Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Księżniczka

Łukasz Radecki

Anna rozchyliła lekko usta owiewając jego twarz miętowym oddechem. Rafał przytulił ją do siebie muskając językiem jej pełne, różowe wargi. Zachęciła go przechylając lekko głowę i wysuwając język. Oba zakołysały się w rytm namiętności gdy ich usta napierały na siebie a ciała starały stopić się w jedno. Wirtuozerski i subtelny koncert ślepców wykonany na cztery ręce rozpoczął się gdy dłonie obojga kochanków czule wędrowały po ciałach. Anna nie zwalniając uścisku odchyliła głowę by zaczerpnąć oddechu. Rafał uśmiechnął się czując jak kąciki ust drżą mu nerwowo z podniecenia.
-Kocham cię – wyszeptał.
-Ja ciebie też kocham – wyznała przypieczętowując swoje słowa łagodnym pocałunkiem. Wtuliła się w niego pozwalając mu rozkoszować się zapachem jej włosów. Delikatnie gładził ją po plecach.
-Chciałbym, żeby to trwało zawsze... – pozwolił sobie głośno wypowiedzieć marzenie.
-Będzie, mój kochany – odparła wtulona w jego pierś – Zawsze będziemy razem...
-Nic nie trwa wiecznie – stwierdził smutno ocierając się policzkiem o jej włosy.
-Zawsze będę twoja, zawsze – powiedziała spoglądając mu w oczy – Otoczę cię moją pajęczą siecią i będę kołysać w kokonie miłości.
-Wiem, Księżniczko, wiem – westchnął całując ją w czoło – Będę tęsknił...
-Przyjdę do ciebie we śnie – odrzekła zalotnie. Wiedział, że nie jest to czcza obietnica. Zawsze o niej śnił.
Gdy tylko wyszła rozebrał się i położył do łóżka. Prysznic może wziąć rano. Nie chciał się kąpać, wolał by jej zapach towarzyszył mu przez całą noc, Zgasił światło i zatopił się we wspomnieniach dzisiejszego wieczora. Wkrótce zasnął. I rzeczywiście, odwiedziła go we śnie. Dlatego też zawsze sypiał nago.


***


Za oknem posępny deszcz obwieszczał panowanie jesieni w rytm pomruków grzmotów i zawodzeń wichru. Tymczasem w pokoju Rafała panowała wiosna i to nie tylko za sprawą rozbrzmiewającego w tle Vivaldiego. Pośród śniegów pościeli rozchylał się przepiękny kwiat Anny, zdobiony rosą podniecenia. Rafał z nabożeństwem spijał nektar, pieszcząc językiem każdy płatek, zbierając za to westchnienia aprobaty. Anna wygrywała delikatne pizzicato, gdy jej dłonie drżały na głowie ukochanego. On zaś zasłuchał się w rytm jej serca, gdy uda zaciśnięte na jego uszach rezonowały puls ich miłości. Jego występ solowy zbliżał się do końca. Interludium zostało zakończone westchnieniem rozkoszy, a szum w uszach Anny brzmiał jak największa owacja. Zwiotczała w jego ramionach, gotowa jednak w każdej chwili podjąć zapowiedziany przez uwerturę kanon. Chłopak zajął miejsce na scenie miłości i zestroił się z kochanką. Przyjęła go ciepło, okalając całunem wilgoci. Westchnęli unisono, by po chwili przejść w fugę miłosnej arii szeptu. Jej piersi rozpoczęły balet wznosząc do góry prężne sutki, lecz przytłumił je swoim torsem. Języki złączyły się we wspólnych wymyślnych pasażach i nie zważając na takty, obwieściły nadejście punktu kulminacyjnego. Kochanek przyśpieszył tempo by po chwili zakończyć arytmicznymi akordami swą etiudę. Ogarnęła go nogami by wycisnąć niego każdą nutę, by wybrzmiał w niej do końca. Ich usta pokłoniły się sobie dziękując za udany koncert. Kochankowie opadli wtuleni w siebie, przybierając nieświadomie kształt klucza wiolinowego. Fuga ciał zakończyła się. U Vivaldiego skrzypce dogoniły jesień za oknem.


***


Rafał zapukał niepewnie i położył drżącą dłoń na klamce. Po chwili usłyszał zaproszenie. Nerwowo oblizał wargi, westchnął i wszedł do gabinetu burmistrza. Radosław Wilczyński siedział za biurkiem. Ubrany w nieskazitelny, trzyrzędowy garnitur prezentował się dostojnie obserwując wchodzącego chłopaka. Rafał zwrócił uwagę na nienaturalnie dużą głowę mężczyzny, co uwypuklało wysokie czoło i przerzedzona fryzura.
-Siadaj, proszę – Wilczyński zachęcająco wskazał stylowe, drewniane krzesło.
-Dziękuję - niepewnie odparł chłopak i wykonał polecenie.
-Napijesz się czegoś? – spytał uprzejmie mężczyzna.
-Nie, dziękuję – Rafał odmówił, bo czuł, że w gardle mu zaschło, a wargi są spierzchnięte, bał się, że w drżących dłoniach nie będzie w stanie utrzymać żadnego napoju. Położył więc spocone ręce na kolanach, ale te również podrygiwały nerwowo.
-Co tam u ojca?- zagadnął burmistrz.
-Nie wiem, nie bywam – odparł po chwili speszony.
-Dalej siedzi? – Wilczyński uśmiechnął się zjadliwie. Chłopak tylko kiwnął potwierdzająco głową, wyraźnie nie mając zamiaru ciągnąć dyskusji na ten temat.
-A mama? Dalej pije?
-Pracuje nad sobą – Rafał poczuł, że szczęki zaciskają mu się nerwowo – I dobrze jej idzie – dodał oschle.
-A ty? Jak sobie radzisz? – ton Wilczyńskiego stał się niezwykle przymilny.
-Całkiem nieźle – rzekł, niezbyt pewien do czego zmierza burmistrz.
-Nie wątpię- westchnął mężczyzna – Całkiem nieźle sobie poczynasz. Jesteś pracowity, utalentowany... Ktoś inny z twoim pochodzeniem nie zabrnąłby tak daleko.
-Co pan ma na myśli?- w tonie głosu zabrzmiała irytacja podbarwiona ostrzeżeniem. Podziałało to na Wilczyńskiego jak płachta na byka. Opanował się jednak i kontynuował, zmieniając taktykę.
-Nie oszukujmy się. Pochodzisz z rodziny o niezbyt świetlanej przeszłości. Ale zamiast podążać ich śladami, ciężko się uczysz i wyraźnie kształtujesz sobie lepszą przyszłość.
-To chyba zrozumiałe – stwierdził Rafał – To przeszłość mojej rodziny, nie moja...
-Wstydzisz się swojej rodziny? – przerwał mu burmistrz.
-Nie, ale sam wybieram sobie wzorce do naśladowania – odparł spokojnie chłopak.
-Brawo! – przyklasnął Wilczyński – Naprawdę niegłupi z ciebie chłopak. Masz przed sobą przyszłość.
-Dziękuję.
-Wyjaśnijmy tylko jedno – mężczyzna pochylił się do przodu – Nie z moją córką.
-Słucham? – Rafał poczuł, że oblewa go zimny pot.
-Nic do ciebie nie mam – burmistrz kontynuował nie zwracając uwagi na pytanie rozmówcy – Ba! Podziwiam cię w pewnym sensie, ale jakoś nie bardzo mi odpowiada, żebyś spotykał się z moją Anią.
Rafał poczuł, że się czerwieni, mimowolnie więc opuścił głowę.
-Słuchaj – Wilczyński wstał i zaczął przechadzać się po gabinecie – Ja wiem, mamy XXI -szy wiek, ja nie marzę, że moja mała będzie miała jakiegoś księcia z bajki. Nie zamierzam prawić ci o tym, jak wielkie znaczenie, jak wielką rolę w życiu każdego mężczyzny odgrywa córka. Jesteś inteligentny, więc powinieneś zrozumieć moją prośbę. A właśnie dlatego, że jesteś inteligentny, to powinieneś się do niej dostosować. Nie spotykaj się z moją córką.
-Ale... – zaczął Rafał.
-Ja wiem, nie mam prawa cię do niczego zmuszać, nie mogę ci nic narzucić – Wilczyński zatrzymał się naprzeciw chłopca – Wiem też, że Ania nie wpadnie przy tobie w złe towarzystwo. Ale powiedzmy, ze nie bardzo mi pasuje, by przebywała w twoim towarzystwie, zwłaszcza w twoim domu.
Noga Rafała zaczęła drżeć jak oszalała, a on poczuł fale gorąca uderzające mu do głowy.
-Ja nie chcę wiedzieć, czy ona rzeczywiście pomaga ci w nauce, czy robicie tam coś innego – burmistrz znów zaczął spacerować po gabinecie – Nie powiem, że jest mi to obojętne, ale i tak żadne z was mi się nie przyzna, I nie mogę też trzymać dziecka w złotej klatce. Wiem jak to jest być młodym, też mam swoje za uszami, czy jak wy to teraz mówicie. Znam życie. I doceniam, że jesteś dobry dla mojej córki...
-Ale nie dość dobry, tak? – nie wytrzymał Rafał.
-Nie chcę, żebyś to tak zrozumiał – westchnął smutno Wilczyński – Ja po prostu nie chcę, żebyś spotykał się z moją córką. I ja cię tylko o to proszę. Nie każę, nie grożę, nie szantażuję. Proszę. Jesteście młodzi, całe życie przed wami, jeszcze znajdziecie swoją wielką miłość.
-A dlaczego nie może pan przyjąć do wiadomości, że to już...
-Wielka miłość? – wtrącił burmistrz – Nie zrozum mnie źle, ale jeszcze nie wiecie nic o wielkiej miłości.
Nie zwracając uwagi na naburmuszoną minę chłopaka kontynuował.
-Jesteś humanistą, to piękne, ale przez to równie piękny i idealny wydaje ci się świat. Miłość to nie wzajemne gruchanie, wpatrywanie się w oczy i trzymanie za rączki. Co możesz wiedzieć o miłości widując daną osobę nawet kilka godzin dziennie? Nic. Bo to jest tylko zauroczenie. Wzajemna fascynacja. Nie chcę tego nazywać szczeniackim uczuciem, bo jak widzisz, traktuję cię poważnie. Mógłbym ci po prostu powiedzieć, że masz trzymać łapy z daleka od mojej córki i nie marnować ani twojego ani mojego czasu. Ale ja wierzę w twoją inteligencję, bardzo jej kibicuję i wierzę, że zrozumiesz. Że zrozumiesz, że ja nie chcę źle dla ciebie.
Zapadła cisza. Wilczyński podszedł do biurka i zwilżył usta wodą mineralną. Rafał siedział sztywno wpatrując się w swoje stopy. Burmistrz miał rację. I rozegrał tą partię po mistrzowsku, nie dając mu żadnej możliwości obrony. Chłopak przeklinał w myślach swój charakter, który kazał mu teraz siedzieć cicho. Gdyby był inny, zakrzyczałby mężczyznę, obraził się i wyszedł trzaskając drzwiami. Tylko, że wtedy zaprzeczyłby swojej inteligencji i udowodnił burmistrzowi, że w istocie jest gówniarzem niegodnym jego córki. Teraz miał przynajmniej szansę polemizować z mężczyzną. Niestety, w całej rozmowie był notorycznie punktowany, a sam nie był w stanie nawet unieść gardy. A najgorsze, że adwersarz nie robił tego ze złośliwością, tylko wręcz belferską, by nie rzec pedagogiczną cierpliwością.
-Nie przeczę, że coś do niej czujesz – burmistrz przerwał ciszę – Nie wątpię, że ona coś czuje do ciebie. Nie neguję tego, że coś was łączy. Ale to nie jest miłość – westchnął mężczyzna – Bo tu nie chodzi o zachwyt nad urodą czy pięknem ciała. Piękno, wbrew temu co mówią humaniści, jest po pierwsze względne, po drugie nietrwałe. I nic nie przemija tak szybko jak ono. Pierwsze dziecko i już po figurze, pierwsze dziesięć lat małżeństwa i uroda też nie ta sama. Takie jest życie. I do tego jest potrzebna nie tylko miłość, ale i partnerstwo, przyjaźń.
-Jesteśmy przyjaciółmi – wtrącił Rafał.
-Możliwe – Wilczyński oparł się o biurko – Możliwe, że mówicie sobie wiele i że dobrze wam się rozmawia. Ale czy wiecie o sobie wszystko? – spytał, po raz pierwszy oddając pole rozmówcy.
-W przyjaźni nie ma konieczności mówienia wszystkiego – odparł chłopak – Na tym to przecież polega...
-Dokładnie! – przytaknął burmistrz – To jest istota przyjaźni. Zaufanie i brak wyłączności. W miłości ta swoboda zanika. Gdy stajecie się rodziną, stajecie się jednością, stajecie się jednym organizmem. I nie chodzi mi tu o dyrdymały w postaci dwóch połówek jabłka, pomarańczy czy innego owocu. Bo te dyrdymały zawierają w sobie słodycz, a wspólne życie nie zawsze jest słodkie...
-Nawiązuje pan do mojej rodziny? – spytał Rafał.
-Skądże! To byłby cios poniżej pasa - Wilczyński podniósł ręce w obronnym geście – Ja naprawdę nie chcę cię obrazić ani robić żadnych osobistych przytyków. Chcę ci cały czas uświadomić, że nie dowiesz się nic o miłości, jeśli nie spędzisz z drugą osobą dłuższego czasu. Nie mówię tu o kilku godzinach, czy wspólnym wyjeździe pod namiot. Spróbuj spędzić z kimś każdy dzień, dzielić wspólnie każdą sekundę. Wiem, powiesz, że marzyłbyś o tym. Ale czy na dłuższą metę potrafiłbyś się dostroić do drugiej osoby? Kiedy spotykasz się z Anną, widzisz ją przez parę godzin. Oboje przygotowujecie się pewnie do tych spotkań, wyczekujecie ich. Może są to wasze najważniejsze chwile w ciągu dnia. Ale są takie, bowiem tak długo je przygotowujecie. Bo jesteście na nie nastawieni. Bo jest to tylko odrobina czasu, jaki wykradacie ze swojej doby. Krótkotrwały stan najwyższej gotowości i najlepszej prezencji. Ale nie da się tak trwać cały czas. Musisz odpocząć, zrelaksować się. I jest to możliwe, ale tylko przy osobie, którą znasz na wylot. Która akceptuje cię w stu procentach, tak jak ty ją, wraz z całym arsenałem defektów i wad. Nie mów mi, że wszystko wiesz o Ani – rzekł widząc, że chłopak chce zabrać głos – Za krótko i za słabo ją znasz. Nie wierzę, że zdradzacie sobie już teraz wstydliwe tajemnice. Tym bardziej, że skupiacie się na ślepym zauroczeniu. A gdyby moja mała miała wypadek? – spytał nagle – Gdyby w jego skutek straciła twarz? Czy kochałbyś potwora? Czy gdyby została kaleką, spędziłbyś z nią resztę życia przebierając ją, podmywając? Karmiąc? Kochałbyś warzywo, którym musisz się zajmować i sprzątać po nim ekskrementy? Albo gdyby wylądowała w domu wariatów? Ośliniona, spętana w kaftan? Nie rozpoznawałaby cię. Czy dalej byś ją kochał? Czy poświęcił byś jej całe swoje życie? – spytał stając tuż przed Rafałem.
-Pan mówi o jakiś skrajnych przypadkach – zauważył chłopak.
-Bo życie jest skrajne! – burknął Wilczyński – Wy naprawdę zakładacie, że wszystko będzie cudownie, a po osiągnięciu dorosłości świat legnie wam z hukiem do stóp. A życie sprowadza was na ziemię. I wtedy są tragedie. Brak zrozumienia, samolubność, niedocenione poświęcenie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile wysiłku wymaga stworzenie idealnego, udanego związku. Nie mów więc o miłości – burmistrz wpadł w ton mentorski – Jeśli nie masz o niej pojęcia. Nie możesz teraz, w tak młodym wieku powiedzieć, że zawsze będziesz z moją córką. A ja wiem, że będę z nią zawsze, niezależnie jaki scenariusz przyniesie życie. I to pozwala mi mówić, że ją kocham. I pozwala to też prosić, byś się z nią więcej nie spotykał. Rozumiesz? – spytał łagodniej.
-Tak – odparł chłopak. Po chwili milczenia podniósł wzrok i spojrzał hardo w twarz mężczyzny – I odmawiam panu.
- Co, proszę?
-Odmawiam pańskiej prośbie. Zostałem wręcz zmuszony do takiej decyzji – Rafał odnalazł przyjemność w urzędowym formułowaniu zdań – Tak pięknie opowiedział mi pan o miłości. Możliwe, że jeszcze nie wiem czym ona jest. Ale jeśli teraz pana posłucham, być może nigdy się nie dowiem. Mówi pan o tym, jakie życie niesie przeciwności dla zakochanych. A pan i pana prośba są jedną z nich – dodał drżącym od emocji głosem – I choć chciał pan ukazać mi beznadziejność moich starań, to tylko pan mnie do nich zachęcił. Nawet przez chwilę dałem się nabrać na pańską grę. Przez moment naprawdę wierzyłem, że zależy panu na szczęściu i opinii córki. I dopiero później przypomniałem sobie o wyborach.
-Przestań – warknął burmistrz.
-I że niedobrze wyglądałby w kampanii taki niedokształcony, perspektywiczny zięć. Bo przecież obaj wiemy, ze ja na studia nie pójdę, bo nie będzie mnie na to stać. Nawet jeśli rzeczywiście pan mnie docenia, to boi się pan, żeby nazwisko mojej rodziny nie zostało połączone z pańskim.
-Dość – Wilczyński podniósł rękę w geście protestu.
-Bo jak by to wyglądało, córka tak zacnego męża stanu spotyka się z synem recydywistów i meneli – zakończył wściekle – Przykro mi, panie Wilczyński – dodał wstając – Ale nie spełnię pana prośby. Dziękuję, że poświęcił mi pan swój cenny czas – ruszył w kierunku wyjścia.
-Zaczekaj- powiedział cicho burmistrz. Rafał zamarł z ręką na klamce. Odwrócił się powoli.
-Tak, proszę pana?
-Naprawdę wyjątkowy z ciebie chłopak – powiedział Wilczyński nie patrząc mu w oczy – I przykro mi, że tak to się układa, ale takie jest życie... To nic osobistego...
-Do widzenia panu – Rafał wyszedł delikatnie zamykając za sobą drzwi.


***

Anna siedziała na skórzanej kanapie i bezmyślnie wpatrywała się w migający ekran telewizora. Kolejna reklama informowała ją o tym, czego właśnie potrzebuje i co musi kupić. Usłyszała skrzypienie gumowego obuwia na posadzce. W drzwiach salonu stanął ojciec. Mimowolnie Anna zwróciła uwagę, że prezentuje się dostojnie nawet w klapkach i szlafroku.
-Nie śpisz jeszcze? – spytał głupio.
-Oglądam program – odparła dziewczyna gestem wskazując telewizor. Ojciec spojrzał na prężących się siłaczy przygotowujących się do przeciągania TIR-a.
-Nie wiedziałem, że lubisz oglądać tych mięśniaków – zauważył.
-Czasami sobie oglądam – wyjaśniła – Czasami lubię oglądać coś przy czym nie trzeba myśleć – dodała. Mężczyzna wszedł do salonu i zajął miejsce w wygodnym fotelu.
-Rzeczywiście, czasem jest to potrzebne – stwierdził bez emocji. Przez chwilę oboje przyglądali się jak siłacze ciągną samochody. Żadne z nich nie było jednak zainteresowane przebiegiem rozgrywki. Anna zaczęła się martwić, że ojciec zechce spędzić ten wieczór przed telewizorem. Oznaczałoby to, że dzisiejszej nocy nie uda jej się wyrwać do Rafała. Co drugi dzień brała taksówkę, która wiozła ją na potajemne spotkanie z ukochanym. Początkowo drażnił go fakt, że wydaje na niego fortunę, ale dzielnica, w jakiej mieszkał zweryfikowała ten pogląd. Poza tym był to jedyny sposób by spędzić choć kilka godzin razem bez ryzyka przyłapania przez osoby postronne i, co nie bez znaczenia, bez zarywania obowiązków szkolnych. Tym bardziej, że Rafał był zazwyczaj sam w domu. Ponadto, chociaż chłopak nie okazywał tego po sobie, to miał wyraźny kompleks swojej sytuacji materialnej. Nie chciała pogłębiać jego frustracji. Wystarczało jej, że nazywał ją Księżniczką. Choć znała genezę tego przezwiska, nie traktowało go pejoratywnie. W końcu to on je nadał.
Spojrzała na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga trzydzieści. Zazwyczaj o tej porze ojciec już spał. Tym razem wyraźnie zamierzał zrelaksować się przy telewizji. Jeśli nie zrezygnuje w ciągu godziny, będzie musiała zadowolić się tylko rozmową telefoniczną. Westchnęła cicho.
-Podoba ci się twoja szkoła? – spytał nagle ojciec nie odrywając wzroku od ekranu.
-Do czego zmierzasz? – zdziwiła się.
-Po prostu pytam, czy podoba ci się szkoła – odparł spokojnie – Czy jesteś z niej zadowolona?
-Co to za pytanie? – Anna wiedziała, że ojciec nigdy o nic nie pyta „po prostu”. Był bardzo elokwentny i subtelny w swoich rozmowach. Przy pierwszym wrażeniu mógł oszukać rozmówcę odnośnie swojej powierzchowności. Anna wiedziała jednak, że pod tym płaszczykiem spokoju i kultury kryje się mężczyzna nie znoszący sprzeciwu i dążący do celu po trupach. Z przemiłym uśmiechem na twarzy.
-Do czego zmierzasz? – powtórzyła pytanie.
-Myślę o twojej przyszłości – odparł spokojnie Wilczyński zaszczycając ją wreszcie spojrzeniem – Zastanawiam się nad twoją maturą, studiami...
-Nie sądzisz, że mamy jeszcze na to czas? – w głosie Anny pojawiła się irytacja – Maturę mam dopiero za rok.
-Zgadza się, ale musisz zacząć myśleć o niej już teraz – stwierdził ojciec uśmiechając się przymilnie – Ani się obejrzysz, a już będziesz składała papiery na uczelnię. Masz pomysł co chcesz robić po maturze?
-Chcę zostać prawnikiem...
-Brawo! – ucieszył się szczerze – A gdzie chcesz studiować?
-Tutaj – odparła zaskoczona pytaniem – Po co mam gdzieś wyjeżdżać?
-Wiesz, cały urok studiowania polega na zmianie miejsca zamieszkania, wyrwaniu się spod skrzydeł rodziców...
-Dobrze mi tutaj – ucięła krótko – Nie muszę nigdzie jeździć.
-Nie wiesz co mówisz – stwierdził spokojnie – Zobaczysz, wyjedziesz na studia, na przykład do Warszawy, zaznasz życia studenckiego, nie będziesz chciała wracać do domu...
-Chcesz się mnie pozbyć?
-Córeczko, skądże znowu? – obruszył się teatralnie – Nic z tych rzeczy. Ja po prostu znam życie i wiem, jak to wygląda. Każde dziecko opuszcza rodzinne gniazdo i najczęściej dzieje się to przy okazji studiów. Oczywiście, jeśli ktoś ma możliwość studiowania. A ty masz i to duże. Więc chcę ci tylko pomóc. Chcę dla ciebie jak najlepiej.
-Wiem – odparła, czując, że dała się znów złapać w jedną z jego gierek – Ale przecież jeszcze jest czas...
-Zgadza się – przytaknął Wilczyński – Zastanawiam się tylko, że skoro chcesz studiować w Warszawie, to czy nie powinnaś poznać miasta, jego klimatu i tamtejszych wymagań...
-O czym... – zaczęła i nagle wszystko zrozumiała. Poczerwieniała z wściekłości – Co ty zrobiłeś? – syknęła.
-Przeniosłem cię do szkoły z internatem – odparł spokojnie, wiedząc, że może już wykładać kolejne karty na stół – Ja wiem, że twoje liceum ma znakomitą opinię. Ale zadbałem o to, żebyś poszła do najlepszej szkoły w Warszawie. Prywatnej, oczywiście.
-Co zrobiłeś? – Anna nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.
-Stworzyłem ci lepsze warunki do nauki – kontynuował spokojnie – I przygotowałem lepszy start dla ciebie. W tym tygodniu już nie musisz chodzić do szkoły. Pojutrze wyjeżdżamy. Zaczniesz tam naukę od przyszłego tygodnia.
-Tato!
-Jest dopiero październik, a ty jesteś zdolna, zdążysz więc dopasować się do tamtejszego programu. Wiem, że to dość nagła wiadomość, ale trafiła się niezwykła okazja i nie mogłem czekać z podjęciem decyzji. Może to być dla ciebie szok, ale prześpij się z tym i rano sama przyznasz mi rację.
-Chyba żartujesz! – krzyknęła płaczliwie.
-Nie podnoś na mnie głosu – skarcił ją – Podjąłem decyzję. Przyda ci się zmiana otoczenia.
-Chodzi ci o Rafała, tak? – jęknęła przez łzy – O to ci chodzi, tak?
-Nie rozumiem o czym mówisz – skłamał – Poza tym, dalej podnosisz głos. Aaa, Rafał! – udał, że sobie coś przypomniał – Chodzi ci o tego nowego chłopaka?
-Nie jest nowy! Jesteśmy razem pół roku!
-To niedługo – stwierdził spokojnie – Zresztą, twoja przyszłość jest najważniejsza.
-A jeśli ja ją chcę spędzić z nim?
-Jeśli zostaniesz prawnikiem, prędzej czy później się z nim spotkasz – zauważył złośliwie – Na sali sądowej...
-Boże! Nie sądziłam nigdy, że możesz być aż tak perfidny i wyrachowany!
-Nie zapominaj się córeczko – upomniał ją delikatnie.
-Czemu wy jeszcze nie śpicie? – z korytarza dobiegł głos pani Wilczyńskiej. Kobieta pokazała swoją zaspaną twarz w szparze drzwi – Co to za krzyki po nocy?
-Mamo! – Anna zerwała się z płaczem i podbiegła do matki. Ta przygarnęła ją w objęcia.
-Co się stało? – spytała męża.
-Anna przywiązała się do swojej szkoły – odparł Wilczyński wstając.
-Jednak się zdecydowałeś... – stwierdziła beznamiętnym tonem kobieta. Anna odchyliła się od niej i z przerażeniem spojrzała w jej twarz.
-Ty wiedziałaś! – jęknęła z wyrzutem. Matka odwróciła wzrok.
-Dość na dzisiaj – uciął rozmowę Wilczyński chwytając pilota i wyłączając telewizor – Będzie lepiej, jak przywykniesz do tej myśli i od razu zaczniesz się pakować – zwrócił się do córki – I nie próbuj się nigdzie wymykać. Mogę stać się bardziej radykalny – dodał stanowczo. Anna zaniosła się płaczem i pobiegła do swego pokoju. Matka spojrzała na Wilczyńskiego. Nie wytrzymała jego wzroku nie wyrażającego żadnych emocji. Opuściła głowę. Mężczyzna bez słowa wyminął ją i opuścił pokój.


***


Anna wyszła na ganek. Zaczerpnęła ciepłego, czerwcowego powietrza. Wieczór był piękny, ale dziewczyna nie była w nastroju do zachwytów. Pomysł z urządzeniem klasowej imprezy integracyjnej pod nieobecność rodziców był genialny w swojej prostocie, jednak jego realizacja odbiegała od wyobrażeń dziewczyny. Pierwszy rok liceum nie był tak straszny jak się spodziewała. Nie miała problemów z nauką, gorzej było z relacjami z rówieśnikami. Bycie córką burmistrza miało swoje plusy, sprawiało jednak, że wszyscy odnosili się do niej z dystansem, traktując ją jak wielką panią, która próbuje być zwykłą dziewczyną. Nie narzekała na brak koleżanek, ale wiedziała, że nie może liczyć na ich przyjaźń. Nie mogła wyzbyć się uczucia interesowności, jaką ją obdarzano. Jakby znajomość z nią stanowiła znakomitą rekomendację do awansu na drabinie popularności. Celowo nie chciała iść do prywatnej szkoły, nie widziała siebie w towarzystwie dzieci nowobogackich i wysoko postawionych rodziców. Rzeczywistość w publicznym liceum, choć renomowanym, uświadomiła jej, że tak naprawdę nie należy do żadnej z grup. Chcąc zacieśnić swoje więzy z klasą zaprosiła wszystkich na imprezę z okazji zakończenia roku. Liczyła, że wszyscy zobaczą, że jest zwyczajną dziewczyną, tym samym, wreszcie zaakceptują ją bez żadnych konotacji finansowych. Niestety, większość zachłysnęła się bogactwem jej domu, pozostali, głównie chłopcy, spili się i zaczęli rozrabiać. Jutro będzie miała duży problem by posprzątać zalaną sofę i zasypany chipsami i kukurydzą salon. Nie mówiąc o zabrudzonych wymiocinami toaletach. Jakby tego było mało, miała jeszcze kłopoty z Damianem. Nie dał sobie wytłumaczyć, że to spotkanie klasowe, uparł się, że jako jej chłopak musi być obecny. Anna zastanawiała się, dlaczego godzi się ciągle na jego zachcianki. Niezależnie czy chodziło o spotkania towarzyskie czy seks, Damian zawsze musiał dominować i realizować swoje ego, najczęściej jej kosztem. Tak jak dzisiaj, kiedy wczuł się w rolę pana domu, dyrygując wszystkimi, głównie Anną. Wiedziała już, że go nie kocha. To było tylko przywiązanie. I strach. Nie tylko przed samotnością. Przede wszystkim przed Damianem. Owszem, bywał sympatyczny i czuły, niestety, coraz rzadziej. Głównie jawił się jako gwałtowny, wulgarny brutal. Od tygodni wmawiała sobie, że musi skończyć ten związek, ale za każdym razem brakowało jej odwagi. I zawsze potem płakała. Teraz ze wszystkich sił powstrzymywała łzy.
-Tu jesteś – usłyszała za plecami. Drgnęła przestraszona. Damian stał oparty o framugę trzymając w dłoni drinka.
-Unikasz mnie, maleńka? – spytał uśmiechając się lubieżnie.
-Daj mi spokój – ucięła nerwowo. Podszedł do niej chwiejnym krokiem i położył jej rękę na ramieniu. Strąciła ją lekko. Powtórzył zabieg, tym razem gwałtowniej i brutalniej.
-To boli – jęknęła z wyrzutem.
-I dobrze- zauważył złośliwie – To za karę.
-O co ci chodzi? – spytała przestraszona.
-O tych pajaców w twoim domu – odpowiedział owiewając ją alkoholowo – tytoniowym oddechem – Masz wolną chatę, a spraszasz tu tych kretynów zamiast mi poświęcić swój czas.
-Daj mi spokój – powtórzyła cicho. Damian upuścił drinka, który rozbił się u ich stóp i wolną ręką ścisnął jej drugie ramię.
-Spław ich zaraz albo ja to zrobię – wycedził – Mam na ciebie ochotę i nie potrzebuję publiki.
-Przestań – poprosiła.
-A może tu się zabawimy? – spytał retorycznie nachylając usta do jej twarzy.
-Głuchy jesteś? – rozległ się niespodziewanie męski głos. Anna wykorzystała zaskoczenie Damiana i wyrwała się z jego uścisku. Obejrzała się zdziwiona. W ciemnym rogu ganku siedział chłopak z puszką piwa. Odstawił ją na stolik, wstał i podszedł pewnie w kierunku Damiana. Anna rozpoznała Rafała – kolegę z klasy. Zapomniała nawet, że go zaprosiła. Chłopak pochodził z biednej rodziny, całymi dniami siedział w bibliotece z nosem w książkach. Wiedziała, że uczy się bardzo dobrze, ale widziała ile wysiłku w to wkłada. Wiedziała też, że powyższe powody przekreślały go towarzysko. Był zawsze z boku, nikt się nim szczególnie nie interesował, a i on sam nie zabiegał o niczyje względy. Był tu, bo zaprosiła całą klasę. Inaczej pewnie by o nim zapomniała.
-Co powiedziałeś? – syknął Damian mierząc go mętnym wzrokiem.
-Więc jednak jesteś głuchy – stwierdził Rafał podchodząc do chłopaka. Mimo iż był od niego dwa lata młodszy, dorównywał mu wzrostem i szczupłą, lecz atletycznie zbudowaną sylwetką – Więc ci powtórzę. Twoja dziewczyna prosiła o spokój. Uszanuj jej prośbę.
Anna odsunęła się przerażona. Znała porywczość Damiana. Bała się nawet odezwać, choć ostatnią rzeczą jakiej teraz chciała, to to, by pobił jej, bądź co bądź, kolegę z klasy.
-Spierdalaj, pajacu! – burknął Damian i wymierzył cios. Rafał zręcznie uniknął uderzenia i sam przypuścił atak. Pięść zgniotła wargi Damiana, które pękły pod naciskiem, tryskając krwią. Lewy sierpowy trafił w skroń, cios w brzuch nie pozwolił upaść, ale przyczynił się do tego hak od dołu, który rozbił chłopakowi nos. Damian wzbił się na chwilę w powietrze by gwałtownie wyruszyć na spotkanie deskom ganku. Gdy tylko ciało uderzyło o podłogę, Rafał wyprowadził dwa kopniaki w żołądek i kolejny w twarz. Wiedział, że nie jest honorowo bić leżącego. Wychował się jednak w takiej dzielnicy, gdzie dość szybko musiał nauczyć się używać pięści. A prawo ulicy mówiło, że jeśli już uderzasz, to skończ dopiero, gdy jesteś pewien, że przeciwnik nie jest w stanie oddać ciosu. Otrzeźwił go dopiero krzyk Anny:
-Przestań!
Spojrzał na nią, zlustrował leżące u stóp ciało i cofnął się do tyłu. Damian próbował się podnieść, ale zmaltretowany żołądek postanowił zwrócić swoją zawartość, która wraz z krwią trysnęła przez usta. Anna w pierwszej chwili chciała podbiec do chłopaka, ale jego torsje pomogły zwalczyć ten niepotrzebny odruch. Damian usiadł po chwili nieporadnie, rękawem otarł z brody krew i wymiociny. Jęknął gdy dotknął rozbitego nosa i warg.
-Ty gnoju... – wyszeptał, unikając jednak wzroku Rafała – Nawet nie wiesz kim jest mój ojciec. Ty nawet nie wiesz co zrobiłeś...
-Obiłem gębę śmieciowi, który wyżywa się na dziewczynie i zasłania tatusiem, bo sam nie ma jaj by się postawić – odpowiedział Rafał. Anna wciągnęła z sykiem powietrze. Pierwszy raz słyszała, żeby ktoś w taki sposób odezwał się do Damiana. Zazwyczaj otaczał się swoimi pochlebcami i młokosami, którym imponował siłą i nieokiełznanym charakterem. Sama dała się kiedyś na to nabrać. I nagle zrozumiała, że Rafał ma rację. Że wreszcie może skończyć tą farsę, jaką był jej związek.
-Jeszcze zapomniałeś wspomnieć o swoich kolegach, którzy mnie za to dorwą – zauważył Rafał. Damian z trudem podniósł się, konsekwentnie unikając wzroku przeciwnika. Zwrócił się do Anny.
-Zadzwoń po gliny albo wyrzuć tego śmiecia – wskazał Rafała ręką – Albo najlepiej jedno i drugie.
-Zadzwonię – odparła cicho Anna – Jeśli ty się stąd nie wyniesiesz.
-Coś ty powiedziała? – warknął z trudem oddychając przez rozbity nos.
-Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj – powiedziała Anna nieco głośniej – To koniec.
-Nie wiesz co mówisz...
-Wiem – rzekła już całkiem pewnym głosem – Zrywam z tobą. I nie chcę cię więcej znać. Zmarnowałeś kilka pięknych miesięcy mojego życia. Wynoś się.
Damian dostrzegł, że w drzwiach na ganek i w oknach pojawiają się twarze ciekawskich imprezowiczów. Postanowił zachować twarz przed publiką.
-Ty szmato! – krzyknął – Twój wybór! Ale pożałujesz tego!
Dalej unikał obserwacji Rafała, nie dostrzegł więc kolejnego ciosu, który zwalił go z nóg. Następujący po nim kopniak wyrzucił go do ogródka.
-Grzeczniej chamie – powiedział Rafał. Damian podniósł się niezgrabnie.
-Pożałujesz, skurwielu – wycedził – Mój ojciec...
-Twój ojciec jest lekarzem – przerwał mu chłopak i ruszył powoli w jego kierunku. Damian cofnął się niepewnie. – I chyba nie dość dobrym, sądząc po twoim stanie zdrowia – kontynuował Rafał – Mój ojciec siedzi za zabójstwo takiego buca jak ty. Między innymi. Chcesz sprawdzić moje geny? A może postraszysz mnie kumplami, utrudnisz życie swojej byłej dziewczynie? – mówił dalej idąc, podczas gdy Damian cofał się powoli w kierunku bramy wyjazdowej –To pamiętaj, że na mojej dzielnicy, tacy jak ty są krojeni ze wszystkiego. Pomyśl naprawdę dobrze czy chcesz, żebym musiał odwołać się do solidarności moich ziomków? Władza twojego tatusia tam nie sięga. Ale my możemy sięgnąć po jego samochód, wyposażenie domu, cokolwiek. Czy naprawdę chcesz mieć we mnie wroga? – spytał spokojnie. Damian dotknął plecami furty i nerwowo zaczął szukać po omacku klamki. Rafał uśmiechnął się złośliwie. –Niestety, musisz mi udzielić odpowiedzi już teraz, bo nie wiem, czy nie wytłumaczyć ci wszystkiego jeszcze raz – dodał zaciskając pięści.
-Nie bij już – jęknął Damian – Zrozumiałem – rzucił cicho. Przekręcił szybko klamkę, zderzył się z furtką, wreszcie wybiegł na ulicę. Dopiero jak uzyskał bezpieczną odległość, odważył się odwrócić i wygłosić kilka epitetów do swego niedawnego rozmówcy. Rafał westchnął tylko i zamknął furtkę. Wrócił na ganek, gdzie zebrał oklaski kolegów i koleżanek z klasy, którzy gwałtownie zmienili opinię o ubogim kujonie. Rafał nie zwrócił uwagi na poklepywanie i słowa uznania, podszedł do Anny i ukłonił się lekko.
-Przepraszam za moje zachowanie – powiedział – Chciałem się tylko pożegnać i już sobie idę.
Został natychmiast zakrzyczany przez wszystkich, którzy kategorycznie zabronili mu opuszczania imprezy, żądali wznoszenia toastów i pragnęli rozmawiać.
-Zostań – Anna odezwała się cicho, ale on usłyszał ją mimo gwaru. Zawahał się tylko przez moment. Mucha wpadła w sieć.


***

Rafał leżał wpatrując się tępo w sufit. Nie miał siły płakać. Nie potrafił. Życie nauczyło go niewiary i nieufności. I ze wszystkich sił starał się nie wierzyć. W domu panowała całkowita cisza. Matka spała upojona alkoholem, a on nie miał ochoty na żadną muzykę. Ta bezdzwięczność i biel sufitu korespondowały idealnie z pustką w jego głowie. Przez chwilę wydawało mu się, że słyszał jak kamyczek odbija się od szyby. Tak zawsze sygnalizowała swe przyjście Anna, jeśli z jakichś powodów nie mogła tego zrobić za pomocą telefonu. Poderwał się najpierw z nadzieją, dopiero po chwili uświadomił sobie, że jest to niemożliwe. Nagle kolejny kamyczek odbił się od szyby. Rafał zerwał się na nogi i podbiegł do okna. W ciemności pod domem nie był jednak w stanie niczego dostrzec. Uderzenie w szybę sprawiło, że podskoczył przerażony. Nerwowo otworzył okno i wychylił się za parapet. Wzrok przyzwyczajony do światła odmówił posłuszeństwa. Postanowił sobie pomóc głosem.
-To ty, Księżniczko? – spytał. Po chwili, która dla niego trwała godziny, usłyszał odpowiedź, po której uderzyły go na przemian fale chłodu i gorąca.
-Ja, kochanie – dobiegł głos z ciemności – Wpuścisz mnie, czy mam tu dalej marznąć?
Nie udzielił odpowiedzi, tylko rzucił się do wyjścia. Zbiegł po schodach i otworzył drzwi. Anna czekała już na progu. Podobnie jak wczoraj, była ubrana w długi prochowiec i klapki po kąpieli.
-Przeziębisz się jak będziesz tak chodzić! – skarcił ją zapraszając do środka. Wsunęła się cicho do domu i ruszyła po schodach do jego pokoju. Rafał poczuł narastającą erekcję, gdy pomyślał, że Anna może być pod płaszczem całkiem naga. Tak jak wczoraj. Zamknął drzwi i wbiegł na górę. Dziewczyna siedziała na łóżku. Płaszcz leżał na środku podłogi. Rafał zamarł uraczony pięknem jej nagości.
-Będziesz tak stał, czy mnie wreszcie rozgrzejesz? – uśmiechnęła się zalotnie. Nie czekał dłużej. Błyskawicznie zdjął bluzę i koszulę i padł w jej objęcia. Ich usta zwarły się w pocałunku, wspólnie rozpoczęli walkę z paskiem jego spodni. Wyswobodzona męskość wyskoczyła prężnie do góry, tylko po to, by Anna pochłoneła ją swym ciałem. Kochali się dziko i intensywnie, tak jakby był to ostatni raz lub pierwszy od wielu lat. Wreszcie wyczerpani opadli na poduszki.
-Kocham cię, Księżniczko – wyszeptał szczęśliwy, całując jej włosy.
-Ja ciebie też, kochany – odparła nie podnosząc głowy z jego piersi.
-Bałem się, ze już cię więcej nie zobaczę – powiedział, zachwycony faktem, że znów może z nią rozmawiać.
-Przecież mówiłam, że zawsze będę z tobą – odparła spoglądając mu w oczy – A wiesz, że zawsze dotrzymuję obietnic.
-Wiem – uśmiechnął się – Ale mówili mi, że odeszłaś. Nie uwierzyłem im, ale nie widziałem cię dziś w szkole...
-Bo chcieli mnie przenieść – odparła smutno – Przecież byłam z tobą w nocy. A w szkole nie mogę się pojawić, bo mnie znajdą.
-Uciekłaś! – zrozumiał nagle – Dlatego masz tylko ten strój? – gdy uśmiechnęła się potakując, dodał – Uciekłaś z łazienki?
-Tak. Powiedziałam, że idę się kąpać i uciekłam. Nie dam nikomu nas rozdzielić.
-Nie uda im się, nie zdołają – potwierdził ochoczo Rafał – Boże, wiesz do czego się posunęli? Powiedzieli mi, że nie żyjesz!
-A jakie to ma znaczenie? – rzekła cicho.
-Jak to jakie? – spojrzał na nią ze zdziwieniem – Czy ty wiesz, co ja dziś przeżywałem? Powiedzieli mi, że się zabiłaś! Powiedzieli, że jutro pogrzeb! Zdajesz sobie sprawę, co ja czułem? Pytasz, jakie to ma znaczenie?
-Pytam- powiedziała patrząc mu głęboko w oczy – Jakie to ma znaczenie, że nie żyję?
Rafał spojrzał na nią przerażony. Anna usiadła na nim. Jej oczy stały się dziwnie mętne, usta poszarzały. Skóra gwałtownie zsiniała, stała się przeraźliwie zimna. Niebieskie linie żył wybrzuszyły się na całym ciele i wreszcie pękły na przedramionach. Strumienie zimnej krwi zbryzgały ściany i sufit. Tętnice zaczęły wysuwać się z nieruchomego ciała, niczym potworne wije zaczęły oplatać sparaliżowanego ze strachu Rafała. Owinęły go niczym kokon i dalej rozpełzały się po całym pokoju, czepiając się ścian, okien i mebli. Gdy cały pokój oplotła pajęczyna żył, Anna objęła nogami ciało ukochanego. Dziewczyna rozłożyła ręce w geście parodiującym mękę Mesjasza. Tętnice napięły się unosząc splecione ciała w powietrze. Makabryczna kołyska bujała się pośród krwi i żył. Rafał nie mógł się poruszyć opleciony błękitno-krwistymi wstęgami. Wpatrywał się przerażony w coś, czego nie mógł objąć swoim kurczącym się ze strachu umysłem. Do jego uszu dotarły tylko strzępy słów.
-Kocham... pocięłam się... chcieli rozdzielić... wiecznie... będę... nie powstrzyma... uciekłam... będę... zawsze... nie problem... nie kochasz... dlaczego... miłość... kłamałeś... nie ciało... dusza... kochasz? Zaśnij... Śpij... Śnij... kochasz?
Chłopak poczuł, że traci świadomość, krwiste pęta zaciskały się coraz mocniej na jego nagim ciele. Poprzez wypływającą z ust pianę zdołał jedynie wycedzić.
-Kocham cię, Księżniczko...
Przez chwilę jeszcze widział wyblakłe oczy Anny, wreszcie pochłonęła go ciemność.


***

Wilczyński wszedł do sali. Rafał leżał przykryty białym prześcieradłem. Jedyny dźwięk jaki rozpraszał szpitalną ciszę dobiegał z respiratora. Poseł stanął obok siedzącego na krześle recydywisty. Ojciec Rafała zmierzył Wilczyńskiego wzrokiem.
-Ile to już lat? – spytał sam siebie – To przecież tylko zapaść! Mówią, że wszystko z nim w porządku. Dlaczego więc nie mogą go obudzić? Dlaczego on ciągle śpi? Dlaczego? – zaszlochał. Wilczyński nie był w stanie wydusić słowa. Położył tylko dłoń na ramieniu mężczyzny i spuścił głowę. Znów zapadła cisza. Rafał wciąż uśmiechał się przez sen.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -