesiek rok od niego starszy zachowywał się podobnie jak za młodu, upijał w trupa, prowokował do bójki przez co potem raz całego zbitego przywleczono do domu lub podobnie pijany jak powyżej rozbijał coraz to nowe samochodu na które płacił z renty dziadków....

W końcu rozmowa przechodziła przez aferę ubiegłoroczną kiedy to jedna z miejscowych „babek” pewnemu chłopu pożyczyła swoje krowy, kiedy je oddał okazało się że „mućki” dawały znacznie mniej mleka niż poprzednio. Babka prosto z wystrzelonej armaty chłopu wytoczyła proces w sądzie, główne oskarżenie jakie tam padło to że chłop owe krowy tu cytuje „zacarował”.
Kilka miesięcy później od zdarzenia, owe zdarzenie pewien pedantyczny reporter omawiał w „Faktach"
Rechotaliśmy z tego chyba z minutę kiedy do mych uszu dotarł szmer po podłodze na klatce, brzmiało to jak zamiatanie miotły.
- Czekaj słyszałeś to? – od kilku miesięcy miałem częste zmiany nastrojów w najmniejszych nawet pierdółkach. Śmiechy równie jak się pojawiły tak szybko ustały, nogi mi się trzęsły w niepewności a brzuch zwisał mi nieciekawie.
- Nie masz wrażenia jakby ktoś był tu za drzwiami? – spytałem.
- Wiesz co może sprawdź. – posłuchałem jego rady i szybkim szarpnięciem drzwi otworzyłem je ciągnąc do tyłu, w drugiej dłoni trzymałem diodę z zapalniczki która oświetlała pomieszczenie..... Które było puste, korytarz był taki jak zawsze.
Zero dźwięków, zero ruchu, zamknąłem drzwi i wróciłem na swoją miejscówkę.
- Nic nie ma, chociaż co by nie mówić trochę się boje – rozpocząłem nowa rozmowę.
- Miałbyś odwagę teraz w nocy iść do lasu? Rafał nie mów że pękasz?
- Wiesz co – Spojrzałem na zegarek na komórce z kolorowym wyświetlaczem która oświetlała pomieszczenie, było wpół do dwunastej – przyznam ci się że ja się bubam wyjść do łazienki a co dopiero tam...
- Pamiętasz historię tego faceta co mieszka w środku lasu od dłuższego czasu i trochę zapewne zdziczał bo kiedy byłem młody i przejeżdżałem obok na rowerze to ten chłop z krzaków wyskoczył na mnie z siekierą..... Ledwo uciekłem. – Rozszerzył powieki na samo wspomnienie o tym.
- Moim zdaniem pewnie zrobił to dla jaj.... No przecież chłop nie jest mordercą.
- Możliwe ale nasrane we łbie to ma na pewno.
Wycie psów i ich płacz od sąsiedztwa uzupełniały się ze sobą tworząc jazgot. Obejrzeliśmy się za siebie, serce mi podskoczyło do góry a nogi nagle mi zmiękły i stały się jak z waty. Bałem się strasznie, ślina wypełniła mi usta, prawa dłoń trzęsła mi się w nerwowym tiku.
Wszystko się wydarzyło błyskawiczne,
Dziki wrzask, trzask drzwi, wybita szyba, kawałki szkła wbite w moją gołą stopę, rozwalone krzesła po zamachu błyszczącego przedmiotu w świetle księżyca.
Jak tylko się dało błyskawicznie z zaciśniętymi zębami wyrwałem kawałki, czułem płynącą posokę i ból aczkolwiek to nie było teraz najważniejsze.
W pokoju szalała wrzeszcząca postać okutana w jakąś chustę i cienki sweter, trzymała wielki jak cholera straszny przedmiot który obecnie zalewał materac i ścianę posoką szkarłatu.
- Rafał uciekaj stąąąąd!!! – Krzyczał Marcin. Ja leżałem tak obezwładniony strachem przy oknie czując się jak widz który śni w jakimś w koszmarze.
Mój brat był zarzynany siekierą jak świnia, widziałem jego wnętrzności które się wylewały z brzucha jak mleko z garnka. A najgorsze to że oprawcą był..... Była moja własna Babka!!!!
W końcu skierowała swoją twarz w moją stronę, miała pomarszczoną i pociemniałą od słońca twarz, pełna gniewu i zdeterminowania wyglądała tak szkaradnie że aż groza okolic w porównaniu z nią nie była tak straszna.
Zdobyłem się na odwagę, otworzyłem na lufcik balkon ciągnąc za klamkę i wskoczyłem w niewielką szparę, taką idealną na mnie bym mógł się zmieścić, pomknąłem w lewo czując buzująca adrenalinę.
Koło mnie okno balkonowe wyleciało z hukiem, który pewnie słyszano w mieście oddalonym o pół kilometra, kawałki szkła potoczyły się po kafelkach.
- Nie uciekaj gnoju!!! – Ryk mógł sprawić żebym stanął sparaliżowany i czekał na szybką śmierć.
Acz niekoniecznie gdyż właśnie przez niego oparłem się jedną ręką o poręcz balkonową i z wyskoku spadłem na dół z wysokości pierwszego metra.
Opadłem na nogi przy czym w jednej tej wcześniej ukłutej przez szkło odezwał się wielki ból, podobny ból czułem ze trzy lata temu kiedy też skoczyłem z podobnej wysokości z murka w Krakowie.
Noga się stłukła jak nic.
Leżałem na trawie ledwo sapiąc niczym parowiec. Dziwiłem się czemu jeszcze żyje. Oczekując najgorszego rozejrzałem się za siebie.
Babki nie było.
Powoli i nieubłaganie ruszyłem w kierunku pół zboża. Utykałem na jedną stopę, jednakże przeżyty stres i adrenalina nie pozwalała mi zwolnić i pojękiwać.
W końcu dotarłem do zbóż od tej chwili pełzałem pochylony...

„Zeznania na komisariacie Pani Józefiny Karcz – Zwyczajnej rencistki z gminy Jerzmanowice.
(...) Nawet pan sobie nie zdaje sprawy jak się czułam kiedy Wanda do mnie wtedy zatelefonowała, to było straszne. Cała zadygotała i płakała co się wtedy stało, jak to obudził ją trzask na górze.
Biedna kobieta wstała z łóżka męcząc swoje stare nogi. Wiesz pan w tym wieku to nogi nie te co kiedyś i ledwo podołała wchodząc na schody.
Z jakiego telefonu dzwoniła? Jak to z jakiego z tych takich nowych co to można je wszędzie zabrać, stacjonarny zbyt drogi a i w tych okolicach linia nie sięga....
No więc biedna kobieta zadzwoniła jak to jej wnuk bez powodu cały roześmiany zabił swego brata i już skakał na nią z siekierą. Dziwie się że kobita wylewu nie dostała. Ja to słysząc te trzaski tak bym się bała że nawet bym nie poszła na górę.
Przestraszona spadła ze schodów i zaczęła piszczeć. Nawet jak mi to mówiła to sama czułam duszę na ramieniu, boję się co ona musiała czuć kiedy rzucał do niej z balkonu przez wybitą szybę...
Co pan mi tu godo??? Że niby szyba amortyzuję rzut czy co?
Co pan tam wie o tym chłopcu. Ja go widziałam, dużo razy z nim rozmawiałam. Zwyczajny uśmiechnięty chłopczyk pełen zadowolony z życie ale w jego oczach czuć było diabelstwo.
Takie diabły jak on wiele potrafią.(....)
Co zrobiłam po tym telefonie? No to samo co wielu innych, chwyciłam za widły(...)”

Na pewno mnie tu nikt nie znajdzie na pewno, to jest zbyt straszne, Boże w Niebiosach sam nie wiem co już mam robić. Przez całą wędrówkę sapałem i się bałem.
Sapałem i się bałem. Czy to już nie komiczne?
W końcu dotarłem do lasu który w nocy był tak mroczny że ledwo co widziałem drzewa przed sobą. Nie miałem na tyle odwagi by świecić wokół diodą.
Dotarłem w końcu to pewnej skały. Wielkiej skały, gdzieś 7 metrów nade mną w niej wydrążona była pewna jaskinia, postanowiłem zaryzykować i się tam wdrapać.
Kamienie wrzynały mi się w skórę wspinałem się poruszając z gracją udami i rękoma.
W końcu się dostałem i w małej jaskini w miarę jakoś się rozlokowałem.
No to jestem uratowany!!!
- Ale czy na pewno? Jak możesz tego być pewien? – tłukły we mnie myśli. – wiecznie Rafale ukrywać się nie będziesz w ten sposób.
W oddali widziałem stąd poruszenie, liście i krzewy zaczęły ustępować na piewszy rzut oka rozwścieczonym ludziom którzy szli z latarkami, w rękach trzymali.....
Byli uzbrojeni jak do polowania?
Za pewne szukali kogoś, może ktoś się zgubił?
- Nie drogi przyjacielu to Ciebie Szukają!!!! – Zadrżałem ze strachu, widziałem nawet stąd i pomimo ich słabego oświetlenia jak w ich duszach grzmiał gniew i złość, przyszli nie po to by kogoś uratować.
Lecz by zabić. Ta okrutna prawda ledwo do mnie docierała.
- Proszę cię nie męcz mnie więcej, Jezu czy już nawet mój umysł musi mnie dobijać. Trzęsłem jak osika wpatrując się jak ludzie z siekierami, z widłami czy co tam przy sobie mieli przeszli pod moim „bastionem”.
W końcu ostatni człowiek zniknął z mego skromnego pola widzenia i ledwo ich też widziałem.
Podmuch wiatru jaki się rozległ spowodował ciężkość powiek i leżąc na kamieniu z opartą głową na ramionach szybko zasypiałem choć już nie zdawałem sobie z tego sprawy.

„Szyyyyst” – Co to było? Mocny podmuch wiatru? Niemożliwe...... Ból żołądka, zdrętwiałe ręce i zimna ślina która z ust ciekła mi po policzku. Te objawy wraz z nie dobrym przeczuciem kazały mi powstać i uciekać stąd w diabły.
Byłem jednocześnie na jawie jak i w śnie, słyszałem wrzaski , pogróżki, złorzeczenia, tak okrutne i brzmiące basem że czułem się jakbym nigdy miał się już nie cieszyć.
Groza, Strach, Rozpacz.
Miłość, Przyjaźń, Dobre Słowo, to już odeszło do przeszłości, już po tobie Rafałku??
Zaraz czy ja świruje?
Ledwo otworzyłem.... A może nie.... Możliwe że otworzyłem te oczy.
Ujrzałem poniżej kamień, nieco powyżej panoramę drzew a na wysokościach gwiezdną noc i światło księżyca,
Była pełnia, raziła me ledwie otwarte oczy, blask srebrnego księżyca górował nad resztą gwiazd.
A chwile potem już nie.
Serce mi zamarło gdyż ujrzałem..... Tak mi się zdaje maskę.... Z liniami papilarnymi!!!
Gdy z powodu szoku gdy straciłem przytomność zawał mnie ominął........ Lecz nie ominęło mnie coś jeszcze gorszego!!!

„Zeznania na komisariacie Pani Józefiny Karcz – Zwyczajnej rencistki z gminy Jerzmanowice.
(...) Panie!!! Nie zdaje sobie Pan nawet sprawy jak to że kiedy wróciłam wraz z innymi z pola, pod moim domem, na mych schodkach tak strasznie i gorzko płakała, starałam się jej pomóc jak mogłam ale biedna Wandzia, jak ona to musiała poczuć, mi samej serce się kraja jak ją sobie przypomnę.
Calutką godzinę wypłakiwała mi się, jak mogło do tego dojść? Dlaczego taki ładny i grzeczny chłopiec mógł zabić brata i z aniołka stać się diabłem??!!
Co pan mi tu pieprzy!!! Żebym się uspokoiła?? Nie!!! To wy co robicie??? Nic dobrego nie zrobiliście, my szukaliśmy demona a wy nic nie zrobiliście w tym kierunku?
I Mówicie bym się uspokoiła, wy łapserdaki jedne(...)
(...) Dobrzę, Przepraszam za wcześniejsze moje zachowanie, bardzo pana Przepraszam.
Cóż jak już było po wszystkim, odprowadziłam ją pod moje drzwi. Chciałam by resztę drogi pokonała samotnie.... Byłam pewna że Wanda nawet w takim stanie nie będzie się wałęsać samotnie po lasach...
No... To wreszcie w czymś się pan ze mną zgadza(...)”

Następnego dnia od powyższych zdarzeń, bodajże gdzieś między godziną jedenastą a dwunastą, dwudziestego trzeciego lipca, dnia w którym akurat wypadała niedziela zwanym Dniem Bożym. Całe tłumy ludzi z miasteczka jak i z najbliższych okolic zgromadziła się na cmentarzu w celu pożegnania Ś.P Marcina Karskiego.
Wszyscy ludzi byli zafascynowani i jednocześnie zasmuceni całym kazaniem jak i ceremonią wygłaszaną przez Księdza. Kazanie było jednocześnie szybkie jak i zwięźle by nie ranić uczuć ani i tak tragicznego stanu emocjonalnego pogrążonej w żałobie rodziny....
Gdy cała rodzina wypłakiwała swoje oczy, przy grobie w którym chowano swego ukochanego syna, gdy jego Matka zawyła z nieszczęścia w połowie Mszy Św. Policja z całego województwa jak i Krakowska poszukiwali młodocianego mordercę,
Mordercę którego pokazano zdjęcie we wszystkich narodowych telewizjach, mordercę którego bezskutecznie szukali po lasach i obwiniali za całe zło....
Mordercę który z niewiadomych powodów obudził się wraz ze swym martwym bratem w trumnie, cały z panikowany dobijał się jak mógł, aczkolwiek nikt nie mógł go usłyszeć,
Ani przyjść z pomocą.
Nikt nie spodziewał się że pewna niewinnie wyglądająca i odrobinie smutna starsza postać stojąca tuż obok posiadała w sobie aż tyle pokładów zła.....

Koniec.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -